News Ticker

Student życzy śmierci opozycjoniście

rozmowa na KP Krzysztof Skalski

Dramatis personae: Mirosław Tomczuk, jeden z wielu cichych bohaterów Solidarności i podziemia z czasów wojny polsko-jaruzelskiej oraz Mateusz Rolewski: działacz studencki, członek zarządu samorządu studenckiego w Instytucie Europeistyki i delegat do Parlamentu Studentów UW.
Czas akcji: 30 lipca 2013.
Miejsce akcji: Facebook, grupa samorządu studenckiego na UW.
Mirosław Tomczuk dowiedział się od studiującego syna, że uczelniany samorząd planuje zorganizowanie 1 sierpnia pokazu „Misia” Barei na terenie Uniwersytetu Warszawskiego. Nie mógł się pogodzić, że młodzi ludzie w rocznicę wybuchu Powstania chcą puszczać komedię. Poprosił syna o założenie konta na Facebooku i zaczął przekonywać studentów, że akurat 1 sierpnia to nie jest najwłaściwszy moment na publiczne projekcje „Misia”. Użył sformułowania „tylko świnie siedzą w kinie”, bo, jak wyjaśnia, dostrzegł analogię między zaśmiewaniem się z komediowych chwytów w rocznicę Powstania, a oglądaniem filmów za okupacji i udawaniem, że straszna rzeczywistość nie istnieje.
W tym momencie na scenie pojawia się drugi protagonista, Mateusz Rolewski, świeżo upieczony bakałarz europeistyki i działacz studencki. Uwaga dla czytających dam oraz małoletnich – teraz będzie drastycznie.
Jakim trzeba być tępym fiutem, żeby zrobić coś takiego? Jedyną intencją Samorządu było zagospodarowanie studentom czasu, data jest przypadkowa, bo czwartki po prostu pasowały. Doszukiwanie się tu jakiś drugich den to przejaw skrajnego chujostwa, bycia debilem i niedorozwoju emocjonalno intelektualnego. Jebany polaczek. Ktoś coś zrobił dla innych ludzi, ale kurwa czy to doceni? NO PEWNIE, ZE KURWA NIE, BO TRZEBA OPLUĆ WSZYSTKO.
A za użycie w evencie hasła „tylko świnie siedzą w kinie” mam nadzieje typie, że kurwa umrzesz, bo to jest skraje skurwysyństwo…

Zszokowany Tomczuk pisze, że nie po to nadstawiał plecy pod milicyjne pały, by w ponoć wolnej Polsce ktoś go tak publicznie obrażał. Rolewski kontynuuje:
OPLUWAĆ!?!?!?!?! To już jest bezczelne!!!! KTO KURWA PIERWSZY ZACZĄŁ OPLUWAĆ BOGUDUCHA WINNYCH STUDENTÓW!!! Pierdol się pan, szkoda że te baty cie kurwa jak psa nie zajebały. jakiś pożytek z komuny by był. Kurwa opluwają go, kurwa płacze, jezu jaki żal.
Cytaty są z artykułu na portalu wpolityce.pl , link tutaj: http://wpolityce.pl/artykuly/59219-przerazajaca-dyskusja-studentow-wezwanie-do-refleksji-nad-projekcja-filmu-1-sierpnia-wywolalo-furiacki-atak-wiekszosci-mlodych-ludzi?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+wPolitycepl+(Najnowsze+informacje+wPolityce.pl) Nie mogę dotrzeć do oryginalnej dyskusji na Facebooku, bo została wykasowana. Również profil Mirosława Tomczuka przestaje być dostępny. Obawiam się, że trwale go usunięto i że utraciłem zapis naszej rozmowy. Na szczęście dzisiaj rano p. Tomczuk pojawia się znowu i wyjaśnia, że najprawdopodobniej został zablokowany wskutek zmasowanych skarg działaczy studenckich od projekcji „Misia” na 1 sierpnia. Dodaje, że był zszokowany zarówno samymi obelgami, jak i poziomem reprezentowanym przez studenta UW. To przekroczyło wszystkie granice, nigdy nie spodziewałem się życzenia śmierci. Wycierpiałem swoje za komuny, robiłem to wierząc,że walczę o lepszą Polskę dla moich przyszłych dzieci. Okres studiów przypadł właśnie na czas pierwszej „Solidarności”. Pomagałem wtedy jak mogłem ale nigdy nie pchałem się na stołki i przed lampy reflektorów. Powiem tylko, że w okresie stanu wojennego właśnie od milicyjnej pały doznałem poważnego urazu kręgosłupa, który niemal przypłaciłem wózkiem inwalidzkim.
Od Mateusza Rolewskiego dostaję oświadczenie:
Witam.
Z tego miejsca chciałem przeprosić wszystkich, którzy poczuli się urażeni, dotknięci, lub zniesmaczeni komentarzami mojej osoby pod wydarzeniem dotyczącym bojkotu „Letniej Sceny Akademickiej”. Nic nie usprawiedliwia formy i treści mojej wypowiedzi, jednak będąc wychowanym w domu, w którym walczono w Powstaniu, kryto Żydów narażając własne życie i umierano w imię wolności, sprowadzenie mnie i osób pracujących przy „Letniej Scenie Akademickiej” do kolaborantów z czasów II Wojny Światowej, spowodowało we mnie silne poczucie pokrzywdzenia i obudziło gniew, nad którym nie byłem w stanie zapanować. Żałuję. Swoje wątpliwości mogłem wyrazić w inny, pasujący do studenta sposób. Niestety pozwoliłem emocjom wziąć górę, za co przepraszam i proszę o wybaczenie. Przepraszam rodzinę, znajomych, Władze Uczelni Uniwersytetu Warszawskiego, studencką brać i wszystkie osoby postronne.
Chciałbym zaznaczyć, że słowa, które wzbudziły tyle kontrowersji pisałem jako osoba prywatna, która skończyła już studia, i która nie działa już w Samorządzie, a która pomagała przy „Letniej Scenie Akademickiej” w ramach dokończenia wcześniej rozpoczętego projektu.
Jest mi także żal i wstyd, że jeden komentarz na portalu Facebook zachwiał moimi trzyletnimi działaniami na rzecz dobra Uniwersytetu Warszawskiego i jego studentów. Jednak w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałem się, iż słowa pisane pod wpływem silnych emocji zostaną przekazane mediom.
Jednak biorę na siebie wszelką odpowiedzialność, gotów ponieść konsekwencje. Zrobię wszystko, aby tego typu wydarzenie już się nie powtórzyło. Mocno będę też pracował nad poprawą samego siebie.
Jeszcze raz przepraszam.
Z wyrazami szacunku
Dopytuję, czy na pewno nie jest już studentem UW i działaczem samorządowym. Rolewski zaprzecza, twierdząc, że obronił pracę licenjacką. Tymczasem w świetle ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, art. 167 ust. 2a pozostaje studentem do 31 października i może starać się o rozpoczęcie studiów drugiego stopnia. Na uniwersyteckiej stronie http://www.europeistyka.uw.edu.pl/index.php/node/23 nadal figuruje jako członek zarządu instytutowego samorządu i delegat do Parlamentu Studentów UW.
Pytam jeszcze, jak godzi przywiązanie do tradycji powstańczej z wymyślaniem dyskutantowi od „jebanych polaczków” (pisanych – w przeciwieństwie do studenckiego samorządu – małą literą).
Odpowiedź działacza studenckiego jest taka: Określenie to tyczy się przywar Polaków. Ich wad i małostkowości, faktu, że nie docenia się tego, że ktoś robi coś w swoim wolnym czasie, a wręcz za to opluwa i doszukuje prowokacji i spisku. „Polaczek” pochodzi z popularnych swego czasu memów.
Rolewski jednak pod koniec naszej rozmowy przytomnieje. Przeprasza za ten tekst o żalu, że Tomczuka komuniści nie zabili. Dodaje, że nic go tu nie usprawiedliwia. Nie neguję, zrobiłem źle i szczerze żałuję – kończy naszą rozmowę.
Kilka słów wyjaśnienia, dlaczego poświęcam tej sprawie tyle uwagi. Co roku media robią w okolicach pierwszego sierpnia raban z powodu kilku gwizdów pod pomnikiem Gloria Victis. Rozdmuchując błahe, ale i oczywiście niestosowne wydarzenie do niebywałych rozmiarów. Tymczasem student jednej z dwóch najlepszych polskich uczelni i jednocześnie działacz samorządu publicznie pisze to, co przytaczam powyżej. Ba, sam oświadcza, że jest bakałarzem – a więc człowiekiem o formalnie wyższym wykształceniu. Od razu przypominają mi się noce pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu przed trzema laty. Wtedy również studenci UW zachowywali się tam często gorzej od ewidentnych kryminalistów i meneli. Sikali do zniczy, wulgarnie zaczepiali staruszki, obnażali się publicznie. W występie Rolewskiego zobaczyłem echo tamtego sierpnia. A wtedy, w 2010 roku, obiecałem sobie, że zrobię wszystko, żeby nie dopuścić więcej w Polsce do równie haniebnych zachowań.

28 Comments on Student życzy śmierci opozycjoniście

  1. Rocznica Powstania Warszawskiego nie jest momentem, w którym powinno się robić z tragicznej historii pożywkę dla własnych boleści. Ani Feminoteka nie ma prawa robić z klipu promującego fragment naszej historii koła napędowego do nawoływań o dyskryminacji kobiet, ani tym bardziej W Polityce i inne tego typu media nie powinny robić szumu i hałasu ani odsądzać od czci i wiary słusznie zupełnie zdenerwowanego i doprowadzonego do furii działacza samorządu, który został porównany do czyli,jak można wywnioskować, elementu co najmniej niepożądanego na najlepszej uczelni w Polsce. Kolega Rolewski użył słów nieparlamentarnych, zły i zdenerwowany na szukającego problemów człowieka, któremu nie w smak to,że nie każdy ma takie poglądy jak on. Nie każdy Polak ma obowiązek obchodzić rocznice ważnych wydarzeń. Nie każdy Polak ma obowiązek stawać o godzinie 17:00 w minucie zadumy. Nie każdy Polak ma obowiązek uznawać ten dzień za ważny. Po to ludzie w naszym wieku walczyli 69 wiosen temu – abyśmy my mogli powiedzieć ‚nie,nie chce mi się,nie mam potrzeby’. Ludzie, którzy chcą narzucać innym swój światopogląd i swoje zdanie, uznając ich potrzeby duchowe i opinie za z definicji złe,bo inne, nie mają miejsca na uniwersytecie, miejscu nauki i dorastania młodych ludzi chcących coś zmienić. To,że na uczelniach wyższych zanikł duch intelektualnej elity narodu i chęci samorozwoju, nie znaczy, że my musimy się zgadzać na zastąpienie tych szczytnych idei sieczką intelektualną, nastawioną na hasła niosące za sobą agresję, martyrologię i romantyczne zrywy, dzięki którym Polska od czasów zostania Winkelriedem narodów leczy się z poczucia niezrozumianej krzywdy którą sami sobie toczymy niczym Syzyf swój kamień. Młodości, Ty nad poziomy wylatuj – ale zachowuj rozsądek.

    Członkowie mojej rodziny ginęli mordowani,gazowani,ze strachu,nawet lata po wojnie. I do końca życia,dzięki Nim oraz milionom innych, będę mogła mówić ‚Tak,obejrzyjcie Misia, jeśli czujecie,że to jest w porządku.’ Pokażmy,że jesteśmy siłą,pokoleniem któremu się chce, a nie lemingowatą generacją Y. Wesprzyjmy kolegę Rolewskiego.

    Dziękuję za uwagę, kolejne święto zostało zbrukane polityką nastawiania jednych przeciwko drugim.

    • Krzysztof Skalski // 2 sierpnia 2013 at 17:28 // Odpowiedz

      Pani Agato, jest Pani, jak mniemam, studentką UW. Niestety, chluby Pani tym wpisem naszej wspólnej Alma Mater nie przynosi. Po pierwsze naprawdę nie sądzę, żeby Powstańcy szli na śmierć właśnie po to, żeby Pani i Pani koledzy mogli powiedzieć „nie,nie chce mi się,nie mam potrzeby”. Szczerze mówiąc dziwię się, kto Pani takich rzeczy naopowiadał. Wykładowcy na europeistyce? Po drugie oczywiście, że nie każdy Polak musi uznawać ten dzień za ważny. Tyle, że jeżeli nie uznaje, to w moich oczach nie jest godny imienia Polaka, po prostu. Jeżeli chodzi o „Misia”, to oglądajcie go sobie na zdrowie. Ja też lubię Bareję. Z tym, że akurat nie 1 sierpnia na publicznym pokazie – w domu, z innymi kolegami z wydziału jak najbardziej. A co Pani wstępu i zakończenia – rozumiem, że jest dla Pani ważna rocznica Powstania. To po co pisze Pani te androny, że Powstańcy ginęli, żebyście oglądali akurat 1 sierpnia „Misia” i mówili „nie chce mi się”? Dalej, jeżeli uważa Pani występ kolegi Rolewskiego za przejaw „ducha intelektualnej elity narodu” w przeciwieństwie do całej polskiej tradycji insurekcyjnej i romatycznej, to pozostaje mi wysłać dzieciaki na studia zagranicę, bo strzeliłbym sobie w łeb, gdyby mój syn miał do takiej elity należeć.

      • Szanowny Panie Krzystofie: miałam nadzieję,że jasnym jest mój skrót myślowy. Powstańcy ginęli w imię idei,że każdy może myśleć jak chce,co chce i kiedy chce – póki nie ogranicza tym wolności do tego samego innych osób wokół siebie. Nikt mi tego ‚nie naopowiadał’ – przeciwnie,moi rodzice dbali,abym wyciągała własne wnioski i chwalili mnie za umiejętność argumentacji ich. Mój dziadek był Ukraińcem, moje dwie babki i drugi dziadek Polakami. Są dla mnie ważne wszystkie rocznice, które upamiętniają to,że mogę o tym mówić głośno i nie oczekiwać kuli w łeb za nieczystość rasową czy narodową – i to,że każdy może tak po cichu myśleć, póki nie próbuje mnie za to linczować. Jestem Polką, ale czy Polką na 100%? Jak widać nie, bo jestem w 1/8 Ukrainką. Czy jestem Ukrainką? Nie, bo 7/8 jestem Polką. Nie ma prawdziwych i nieprawdziwych Polaków i Polek,są osoby z wpisem do paszportu lub bez niego. Od naszego wnętrza zależy, z czym się identyfikujemy. Ja się identyfikuję z moją małą ojczyzną,jaką jest Mazowsze. Jestem Mazowszanką. Nikt mi nie powie,i nigdy nie uwierzę,że osoba która rozlicza PIT w miejscu zamieszkania, działa społecznie z osobami niepełnosprawnymi, uczy się i chce w przyszłości pomagać innym jest niepełnoprawną obywatelką,bo zgadza się na to,by inni mieli różne poglądy. Bo to po prostu jest demagogia.

      • Krzysztof Skalski // 2 sierpnia 2013 at 17:51 //

        Pani Agato, proszę mi wierzyć, że Powstańcy nie ginęli „w imię idei,że każdy może myśleć jak chce,co chce i kiedy chce – póki nie ogranicza tym wolności do tego samego innych osób wokół siebie” Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał za cos takiego ginąć, Pani by chciała? Powstańcy ginęli za wolną i niepodległą Polskę i za nic innego. Jeżeli chodzi o Pani przynależność narodową, to tak się składa, że polskość opiera się nie na rasie, nie na etni, a na kulturze. Zatem krew, jak krąży w Pani żyłach nie ma dla Pani polskości żadnego znaczenia. Mogłaby Pani być najczarniejszą Murzynką i przy tym najprawdziwszą Polką, jak również może Pani być Mazowszanką z dziada pradziada i jednocześnie Polką bardzo kiepską. Jeżeli się Pani z Polską nie identyfikuje, to jest Pani złą Polką, niezależnie od PIT-u, niepełnosprawnych i nauki. Najlepszymi Polakami za to będą ci, którzy dla Polski są gotowi ponieść najwyższe ofiary – jak właśnie Powstańcy. Niezależnie od ich faktycznego pochodzenia etnicznego.

      • Dopisując jeszcze: jestem daleka od twierdzenia,że kolega Rolewski postąpił słusznie. Natomiast uważam,że czyn jego blednie w obliczu nagonki,jaką na niego urządzają prawicowe media, i w obliczu niemal otwartych twierdzeń,że k.Rolewski jest podobny kolaborantom, usprawiedliwiona jest jego furia. Jako przyszły psycholog wiem,że pewnych emocji powstałych we wzruszeniu (afekcie) nie kontroluje się,a k.Rolewski za swoje przeprosił. Natomiast Pan Mirosław postąpił jak typowy podjudzacz; sprowokował i czekał na potwierdzenie swojej teorii,że nowi studenci UW to sprzedajne gnidy łże-elickie. Dla takich osób miejsca na uczelni z tradycjami nie ma.
        Mój szanowny Ojciec śmiał się,kiedy mówiłam,że zgroza mnie ogarnia wobec tego,co się dzieje na uniwersytecie. Jak widać będę musiała mu zdjąć ten uśmiech z twarzy,kiedy zobaczy,że jego córka studiuje w czasach, w których zupełnie normalne dla niektórych jest wzniecanie waśni w celu upolitycznienia tragedii narodowej.

      • Krzysztof Skalski // 2 sierpnia 2013 at 18:02 //

        Jasne, że nie kontroluje się emocji w afekcie. Ale, żeby mówić o afekcie, to jednak trzeba mieć więcej danych niż prostu obserwacja wybuchu wściekłości gówniarza wobec trzykrotnie starszego człowieka. To może być afekt, ale nie musi. Natomiast z całą pewnością jest to najczystszej wody chamstwo. Dalej: skąd Pani wie, że p. Mirosław miał i chciał potwierdzić teorię, że nowi studenci to „sprzedajne gnidy Łże-elickie”? Potrafi Pani wskazać odpowiedni cytat, czy się Pani po prostu wydaje, że p. Mirosław ma taką teorię? I na miłość boską, co to znaczy w tym konkretnym przypadku „wzniecanie waśni w celu upolitycznienia tragedii narodowej”? Kto ją wznieca i w jaki sposób? I jak można upolitycznić wydarzenie, które samo w sobie jest na wskroś polityczne? (mówię o Powstaniu)

  2. Pani Agato. Jeśli uważa Pani, że w zdenerwowaniu z powodu zwrócenia uwagi na niestosowne zachowanie można obrzucać ordynarnymi obelgami kogokolwiek, a zwłaszcza starszą osobę, to ja Panią informuje, że z kolei mnie Pani zdenerwowała i chętnie nazwałbym Panią odpowiednio, używając przy tym paru dosadnych i „nieparlamentarnych” określeń, co powinna Pani chyba uważać za rzecz normalną. Jednak nie zamierzam się zniżać do takiego poziomu i takiego języka choć być może w Pani środowisku jest to normalne i usprawiedliwione, a inne słowa nie docierają.
    Do wszystkich innych: nie warto się zajmować tymi ludźmi, oni i tak niczego nie zrozumieją. Przytoczę tu słowa o. Józefa Marii Bocheńskiego z jego książki pt. Podręcznik mądrości tego świata (cytuję z pamięci) „Nie próbuj uczyć świni śpiewać, bo daremny będzie twój trud, a i świnię zdenerwujesz”

  3. Zaciekawiła mnie powyższa wymiana zdań na temat pisowni, ponieważ całe życie byłem przekonany, że Powstanie Warszawskie należy pisać z wielkiej litery. Tak mnie uczono.

    Skorzystałem z polecanego „Słownika ortograficznego” PWN, gdzie znalazłem:
    „[99] 19.3. Wyrazy i wyrażenia Ojczyzna, Kraj, Orzeł Biały, Naród, Państwo, Rząd itp. ze względów uczuciowych bądź dla uwydatnienia szacunku także możemy pisać wielką literą.
    Z tego samego powodu wielką literą możemy pisać nazwy wydarzeń dziejowych: Powstanie Styczniowe, Powstanie Warszawskie, Unia Lubelska, por. 20.6.”
    http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629420

    Bez komentarza.

    • Między „można” a „należy” jest duża różnica. „Możemy pisać” oznacza, że norma językowa jest inna i w treści słownika „powstanie warszawskie” jest napisane małymi literami. Bo wbrew temu, co napisał pan Krzysztof nie jest to nazwa własna i dlatego odesłałam do słownika.

      • Krzysztof Skalski // 3 sierpnia 2013 at 15:21 //

        Beato i boore,
        Faktycznie rąbnąłem się z tą nazwą własną. Na zdrowy rozum wprawdzie to jest jak najbardziej nazwa własna, bo dotyczy tego jedynego Powstania z 44 roku, a nie powstania w warszawie. Tak samo chociażby z Wojną Trzydziestoletnią – mogą być inne wojny, które trwałyby 30 lat, ale tylko jedna Wojna Trzydziestoletnia. Ale ok, zawsze człowiek się czegoś dowiaduje, a ja dzięki gadule z Beatą dowiedziałem się, że grupy nazw własnych stanowią katalog zamknięty i że wydarzeń historycznych się do nich nie zalicza. Bez większego sensu moim zdaniem, ale to oczywiście nie należy do tematu.
        Natomiast pisanie małą literą nazwy Powstania Warszawskiego, akurat w tym wątku i akurat w rocznicę, mam za marną demonstrację braku elementarnego szacunku dla Powstańców i ich ofiary.

      • Nie, Krzysztofie, to nie jest z mojej strony demonstracja braku szacunku. Moi bliscy też walczyli z okupantem, niektórzy w tej walce zginęli i mam ogromny szacunek dla tych, którzy walczyli o to i ginęli za to, żebyśmy dzisiaj mogli żyć w wolnym kraju. To po prostu „skrzywienie zawodowe”, bo nie tylko jestem filologiem w sensie ukończonych studiów, ale również wykonuję zawód tłumacza przysięgłego, a tłumacz nie ma prawa do emocjonalnego stosunku do tłumaczonego tekstu i zawsze powinien przestrzegać norm językowych.

      • Krzysztof Skalski // 3 sierpnia 2013 at 19:22 //

        Ok, nie traktuj tego, jako zarzutu wobec siebie. Ale nasuwa mi się ciekawa kwestia związana z tłumaczeniami przysięgłych. Bo jasne, że tłumacz nie może wyrażać emocjonalengo stosunku do tłumaczonego tekstu. Ale zawsze myślałem, że swojego, oddać stosunek autora jak najbardziej powinien. I teraz ciekawa sprawa, jak byś przełożyła z polskiego zwrot zapisany wielką literą, a jak na polski, gdyby w tekscie oryginalnym byłby wyrażony szacunek dla Powstania?

      • Krzysztofie, jestem tłumaczką języka niemieckiego, a w niemieckim wszystkie rzeczowniki pisze się wielką literą. Wielką literą pisze się również przymiotniki utworzone od nazw miast, jeśli są utworzone przez dodanie końcówki -er i nieodmienne (bo historycznie były one rzeczownikami), a takim jest po niemiecku przymiotnik warszawski. Czyli po niemiecku powstanie warszawskie to Warschauer Aufstand, niezależnie od stosunku emocjonalnego autora. Inna pisownia byłaby błędem ortograficznym. Jako ciekawostkę mogę jeszcze dodać, że są języki (np. ze znanych mi – rosyjski, włoski i ukraiński), w których nazwy obywateli państw pisze się małą literą i błędem ortograficznym jest napisanie ich tak jak w języku polskim, czyli wielką literą (np. Polak to po włosku polacco, Włoch to italiano, Rosjanin to russo itd.). Przy tłumaczeniu na język obcy trzeba poza tym bardzo uważać z odstępstwami od normy językowej, bo to, co w wykonaniu rodzimego użytkownika języka może być uznane za zabieg celowy (neologizm, wyrażenie emocji itd.), w wykonaniu obcokrajowca zawsze będzie uznane za błąd językowy (gramatyczny, ortograficzny itp.).

      • Krzysztof Skalski // 3 sierpnia 2013 at 22:09 //

        To jasne, co piszesz o wielkich i małych literach w różnych językach. Ale teraz weźmy taką sytuację: w niemieckim tekście masz jednoznacznie wyrażony szacunek do Powstania. Nie wielkimi literami, bo to nawet ja wiem, że jest u Niemiaszków normą, ale jakimś innym językowym dingsem. I teraz musisz to przełożyć na polski – jeżeli napiszesz PW małymi, to będzie to moim zdaniem przekłamanie intencji autora. Bo norma normą, ale jest już jakiś językowy usus, żeby PW pisać, chociażby z szacunku, właśnie wielkimi.

      • Nie, to nie jest przekłamanie intencji autora, bo pisanie zgodnie z normą językową nigdy nie oznacza braku szacunku. Poza tym, skoro ten szacunek jest wyrażony innymi środkami niż pisownia wielką literą, to i w tłumaczeniu będzie on widoczny. A przy odstępstwie od normy językowej zawsze jest ryzyko, że to odstępstwo zostanie uznane za błąd, czyli nieznajomość normy. Tłumaczenie zgodnie z normą językową jest po prostu bezpieczniejsze. 😉

      • Zbigniew // 3 sierpnia 2013 at 23:30 //

        Pani Beato
        Ja jednak nie jestem w stanie zrozumieć, jak osoba wykształcona i to do tego kobieta może stawiać znak równości wobec może nieco prowokacyjnego przytoczenia okupacyjngo powiedzenia „tylko świnie siedzą w kinie” , a wyzwaniem kogoś od ch., k. itp. i wyrażeniem żalu, że nie przeżył pałowania. Można by dyskutować o tym, czy to okupacyjne powiedzonko nie było w tej sytuacji zbyt ostre (choć rozumiem intencje autora), to wszystko jednak blednie wobec niesłychanego chamstwa i agresji tamtego działacza.
        Co do wspomnianego filmu, to z cała pewnością uzna to Pani za teorię spiskową, jednak w opinii wielu osób z mojego środowiska (a przyznam, że i mojej) nie był to żaden oręż walki z PRL-owskimi absurdami, tylko wentyl bezpieczeństwa celowo dopuszczony przez totalitarną władzę po to, żeby pokazać krytykom, iż system komunistyczny był tylko śmieszny, podczas, gdy tak naprawdę był… straszny. No bo czyż można sobie w PRL-u wyobrazić kręcenie i dystrybucję filmów bez zgody i akceptacji władzy, podczas gdy posiadanie maszyny do pisania było surowo zakazane?

      • Panie Zbigniewie, ja nie wartościuję chamstwa, wulgarności, agresji itd. – każde jest dla mnie tak samo oburzające. A co do drugiej części Pana wypowiedzi – po pierwsze, powinien Pan porozmawiać z obywatelami byłej NRD, byłej Czechosłowacji, byłych republik radzieckich, a dowiedziałby się Pan, że w Polsce to my nie wiemy, co to był komunizm. Po drugie, nie wiem, ile Pan ma lat i na ile pamięta Pan okres przed 90 rokiem, nie wiem, czy ktoś z Pana bliskich miał do czynienia z cenzurą i jak to wszystko naprawdę funkcjonowało. Ja miałam, bo moja matka była aktorką estradową – cała sztuka właśnie polegała na tym, jak napisać tekst, jak zagrać rolę, żeby publiczność wiedziała, o co chodzi, a cenzura puściła. I przepraszam, ale nie wiem, kto Panu takich bajek o maszynach do pisania naopowiadał – ja w stanie wojennym miałam 2 maszyny, jedną z czcionką polską i jedną z niemiecką, psa z kulawą nogą to nie interesowało, a podstawowym problemem był brak papieru, w wyniku którego musiałam pisać pracę magisterską w 2 egzemplarzach na zdobytym po znajomościach papierze kredowym (tylko taki udało się mojemu ojcu dostać) i trzeciego egzemplarza dla siebie już nie przepisałam, żeby mi palce nie odpadły. 😀

    • Normy językowe to jest coś, co napisali sobie pewni ludzie, bo taka jest ich opinia. Ale najlepszą wg mnie definicją błędu językowego, z jaką się zetknąłem jest to, że jest to „innowacja nieuzasadniona funkcjonalnie”. Oznacza to moim zdaniem tyle, że jeśli ktoś np. używa słów angielskich zamiast polskich po to, żeby „zaszpanować”, albo być niezrozumiałym dla laików to jest to błąd językowy. Natomiast jeśli ktoś chce wyrazić swój stosunek emocjonalny, lub szacunek itp. pisząc np, słowo Pan, Ojciec, Matka, Ojczyzna itp. z wielkiej litery jest to jak najbardziej uzasadnione, gdyż pełni pewną rolę. Jest to uzasadnione funkcjonalnie, gdyż spełnia określony cel komunikując coś odbiorcy, a więc z całą pewnością nie jest błędem. Tak więc pisanie „powstanie warszawskie” może i nie oznacza jakiegoś szczególnie nagannego lekceważenia, jednak komunikuje postawę nonszalancką i obojętną wobec tego wydarzenia, a to akurat 1 sierpnia może być nie najlepiej odbierane przez tych, dla których narodowa tradycja jest ważna, a więc przez nas, PiS-owców.
      Podobnie pisanie mała literą „polaczek” czy „polak” w gruncie rzeczy też nie jest błędem językowym, gdyż coś komunikuje, wyraża pewną intencję. A że to jest odbierane (i słusznie) przez polskich patriotów jako wyjątkowe chamstwo, to już jest inna sprawa…

      • Nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem ani jako filolog, ani jako prawnik. 🙂 Dla powstania normy językowej, podobnie jak normy prawnej, nie wystarczy, że ktoś sobie coś wymyśli. Uzasadnieniem normy językowej są procesy historyczne, tradycja, estetyka, funkcjonalność i uzus, ponadto norma językowa (szczególnie norma pisowni), podobnie jak norma prawna, również wymaga kodyfikacji. A podstawową funkcją normy językowej jest ułatwienie komunikacji. Oczywiście normy językowe mogą się zmieniać i zmieniają się, bo język musi nadążać za zmianami rzeczywistości. Jednak mimo wszystko na razie nie polecam na jakichkolwiek egzaminach z języka polskiego lub z tłumaczenia na język polski wyrażania szacunku przez pisanie wielką literą tam, gdzie zgodnie z obowiązującą normą pisze się małą literą, bo punkty za to bardzo lecą. 😉

      • Zbigniew // 3 sierpnia 2013 at 23:45 //

        Nie bardzo rozumiem, co zawód prawnika ma do rzeczy. No chyba, że chodzi o przywiązanie do kodeksów i paragrafów, co np. w tradycji prawa anglosaskiego nie jest zbyt istotne.
        Ja nie zamierzam się chwalić swoimi dyplomami, ale zapewniam Panią (czy użycie tu wielkiej litery to wg Pani błąd?), że u mojego dawnego wykładowcy gramatyki polskiej z pewnością bym „zapunktował” stosowaniem funkcjonalnej definicji błędu językowego, oraz funkcjonalnym tłumaczeniem na j. polski (i angielski zresztą również). Nawet w tekstach prawniczych do pewnego stopnia należałoby wziąć to pod uwagę, czyż nie?

    • Zawód prawnika ma to do rzeczy, że istnieją analogie pomiędzy sposobem ustanawiania i obowiązywaniem norm prawnych i norm językowych, dlatego nie mogę się zgodzić z tym, że „normy językowe to jest coś, co napisali sobie pewni ludzie, bo taka jest ich opinia”. A zawód prawnika to nie „przywiązanie do kodeksów i paragrafów”, tylko logiczne rozumowanie w oparciu o zasady, które wywodzą się jeszcze ze starożytności.

      • I oczywiście użycie przez Pana wielkiej litery w zwrocie „zapewniam Panią” nie jest błędem – gdy zwracamy się bezpośrednio do kogoś w korespondencji, to odnoszące się do tej osoby zaimki Ty, Twój, Wy, Wasz, Pan, Pani, Państwo piszemy wielką literą. Ostatnio coraz częściej twierdzi się wprawdzie, że wymiana komentarzy na forach nie jest korespondencją, tylko rozmową i w związku z tym dopuszcza się pisownię tych zaimków małą literą, jednak dopóki nie jest to ustaloną normą, to ja nadal stosuję tradycyjną pisownię. 🙂

      • Krzysztof Skalski // 4 sierpnia 2013 at 12:27 //

        Oj tam, oj tam, koleżanko prawniczko 😉 A jak niby działa cały pozytywizm prawniczy jak nie na zasadzie, że tak napisali pewni ludzie, a inni ludzie mają to egzekwować? To co piszesz, ma sens, jeżeli pozostaniemy w obrębie prawa naturalnego (którego osobiście jestem wielkim zwolennikiem). Rzecz w tym, że w dzisiejszym świecie Zachodu całkowicie dominuje pozytwizm.

      • Normy prawne, które powstają w opisany przez Ciebie sposób, mają z reguły (i na szczęście) krótki żywot. Tak jak prawo naturalne i tradycja jest podstawą i częścią systemu prawnego, tak samo historyczny rozwój języka, tradycja itd. są podstawą systemu każdego języka naturalnego (przecież na jakiejś podstawie jest on językiem naturalnym, a nie sztucznym). Nie wiem, czy w czasie studiów interesowałeś się, jak wygląda „od kuchni” proces legislacyjny – ja tak, bo interesowały mnie dokonywane i zamierzane wówczas nowelizacje prawa cywilnego (np. przepisów o dziedziczeniu gospodarstw rolnych, które uważałam za idiotyczny relikt minionego ustroju), a pani prof. Skowrońska była uprzejma opowiadać nam, jak to wygląda, zanim projekt nowelizacji trafi pod obrady Sejmu RP i potem, zanim zostanie uchwalony, ile to konsultacji, dyskusji, argumentów za i przeciw, tarć itd. Dlatego tym bardziej sprowadzenie przez pana Zbigniewa normy językowej, która przecież nie powstaje w próżni, do „opinii pewnych ludzi” jest moim zdaniem jednak zbyt dużym uproszczeniem.

      • Zbigniew // 4 sierpnia 2013 at 21:30 //

        No cóż, jeśli już rozmawiamy o języku (choć nie to było tematem wiodącym artykułu Krzysztofa) to chciałbym zauważyć, że funkcjonalne podejście do tłumaczenia i uznawanie norm językowych zapisanych w różnych tekstach za nie zawsze ściśle obowiązujące nie jest moim wymysłem. Mój wykładowca, profesor polonista (nie będę podawać jego nazwiska, bo nie zamierzam się licytować na autorytety) nie miał nabożnego stosunku nawet do słowników, twierdząc, że to co jest tam umieszczone jest po prostu wynikiem pracy konkretnego człowieka, lub ludzi. Podawał przy tym przykłady absurdalnych zasad, które usiłowali niekiedy narzucić autorzy tekstów poprawnościowych, a które się nie przyjęły, gdyż były niefunkcjonalne i nie służyły ułatwieniu komunikacji, a tylko zaspokojeniu ambicji autorów. Podobne zjawiska pojawiały się też kiedyś w szkolnej gramatyce angielskiego (w USA), gdzie niektórzy filolodzy usiłowali narzucić normy odpowiadające duchowi łaciny, zamiast ich własnego języka.
        Na szczęście opinie językowe różnych autorytetów nie mają mocy prawa powszechnie obowiązującego i za odejście od nich nie karze się grzywną. Natomiast powinna być grzywna za chamskie wulgaryzmy stosowane z wyraźnym celem obrażania kogoś.
        Takie nieco swobodniejsze podejście jest ważne np. przy tłumaczeniu tekstów literackich, gdzie w przeciwieństwie do aktów urodzin, zgonów i tym podobnych dokumentów, gdzie są na ogół określone szablony, trzeba często wyrażać stosunek emocjonalny autora, czy różne subtelności poprzez odmienne środki językowe, często z innego kręgu kulturowego. Żywy język to nie buchalteria, ani arytmetyka, dlatego mówimy i piszemy często tak, aby wyrazić nasze emocje i naszą postawę. A właśnie postawa i emocje są czymś, co się naprawdę liczy. Język jest tylko narzędziem.

  4. Łał. Albo wow. Przeczytałem tekst. Przeczytałem kilka pierwszych komentarzy pod tekstem, później najwyraźniej nawiązała się dyskusja. Nie czytałem jej do końca, bo późno. Będę się starał nie wypowiadać więc na temat dyskusji całej, jedynie kilku w niej podniesionych kwestii. Ale na temat samego tekstu nie odmówię sobie komentarza.
    Dziennikarz, pan Krzysztof Skalski opisuje sytuację, która się wydarzyła. Nie jest to jakaś teoria spiskowa ani robota „Faktu”, czy „SE”. Zwyczajnie podaje cytaty i niewiele na ich temat swoich przemyśleń. Pierwsze „komentarze” (piszę w cudzysłowie, bo podręczniki do dziennikarstwa podają, że komentarz NIE MOŻE być anonimowy) pod tekstem mnie odrobinę rozbrajają. Oto jakaś pani Agnieszka (bez nazwiska pod swoim „komentarzem”) donosi, że w sieci istnieje trolling, który mógł spowodować taką, a nie inną reakcję danego studenta. I to są całe przemyślenia „komentatora” pod tekstem o tym, że jakiś szczyl prymitywnie i wulgarnie wyzywa inną osobę na portalu społecznościowym. Niezależnie od tego, czy ta osoba istniała i faktycznie wcześniej swój tekst napisała.
    Autor, o ile dobrze rozumiem, podnosi kwestię gigantycznego chamstwa, które pojawiło się w komentarzu osoby deklarującej się jako studencki działacz (który jednak nie jest aktualnie studentem, jak twierdzi) w stosunku do innej osoby. Możemy oczywiście dywagować na temat tego, czy ta inna osoba istnieje, czy może jest to tylko przykład trollingu. Tylko jakie to ma znaczenie w tym momencie? Przecież właśnie koleżka „student” zwyzywał od najgorszych kogoś innego. Nie przekonywał swoich znajomych z fejsbuka, że jego zdanie na dany temat jest inne. Zwyczajnie sklął jakiegoś innego człowieka, nie siląc się nawet na przewertowanie słownika. Cała sprawa jest dla owego „studenta” niesamowicie poniżająca. I rozmyślania na temat przesłanek , którymi się kierował, czy też faktycznego istnienia osoby, której ubliżał są kompletnie zbędne. Potomek Powstańców i innych zasłużonych okazał się zwykłym chamem, w którego stronę nie warto kierować spojrzenia. I tyle.
    Swoją drogą, każdego, kto w taki sposób zwróciłby się do mojego ojca w mojej obecności, zaprosiłbym na udeptaną ziemię.
    Dawid Litka

    • Krzysztof Skalski // 3 sierpnia 2013 at 15:12 // Odpowiedz

      Bardzo dziękuję z ten wpis. Cóż, właściwie nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie.

  5. Nie zamierzam już ciągnąć dalej tej dyskusji, ale jeszcze na koniec podzielę się paroma refleksjami natury ogólnej. Pierwsza to taka, że leminga nie przekonasz, choćby, jak mówiła moja Matka „anioł zstąpił z nieba i powiedział, ze białe jest białe, a czarne czarne” – oni będą nadal twierdzić odwrotnie. Żadne argumenty do nich nie dotrą, bo główną rolę odgrywają negatywne emocje, jakaś wściekła wrogość do wszystkiego, co wiąże się z naszą polską tradycją, poczucie wyższości i pogarda dla wszystkiego i wszystkich, którzy się z tą tradycją utożsamiają, a więc również dla nas, członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Dla tych ludzi określenie przez podobno polskiego, studenta i ich działacza kogoś „jebanym polaczkiem”, wyzwanie go od ch. i wyrażenie żalu, że nie zginął zabity przez komunistów, niezależnie nawet od tego, czy była to postać autentyczna, czy też nie, nie jest wielkim problemem, a jeśli nawet, to tylko dlatego, że psuje ich zewnętrzny wizerunek ludzi podobno kulturalnych „młodych, wykształconych z wielkich miast”.
    Oczywiście, że trzeba ludzi przekonywać, ale tych niezdecydowanych, gdyż naszych zajadłych wrogów nie przekonamy, to wydaje się pewne. Są to niestety często ludzie o wąskich horyzontach, z różnych powodów nienawidzący własnych korzeni, albo tych korzeni pozbawieni. Formalne wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy, gdyż pewnych spraw ludzie ci po prostu nie czują, dlatego nigdy ich nie zrozumieją. Swoją tożsamość widzą w „europejskości” i uważają, że patriotyzm i szacunek dla tradycji jest czymś przestarzałym i niepotrzebnym. Nie rozumieją, że taka postawa jest postawą nuworyszy, europejskich neofitów, którzy koniecznie chcą się upodobnić do tych bogatszych i bardziej pod względem gospodarczym rozwiniętych narodów. Nie zdają sobie przy tym sprawy, że narody te cenią swoją własną tożsamość i szanują tylko tych, którzy znają swoje korzenie i szanują samych siebie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*