News Ticker

Ukraińskie przedmieścia Moskwy

To, co obecnie rozgrywa się na naszych oczach na Ukrainie, przeszło nasze najczarniejsze przewidywania. Trochę wbrew dawnym doświadczeniom związanym z tym rejonem Europy, mieliśmy jednak nadzieję na pokojowe rozwiązanie tego społeczno – politycznego konfliktu. Konfliktu bardzo złożonego, bo występującego na wielu poziomach : strefy politycznych wpływów, ekonomicznych interesów i dalszego cywilizacyjnego rozwoju. Wczoraj ukraińskie władze świadomie przekroczyły kolejną, tragiczną granicę. Zabijając, już teraz masowo i jawnie, kolejnych swoich obywateli, Janukowycz testuje na ile zachodni świat da mu swobodę dalszego działania. Tak, jak Hitler kolejnymi „małymi kroczkami”, poprzez remilitaryzację Nadrenii, przyłączenie Austrii i części Czechosłowacji, testował cierpliwość Zachodu, tak samo ukraiński uzurpator zaczyna swój krwawy test kosztem własnego społeczeństwa. O ile faszystowskie Niemcy, wraz z upływającymi latami, mogły coraz bardziej liczyć na swoje własne siły, to obecne władze Ukrainy są silni tylko poparciem Rosji.

Rosja, cały czas uważająca siebie za światowe mocarstwo, od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku przeżywa same prestiżowe porażki. Najpierw uwikłała się na 10 lat w przegraną wojnę w Afganistanie, potem po rozpadzie ZSRS, straciła bezpowrotnie wszystkie „swoje”, socjalistyczne republiki, które stały się niepodległymi państwami. Rozpadł się Układ Warszawski, a satelickie państwa Sowietów odzyskały po latach zupełną suwerenność. Na szczęście Rosjan, Białoruś i Ukraina nigdy nie wyszły ze strefy ich bezpośrednich wpływów. Ale jakby na to nie patrzeć, proces erozji sowieckiego imperium postąpił tak daleko, że już tylko nieliczni rusofile, wbrew jakiejkolwiek logice nadal uważają Rosję za mocarstwo. Być może obecne wydarzenia na Ukrainie są spowodowane ostatnią próbą Rosji odzyskania swojej mocarstwowości.

Po całej serii oddawania „bez walki” obszarów pozostających od lat pod ich wpływami, Sowieci mogli postanowić, że teraz nie cofną się już więcej, ani o krok. Tak, jak podczas II wojny światowej bronili ze szczególną zaciętością przedmieść Moskwy, uznając, że po jej stracie nie będzie już potężnego Związku Sowieckiego, tak obecnie mogli uznać, że całe pasmo sowieckich ustępstw kończy się właśnie teraz na Majdanie. Po „oddaniu” Ukrainy Rosja będzie tylko kolosem na glinianych nogach, który dobrowolnie sam się godzi na lawinową redukcję terenów od niego zależnych. Dlatego Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Kanada i inne kraje wolnego świata powinny wspólnie jednoznacznie powiedzieć Moskwie, że wolne społeczeństwa nie zgodzą się na takie zbrodnicze inspiracje. Jeżeli Rosja zobaczy, że cała cywilizowana, międzynarodowa wspólnota gotowa jest wprowadzić sankcje nie tylko wobec Kijowa, ale również wobec Moskwy, być może przemyśli swoje pokrętne plany obliczone na podział Ukrainy na dwa państwa. Bez tego bardzo silnego i pewnie zagwarantowanego w zaciszu gabinetów sowieckiego poparcia, Janukowycz nigdy nie zdecydowałby się na wypowiedzenie wojny własnemu narodowi. Prezydent Ukrainy jest co prawda, zwykłym, dwukrotnym kryminalistą, ale nie samobójcą. Mając tylko 13 000 wojsk wewnętrznych i nie będąc pewnym zachowania się armii, nikt przy zdrowych zmysłach nie dążyłby tak bezpośrednio do konfrontacji. A Janukowycz na pewno nie stracił instynktu samozachowawczego. Gdyby tylko „wszechwładny” Władymir  Putin nakazał mu wycofanie milicji do koszar, cała pewność siebie ukraińskiego dyktatora pękłaby, jak bańka mydlana.

Niestety, obecny scenariusz bardzo źle wróży jedności Ukrainy. Państwo naszych południowo – wschodnich sąsiadów niby to abdykowało, nie jest w stanie bronić swoich składów broni i amunicji. Ludzie działający bez żadnego przywódcy i jakiegokolwiek konkretnego planu na przyszłość podobno przejmują całe składy uzbrojenia. Być może jest to świadoma prowokacja władz. Obecny rząd chce doprowadzić do zupełnej anarchii w kraju, pozornie pozwolić na przejmowanie państwowych instytucji i urzędów przez uzbrojony, zrewoltowany tłum. Demonstranci nie słuchają się żadnych przywódców, na dobrą sprawę nikt nie jest w stanie wydawać im poleceń. O taką właśnie anarchię może chodzić ekipie Janukowycza. Po zakończeniu olimpiady i jeszcze paru dniach bezprawia i walk ulicznych, niby bezradny rząd w obliczu „terrorystycznych” działań opozycji poprosi o pomoc zawsze bratnią Rosję. Pewnie niektóre wschodnie miasta, takie jak Ługańsk, Donieck, czy Dniepropietrowsk „spontanicznie” oddadzą się pod opiekę rosyjskiej armii. A gdy sowieccy wyzwoliciele będą wjeżdżać na swoich czołgach do „zagrożonych”, ukraińskich miast, powitają ich bramy tryumfalne z kwiatów i wiernopoddańcza delegacja mieszkańców witająca oswobodzicieli chlebem i solą … Dobrze pamiętamy takie same obrazki z polskich Kresów Wschodnich we wrześniu 1939 r. Pretekst był i będzie bardzo podobny, cel taki sam : imperialistyczne zakusy Rosji. Zmieni się tylko typ czołgu krasnoarmiejców, z przestarzałych T-26 na nowoczesne T-90.

Ukrainie potrzebna jest natychmiastowa pomoc finansowa, porównywalna z obiecaną przez Putina bajońską sumą 15 miliardów dolarów. Kijów znajduje się na skraju ekonomicznej zapaści. Jeżeli wspólnie cały świat przelicytuje Rosję, być może jeszcze nie wszystko zostało nad Dnieprem stracone. Równie ważna jest całkowicie spójna, globalna i zdecydowana polityka bieżących sankcji wobec wszystkich ukraińskich i rosyjskich notabli. Byłby to pierwszy na taką skalę ekonomiczny odpór na działania powiązanych ze sobą wschodnich reżimów. Powinno to dotyczyć także przyszłej współpracy z Rosją wszystkich euro – atlantyckich podmiotów gospodarczych. Tylko zdecydowane współdziałanie całego zachodniego świata zmusiłoby imperialne siły w Rosji do ponownego, w nowej sytuacji, bilansu przewidywanych zysków i strat.  Przed II wojną światową Lidze Narodów nie udało się powstrzymać pochodu faszyzmu ze względu na brak jedności i zdecydowania w jej działaniach. Obecnie mamy szansę na powstrzymanie początku, być może już ostatniego, imperialnego pochodu Rosji na zachód. Jeżeli w globalnym rachunku im się to w ogóle nie opłaci, pewnie porzucą swoje zaborcze plany, być może już na zawsze. Ludzie wschodu potrafią bardzo dobrze liczyć i rozważać wszystkie argumenty „za i przeciw”. Ale, gdy świat nie będzie wystarczająco stanowczy, możemy oglądać rozpad 48 milionowego kraju tuż za naszą wschodnią granicą. I bramy tryumfalne witające tanki sowieckich wyzwolicieli, dziarsko jadących na zachód.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*