News Ticker

Trudny wybór?

Powoli, ale nieuchronnie zbliża się długi serial ogólnopolskich wyborów. Poprzedzi go wybieranie liderów dwóch największych partii politycznych : Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. W sumie czeka nas aż sześć aktów wyborczych, każdy inny, ale wszystkie na swój sposób bardzo ważne.

Nad wyborami w PO niech wolno mi będzie spuścić choć częściową „zasłonę milczenia”. Już wstępne, przedwyborcze harce pokazują wyraźnie jak bardzo rozjechała się jakakolwiek wspólnota łącząca ludzi będących w obecnej partii władzy. Coraz ciekawiej wyglądają wzajemne docinki pomiędzy liderami, ale i poszczególnymi politykami tej partii. Nawzajem sobie przerywający, podczas telewizyjnej dyskusji, uciekający się do „wycieczek osobistych”, poseł S. Niesiołowski i poseł J. Godson, poseł S. Neumann i poseł J. Żalek wyraźnie pokazują, że w obliczu wewnętrznych i zewnętrznych kłopotów PO rozbiega się na wszystkie strony świata, zamiast zwierać swoje szeregi. Tak jak przyjaciela najlepiej poznaje się w trudnych chwilach, tak samo prawdziwą wartość i spójność politycznej formacji można poznać w czasie jej niepowodzeń. Ale to nie jest na szczęście już ogólnopolski problem. Spadające społeczne poparcie dla Platformy każe nam co prawda w dalszym ciągu przyglądać się uważnie temu, co się w „partii coraz mniejszej miłości” dalej dzieje, ale ma to, na szczęście coraz mniejsze znaczenie dla Polski i Polaków. Debaty „przy winie i cygarach”, jak chce J. Gowin, czy pełne dezorientacji wzajemne „kopanie się po kostkach” coraz bardziej rozsadzają od wewnątrz tę formację, która nie tylko nie ma zupełnie pomysłu na rządzenie Polską, ale nawet brak jej koncepcji na zwarcie własnych, coraz mniejszych szeregów.

Wybory programowe w Prawie i Sprawiedliwości pokazują z kolei spoistość tej partii i jej konkretną propozycje na rządzenie Polską w czasie wszechobecnego kryzysu. Propozycje konkretnych reform z którymi PiS będzie szedł do wszystkich czterech wyborów mają pokazać, jaką koncepcję społeczno – gospodarczą ma partia, która posiada realne szanse na „wzięcie całej puli”, czyli wygranie w każdym z tych ogólnopolskich głosowań. Temu służą debaty tematyczne organizowane w bardzo szerokim gronie uczestników, zachęcające już teraz, na dwa lata przed parlamentarnymi wyborami, do dyskusji na wszystkie z newralgicznych tematów.

Każde z czekających nas wyborów: do euro parlamentu, samorządowe, parlamentarne, a na końcu wybory prezydenckie mają swoją specyfikę i cieszą się różnym zainteresowaniem, w zależności od grupy społecznej do której należą poszczególni wyborcy. Ale szczególnie teraz, na wszystkie te głosowania trzeba patrzeć w kontekście światowego kryzysu i ogólnoświatowej gospodarczej bessy. Gdy kraj rozwija się pełną parą, a na całym świecie panuje ekonomiczne prosperity tak naprawdę jest mniej ważne, jakich wyborów dokonujemy. Skoro gospodarka rozwija się dynamicznie, rośnie PKB, maleje, albo choć nie rośnie bezrobocie, to rola rządzących nie jest tak istotna. Mają oni po prostu nie popsuć tego co sprawnie działa. Wtedy można sobie pozwolić na wybieranie tych, którzy nam się bardziej wizualnie podobają, są ogólnie przystojniejsi, noszą lepiej skrojone garnitury, czy mają coraz to inne, piękniejsze zegarki. Już marszałek Józef Piłsudski ostrzegał przed laty, że : „W czasie kryzysu strzeżcie się agentów.” Rozszerzyłbym tę przestrogę na wystrzeganie się ludzi niekompetentnych, nie potrafiących podejmować odważnych decyzji i dbających tylko o nie popsucie swojego własnego wizerunku. Na całym świecie, w wielu dotychczasowych wyborach, zwyciężali ludzie bez żadnego programu, za to powszechnie się podobający. Często i w naszym kraju względy estetyczne, kolor oczu, czy umiejętność przytakiwania zawsze i każdemu decydowały o wyborze na ważne stanowisko. Obecnie Polski absolutnie na to nie stać.

Obecny kryzys jest drugą, na szczęście nie tak poważną jak pierwsza, gospodarczą zapaścią w historii ostatnich stu lat. Pierwsze, bardzo raptowne załamanie światowej koniunktury miało miejsce po słynnym „czarnym czwartku”, 24 października 1929 r., na nowojorskiej giełdzie. Wtedy wszystkie, notowane tam  akcje raptownie spadły na wartości, zapoczątkowując tym samym potężny, długoletni, światowy kryzys gospodarczy. Dopiero połączenie wszystkich tych przymiotników w pełni oddaje istotę tego ogromnego ekonomicznego i w rezultacie cywilizacyjnego krachu. Jego długotrwałość, ogromny zasięg (cała Ameryka i Europa bez ZSRR) i intensywność erozji poszczególnych, krajowych gospodarek pokazuje jak bardzo szkodliwy był to proces. Szczególnie, że spotkał Europę zrujnowaną po pięcioletniej wojnie światowej, po której nie zdołała się jeszcze w pełni odbudować.

Jak wtedy ze światową recesją radziło sobie państwo polskie i rządzący krajem ludzie? W Polsce sytuacja była jeszcze dramatyczniejsza niż na terenie pozostałych krajów zachodniej Europy. Po 123 latach zaborów i sześciu latach działań wojennych (I wojna światowa i zaraz po niej wojna polsko – bolszewicka) nasz kraj należał do najbardziej zrujnowanych państw na całym kontynencie. Dlatego skutki kryzysu były bardziej bolesne niż gdziekolwiek indziej. Zawirowania związane z recesją, wmyśl powiedzenia, że : „Okazja czyni złodzieja” stwarzały możliwości do nieuczciwości i nadużyć od których wcale nie były wolne również i elity II Rzeczypospolitej. Ale wtedy pojawiało się sprawnie działające państwo, które biedne, ale uczciwe swoimi działaniami starało się jak mogło ochraniać polskich obywateli.

Wzrost bezrobocia spowodowanego kryzysem w 1929 r., osiągnął już po czterech latach (1933 r.), w przemyśle, wartość prawie 50%. Jako jedną z głównych metod zapobiegania kryzysowi rząd zaczął prowadzić politykę zwalczania karteli. Na podstawie uchwalenia specjalnej ustawy, Sąd Kartelowy, w latach 1933 – 35, doprowadził do rozwiązania około 80 z nich. Prowadziły one spekulacyjno – monopolistyczną działalność prowadzącą do dyktowania cen produktów w branżach przez nie opanowanych. Na skutek ograniczenia konkurencji, ceny artykułów w firmach od karteli zależnych spadły zaledwie o 20%, podczas gdy w pozostałych branżach, z powodu kryzysu, spadły prawie o połowę. Co obecny rząd polski zrobił, żeby uratować przed zamknięciem polskie kopalnie i cukrownie, które przeszkadzały największemu dzisiejszemu kartelowi na świecie, czyli Unii Europejskiej?

Szalejąca wówczas recesja sprzyjała doprowadzaniu przez zachodnich właścicieli  firm działających na terenie Polski do ich celowego bankructwa. Obcy inwestorzy byli tylko zainteresowani szybkim, własnym zyskiem, a nie długofalowym rozwojem swoich przedsiębiorstw znajdujących się u nas w kraju. W związku z powstałą sytuacją rząd II RP zdecydował się na podjęcie polityki interwencyjnej i przejmowaniu upadających zakładów w celu ratowania miejsc pracy. W 1934 r. państwo polskie przejęło kontrolę nad koncernem górniczo – hutniczym Huta Pokój chroniąc tym samym około 6 000 miejsc pracy. Następnie przejęto koncern Wspólnota Interesów zatrudniający około 27 000 pracowników. W 1937 r. rząd uratował od upadku Stocznię Gdyńską, a w 1939 r. ustanowiono nadzór sądowy nad Towarzystwem Akcyjnym Hohenlohe Werke, wielkim potentatem hutniczym i właścicielem kopalni. Spektakularną rządową akcją ratunkową było przejęcie przez państwo pakietów kontrolnych łódzkich Zjednoczonych Zakładów Włókienniczych Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana S.A. Rząd przekazał je Bankowi Gospodarstwa Krajowego, który cztery lata później, tuż przed II wojną światową przejął zarząd nad tą firmą ratują 9 000 miejsc pracy. Co dzisiejsze władze PO zamierzają zrobić, by uratować przed bankructwem należącą do ukraińskiego przedsiębiorcy Stocznię Gdańską? Jak zamierzają uchronić przed bezrobociem jeszcze wciąż tam zatrudnionych 1 500 pracowników?

Jeszcze przed Wielkim Kryzysem, zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Władysław Kiernik, minister spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa, stał się bohaterem tak zwanej „afery dojlidzkiej”. Ten znany wówczas polityk był udziałowcem banku, który wykupił majątek Dojlidy. Potem oferował zakupione grunty okolicznym chłopom po ośmiokrotnie zawyżonej cenie. Sprawa wyszła na jaw i do transakcji nie doszło.

W 1927 roku poseł Wojciech Korfanty, przywódca III Powstania Śląskiego i polskiej chadecji został oskarżony o oszustwa podatkowe i korzystanie z finansowego wsparcia niemieckich firm na Górnym Śląsku. Chociaż przeprowadzone drobiazgowe śledztwo uwolniło go ze  wszystkich zarzutów karno – skarbowych, to uznano, że korzystanie z subwencji zagranicznych inwestorów, choć zgodne z ówczesnym prawem,  nijak nie licuje z godnością polskiego posła. Wtedy jeszcze Polska przestrzegająca pewnych standardów, nie była określana mianem „dzikiego kraju” …

Najwyższa Izba Kontroli postawiła konstytucyjnemu ministrowi poczt i telegrafów, Bogusławowi Miedzińskiemu zarzut niegospodarności i działania na niekorzyść kierowanego przez niego resortu. Czy aby na pewno współczesny NIK wykazałby się podobną determinacją?

W okresie rządów Sanacji minister skarbu – Gabriel Czechowicz, został postawiony przed Trybunałem Stanu w związku z oskarżeniem go o wydawanie państwowych pieniędzy na finansowanie kampanii wyborczej głównej partii rządzącej BBWR. Co prawda, Trybunał skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sejm, ale liczy się wdrożenie czynności kontrolnych wobec wówczas urzędującego ministra w sprawie partii sprawującej władzę w kraju. Czy nasz obecny Trybunał Stanu został choć powiadomiony przez większość sejmową o konieczności zbadania sprawy Mira, Rycha i Zbycha?

Następny skandal mający miejsce na styku wielkiej polityki i biznesu miał miejsce w 1932 r., kiedy to podczas obrad komisji budżetowej Sejmu minister przemysłu i handlu, gen. F. Zarzycki zarzucił znanym osobom, między innymi księciu Januszowi Radziwiłłowi, hrabiemu Antoniemu Potockiemu i byłemu ministrowi przemysłu – Hipolitowi Gliwcowi to, że zasiadali w Radzie Nadzorczej niemieckiego koncernu należącego do Fr. Flicka, co miało fatalny wydźwięk dla państwa polskiego. Czy jakiegokolwiek ministra, czy choćby sekretarza stanu rządzącej od sześciu lat koalicji byłoby stać na publiczne potępienie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego za jego odpłatne doradztwo na rzecz prezydenta Kazachstanu, Narsułtana Nazarbajewa, który w swoim kraju wsławił się głównie krwawą dyktaturą i łamaniem praw obywatelskich?

Jednakże największą aferą gospodarczą, zahaczającą o stosunki międzynarodowe pomiędzy Polską, a jej  największym w tamtych czasach sojusznikiem – Francją, była tak zwana „afera żyrardowska”. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Zakłady Żyrardowskie przeszły pod zarząd państwa, zostały za publiczne pieniądze szybko odbudowane i wznowiły produkcję. W 1923 r. Skarb Państwa odsprzedał francuskiej grupie kapitałowej (Comptoir l Industrie Cottoniere) większość udziałów w firmie. Umowa była dla Polski bardzo niekorzystna, gdyż Francuzi zapłacili za Zakłady Żyrardowskie niewielki procent ich realnej wartości. Sprawą zainteresował się Sejm. Odpowiedzialnego za transakcję ministra przemysłu i handlu, W. Kucharskiego nieomal postawiono przed Trybunałem Stanu (zabrakło do tego kilku głosów). Jednakże upublicznienie całej afery spowodowało to, że  był zmuszony do całkowitego wycofania się z życia publiczno – politycznego. Francuski koncern bardzo szybko zredukował zatrudnienie i wprowadził szkodliwe dla firmy, głównie jakościowe i socjalne, oszczędności. Początkowo zwolniono 500 pracowników z ogólnej liczby 6 000 zatrudnionych. Rozpoczęło się także wywożenie za granicę nowoczesnych maszyn, a zapasy surowca (lnu) trafiały do Belgii. W końcu zwolnienia osiągnęły 3 000 pracujących. Całą sytuacją zainteresowały się polskie tajne służby, które wykryły, że przedsiębiorstwo wykazywało corocznie fikcyjne straty, by uniknąć płacenia podatków i dywidend mniejszościowej grupie polskich akcjonariuszy. Jednocześnie właściciel firmy nielegalnie odprowadzał zyski za granicę. W tej sytuacji, w 1934 r., zakłady zostały objęte nadzorem sądowym, a ich francuscy dyrektorzy zostali aresztowani. Pomimo tego, że polski rząd był w dużym stopniu uzależniony od współpracy gospodarczej z Francją, z racji udzielonych przez nią Polsce kredytów i coraz bardziej rosnącego zagrożenia ze strony hitlerowskich Niemiec, to twardo egzekwowano polskie prawo wobec zagranicznego koncernu. Sprawę załatwiono na szczeblu rządowym. Władze francuskie przejęły akcje przedsiębiorstwa i odsprzedały je Polsce. Zakłady Żyrardowskie przejął Państwowy Bank Rolny, co pozwoliło na rozwinięcie produkcji i zwiększenie zatrudnienia. Żyrardów został uratowany od widma całkowitego bezrobocia. Czy obecny polski rząd zrobił cokolwiek w dużo prostszej sprawie masowych zwolnień pracowniczych w tyskiej fabryce Fiata? Czy podjęto jakiekolwiek rozmowy polsko – włoskie na szczeblu państwowym, lub chociaż z zarządem firmy? Czy władze w ogóle podjęły próbę uratowania 1450 miejsc pracy w cierpiących i tak na duże bezrobocie Tychach?

Biedne, polskie społeczeństwo końca lat trzydziestych XX wieku było stać na wielkie, propaństwowe wyrzeczenia. Masowo wpłacano pieniądze na Fundusz Obrony Narodowej, nawet najubożsi składali się uzbrojenie dla wojska. Oddawali nie tylko ostatnie oszczędności, zegarki, ale nawet ślubne obrączki. Nie byłoby to możliwe, gdyby rząd II RP nie cieszył się tak wielkim społecznym zaufaniem. Ile datków i kosztowności zebrałby teraz minister Sławomir Nowak, sam „uzbrojony” w zegarek za który można by wyposażyć paru żołnierzy?

Czas kryzysu i recesji gospodarki to okres bardzo odpowiedzialnych wyborów. Wyborów również, a może przede wszystkim tych, którzy podczas tej światowej zawieruchy dadzą radę aktywnie przeprowadzić Polskę przez wzburzone morze nie dających się jeszcze dziś przewidzieć komplikacji. Nikt nie może mieć pretensji do żadnej z politycznych formacji, że w jej szeregach zdarzają się „czarne owce” i pojedynczy karierowicze. Nie sposób do końca prześwietlić wszystkich osobowości i zawczasu przewidzieć, kto da się skusić nadarzającym się, korupcyjnym okazjom. Tak było i w II Rzeczypospolitej, tak jest obecnie i pewnie będzie w przyszłości. Ale tak jak rządy w przedwojennej Polsce w bezkompromisowy sposób walczyły z korupcją i nieuczciwością, tak samo i powyborczy polski rząd musi bezwzględnymi metodami, w granicach prawa, wypowiedzieć walkę kumoterstwu, złodziejom i zwykłym hochsztaplerom. Także, a może głównie we własnym ugrupowaniu.

Tylko tacy, którzy wymagając kryzysowych wyrzeczeń od społeczeństwa sami są całkowicie uczciwi, a w razie jakiś niechlubnych wyjątków potrafią w sposób szybki i bezkompromisowy oczyścić własne szeregi, będą mieli szanse na efektywne sprawowanie władzy w Polsce. Czekają nas czterokrotne, wyjątkowo odpowiedzialne wybory. Decyzje wcale nie tak trudne do podjęcia. Wystarczy tylko wybrać tych uczciwych z realnym pomysłem na Polskę.

Jarosław Lewandowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*