News Ticker

Radosny Patriotyzm – ćwiczenia praktyczne


A jednak, stało się… człowiek czasem się w swojej diagnozie pomyli. Sądziłam, że to kolejne „ostateczne rozwiązanie”, ale w poniedziałek Premier Tusk zdymisjonował Ministra Sprawiedliwości. Biorąc pod uwagę to, jak często ten temat był podejmowany i dyskutowany, sądziłam, że i tym razem Jarosławowi Gowinowi włos z głowy nie spadnie.
Nawiasem mówiąc, ciekawe, że Tusk odwołał akurat tego ministra i że powód był tak błahy. Gdyby bowiem premier kierował się kompetencjami, to akurat Gowin byłby chyba jedną z ostatnich osób, jakie powinny być w tym gabinecie do wymiany.

O Marszu Orła Czekoladowego napisano już wiele, analizą tego wydarzenia zajęły się wcześniej umysły znacznie tęższe niż mój. Mimo to, postanowiłam też dodać od siebie kilka słów.
Szczególnie, że całe zamieszanie obserwowałam z daleka. Do internetu zaglądałam z rzadka, ale gdy już się mi to zdarzyło, to zwykle na fora zwolenników i przeciwników tego sposobu przeżywania patriotyzmu, co też zaraz opiszę.
Sama szumnie zapowiadana akcja wyglądała raczej skromnie – ot pod Pałacem Prezydenckim stanęła figurka przedstawiająca podobno orła (choć niektórzy widzą tam wronę, jeszcze inni mrówkojada, przynależność gatunkowa rzeźby jest więc sporna) na cokole, który to cokół niefortunnie wykonano z mlecznej czekolady.
Nie był to najszczęśliwszy pomysł, gdy pomyśleć o kolorze mlecznej czekolady. Jakoś tam automatycznie wówczas całość silnie zaczyna kojarzyć się ze strofami Wyspiańskiego.
Za całym kilkuset osobowym pochodem szło zresztą kilka osób niosących te strofy na transparentach.
Cała impreza miała miejsce w Święto Flagi RP, ale flag naliczono dwie, w tym jedną przyczepioną do obróżki jakiegoś sympatycznego czworonoga. Zamiast bieli i czerwieni rządził róż w odcieniu hot pink. W końcu, jak orzekł Prezydent, flaga Polski nie jest szczególnie bogata w kolory. Zresztą, to było święto patriotyzmu radosnego, więc róż był w sumie na miejscu.
Co do samego radosnego przeżywania – czytając forum radiowej Trójki i wypowiedzi zwolenników całego „eventu” miałam wrażenie, że wyziera z nich głównie chęć zrobienia na złość „tym drugim”, „tym smoleńskim ponurakom”. Temu celowi właśnie służyć miał uroczysty przemarsz ulicami miasta za czekoladowym ptakiem.
Mam wrażenie, że o wiele więcej spontanicznej radości było po stronie kontestujących całą akcję. Naliczyłam kilka profili wyśmiewających czekoladową rzeźbę oraz nieliczne głosy stwierdzające, że doszło do profanacji symboli narodowych. Głosy rozbawione przeważały jednak znacznie nad zatroskanymi i zniesmaczonymi. Ciężko mi ocenić, która postawa była bardziej słuszna. Owszem, jest coś głęboko niestosownego w firmowaniu takich akcji swoją twarzą przez Prezydenta RP, z drugiej strony jednak w rzeźbieniu czekoladowego orła i traktowaniu go jako totemu „Polski fajnej” jest coś bardzo surrealistycznego i kabaretowego.
W każdym razie, fajno Polacy postanowili, że czekoladowym orłem otworzą oczy niedowiarkom i zrobią na złość „ponurym prawicowcom”. Szumnie zapowiadali odzyskanie Krakowskiego Przedmieścia i produkowali tony komentarzy o smutasach nie umiejących cieszyć się swoim patriotyzmem. To, że w finale to właśnie ci „ponuracy” okazali się w swojej masie niepozbawieni ironicznego poczucia humoru i wyśmieli ich akcję, bardzo optymistycznych, nowoczesnych patriotów zdenerwowało. ( Myślę, że czarę goryczy przelała też frekwencja. Bądź co bądź przy takiej promocji kilkaset osób to fiasko.)
Do tego stopnia, że patron akcji, Trójka, dzień przed wydało oświadczenie, grożąc podjęciem kroków prawnych wobec tych, którzy narażali na szwank dobre imię akcji.
Słusznie. Wrodzonemu narodowemu pesymizmowi należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom. I wyrokiem sądowym.

Gazeta Wyborcza nie spoczywa na laurach w krzewieniu nowoczesnego patriotyzmu. Akcja „Orzeł może” to za mało, więc tuż przed majowymi rocznicami i świętami GW wydało wywiad z fragmentami wypowiedzi piętnastu pisarzy, którzy podzielili się swoją wizją Polski i Polaków.
Całość ma formę książkową, nosi tytuł „Polonez na polu minowym”.
Autorzy dzielą się tam tak wiekopomnymi przemyśleniami jak „Prawdziwemu Polakowi najbardziej stoi w okolicach śmierci.”. Jest to rzekomo ironizowanie z polskiej skłonności do pławienia się w martyrologii.
No więc może ja powiem, co myślę. Niedobrze mi się robi, jak czytam wynurzenia tych wszystkich „wielkich tfurców”, którzy w ramach pokazywania, że są wielkimi indywidualistami, jak bardzo są niepokorni i nonkonformistyczni zbiorowo oświadczają, jak w głębokiej pogardzie mają tego symbolicznego wąsatego Polaka-Cebulaka, który co niedziela na mszę łazi. Tymi wszystkimi „artystami”, którzy masowo pokazują, jak to mają gdzieś Boga, honor i Ojczyznę.
Tymi ludźmi ,których wstrętem napawa to, że niestety, urodzili się tu, ich zdaniem na zadupiu Europy i muszą swoimi kompleksami z tym związanymi się z innymi dzielić i w ramach terapii oblewają tego „prawdziwego Polaka” hektolitrami pomyj.
Nie będę ukrywać, że odczuwam radość za każdym razem, gdy ten uparcie ma ich w nosie, nie chce dać sobie wmówić kompleksów, a na dodatek robi im na złość i dalej „obnosi tą swoją zbitą dupę na drzewcach”*, zamiast z uśmiechem dreptać za ptakami z czekolady.

(*Nawiasem mówiąc, powtarzane w kółko stwierdzenia, że Polacy świętują klęski, czyli obnoszą „zbite dupy na drzewcach jako powód do narodowej chwały” oraz pławią się w martyrologii to bzdury. Większość rocznic to rocznice zwycięstw, więc święta radosne. A co do pławienia się – raczej nie robimy tego bardziej niż inne narody. Po prostu uważamy, że poległym należy się uczczenie. Związani ze środowiskiem GW inteligenci mogliby w końcu przestać powtarzać te kalki.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*