News Ticker

Ś.p. Barbara Kossek. R.I.P.

Dla Boga, Basiu! Larum grają! Nieprzyjaciel ciągle w Ratuszu! A Ty się nie zrywasz, materiałów nie chwytasz, do ludzi nie wychodzisz! Co się stało z Tobą, ostatni szwoleżerze w spódnicy? Zaliś swej dawnej przepomniała cnoty, że nas samych jeno na placu zostawiasz?

Pożegnaliśmy Basię w środę. Było pięknie na Powązkach, słońce, ciepła, złota polska jesień. W kościele śpiewał Jerzy Artysz, Robert Rogala asystował do Mszy Św. Nad grobem wzruszająco wspominał Basię jej brat, Maciej Dobrzański. Ludzie dopisali, przyszli ją wyprawić w tę najdłuższą podróż przyjaciele z wielu środowisk, rodzina z całej Polski i ze Stanów. Katafalk cały w kwiatach, które Basia tak lubiła.

A później, po Mszy Św. i wyprowadzeniu do grobu pojechaliśmy wszyscy do ulubionej basinej knajpki. Nie można wszakże wyprawić szwoleżera (nawet w spódnicy) w najdłuższą podróż bez strzemiennego.

Nie bardzo jeszcze potrafię myśleć o Basi w czasie przeszłym, była przecież zawsze, odkąd sięgam pamięcią. Najpierw mieszkała z mamą, Różą, przyjaciółką i sąsiadką mojej ś.p. babci. Potem umarła Róża, jeszcze później moja babcia. A Basia była ciągle, zawsze z psami. Uwielbiała te zwierzaki, zabierała je z ulicy, odkarmiała, leczyła. Później mieszkały z nią do końca swoich dni. Tak było najpierw z Topem, później z Topą, Łatkiem i na końcu z Biesem. Z tym, że z Biesem stało się trochę inaczej. Po pierwsze najpierw Basia przeprowadziła się z kolonii nauczycielskiej przy Cieszkowskiego na Sady Żoliborskie. A po drugie to nie Bies opuścił Basię, tylko Basia Biesa…

Basiu, jeżeli to teraz czytasz, to mam nadzieję, że Cię uspokoję. Bies trafił do Maćka i jego żony. Mieszka w domu z ogrodem, tak, jak zawsze chciałaś.

Żyła z przyjaciółmi i dla przyjaciół. W jej domu spotykaliśmy się, ludzie z wielu środowisk, kilku generacji. Przy winie, nalewkach (najlepszych na świecie, jestem przekonany, że teraz w Niebie Basia robi te nalewki dla wszystkich świętych) toczyliśmy długie Polaków rozmowy. W ogóle ciężko było od niej wyjść bez strzemiennego. Sama nazywała się ostatnim szwoleżerem w spódnicy. W czasach wojny polsko-jaruzelskiej pomagała represjonowanym, działając przy parafii Św. Stanisława Kostki, u księdza Jerzego.

Pamiętam, że kiedy ogłoszono wejście Polski do NATO, Basia zaprosiła nas wszystkich do siebie. Na baczność, pod szablą i portretem Komendanta wychyliliśmy toast za Niepodległą.

Niestety, w ostatnich latach miała coraz więcej powodów do smutku. Po wielekroć powtarzała, że niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze i przypominała losy swojego stryja, pułkownika WP, potem ZWZ-AK, potem głęboka konspiracja. Chciała, żebyśmy byli gotowi o tę niepodległość walczyć, kiedy przyjdzie czas. I obawiała się, że ten czas może nadejść szybciej, niż większość za nas się spodziewa.

Po Smoleńsku Basia była już coraz mocniej zaniepokojona. Wydawało się też, że Piłsudski na ścianie w gabinecie jest coraz bardziej chmurny, zasępiony. Spotkaliśmy się u niej 11 kwietnia 2010. Przerażeni, bezradni jak dzieci we mgle – to Basia nas postawiła do pionu. Skontaktowała z Prawem i Sprawiedliwością, pomogła w pierwszych ustaleniach. Jest niekwestionowaną patronką warszawskiegoPiS.pl, u niej odbywaliśmy pierwsze spotkania redakcyjne, u niej formowaliśmy zespół. To ona ochrzaniała nas za lenistwo, niedoróbki, błędy.

Spotkaliśmy się ostatni raz kilka godzin przed jej śmiercią. Dopytywała się, kiedy dostarczymy jej ulotki na referendum 13X. Ochrzaniła, że tak późno. Umówiliśmy się na wieczór, na wspólny spacer z Biesem i knucie.

Z tym knuciem to ciekawa sprawa. Basia tak nazywała nasze rozmowy polityczne. Wychodzi tutaj, że mimo powagi w sprawach fundamentalnych, mimo coraz większego zatroskania o losy Polski, zachowała swoje autoironiczne poczucie humoru.

Pomodlimy się za Basię w niedzielę, 13 i 20 października o 10.30 w kościele Dzieciątka Jezus przy Czarnieckiego 15.

Nasza Przyjaciółka,  ś.p. Barbara Kossek, z domu Kuźniarska, zmarła 3 października 2013. R.I.P.

Krzysztof Skalski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*