News Ticker

Zaczyna się od nazw ulic

Powiedz mi, co myślisz o nazwach polskich ulic, to powiem ci kim jesteś i na ile rozumiesz tragizm naszych dziejów. Powyższa parafraza słów Radosława Sikorskiego o płk. Kuklińskim doskonale ujmuje problem z którym świadomi Polacy zmagają się od ćwierćwiecza w (nie)podległej ojczyźnie. Problem ten jest na tyle wąski że obejmuje tylko jedną dziedzinę błędów transformacji 89 i na tyle szeroki by zlikwidowany pociągnął za sobą szereg wydarzeń, które ostatecznie pogrzebałyby postkomunistyczną III RP na śmietniku historii. Mowa rzecz jasna o nazwach polskich ulic.

Fatalne skutki zaniechania procesu dekomunizacji można zauważyć na praktycznie każdej płaszczyźnie życia społeczno-politycznego. Jednak najbardziej bolesne są te, które widzimy na co dzień. Szczególne emocje – czemu nie trudno się dziwić – wywołują pośród kombatantów i ich rodzin. Ludzi, którzy walcząc zbrojnie i intelektualnie z dwoma totalitarnymi molochami: Niemcami i Sowietami, potracili niejednokrotnie zdrowie i napatrzyli się na śmierć przyjaciół. Byli więzieni, torturowani, skazywani na śmierć i wyszydzani. Zabierano im domy, bliskich, niekiedy dzieciństwo. Lecz co stało się z tymi, którzy dopuścili się owych potwornych czynów. Czy zostali sprawiedliwie ukarani ? Czy to oni żyją teraz na marginesie społecznym ? Nie. Posiadają zamiast tego wysokie emerytury i stać ich na nowoczesne wygody, podczas gdy ich ofiarom nie starcza pieniędzy na leki i codzienne godne życie w Polsce za którą przelewali krew. Można powiedzieć, że koszmar niektórych z nich trwa nadal. Znów doświadczają nakazów eksmisji tak jak chociażby Józef Rolny w Opolu czy Stanisław Dubrawski w Nysie. Znów też można usłyszeć wypowiedzi przepełnione nienawiścią godną lat 50. Nienawiścią w której prym wiodą prominentne postacie dzisiejszej polityki z Palikotem, Niesiołowskim i Senyszyn na czele.

Wgłębiając się w problem na co dzień dla mieszkańców stolicy nie za bardzo widoczny (mamy tylko 3 główne komunistyczne ulice: 17 stycznia, Armii Ludowej i Karola Modzelewskiego) łatwo można zauważyć że absurd goni absurd. Chociażby w Kępnie „ulica PKWN krzyżuje się z ul. Armii Krajowej. A w ul. Kombatantów wpada ul. Polskiej Partii Robotniczej.” – pisze na stronie niezalezna.pl Wojciech Mucha. Idąc dalej, w Skierniewicach w województwie łódzkim znajdujemy ulicę Aleksandra Zawadzkiego – przewodniczącego biura komunistów w ZSRR. Przez znajdującą się natomiast nieopodal małą malowniczą miejscowość – Żychlin przebiegają ulice Janka Krasickiego i Hanki Sawickiej. Krasicki jako członek bojówek PPR jest bezpośrednio odpowiedzialny za rozstrzelania działaczy narodowych w 1939. Sawicka natomiast będąc przedwojenną żydokomunistyczną działaczką zajmowała się agitacją na rzecz sowieckich ideałów. Bardziej szokujące jednak jest pozostawienie ulic pod patronatem Armii Czerwonej w momencie, w którym miażdżąca większość społeczeństwa wie o ogromie zniszczeń gwałtów i nieszczęść jakie ze sobą niosła. Były one tak wielkie, że historycy zanotowali przypadki miejscowości, w których w 1945 roku mimo skali terroru jakiej doświadczono od Niemców, w kościołach modlono się o ich powrót. Przykłady miast w których honorowana jest Armia Czerwona znajdziemy w całej Polsce, jednak największe z nich to: Szklarska Poręba, Bogatynia czy Siedlce.

Analogicznych przykładów można mnożyć bardzo wiele, jednak na czoło rankingu wysuwają się ulice Karola Świerczewskiego, których w Polsce jest 86, „wyzwolenia” – 34, Armii Ludowej  – 26 i Hanki Sawickiej – 25. Problem dotyczy ponad 1500 dróg publicznych w Polsce. Zbliżające się rządy PiSu będą miały przed sobą dużo pracy, bo nie wspomniałem nawet o placach (Karola Marksa we Wrocławiu !!!) czy pomnikach, które od oddolnego wymierzania sprawiedliwości przez ludzi chronione są prawnie przez „rozgrzanych sędziów”. Powyższe zagadnienie dobrze odzwierciedla przypadek mojego redakcyjnego kolegi Ziemowita Kossakowskiego, który w ramach happeningu polegającego na obklejeniu taśmą przezroczystą pomnika wdzięczności armii radzieckiej naraził się na konsekwencje prawne za „zmianę stanu faktycznego obiektu”. Czy to jest właśnie Polska za jaką krew przelewali bohaterowie pokroju Witolda Pileckiego czy Hieronima Dekutowskiego, którzy w przeciwieństwie do swoich oprawców nie doczekali się godnego upamiętnienia? I co mają zrobić żyjący jeszcze weterani, idąc ulicą Armii Czerwonej obok pomnika komunistycznego zbrodniarza ? Jedynie cicho zapłakać i powtórzyć pod nosem za prof. Witoldem Kieżunem „Smutno mi, że  umieram jednak nie w tej Polsce, o którą walczyłem”

 

Andrzej Brzozowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*