News Ticker

V kolumna i pięć złotych


Na początku nieco wspomnień. Pamiętacie zapewne państwo taką partię, która nazywała się PJN i kulisy jej powstania? Było to dość dawno temu i wspomnienia mógł przykryć kurz, ale odświeżmy pamięć. W partii tej znaleźli się członkowie PiS, którzy wcześniej zostali z PiS usunięci, kwestionowali bowiem strategię tej partii, pozycję lidera i na dodatek robili to w najgorszym możliwym momencie, bo w trakcie kampanii samorządowej i robili to wszystko w bardzo medialny sposób, a więc po prostu szkodzili.
Podobny scenariusz miał miejsce w przypadku Solidarnej Polski, z tą różnicą, że tu wszystko zdarzyło się już po przegranych wyborach.
Rzadko zdarza się, żeby osoba kwestionująca kompetencje lidera rzucała rękawicę otwarcie – najczęściej jest to tłumaczenie typu : „Chcę reformować, chcę dobrze, zrozumcie mnie jak należy.”
No więc od paru tygodni mamy do czynienia z czymś podobnym, ale w Platformie Obywatelskiej.

Sześć lat rządzenia, zblatowanie się z postkomunistycznym establishmentem, zaniechanie reform i zbytnie skupianie się na medialnym przekazie zrobiło swoje – partia nie jest już trendy, ludzie są coraz bardziej niezadowoleni, więc i sondaże dołują. W partii część działaczy, nazywanych często skrzydłem konserwatywnym, podniosła głowy, a ich nieformalny lider, Jarosław Gowin wysłał list skierowany do działaczy, apelując, by partia wróciła do swoich konserwatywnych korzeni.
Rzecz w tym, że reakcja części dziennikarzy jest zupełnie inna, niż w przypadku polityków PJN czy SP.
Tomasz Lis na swoim blogu piętnuje „genetyczną nielojalność” Jarosława Gowina i w zasadzie między wierszami sugeruje, że premier zrobiłby bardzo dobrze usuwając go z partii.
Redaktor jest oburzony, nazywa Gowina „V kolumną”.
Nie pamiętam, by z takim samym oburzeniem traktował postępowanie „rozłamowców” z PiS.
Może ktoś będzie uprzejmy przypomnieć mi jakiś tekst jego autorstwa, gdzie piętnuje Joannę Kluzik-Rostowską albo Zbigniewa Ziobrę i ich „genetyczną nielojalność”?

Z innych wieści – Warszawska Wspólnota Samorządowa wyszła na ulice Warszawy zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pani Prezydent, co było do przewidzenie, nie spodobało się to szczególnie. Postanowiła więc skomentować całą sprawę z sobie tylko znanym wdziękiem – możemy dowiedzieć się, że ci, którzy stoją za całą inicjatywą z pewnością nie są warszawiakami. Aż prosi się pociągnąć panią prezydent za język i dopytać, kim w takim razie są? Czyżby owymi mitycznymi słoikami, stojącymi wszak w opozycji do „prawdziwych warszawiaków”. Nie chciałabym być złośliwa, ale gdyby pani prezydent w wyborach liczyła na głosy samych warszawiaków, ignorując przyjezdnych, to raczej nie wygrałaby w pierwszej rundzie.
Pani prezydent ma też ciekawy pogląd na temat objazdów. Dzięki niej możemy nauczyć się je doceniać. Na przykład, taki objazd zalanego tunelu na Wisłostradzie ma tę zaletę, że jadąc nim oglądamy przepiękne widoki. Niestety, gdy już tunel otworzą ( kto pamięta, że zalało go w sierpniu i miał być otwarty po dwóch miesiącach, palec pod budkę ), nie będziemy mieć już tej możliwości.

Tak więc, spieszmy się kochać objazdy, tak szybko (?!) znikają.
Nie dość zresztą, że panią prezydent poniewierają przeciwnicy, media nie wywiązują się ze swoich obowiązków i powodują chaos komunikacyjny, to jeszcze do nagonki na nieszczęsną polityk PO dołączyli ochoczo strażnicy ogrodu w Wilanowie. Wyobraźcie sobie państwo następującą bezczelność – pani prezydent chciała wejść z grupą znajomych za darmo, a strażnik służbista powołując się na jakieś przepisy nie chciał jej wpuścić. Na nic się zdały tłumaczenia pani prezydent, że ona jest prezydentem miasta i może wejść. Dopiero groźba interwencji u jego przełożonych skruszyła jego opór, ale i tak nie spotkały go żadne konsekwencje, wręcz przeciwnie.
Jego przełożeni uważają, że zachował się profesjonalnie i właściwie. Strażnik to z pewnością słoik i na pewno głosuje na PiS, tak samo jego szefostwo.

Tymczasem w ramach akcji Ratuj Maluchy udało się zebrać 600 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum. Złośliwcy mówią, że dobrze, że dużo, przynajmniej się przy mieleniu tak wielkiej ilości podpisów nasi urzędnicy srogo namęczą.
Prawo i Sprawiedliwość oświadczyło, że opowiada się jak najbardziej za takim referendum, rodzice powinni mieć możliwość zdecydowania, czy posłać swoje dzieci rok wcześniej do szkoły, czy jeszcze nie, tak jak miało to miejsce do tej pory. Tymczasem premier Donald Tusk stwierdził, że w zasadzie to on nie będzie namawiał do przeprowadzania referendum, ponieważ „Prawda jest taka, że przyszłość naszych dzieci, kiedy będą już ludźmi dorosłymi, zależy od tego, jak szybko będą edukowane.” Ależ oczywiście. Przyszłość kruchego polskiego systemu ubezpieczeń socjalnych i finansów nawet bardziej. Przecież osoba, która ukończyła edukację o rok wcześniej będzie o rok dłużej płacić składki oraz podatki. Z właściwą sobie subtelnością nasi rządzący o tym jednak jakoś nie wspominają.

Na sam koniec podsumowania poprawię nieco Państwu nastrój. Część z Was wie zapewne, na czym polega zjawisko trollingu. Na swojej skórze doświadczyła tego posłanka Ligia Krajewska.
Przeprowadzający z nią wywiad dla Plus Minus Robert Mazurek przeczytał jej fragmenty programu jej własnej partii, przedstawiając to jako program Prawa i Sprawiedliwości.
Pani poseł, a raczej posłanka, bo taką formę preferuje, wyśmiała postulaty, stwierdziła też, że to czyste chciejstwo, a człowiek składający takie obietnice okłamuje Polaków. Wiele dałabym za to, by zobaczyć jej minę, gdy Robert Mazurek ujawnił nazwisko autora obietnic.
A przy okazji, wiecie ile zdaniem posłanki Krajewskiej mamy miast wojewódzkich? Czterdzieści dziewięć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*