News Ticker

Prezydencki „orzeł może”?

Na wniosek p. Magdaleny Jethon, dyrektora Programu Trzeciego Polskiego Radia, Prezydent Bronisław Komorowski objął swoim oficjalnym patronatem kampanię społeczną „Orzeł może”, trwającą w dniach 2 maja – 4 czerwca br. Współorganizatorem tego zdarzenia jest „Gazeta Wyborcza”. Wydarzenie to jest wpisane na oficjalnej stronie prezydent.pl. Punktem kulminacyjnym tej akcji o zagadkowym i nic nie mówiącym tytule ( co orzeł może?!), było odsłonięcie, przed Pałacem Namiestnikowskim, czekoladowego tworu, stojącego na dziwnej, brązowej kupie, którego Pierwszy Obywatel nazwał orłem. W dniu święta Narodowej Flagi prezydent przekonywał, że : „Symbole narodowe mogą być smaczne (…)” To zdanie, miejsce całego zdarzenia i cały pozostały kontekst sprawy niestety jednoznacznie wskazywały na to, że Pan Prezydent nie wygłaszał pogadanki ornitologicznej o ptakach z rodziny Accipitridae (jastrzębiowatych) do których należy orzeł bielik (Haliaeetus albicilla), ale mówił o polskim Godle Narodowym. Tym bardziej musi budzić wielkie zdziwienie fakt, że cały ten pomysł z „godło podobnym” wyrobem czekoladowym nie był jakąś spontaniczną akcją do której ad hoc dołączył się Pierwszy Obywatel, ale starannie przemyślanym działaniem mającym trwać przez ponad miesiąc.

Orzeł występował na monetach książąt piastowskich, tarczach i chorągwiach już od XII wieku. W roku 1295 został polskim Godłem Narodowym. Od tamtych czasów nikt nigdy nie namawiał publicznie do Jego konsumpcji. Za obrazę godła zawsze groziła surowa kara, która zresztą i teraz ma bardzo konkretną postać w polskim Kodeksie Karnym : „ Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawieniu wolności do roku.”

Prezydent Polski, konstytucyjnie, nie posiada zbyt wielu uprawnień. Jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, powołuje i odwołuje ambasadorów, mianuje na stopnie generalskie. A przede wszystkim dba o majestat Rzeczypospolitej, stoi na straży Jej powagi i autorytetu, a nie tylko pilnuje „najfajniejszego” w Polsce żyrandola. Czy stanie na straży godności Państwa Polskiego ma polegać na publicznym robieniu karykatury z Godła Narodowego i namawianiu rozbawionej, na szczęście nielicznej, gawiedzi do Jego zjedzenia? Gdy już skonsumujemy nasze narodowe symbole, odetniemy się od tysiącletnich własnych wartości, to co nam wtedy zostanie? Pusty śmiech, który wczoraj tak gromko rozbrzmiewał przed Pałacem Namiestnikowskim?

W czasach, gdy za przywiązanie do symboli narodowych płaciło się nawet życiem, wszyscy żołnierze Polski Podziemnej nosili na czapkach godło państwowe. Czasem nierówno wycięte z puszki po konserwach lub wykonane z kawałka przypadkowej blachy. Polscy żołnierze, ci z armii regularnej, ale i ich koledzy z armii podziemnej mogli nie mieć wystarczającej ilości broni i amunicji, mogli nie posiadać hełmów, czy kompletnego wyposażenia, ale wizerunek Orła zawsze nosili na swoich mundurach. Po wojnie taki orzełek był bardzo często oprawiany w ramki, żeby z godnego miejsca na ścianie mógł przypominać potomnym czasy najwyższej próby. Traktowano Go niemal jak relikwię i nigdy nikomu by do głowy nie przyszło, żeby odgryźć Mu, na przykład, ogon.

Nawet w PRL – owskiej komedii wojennej „Jak rozpętałem II wojnę światową”, jej główny bohater – st. strzelec Franciszek Dolas, prosty warszawski bezrobotny, przez całą wojenną, europejską wędrówkę pieczołowicie przechowuje swojego wrześniowego orzełka. Nigdy nie wpadł na pomysł, żeby z nudów, czy frustracji urwać Mu skrzydełko, czy kawałek dziobu.

Nie bez powodu jedna z najnowocześniejszych polskich łodzi podwodnych we wrześniu 1939 r. nosiła dumną nazwę ORP „Orzeł”. Udało jej się uciec z internowania w Tallinie, zatopić niemiecki tankowiec „Rio de Janeiro” i bez map dopłynąć szczęśliwie do Anglii nie dlatego, że był czekoladowym potworkiem, ale doskonałym, stalowym okrętem.

A co teraz Orzeł może? Tylko ze smutkiem spuścić głowę …

Namawianie do konsumpcji Symboli Narodowych przez Prezydenta Rzeczypospolitej nie jest tym samym, co zjadanie figurek młodej pary,  podczas wesela w remizie. Pewne symbole nigdy nie mogą stać się przedmiotem ulicznego odpustu, choćby spotkało to się nie wiadomo z jak wielką uciechą tłumu. Polacy nigdy nie karykaturowali swoich barw, symboli narodowych i przedmiotów religijnych kultów. Wyrośliśmy od wieków w zachodnio europejskiej kulturze, która zawsze nakazuje poszanowanie dla tych wartości. Dlatego prosimy o nie wprowadzanie aż tak bardzo „nowoczesnego patriotyzmu” w naszym kraju.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*