News Ticker

Sezon ogórkowy


Wiem, że w tym tygodniu bardzo malowniczymi i medialnymi tematami były konflikt na linii arcybiskup Hoser – ksiądz Lemański oraz wewnętrzne przepychanki w PO. Gdzieś tam jeszcze mignęła jak Lady Godiva Mama Madzi i pojawił się na chwilę sędzia Tuleya, ale nie sądzę by były to tematy warte uwagi, nawet w sezonie ogórkowym. Bo sezon sezonem, ale dzieje się, oj dzieje.

Akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz- Waltz ma się w zasadzie ku końcowi. Zebrano ponad 200 tysięcy podpisów, tak więc istnieje spora szansa, że referendum to odbędzie się. Budzi to uzasadniony niepokój, nie tylko w Ratuszu, ale w całym obozie rządzącym. Na ratunek pani prezydent przybył sam premier. Pan premier jest wielkim zwolennikiem demokracji, ale jak widać nie zawsze. Tym razem namawia mieszkańców Warszawy do bojkotu referendum. A dokładnie do „poparcia Hanny Gronkiewicz-Waltz poprzez bojkot referendum”. Jedną z moich znajomych bardzo to zdziwiło. Jak, to premier nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób na referendum pójdą tylko ci, którzy chcą odwołać prezydent i się im to uda? Wyjaśniłam jej, że referendum różni się nieco od wyborów. Choćby i 100% glosujących w referendum opowiedziało się za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, nie uda się to, jeśli łączna liczba głosujących będzie za niska. Po prostu referendum będzie w takim przypadku unieważnione.
Wątpię natomiast, by wówczas, gdy nadejdzie czas wyborów parlamentarnych premier przyjął tę samą zasadę, że niepójście na wybory równa się poparciu dla PO.

W styczniu tego roku drastycznie wzrosły ceny biletów. Nie, żeby warunki podróżowania komunikacją miejską uległy tak samo szokującemu polepszeniu; co to, to nie. Zlikwidowano część linii, a tylko dzięki protestom użytkowników zachowana została 175, bardzo potrzebna linia autobusowa łącząca Kampus Główny Uniwersytetu Warszawskiego z Kampusem Ochota.
Celem podwyżki było, oczywiście, zwiększenie wpływów do budżetu miasta pochodzących ze sprzedaży biletów. Tymczasem, wpływy te zmalały. Opinia publiczna mogła o tym usłyszeć dzięki interpelacji radnego PiS, Jarosława Krajewskiego.
Pośrednio w wyniku tej interpelacji stracił też stanowisko szef ZTM, Leszek Ruta. To kolejne zwolnienie urzędnika z Ratusza, szkoda że tak bardzo widać, że bardziej powodowane chęcią znalezienia kozła ofiarnego i złagodzenia nastrojów niezadowolenia, niż niekompetencją.
A tak poza tym, jak widać w powyżej przedstawionej sytuacji, krzywa Laffera znajduje zastosowanie nie tylko wówczas, gdy mowa o podatkach. Ale o tej krzywej najwyraźniej nikt w PO nie słyszał i to zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym.
Kryzys trwa już prawie czwarty rok. Już dwa lata temu wiadomo było, bo ekonomiści prognozowali, że 2013 rok będzie wyjątkowo trudny. Gdy uchwalano budżet pod koniec 2012 roku, zarówno ekonomiści, jak i posłowie opozycji twierdzili, że jest on absolutnie nierealistyczny i że na pewno będzie konieczna nowelizacja. Zresztą, co i rusz przedstawiano wyliczenia deficytu budżetowego, który już pod koniec maja osiągnął 77% dopuszczalnej kwoty w skali roku.
Nic to, Jan Vincent Rostowski myślał, myślał, aż wymyślił. Otóż. konieczna jest nowelizacja budżetu i likwidacja progu bezpieczeństwa. Brakujące 24 mld złotych rozłoży następująco – 16 mld po stronie deficytu, 8 mld stanowić będą cięcia wydatków.
Księgowy Wszechczasów zapowiada, że ten krok będzie stanowił silny impuls stymulacyjny.
W pamięci mając to, jak często jego diagnozy się sprawdzają, jestem mocno zaniepokojona.
Ten sam człowiek liczył na załatanie dziury budżetowej mandatami z fotoradarów i sądził, że podwyższenie VAT zwiększy wpływy do budżetu z tego podatku. Pierwsze, delikatnie mówiąc, nie idzie zgodnie z planem, a drugie – no cóż, rezultat był odwrotny do zamierzonego. Cóż, jako polityk partii rządzącej, mógł tego nie przewidzieć. Politycy Platformy, proszę Was jeszcze raz – nauczcie się wreszcie, co to jest i jak działa krzywa Laffera!

2 Comments on Sezon ogórkowy

  1. Krzysztof Skalski // 22 lipca 2013 at 11:51 // Odpowiedz

    Ech, Ewa, Ewa. Ty tutaj politykom PO jakąś krzywą Laffera imputujesz – bój się Boga, dziewczyno. Jedyne krzywe, co pozostaje w centrum zainteresowania tych magików, to krzywy ryj. Czyli ile jeszcze da się wyszarpnąć z naszej Polski, kiedy proste rezerwy dawno wykorzystane i w zasadzie nie bardzo już jest co kraść.

  2. Ewa Trojanowska // 22 lipca 2013 at 15:00 // Odpowiedz

    Z tym zainteresowaniem- to racja. Dewizą zdaje się być „po nas choćby potop”. Ale nawet, jakby nastąpił ten potop, to w perspektywie scenariuszem, na który chyba grają, jest wyciągnąć ile się da, potem JEŚLI przegrać to minimalnie, tak żeby wciąż mieć siły i wpływy, krytykować następców zaskutki swoich działań. I chyba nader często inspiruje ich towarzysz Szmaciak i jego „trzeba golić, strzyc…”, reszty nie zacytuję, bo wulgarne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*