News Ticker

Potrzeba świętego autorytetu

Chińskie powiedzenie „obyś żył w ciekawych czasach” nabiera ostatnio w Europie coraz to bardziej złowieszczego znaczenia. Jeżeli byli wśród nas jacyś malkontenci, narzekający na brak niecodziennych wydarzeń w życiu Starego Kontynentu, z pewnością obecnie nie mogą narzekać na geopolityczną nudę. Bezsprzecznie historia dzieje się na naszych oczach. I coraz bardziej kłuje nas w oczodoły. Już dziś z pewnością można powiedzieć, że o bezprecedensowych wydarzeniach, z którymi mamy co parę dni do czynienia, będą się uczyć w szkołach nasze dzieci i wnuki.

2 kwietnia 2005 roku mogłoby się wydawać, że bezpowrotnie utraciliśmy największy autorytet naszych czasów. Ojca Świętego, z nauczaniem którego praktycznie nikt nawet nie usiłował dyskutować. Od pierwszych dni swojego wyjątkowego pontyfikatu wzbudził szacunek wśród wszystkich nacji, środowisk i religii  świata przełomu wieków. Obok katolików tak samo szanowali Go Żydzi, muzułmanie, buddyści i agnostycy. Tylko jedna religia, od stuleci podporządkowująca się rządzącym Kremlem przywódcom, z definicji była co najmniej sceptyczna uniwersalnej nauce Jana Pawła II. Do tego stopnia prawosławni hierarchowie Moskwy obawiali się tak prostej w swym przekazie i trafiającej do każdego człowieka nauki naszego papieża, że jako jedni z nielicznych zakazali mu przyjazdu do swojego kraju.

Papież Jan Paweł II jest najczęściej określany mianem Wielkiego Podróżnika i Mistyka Kościoła Rzymskiego. Głosząc Ewangelię odbył aż 104 zagraniczne pielgrzymki, podczas których odwiedził ponad 900 miejscowości w 130 krajach. Łączna trasa Jego światowego pielgrzymowania wyniosła około 1 700 000 kilometrów! Nigdy przedtem, ani potem żaden mąż stanu, czy hierarcha jakiegokolwiek Kościoła osobiście nie odwiedził tylu przeróżnych miejsc na całym świecie. Podstawą niebywałej popularności Ojca Świętego , na całej Ziemi, było to, że nie był dla nikogo Osobą kontrowersyjną. Do nikogo nie żywił żadnej niechęci, włącznie z zamachowcem, chcącym Go zabić. Wybaczył nawet „tajemniczym” zleceniodawcom owego bezprecedensowego spisku. Tylko sami pomysłodawcy zbrodni z 13 maja do końca nie mogli Mu wybaczyć tak wielkiej autorytetu i żywej świętości. Bez żadnej przesady można powiedzieć, że swoją nauką, głoszeniem pokoju i uniwersalnym przekazem miłości każdego człowieka opasał cały świat. W tym znaczeniu Rosja i jej satelicka Białoruś mają, jak najbardziej prawo czuć się „osaczonymi” Jego ponadczasową miłością i dobrocią. Wręcz do wymiaru symbolu wzrasta transparent, wiszący podczas mszy kanonizacyjnej w pierwszym rzędzie modlących się wiernych : „ Na Białorusi Bóg żyje”. Okazuje się, że siła Dobrej Nowiny nie uznaje granic totalitarnych państw i zbiera bogaty plon nawet bez zgody wschodnich uzurpatorów. Niedaleko tego transparentu wisiał wielki napis, będący oczywistością dla wszystkich rozumnych ludzi na świecie : „POLONIA SEMPER FIDELIS” …

Uroczysta msza kanonizacyjna zgromadziła na Placu Świętego Piotra oficjalne delegacje ponad 100 krajów, przywódców 24 państw, w tym z ramienia Unii Europejskiej przewodniczącego Rady Europy i przewodniczącego Komisji Europejskiej. Cywilizowana Europa nadal pamięta, ile zawdzięcza obu wpisanym dziś do grona świętych Kościoła Powszechnego, wielkim papieżom XX wieku. Przed ekranami telewizorów tę wyjątkową uroczystość oglądało ponad 2 miliardy telewidzów!!! Jakże nikła jest przy tym popularność pewnego wschodniego nowo cara, usiłującego swoimi agresywnymi działaniami zachwycić mieszkańców własnej „strany”…

Polskiego biskupa Rzymu, którego, w doczesnym znaczeniu tego słowa, utraciliśmy dziewięć lat temu, odzyskaliśmy najpierw, jako błogosławionego, a obecnie świętego Kościoła Powszechnego. Papież, zawsze będący autorytetem, zgodnie z dogmatem swej nieomylności w dziedzinie wiary, teraz stał się wszechwiedzącym świętym naszej religii.

W Boskich rachubach nic nie dzieje się bez powodu. Pewnie tak samo, jak w roku 1920 mieliśmy odnieść jedno z największych zwycięstw naszego oręża nad Sowietami w sierpniowe święto Matki Boskiej, tak właśnie teraz, nie bez przyczyny, wobec imperialnych gróźb Moskwy, zyskujemy polskiego Świętego naszych czasów.

Jakże znów aktualne, wobec niebezpieczeństwa sowieckiej agresji, stają się słowa naszego, wyniesionego na ołtarze, Papieża : „Nie lękajcie się!”…

Niedzielna kanonizacja jest jak najbardziej na przekór różnym współczesnym „niewiernym Tomaszom”. Na przykład na przekór  pewnemu żałosnemu w swoim postępowaniu posłowi, który najpierw wbrew Boskiemu planowi stworzenia kobiety i mężczyzny, uważa, że może obwołać się kimś innym, niż jest od urodzenia, a potem będąc parlamentarzystą RP, ostentacyjnie manifestuje swoją niechęć do Boga, publicznie namawiając swoich sejmowych kolegów do jawnego głosowania przeciw uchwale o upamiętnieniu przyszłego polskiego świętego. Ale również na przekór największemu zagrożeniu współczesnej Europy, nieuchronnie nadchodzącemu od wschodniej strony kontynentu. Bo kto może najlepiej orędować za nami u Stwórcy wszechświata, niż najnowszy święty Kościoła?

Być może, gdyby na Tronie Piotrowym nadal zasiadał dawny kardynał z Krakowa, Putin nie odważyłby się na siłowe zmienianie granic Europy. Papież potrafiący tak bardzo jednoczyć nawet w błahych sprawach inaczej myślące i modlące się społeczności, z pewnością byłby jednym z najtrwalszych spoiw zachodniej cywilizacji wobec imperialnych zakusów Rosji. Lecz teraz mamy szansę zyskania w Nim nowego Patrona całego zachodniej cywilizacji. Kiedyś poprzednik Putina, Józef Wisiarionowicz Stalin zadał pytanie, ile dywizji ma Watykan. Podobnie jak Władimir Władimirowicz, nie doceniał moralnego znaczenia Kościoła i płynącej ze Stolicy Piotrowej siły spajającej działania całej cywilizacji Zachodu.

Rzadko się zdarza, żeby Osoba wyniesiona na ołtarze była znana za życia uczestniczącym w Jej kanonizacji. Uznanie świętym już dziewięć lat po śmierci i tylko trzy lata po beatyfikacji, to w historii Kościoła prawdziwe Santo subito. Tym bardziej, że w tym czasie dopełniono wszystkich wymaganych kościelnym prawem formalności i przepisów. Drugi, dziś powołany w poczet Świętych Kościoła, papież Jan XXIII musiał czekać na swoją beatyfikację trzydzieści siedem lat, a na kanonizację kolejnych czternaście.

Od dzisiejszej niedzieli Bożego Miłosierdzia jesteśmy silniejsi wstawiennictwem kolejnego polskiego świętego. To nic, że Putin straszy cały świat, a nasze czasy zdają się być najniebezpieczniejsze od zakończenia II wojny światowej. Jeżeli sam Bóg i wszyscy Jego Święci są z nami, któż może być przeciw nam?

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*