News Ticker

Przyjaciele Moskale ?!

Odkąd na mapach Europy pojawiło się państwo rosyjskie, zawsze wzbudzało jakąś formę fascynacji wśród pozostałych państw naszego kontynentu. Mieszkańcy rosyjskiego Wschodu, dawniej odziani w zwierzęce skóry, w wielkich bojarskich czapach i z bardzo długimi brodami niezmiennie ciekawili swoją odmiennością. Powiewem Orientu, przemieszanym z prostotą codziennego życia i jednocześnie bizantyjskim przepychem bogactwa, tak charakterystycznym dla warstwy rządzącej tym dalekim krajem, frapowali bardziej od siebie cywilizowane kraje. Czyli w praktyce całą resztę Starego Kontynentu. Fascynacji nie podlegały jedynie narody graniczące z Rosją, które od zawsze były zmuszone do prowadzenia z nią wojen o własne terytorium. Nie tylko Polska, ale również Szwecja, Litwa, Chanat Krymski, czy dzikie plemiona Azji wręcz na co dzień ścierały się zbrojnie z rosyjskimi wojskami prącymi cały czas poza swoje granice. Państwowość rosyjska, niczym wielki, pulsujący twór, w kolejnych „rozkurczach” swej tkanki wypluwała poza swoje granice tysiące uzbrojonych wojowników, których jedynym zadaniem było rozszerzanie granic ruskiego, rosyjskiego i wreszcie radzieckiego imperium. Niejako „przy okazji” wszystkich podbojów grabili najeżdżane kraje, mordowali i gwałcili mieszkańców, okradali pałace, majątki, kościoły i zwykłe domostwa. Wraz z upływem lat zmieniały się wojenne zdobycze forpoczt wschodniego „gosudarstwa”. Kiedyś konie, inwentarz, potem praktycznie wszelkie dobra, począwszy od dzieł sztuki, a skończywszy na dziesiątkach zegarków na rękach szeregowych krasnoarmiejców. Państwo najczęściej będące, na przykład dla Brytyjczyków, dobrotliwym „wujaszkiem Wanią”, dla Polaków zawsze było złowrogim „Iwanem Groźnym”.

Jest rzeczą znamienną, że praktycznie nigdy w historii naszych stosunków wzajemnych Rosjanie nie życzyli dobrze Polsce. Kiedy w 1480 r. skończyła się władza tatarska nad Księstwem Moskiewskim, a car Iwan III uznał się za „władcę całej Rusi”, konflikt z Litwą, w skład której wchodziła znaczna część właśnie tamtych terenów, był nieunikniony. Od zawarcia Unii Litewskiej (1569r.), gdy do Polski zostały włączone duże obszary Ukrainy, nasz kraj uzyskał bezpośrednią granicę z Rosją. Od tamtej pory wszystkie próby rosyjskiego marszu na zachód odbywały się kosztem państwa polskiego. Powodowało to, od końca XVI w. nieprzerwane pasmo polsko – rosyjskich wojen :

I wojna polsko – rosyjska (pskowska) – 1577 – 1582

II wojna polsko – rosyjska (moskiewska) – 1609 – 1618

III wojna polsko – rosyjska (smoleńska) – 1632 – 1634

IV wojna polsko – rosyjska (ukraińska) – 1654 – 1667

V wojna polsko – rosyjska (o sukcesję polską) – 1733 – 1735

VI wojna polsko – rosyjska (barska) – 1768 – 1772

VII wojna polsko – rosyjska (targowicka) – 1792

Powstanie Kościuszkowskie (1794), Powstanie Listopadowe (1830-1831), Powstanie Styczniowe (1863 – 1864), wojna polsko – bolszewicka (1919 – 1921), wojna polsko – radziecka – 1939 r. … Mało który naród, poza Polską, poznał tak dobitnie na własnej skórze „specyfikę” tego wschodniego imperium!

Od początków Państwa Polskiego, aż do roku 1941, kiedy to z przymusu, w obronie naszych rodaków w ZSRS, rząd polski na uchodźctwie zawarł pakt Sikorski – Majski, nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie uważał Rosji za sojusznika, a tym bardziej przyjaciela Polski. Bo i co to byłby za sprzymierzeniec? Nieliczne układy z nim zawarte, praktycznie nigdy przez Rosjan nie były dotrzymywane. Począwszy od traktatu andruszowskiego i moskiewskiego (1667 r.), kiedy to chcieliśmy z Moskwą zawrzeć trwały pokój skierowany przeciwko imperium osmańskiemu. „Efektem” tego porozumienia było, to, że osamotniona Polska musiała stoczyć w latach 1672 -76 zaciętą wojnę z Turkami i gdyby nie chocimskie zwycięstwo hetmana Jana Sobieskiego (1673r.), to tureckie zagony mogłyby zająć nie tylko wojewódzki Lwów, ale i królewski Kraków.

Następnym układem, którego, jak zwykle, Sowieci nie zamierzali przestrzegać był traktat ryski (1921r.) kończący zwycięską dla nas wojnę z bolszewikami. Choć w jego postanowieniach Rosjanie zobowiązali się do wypłacenia Polsce, jako porozbiorowej i wojennej rekompensaty 30 mln rubli w złocie, to nie dostaliśmy z tego, ani jednej carskiej złotej „świnki”. Z obiecanego zwrotu naszych dzieł sztuki, archiwów i zabytków zaledwie parę procent wróciło do naszych prawowitych właścicieli.

Najbardziej brzemienne w skutkach było zerwanie przez Związek Sowiecki paktu o nieagresji z roku 1932, a przedłużonego potem do końca 1945 r. Pomimo tej międzypaństwowej umowy Sowieci napadli na nas w siedemnaście dni po Niemcach, zbrojnie przywłaszczając sobie ponad połowę terytorium II RP i tym samym u boku Hitlera rozpoczynając II wojnę światową.

Jak przystało na od zawsze wrogie nam państwo, za jego granicami znajdywali schronienie ci, którzy podnosili rękę na majestat Rzeczypospolitej. Począwszy od przywódców zbrojnej rebelii kozackiej w roku 1638 (Hunia i Filonenko oraz setki zbuntowanych Kozaków), poprzez renegatów targowickich, ostatniego króla Polski, komunistycznych zbrodniarzy z dwudziestolecia międzywojennego, a skończywszy na zdegradowanym z generała WP do szeregowca, za kradzież, M. Roli – Żymierskim, którego Stalin zrobił sowieckim marszałkiem w polskim mundurze. Jak do takiego sąsiada można było mieć jakiekolwiek zaufanie?

Chichot historii spowodował, że dwaj sprawcy IV rozbioru naszego kraju starli się nawzajem na obszarze przedwojennej Polski. I odkąd Stalin powołał do życia LWP raptem okazało się, że Rosjanie są naszymi odwiecznymi przyjaciółmi. Zresztą w niczym to im nie przeszkadzało popełniać rozliczne zbrodnie na obszarze państwa swojego nowego, antyhitlerowskiego sojusznika.

Powojenna, komunistyczna propaganda kazała nam wierzyć w prawdziwą przyjaźń i polsko – radzieckie braterstwo broni. Absurd w wyszukiwaniu, tam gdzie ich nigdy nie było, wspólnych poczynań i korzeni dobrze ilustruje temat jednej z prac magisterskich, podobno zaproponowanej na naszej wyższej uczelni: „ Udział Rosjan w bitwie pod Grunwaldem, jako początek radziecko – polskiego braterstwa broni.” Dzisiejszym efektem owej zakłamanej propagandy jest obecność w naszych granicach ponad trzystu pomników sowieckich żołnierzy, przy jednoczesnym braku choćby skromnego obelisku upamiętniającego polskie zwycięstwo w wojnie polsko – bolszewickiej.

Jeszcze nie tak dawno niektórzy nasi celebryci wygłaszali wiernopoddańcze przemowy „do przyjaciół Moskali” zaraz po tajemniczej śmierci pod Smoleńskiem elity polskiego społeczeństwa. Zresztą ów zapatrzony na wschód rudowłosy aktor, który zapożyczył sobie tytuł z mickiewiczowskich „Dziadów” najwyraźniej zapomniał przeczytać treść tego pięknego i ciągle aktualnego utworu :

„ (…) Innych może dotknęła sroższa niebios kara;

Może kto z was urzędem, orderem zhańbiony,

Duszę wolną na wieki przedał w łaskę cara

I dziś na progach jego wybija pokłony.

Może płatnym językiem tryumf jego sławi

I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa

Może w ojczyźnie mojej moją krwią się krwawi

I przed carem, jak z zasług, chlubi się z przekleństwa. (…)”

Zadziwiające, jak bardzo po tylu latach, mogą być prorocze słowa polskiego wieszcza. A przecież Adam Mickiewicz nie mógł przewidzieć katastrofy Tupolewa, przepraszania przez ministra polskiego rządu rosyjskich sołdatów okradających zwłoki poległych w katastrofie, czy „żółwików” przybijanych nieopodal jeszcze dymiącego wrakowiska …

Określenie „przyjaciele Moskale” niestety od zarania naszych dziejów pozostaje takim samym oksymoronem, jak „gorący lód” lub „ lodowaty żar” i to bynajmniej nie z naszej winy. Pamiętajmy o tym fakcie, jednocześnie starając się, gdy tylko będzie to możliwe, jakość unormować stosunki polsko – rosyjskie. Ale, póki co, nie stawiajmy pewnych pojęć na głowie, tylko dla zachowania, już dziś bardzo wątpliwej, rusofilskiej poprawności politycznej.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*