News Ticker

Poreferendalne wnioski

Wszyscy, którzy w jakiś sposób zaangażowaliśmy się w sprawie stołecznego referendum, mieliśmy nadzieję, że dziś rano obudzimy w choć trochę lepszej Warszawie. Nasze oczekiwania, niestety rozminęły się z rzeczywistością. Z realiami, jakie zafundowała warszawiakom rządząca ekipa. Jak sama przyznała, ledwo co obroniona, pani prezydent, po wnikliwej analizie sytuacji, Platforma uznała, że nie ma żadnych szans na wygranie referendum. Tylko jego frekwencyjne unieważnienie stwarzało jakieś szanse dla H. G. – W. W tym momencie do działania przystąpili pijarowcy PO. Zrobiono wszystko, żeby nie tylko obrzydzić mieszkańcom stolicy pójście na referendum, ale także zaakcentować bezsensowność udziału w głosowaniu. Niestety, do akcji dewaluowania tej obywatelskiej inicjatywy włączyli się praktycznie wszyscy, w jakiś sposób powiązani z obozem władzy. Począwszy od prezydenta, premiera i konstytucyjnych ministrów, a skończywszy na zwykłych radnych PO. Ale samo obrzydzenie referendum byłoby nie wystarczające. Pan premier ogłosił wszem i wobec, że w razie odwołania pani H. Gronkiewicz – Waltz z funkcji prezydenta, może powołać ją na komisarza stolicy. Jednocześnie, bardzo szybko, pokazał się sondaż, przewidujący ponowne zwycięstwo właśnie odwoływanej pani prezydent, w przedterminowych wyborach w stolicy. To nic, że takie badanie, który ma być poprzedzone innym ważnym wydarzeniem (referendum) jest bardzo mało miarodajne. Nie ważne było również, że jeszcze żadni kandydaci na urząd włodarza miasta się nie zgłosili, bo i w praktyce,  zgłosić się nie mogli. W Polskę poszedł silny, medialny przekaz, że pani Hanna „w cuglach” wygrywa następne wybory. Miało to do reszty zniechęcić warszawiaków do pójścia na referendum. No, bo po co iść, skoro środki masowego przekazu, od rana do wieczora trąbią, że H. G. – W. i tak wygra następne głosowanie? Tylko w sposób fałszywy, bo nie poparty miarodajnymi badaniami, podkreślając bezcelowość wizyty w lokalu wyborczym, Platforma mogła uratować swoją wice przewodniczącą. Ta sprytna, pijarowska sztuczka, niestety sprawdziła się w naszym mieście. W tym momencie samo nasuwa się pytanie, jakie będą społeczne skutki tego publicznego zniechęcania przez władzę społeczeństwa, do udziału w akcie wyborczym? Po prawie pół wieku komunistycznego zniewolenia, gdy jakakolwiek społeczna inicjatywa, z definicji była surowo zabroniona, powoli zaczęła się odradzać chęć obywatelskiego uczestnictwa w życiu kraju. W celu swoich doraźnych, partyjnych interesów, obóz władzy właśnie storpedował jedną z największych, oddolnych społecznych inicjatyw w wolnej, powojennej Polsce. Na ile te nieodpowiedzialne działania, wpłyną na frekwencję przyszłych wyborów, okaże się już podczas majowych głosowań na listy kandydatów do euro parlamentu.

Następną, oględnie mówiąc, niezbyt chlubną metodą, mającą zapewnić dalsze pozostanie u władzy pani Hanki, była stygmatyzacja tych, którzy, pomimo wszystko, wybierali się na referendum. Głośne mówienie przez przedstawicieli „salonu”, ze ci co idą  13-tego października do urn, szkodzą pani prezydent i Warszawie, wywierało niczym nie uzasadniony nacisk na głosujących. Jeżeli dodamy do tego „delikatną” presję dotyczącą państwowych i magistrackich urzędników, że lepiej w ogóle tego dnia nie iść do lokali wyborczych, to mamy dopełnienie metod, jakimi rządzący postanowili utrzymać władzę w stolicy. A przecież każdy urzędnik ma jakąś rodzinę, która też pewnie obawiała się pójść i zagłosować za odwołaniem pryncypała swojego męża, czy ojca. Spisy wyborcze z zaznaczonymi nazwiskami ludzi, którzy skorzystali ze swoich obywatelskich praw, były przecież oddawane przez komisje wyborcze, właśnie w Urzędach Dzielnic. Nigdy się nie dowiemy, ilu chętnych do wzięcia udziału w referendum w ostatniej chwili zrezygnowało ze swojej obywatelskiej aktywności, z obawy, jeżeli nie o wyrzucenie z pracy siebie lub członka rodziny, to chociaż ze strachu o jakieś inne zawodowe nieprzyjemności. Wiadomo, w czasie obecnego kryzysu (którego zresztą na „zielonej wyspie” wcale nie ma!?), pewnie wiele osób nie zaryzykowało ewentualnego szukania nowego pracodawcy.

Władza, która miała ustawowy obowiązek przynajmniej nie przeszkadzać w udziale w głosowaniu, zrobiła bardzo wiele, żeby ani na jotę nie ułatwić obywatelom uczestnictwa w referendum. W bardzo wielu blokach w ogóle nie wywieszono informacji, gdzie jego mieszkańcy mają głosować, a jeżeli wywieszano te rozporządzenia, to często czyniono to w ostatniej chwili. Obywatele, którzy chcieli przepisać się do innej komisji wyborczej, byli pozbawieni tego prawa. Po raz pierwszy, tymczasowy meldunek nie wystarczał do dopisania się na listę głosujących w miejscu głosowania. W ogóle, członkowie komisji wyborczych nie mieli prawa, poza oczywistymi pomyłkami, dopisywać kogokolwiek do list wyborców, na podstawie ważnego dokumentu poświadczającego jego mieszkanie w danym miejscu Ci, którym wystarczyło czasu i samozaparcia, żeby dopisać się do spisu wyborców w Urzędzie Dzielnicy, byli często straszeni wizytą w domu straży miejskiej. Państwowe radio odmówiło emisji reklam zachęcających do udziału w głosowaniu. Platforma nie zaniedbała żadnego elementu, który mógłby utrudnić udział w tej oddolnej inicjatywie obywatelskiej.

W sumie w stołecznym referendum wzięło udział 25,66% uprawnionych do głosowania. To ponad połowa tych, którzy uczestniczyli w poprzednich wyborach prezydenckich w Warszawie. Jak na referendum odwoławcze, to całkiem przyzwoita, choć niestety niewystarczająca ilość głosujących.

Tak, jak przewidziała pani Hanka, przytłaczająca większość warszawiaków – prawie 94%, wypowiedziała się za jej odwołaniem. Do ważności referendum zabrakło 45 698 jego uczestników. Ile z tych nieobecnych głosów znalazłoby się w urnach, gdyby PO nie broniła tylko swojego partyjnego interesu? Myślę, że gdyby Platforma, z otwartą przyłbicą, zdecydowała się na merytoryczną obronę pani prezydent, to już dzisiaj, po pani Hannie nie byłoby w ratuszu ani śladu. A tak, dalej będzie destabilizowała życie naszego miasta jeszcze przez cały, długi rok. Tylko Warszawy żal …

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*