News Ticker

Wywiad z prof. Z. Krasnodębskim

WYWIAD Z PROF. ZDZISŁAWEM KRASNODĘBSKIM

LIDEREM WARSZAWSKIEJ LISTY PRAWA I SPRAWIEDLIOWŚCI

W WYBORACH DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO

Dlaczego chciałby Pan zostać europosłem?

Rzeczywistość Europy Zachodniej znam trochę z bliska, z autopsji, także z tego, że pracuję w różnych instytucjach akademickich. Poza tym środowiskiem często mam do czynienia z doradcami politycznymi, przedstawicielami elity ekonomicznej, czy gospodarczej. Dzięki tym wszystkim doświadczeniom znam społeczeństwo z innej perspektywy, która wcale nie jest taka oczywista. Oprócz wiedzy teoretycznej, chciałbym do pracy w Parlamencie Europejskim, wnieść również swoją wiedzę praktyczną.

W swojej pracy poselskiej chciałbym się zająć sprawami migrantów, zjednoczeniem i pogodzeniem się zagranicznej Polonii, szczególnie zlikwidowaniem asymetrii pomiędzy traktowaniem mniejszości narodowych w Polsce, a Polonii za granicami naszego kraju. Następnie chciałbym móc wpłynąć na wyrównanie we wszystkich unijnych krajach, dopłat dla rolników. Moim celem strategicznym byłoby doprowadzenie do takiego postrzegania naszego kraju zagranicą, żeby Polska była uznana i akceptowana. Można do tego doprowadzić poprzez burzenie stereotypów o Polsce i PiS –ie.Programem na całe pokolenia jest dążenie do tego, by Europa była bardziej polska, a nie tylko Polska bardziej europejska. Rozumiem przez to prezentowanie i przedstawianie Polski w Europie. Chciałbym, żeby książki o historii naszego kraju były tłumaczone na inne języki europejskie. Żeby Europa bardziej poznała papieża Jana Pawła II, księdza J. Popiełuszkę, który powinien zostać współczesnym patronem Starego Kontynentu, J. Karskiego, rotmistrza W. Pileckiego, I. Syndlerową, Żołnierzy Wyklętych. Rola europosła to nie tylko Bruksela. Będąc wybranym w tych wyborach jest się posłem do Europy. Właśnie dlatego chciałbym zostać euro deputowanym, żebym tymi sprawami mógł się zajmować na większą skalę, na poziomie całej Unii Europejskiej.

Czego dzisiejsi Polacy mogą nauczyć Europę? Co możemy wnieść do wielkiej wspólnoty europejskiej?

Chciałbym, żeby moja odpowiedź mogła brzmieć, że możemy Europie zaproponować jakieś wspaniałe technologie, wyroby naszego przemysłu lub wyjątkowo unikalne patenty. Niestety, jeżeli chodzi o wynalazczość i innowacyjność, to nawet ci, którzy tworzą polski sukces, przyznają, że wygląda to bardzo mizernie. Trzeba się ograniczyć do innych dziedzin życia. Kiedyś uważaliśmy, iż wnosimy do Europy nasze tradycje wolnościowe. Tak też jest i dzisiaj. Szczególnie w przypadku Ukrainy widać, że Polacy prawidłowo reagują na to, co się złego dzieje za naszą wschodnią granicą. Podobnie, jak przed paru laty ważne było nasze poparcie dla Gruzji. Nasza suwerenność i niepodległość, jako największego kraju środkowej Europy, jest bardzo dużą wartością. Niezwykle istotne jest również to, że jesteśmy krajem wielkiej Solidarności. Akurat tego nie udało nam się przekazać Europie. Dzisiejszy Stary Kontynent oparty jest na anty solidaryzmie, braku solidarności. Wyróżniamy się z pośród innych narodów wysokim stopniem religijności. Również tę religijność moglibyśmy przenosić do Europy. Nasza polityka w Unii Europejskiej także mogłaby być inna. Mogłaby służyć wzmacnianiu państwa narodowego i wartości chrześcijańskich. Powinna się przeciwstawić tendencjom zmieniania Europy w „super państwo”. Być może te sprawy mogą wydawać się ogólne, ale są bardzo ważne. Za kilka lat chciałbym, żebyśmy także mogli więcej wnieść w dziedzinie nauki i gospodarki. Żeby w czołówce największych, europejskich przedsiębiorstw znajdowały się firmy z Polski, a w rankingu najlepszych europejskich uniwersytetów, w pierwszej dziesiątce plasowały się Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński. Byśmy nie musieli w przyszłości mówić, że Europa staje się na przykład, bardziej niemiecka, ale żeby stawała się bardziej polska.

Jakie są obecne wartości europejskie? Czy w dniu dzisiejszym w ogóle możemy jeszcze mówić o takich wartościach?

Na pewno do takich europejskich wartości należy zakaz wykluczania i dyskryminowania innych ludzi. Nie chcemy nikogo prześladować z powodu jego wyglądu, płci, czy też innej odmienności. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy przestrzegając zasad tolerancji, boimy się wyznaczać jakiekolwiek kryteria normalności. Jest to wykorzystywane do przeprowadzenia bardzo dalekiej zmiany kulturowej. Są w tym często motywy chrześcijańskie, oparte na wzajemnym miłosierdziu i potrzebie kochania każdego człowieka takim, jaki jest. Bez względu na to, jak by nie był ułomny. Jeżeli chcemy się bronić przeciwko tendencjom skrajnym, wręcz absurdalnym, chcącym na dłuższą metę zamknąć chrześcijan w przysłowiowym rezerwacie, to trzeba przekonywać większość, że są pewne granice, których nie można przekraczać. Na przykład sprawa eutanazji. Obecnie bardzo trudno zdefiniować, co to jest naturalna śmierć, ale nie możemy powiedzieć, że jest to kwestia wyboru. Potem nie jest to już żaden wybór, a zwykły nacisk na starych, schorowanych ludzi, powodujący, że oni czują się odrzuceni i niepotrzebni.

Które z przepisów prawa unijnego uważa Pan Profesor za najbardziej szkodliwe dla Polski i o ewentualną zmianę którego z nich będzie Pan najbardziej zabiegał?

Na pewno do takich przepisów należą zapisy pakietu energetycznego. Zamykają nam drogę do rozwoju. Ponieważ nie wolno nam korzystać ze złóż węgla i łupków gazowych, zmusza to nas do radykalnych ograniczeń. Większość tych, którzy popierają te ograniczenia naprawdę przejmuje się środowiskiem naturalnym, ale nie zdają sobie sprawy z konsekwencji wprowadzania tych ograniczeń. Na przykład, obecnie w Niemczech postawiono na odnawialne źródła energii i od razu obywatele zaczęli więcej płacić za prąd. Temat jest bardzo złożony. Niestety łatwo takim krajom, jak my, coś narzucić. Przykładowo kazać budować wiatraki. Bundestag debatuje nad wspieraniem niemieckich kopalni węgla brunatnego, choć są one jeszcze bardziej ruinujące środowisko naturalne, niż nasze górnictwo. Powinniśmy innym tłumaczyć, że musimy mieć szansę rozwoju. Natomiast państwa, które są bardziej rozwinięte powinny więcej zrobić dla ochrony naturalnego środowiska. Trzeba też w Parlamencie Europejskim umieć piętnować hipokryzję innych. Obecnie Komisja Europejska naciskała, żeby podnieść problem spalin samochodowych, co w sposób naturalny uderzyłoby w przemysł samochodowy Niemiec. Pod naciskiem kanclerz A. Merkel sprawa ta spadła z porządku obrad. Powinniśmy walczyć o pełną równorzędność w traktowaniu wszystkich państw członkowskich, jak również walczyć z lobby, które niewątpliwie kryje się za polityką klimatyczną. Podobnie ma się sprawa z polskimi stoczniami. Powinniśmy mieć większe okresy ochronne. Powinna być inna polityka dla państw „starej” i „nowej” Unii.

Uchwaleniem jakich przepisów, z polskiego punktu widzenia, Parlament Europejski powinien się zająć w pierwszej kolejności?

Należy znieść nierówności w dopłatach dla rolników. Powinno się podjąć walkę z kryzysem demograficznym, między innymi poprzez przekazanie na ten cel dotacji europejskich. Tak samo regulacji na poziomie europejskim wymaga promocja rodzimego przemysłu, żeby móc się przeciwstawić potężnym, zagranicznym firmom i korporacjom. Gdy amerykańskie firmy nie płacą podatków w kraju prowadzenia swojej działalności, spotyka to się z oburzeniem państw europejskich. Natomiast, gdy to samo dotyczy europejskich koncernów w innych krajach naszego kontynentu, problem ten jakby przestaje istnieć.

Zna Pan Profesor bardzo dobrze Niemcy. Czy według Pana, nie zdominowały one ostatnio w zbyt duży sposób Unii Europejskiej?

Jak najbardziej tak. Nawet już Komisja Europejska jest tym faktem zaniepokojona. Chodzi o ograniczenie niemieckiego eksportu. Myślę, że nawet sami Niemcy są tym zaniepokojeni, bo wcale to nie oznacza, że żyje im się lepiej. Uważam, że jest to niedobre dla Niemiec, Polski, ale i całej Europy.

Jak silną pozycję w Niemczech ma Związek Wypędzonych i Erica Steinbach? Czy ich działalność stanowi realny problem i jakieś zagrożenie dla Polski?

Tego problemu nie powinniśmy tylko redukować do E. Steinbach, która zresztą jest ważnym politykiem CDU, była przewodniczącą komisji Bundestagu ds. praw człowieka i pomocy humanitarnej, była również członkiem prezydium CSU. Ta frakcja jest bardzo mocno związana ze Związkiem Wypędzonych. Zawsze w okresie wyborczym pojawia się przy nich kanclerz Angela Merkel. Związek Wypędzonych ma swojego przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Co prawda jest to młody „wypędzony”, już następne pokolenie, ale w tej organizacji często się zdarza status dziedziczny. Ich działalność mieści się w zmianie polityki historycznej Niemiec, która niestety coraz częściej staje się polityką historyczną Europy. Na tym polega prawdziwe zagrożenie. To, co robią Niemcy może nam się nie podobać, możemy ich krytykować bilateralnie, ale gdy to się staje pół oficjalną wersją historii Unii Europejskiej, to jest dla Polski bardzo niebezpieczne. Niewątpliwie jest to realne zagrożenie. Ostatnio ambasador RFN wyraził zdanie, że niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” ma być podstawą do rozwoju naszych wzajemnych kontaktów …

Jak polski serial „Czas honoru” byłby przyjęty w Niemczech?

Byłby przyjęty z oburzeniem. Niemcy by protestowali, że coś takiego im się pokazuje. I to jest właśnie nasza polska słabość. Bo gdy pan prezes Braun zdecydował, że ten serial będzie emitowany w Polsce, w telewizji publicznej, powinno to się odbyć na zasadzie wymiany, w ten sposób, że polski serial opowiadający o tym samym okresie historii będzie równolegle emitowany przez państwową, niemiecką telewizję. Ta asymetria w postępowaniu jest aż nadto rażąca. Podobnie od lat na terenie naszych zachodnich sąsiadów nie ukazują się pewne, niewygodne dla tej polityki historycznej, publikacje. Niemcy również nie pokazują filmów o Powstaniu Warszawskim. Pokazuje to, jak relacje polsko – niemieckie są sztuczne. Pojednanie polsko – niemieckie polega na tym, że to my rezygnujemy z czegoś, a strona niemiecka usiłuje nam coś narzucić, czy nas wręcz wychować. Niestety część elit naszego społeczeństwa przyjmuje to z wielką uległością, czy nawet zachwytem. Był okres w latach 2005 – 2007, gdy usiłowaliśmy to zmienić. Wywołało to za naszą zachodnią granicą szok, protest i oburzenie. Gdy do władzy doszedł D. Tusk, zwłaszcza po 2010 r., można powiedzieć, że strona niemiecka wreszcie zyskała takiego partnera, jakiego zawsze chciała mieć. Uległego i w niczym nie protestującego.

Co należy zrobić, żeby Unia Europejska mogła chronić swoich członków przed imperialnymi zakusami Rosji?

Być może będzie tak, że Europa zacznie się trochę zbroić, choć może to być tylko fikcja, bo według badań aż 82% Niemców nie chce aktywności swojego kraju na arenie międzynarodowej. Drugim kryzysem, po problemach na linii UE – Rosja, są nienajlepsze relacje pomiędzy UE i Stanami Zjednoczonymi. Do tej pory bezpieczeństwo zapewniało nam NATO i Stany Zjednoczone. Jest pytanie, czy USA w dalszym ciągu będą tę rolę spełniać. W interesie Polski jest, żeby tę rolę w większym stopniu spełniało europejskie NATO. Wiemy, jakie były w Polsce losy instalacji tarczy antyrakietowej. Jeżeli Stany Zjednoczone nie będą się w wystarczającym stopniu angażowały w poprawę bezpieczeństwa Europy, to pewnie powstanie dążenie do stworzenia własnej, europejskiej armii. Nie wiem, czy to będzie dobre dla Polski. Obawiam się, żeby lęk przed agresją za wschodu nie wzmacniał w nas dominacji zachodniej Europy.

Czy zajęcie przez Rosjan Krymu nie stanie się groźnym precedensem międzynarodowym, powołując się na który, Niemcy będą chcieli kiedyś „upomnieć” się , na przykład o Szczecin?

Po pierwsze Rosjanie powołują się na precedens Kosowa, także Krym byłby już drugim europejskim precedensem naruszania granic na Starym Kontynencie. Upadł już mit, że nie można zmieniać granic. Również Naddniestrze chce pójść śladami Krymu. Referenda w sprawie przynależności państwowej zapowiada także Katalonia i Szkocja. Teoretycznie można sobie wyobrazić pewien proces pokojowy w wykonaniu Ruchu Autonomii Śląska, chcącego doprowadzić do referendum, a potem, być może do czegoś jeszcze więcej. Rozwiązań siłowych w stylu Putina raczej sobie nie wyobrażam, nie byłyby one przez nikogo w Europie zaakceptowane. Natomiast tak zwane „miękkie” metody oddziaływania będą pewnie stosowane. Z doświadczenia wiemy, że te sposoby bywają czasem bardziej trwałe i skuteczne, niż powszechnie nieakceptowane rozwiązania siłowe.

W jakich komisjach europejskich Pan Profesor chciałby zasiadać w Parlamencie Europejskim?

Jeszcze nie podjąłem do końca decyzji. Prawdopodobnie będę chciał zasiadać w Komisji Petycji i być zastępcą członka Komisji Nauki i Przemysłu lub Komisji Edukacji i Kultury.

Dlaczego Polacy powinni wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Szczerze mówiąc nie rozumiem tej bardzo niskiej frekwencji. Jak wytłumaczyć, że taki naród jak Polacy, wręcz entuzjastycznie nastawiony do Unii (72% Polaków jest dobrego zdania o UE) nie chce iść gremialnie na wybory? Jest to bardzo niepokojące zjawisko. Taka postawa bierności i apolityczności wzmacnia politykę obozu rządzącego. Jest to postawa ludzi uzależnionych, uważających, że jakiś protektor wszystko za nas załatwi. Nie postrzegamy Europy, jako przestrzeni, którą mamy kształtować. To my, jako obywatele mamy być wyborczo aktywni. Dlatego wszyscy powinniśmy wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Rozmowę z prof. Zdzisławem Krasnodębskim przeprowadził Jarosław Lewandowski.

                                                                                                                                  

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*