News Ticker

Przebierańcy, czyli nic nowego.

Historia świata, a szczególnie naszego kontynentu, często lubi się powtarzać. Ci, którzy choć pobieżnie ją znają, co jakiś czas przecierają ze zdziwienia oczy; przecież ja to już gdzieś widziałem lub o tym słyszałem …

Podobnie ma się sprawa z sowiecką albo, jak kto woli rosyjską metodą mieszania się w wewnętrzne sprawy innych, niepodległych państw. Od początku XX wieku metodologia tych postępowań nie zmienia się ani o jotę. Bo i po co zmieniać coś, co od lat sprawdza się w całej rozciągłości?

13 czerwca 1939 r. komendy uzupełnień Związku Sowieckiego powołały do czynnej służby wojskowej, będących obywatelami ZSRS, rezerwistów narodowości fińskiej i skierowały ich  wszystkich do Leningradzkiego Okręgu Wojskowego. W listopadzie 1939 r. z tych żołnierzy utworzono sowiecką 106 Dywizję Strzelecką (DS). Jednakże, na wszelki wypadek, dywizyjne stanowiska dowodzenia obsadzono Rosjanami. Jeszcze w tym samym miesiącu, na bazie tej dywizji rozpoczęto formowanie korpusu fińskiego. Miał się stać siłą zbrojną Fińskiej Republiki Demokratycznej (FRD). To nic, że taki kraj nigdy nie istniał. Sowieci planowali powołanie go, zaraz po zbrojnej aneksji Finlandii. Ponieważ trzeba było jakoś oryginalnie (inaczej niż prawdziwa armia fińska) umundurować ten nowy, militarny twór, ubrano go w polskie mundury mobilizacyjne, przejęte przez krasnoarmiejców po napaści ZSRS na Polskę we wrześniu 1939 r. Tylko pozrywano z nich naramienniki i wymyślono, własne stopnie wojskowe. Tow. Stalin, poza korpusem fińskim, powołał także ludowy rząd FRD na uchodźctwie, na czele z fińskimi komunistami. Szef tegoż „rządu”, tow. Kuusinen poprosił o pomoc w wyzwoleniu Finlandii, Związek Sowiecki. Sowieci szybciutko podpisali traktat o wzajemnej pomocy z FRD i obie bratnie armie, Związku Sowieckiego i Fińskiej Republiki Demokratycznej (dawna sowiecka 106 DS.) były gotowe do „wyzwalania” Finlandii. Oczywiście, jak na zamówienie, jakiś zabłąkany pocisk z fińskiego terytorium eksplodował na ziemi sowieckiej. Dla Kraju Rad był to wystarczający powód do wypowiedzenia wojny. Problem polegał tylko na tym, że „rewolucyjno – wyzwoleńcza” Armia Czerwona połamała sobie zęby na bohaterskiej i co ważne, mądrej obronie, bez żadnego powodu napadniętych Finów.

4 czerwca 1941 r., czyli na 18 dni przed niemieckim atakiem na Związek Sowiecki, utworzono 238 Dywizję Strzelecką Armii Czerwonej, z terminem gotowości bojowej na dzień 1 lipca 1941 r. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że miała to być … polska dywizja sowieckiej armii. Szykowana pod radzieckim dowództwem miała wziąć udział, u boku Rosjan w planowanym ataku na III Rzeszę.

Parę miesięcy po ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRS, Sowieci byli na pograniczu totalnej klęski. Rozgromienie sowieckiego Frontu Zachodniego bezpośrednio zagroziło zdobyciem przez Niemców Moskwy. 16 października 1941 r. w stolicy Kraju Rad wybuchły zamieszki, panowała całkowita anarchia, grabiono sklepy, prywatne mieszkania i instytucje publiczne. Rosjanie chcąc, nie chcąc musieli uznać zachodnich aliantów za swoich sojuszników, bo bez ich pomocy materiałowej nie byliby w stanie zatrzymać nawały hitlerowskiej koalicji. Tym samym musieli uznać, należące od alianckiej koalicji, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, wraz z tworzącym je rządem londyńskim. Dzięki temu pozwolili na tworzenie na swoim terytorium Wojska Polskiego z żołnierzy przebywających w sowieckiej niewoli. Na szczęście, z powodu braku jakichkolwiek możliwości zapewnienia im aprowizacji  Sowieci zgodzili się na przejście naszych oddziałów pod brytyjską jurysdykcję, do Iranu. Niestety w głębi Rosji nadal pozostały tysiące polskich obywateli.

Z tych, co „nie zdążyli do Andersa” utworzono Ludowe Wojsko Polskie, praktycznie bez jakiejkolwiek naszej kadry dowódczej. Doszło do tego, że w październiku 1944 r. w składzie jednostek LWP było 11 513 sowieckich oficerów i generałów! Nastąpił nieznany w historii nowożytnego świata, masowy proces przebierania oficerów  jednego kraju w mundury armii drugiego państwa. I to już na stałe, a nie tylko na jakiś bal przebierańców.

W ten właśnie sposób sowiecki major Stanisław Popławski, usunięty w 1938 r. z szeregów Armii Czerwonej i skierowany na stanowisko dyrektora sowchozu „Kultura”, specjalizującego się w hodowli świn, został we wrześniu 1944 r. dowódcą 2 Armii LWP. W 1945 r. nadano mu tytuł Bohatera Związku Sowieckiego. Po II wojnie światowej ten sowiecki oficer był dowódcą wojsk lądowych LWP i „polskim” wiceministrem Obrony Narodowej. Podczas służby w LWP, gdy był wiceministrem obrony otrzymał stopień generała armii w wojsku sowieckim. Jak wielką „niezależnością” musiała się wtedy cieszyć nasza ludowa armia dowodzona przez radzieckiego przebierańca, świeżo awansowanego do najwyższego stopnia generalskiego bratniej Armii Czerwonej!

Oto inny przykład przebraniowej maskarady. We wrześniu 1943 r. dowódcą Wojsk Pancernych i Zmotoryzowanych LWP został sowiecki generał porucznik Dimitrij Karpowicz Mostowienko. Po polsku nie mówił ani słowa. W lipcu 1947 r., jak z dalekiej delegacji, powrócił do sowieckiej armii, gdzie został dowódcą wojsk pancernych Odeskiego Okręgu Wojskowego. Przykładem masowego przeistaczania się Rosjan w Polaków może być sowiecki Zarząd 6 Armii Powietrznej Robotniczo – Chłopskiej Armii Czerwonej, który w 1944 r., w jednej chwili przeobraził się w polski Zarząd Sił Powietrznych LWP. Co prawda, również  zupełnie nie potrafiący mówić po polsku … Na czele z, pochodzącym z obwodu saratowskiego, Bohaterem Związku Sowieckiego, generałem por. lotnictwa Fiodorem Pietrowiczem Połyninem, dowódcą polskich Sił Powietrznych.

Mistyfikacją najwyższego szczebla trzeba nazwać wybór sowieckiego marszałka Polski. Został nim marszałek Związku Sowieckiego, dwukrotny Bohater Związku Sowieckiego i dowódca Północnej Grupy Wojsk Sowieckich stacjonujących na obszarze Polski – Konstanty Rokossowski. W pamięci starszych pokoleń zachowały się słowa powstałej wtedy prześmiewczej piosenki : „Patrz dziewczyno tam na przedzie, Na skradzionym koniu jedzie, To Rokossowski, marszałek Polski, Strzeż się, Strzeż!”

Podobnie rzecz się miała we wszystkich państwach bloku wschodniego. Rodzimi obywatele „demoludów” mogli, co najwyżej służyć na polu przyszłej wojny za mięso armatnie. Wszystkie dowódcze stanowiska obejmowali czasowo oddelegowani do bycia Czechem, Węgrem, czy Rumunem, sowieccy oficerowie czasowo oddelegowani do krajów ościennych i przebrani w mundury ich armii.

Dlatego wiadomości o utworzeniu jakoby „oddolnych formacji samoobrony” i „armii Krymu” na okupowanym przez armię sowiecką najbardziej wysuniętym na południowy wschód ukraińskim półwyspie, mogą tylko budzić smutny uśmiech na twarzach o tym słyszących. Miejmy nadzieję, że w głowie obecnego władcy Kremla, nie zrodzi się kolejny raz pomysł, przebierania „krasnoarmiejców” w nasze narodowe mundury …

Jarosław Lewandowski

Źródło : W. Suworow „Tatiana – tajna broń”.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*