News Ticker

Pośmiertna pogarda

Od biblijnych czasów Adama i Ewy, kiedy to nasza niebieska planeta zaczęła się systematycznie zaludniać, od razu rozpoczęły się kłótnie i konflikty, pomiędzy zamieszkującymi ją tubylcami. Wybuchające od samego początku, lokalne, a potem globalne spory miały bardzo różny charakter. Walczono o władzę,  strefy wpływów, granice własnego terytorium. Metody rywalizacji bywały czasem bardzo brutalne, nie brano jeńców, pastwiono się nad cywilną ludnością. Ale zawsze walki, wzajemne zawiści i niegodziwości kończyły się wraz ze śmiercią przeciwnika. Potem pozostawał już tylko szacunek dla pokonanych zmarłych. Król Władysław Jagiełło, po bitwie pod Grunwaldem, kazał odnaleźć zwłoki wielkiego mistrza, między innymi po to, żeby godnie go pochować. Osmańskie imperium, prowadzące od stuleci walki na śmierć i życie z Rzeczpospolitą, na znak uznania dla naszego męstwa, gdy polska państwowość nie istniała w czasach zaborów, zawsze wywoływała polskiego ambasadora na własnych, państwowych uroczystościach. W tych czasach Polski nie było na żadnych, oficjalnych mapach, ale nasz odwieczny przeciwnik uznawał za właściwe oddawanie szacunku dla swego, nie tak dawnego, śmiertelnego wroga. Nawet hitlerowski gubernator Krakowa, H. Frank, po wkroczeniu faszystów na Wawel, rozkazał wystawić wartę honorową Wehrmachtu przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego.

Tylko bolszewiccy barbarzyńcy, w ramach tworzenia nowego porządku świata, od samego początku swoich czerwonych rządów, nawet po śmierci nie przestawali walczyć ze swymi przeciwnikami. Stąd skłucie bagnetami zwłok księdza Ignacego Skorupki, a po paru dziesięcioleciach, zaorywanie katyńskich grobów. Mogłoby się wydawać, że po upadku rządów komunistów, niszczenie pamięci zmarłych będziemy znali tylko z kart podręczników historii.

Niestety, po Tragedii Smoleńskiej, takie wzorce zachowań, jakby żywcem wzięte z sowieckich „standardów”, zaczęły dominować w polityce polskiego obozu rządowego. Zamiast choćby tylko zastosować się do staropolskiego powiedzenia : „O zmarłych mówimy dobrze, albo wcale”, Platforma ustami swoich prominentów, zaczęła pośmiertne szkalowanie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pomijam już fakt, jakie podłe świadectwo wystawiają sami sobie, ci „tańczący na grobach” politycy. Jak trzeba było bardzo nienawidzić Prezydenta RP, żeby nawet po Jego śmierci nie przestać Go atakować? Budzący co najmniej ogromne zdziwienie, niezrozumiały „żółwik”, połączony z szelmowskim uśmiechem, premiera D. Tuska w stosunku do premiera W. Putina, tuż obok leżących zwłok tragedii, świetny nastrój Prezydenta B. Komorowskiego, podczas oczekiwania na płycie lotniska, na przylot smoleńskich trumien … Nieświadomi obecności kamer, nie potrafili nawet w tak tragicznej sytuacji zachować należytej powagi. I nie mówimy tutaj o zachowaniu jakiegoś marginesu społecznego „z pod budki z piwem”, ale o reakcjach dwóch głównych włodarzy PO i niestety też Polski …

Potem było już tylko gorzej. W pierwszej oficjalnej wypowiedzi B. Komorowski, jako Prezydenta RP, opowiedział się za usunięciem Krzyża Pamięci z przed Pałacu Namiestnikowskiego na Krakowskim Przedmieściu. Dlaczego tak bardzo przeszkadzał Mu prosty, drewniany Krzyż stojący przed prezydenckim pałacem? Ustawiony spontanicznie, dowód pamięci o śp. Prezydencie Lechu Kaczyńskim, tak bardzo kłuł w oczy Jego Następcę, że uważał za konieczne, zaraz po objęciu w swoje władanie pałacu, jak najszybciej go usunąć. W świat poszedł tak samo czytelny, jak i zadziwiający przekaz : następny Prezydent RP, od razu po przejęciu władzy, likwiduje jedyny, publiczny dowód pamięci o tragicznie poległym swoim poprzedniku. Tak samo pamiątkowa tablica, umieszczona przy Pałacu Namiestnikowskim, a odsłaniana przez obecnego, prezydenckiego ministra, przypomina o ludziach, którzy gromadzili się na Krakowskim Przedmieściu po 10 kwietnia 2010 r., a nie o poległych w tej tragedii 96 przedstawicielach naszych politycznych elit. Znów, tak dobrze znana, wschodnia przebiegłość.

Ta nienawiść wcale nie słabnie wraz z mijającym czasem. Ostatnio radni Platformy i SLD zmienili własną ustawę podjętą tuż po 10 kwietnia, o nadaniu imienia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dla nowo wybudowanego mostu w Bydgoszczy. To chyba jedyny taki przypadek w historii cywilizowanego świata, gdy rządząca władza dopuszcza się takiej deprecjacji pamięci o zmarłym Pierwszym Obywatelu RP. Co takiego zrobił już po swojej śmierci, przez te z górą trzy lata, Prezydent Lech Kaczyński, że bydgoska Platforma postanowiła odebrać Mu honorowy patronat nad nowym mostem? Jak wielkie kompleksy muszą cały czas dręczyć rządzącą władzę, że ciągle nie może znieść jakichkolwiek śladów pamięci o poprzednim Prezydencie?

Żeby w nieodległym od stolicy Radomiu, mógł powstać pomnik Pary Prezydenckiej, musiał utworzyć się społeczny komitet jego budowy, a pomysłodawcy tej idei musieli zebrać fundusze na jego realizację. Po całych miesiącach starań, wreszcie monument mógł stanąć w wybranym miejscu. Tymczasem w Warszawie, szybciutko został zatwierdzony projekt powstania na Woli pomnika … Ludwika Waryńskiego. Bez żadnych społecznych komitetów budowy, władze szczodrą ręką przeznaczyły 100 000 złotych na budowę postumentu i następne 50 000 złotych na odnowienie popiersia przywódcy „Proletariatu”, które w czasach słusznie minionych stało przed fabryką jego imienia. W ten sposób, w lokalnym, dzielnicowym wymiarze, PO spłaca referendalny dług wobec SLD. Taka kolejny ukłon w stronę post komunistów za brak stanowiska Sojuszu w sprawie odwołania H. G. – W. W Śródmieściu będziemy ciągle odbudowywać wam tęczę, a na Woli przywrócimy na piedestał L. Waryńskiego … Każdy pomysł jest lepszy od jakiegokolwiek uczczenia śp. Lecha Kaczyńskiego.

Jak wciąż pełen nienawiści do Zmarłych musi być przewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej – S. Niesiołowski (PO), że śmie pouczać Metropolitę Krakowskiego, by siedział teraz cicho, bo zgodził się na pogrzeb Pary Prezydenckiej na Wawelu?

Gdyby nie tak niezrozumiała zawiść PO, Krzyż Pamięci stałby spokojnie dalej przed Pałacem Namiestnikowskim, w stolicy od dawna byłby pomnik Pary Prezydenckiej, a most w Bydgoszczy nie musiałby zmieniać swojej nazwy. Nikomu, zdrowemu na umyśle, te fakty w niczym by nie przeszkadzały. Niestety, według Platformy, w dalszym ciągu trzeba zabijać tę pamięć. Nawet wrogowie Polski, w określonych sytuacjach potrafili uszanować zmarłych naszych przywódców. Szkoda, że na to samo nie stać, ciągle ślepych z pogardy przedstawicieli władzy. Walka prowadzona przez Platformę z Lechem Kaczyńskim nie jest nawet walką do „grobowej deski”. Pan Prezydent już dawno jest w grobie, a walka trwa dalej. Wyjątkowe standardy platformersów, okazały się być nieznanymi już w rozumnym świecie standardami bolszewii. Ale, jak uczy historia, ci co walczą z pamięcią o innych, sami nie zasługują na pamiętanie o sobie.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*