News Ticker

Podróże św. Pawła – cz.2

DSC04625Po tym, jak Paweł został uwolniony przez legionistów z rąk rozhisteryzowanych, jerozolimskich Żydów, rzymski prefekt Jeruzalem, Lizjasz, usiłował się dowiedzieć od krzyczącego tłumu, o co oskarżają  przyszłego świętego. Przypomnijmy, że oskarżyli go o profanację jerozolimskiej świątyni przez wprowadzenie do jej wnętrza swojego ucznia, Greka Trofima. Według prawa żydowskiego, nie będąc Żydem, nie miał on prawa przebywać wewnątrz synagogi, dalej niż na „Dziedzińcu Pogan”.

Lizjasz kazał Rzymianom szybko zakuć Pawła w kajdany, a następnie spytał tłum, kim on jest i co takiego zrobił. Ponieważ nie mógł niczego się dowiedzieć od przekrzykujących się Żydów, a ich tłum coraz bardziej napierał na rzymską kohortę (oddział wojska w sile dzisiejszego batalionu), kazał więźnia czym prędzej odprowadzić do legionowych koszar. Na schodach rzymskiej twierdzy Paweł nieoczekiwanie zwrócił się po grecku do Lizjasza, (który był Grekiem na służbie Rzymu) czy może przemówić do idącego za nimi, coraz większego tłumu Żydów. Zdziwiony znajomością u więźnia greki, rzymski prefekt wyraził zgodę. Paweł, zwracając się do Żydów po hebrajsku, opowiedział im historię swojego życia i nawracania pogan na wiarę żydowską. Było to dla mieszkańców Jerozolimy największe świętokradztwo. Zaczęli ściągać z siebie ubrania, pokazując tym wymownie, że znów się szykują do ukamienowania apostoła. Lizjasz szybko kazał zamknąć więźnia w twierdzy. Następnie rozkazał jednemu ze swoich centurionów (odpowiednikowi dzisiejszego kapitana) przesłuchać Pawła i przy pomocy biczowania wydobyć z niego wszystkie informacje. Gdy Rzymianin udał się wypełnić polecenie prefekta, Paweł powiedział mu, że nazywa się Paulus Tarsensis i jest rzymskim obywatelem. Zdezorientowany oficer odstąpił od bicia więźnia, gdyż rzymskie prawo surowo zabraniało, żeby obywatel rzymski był poddany karze zanim zostanie skazany przez sąd. Poinformowany o wszystkim Lizjasz kazał apostoła rozkuć z łańcuchów. Następnie polecił wyższym kapłanom żydowskim i przedstawicielom Sanhedrynu, żeby zebrali się nazajutrz rano w świątynnej sali sądowej i przedstawili swoje zarzuty wobec Pawła. Zebrana na drugi dzień Wielka Rada żydowska od razu podzieliła się na dwa stronnictwa : saduceuszy i faryzeuszy. Faryzeusze wierzyli w zmartwychwstanie i w anioły, a saduceusze byli co do tego sceptyczni. Zdaniem saduceuszy, jeżeli ktoś umarł, to raz na zawsze. Natomiast faryzeusze, do stronnictwa których należał kiedyś Szaweł, zanim stał się apostołem Pawłem, twierdzili, że jeżeli do niego przemówił jakiś anioł (Jezus), to oni nie widzą w tym nic złego i nie będą sprzeciwiali się woli Jahwe. Sam Paweł cały czas twierdził, że nie złamał żadnych praw rzymskich, ani żydowskich. Ponieważ sąd zamienił się w jedną wielką kłótnię, Lizjasz kazał z powrotem odprowadzić więźnia do twierdzy.

Paweł nie przyznał się rzymskiemu prefektowi, że już pięciokrotnie był zatrzymywany przez władze żydowskie. Za każdym razem był biczowany, a raz nawet porzucono go, jako już martwego po ukamienowaniu. Przedtem trzy razy był w rękach Rzymian, w tym raz w mieście Filippi ledwie wyrwał się z rąk kata. Innym razem rzucono go na arenę z dzikimi zwierzętami, co również w cudowny sposób udało mu się przeżyć. Jeszcze wcześniej w Koryncie, w prowincji Achaja, podczas głoszenia w synagogach nauk chrześcijańskich, został oskarżony przez Żydów o bluźnierstwo. Wtedy również uratował go fakt bycia rzymskim obywatelem, gdyż jako taki nie złamał żadnego prawa. Wydawać by się mogło, że nic prostszego w tamtych czasach, jak za każdym razem podawać się za „obywatela Rzymu” i w ten sposób być nietykalnym dla miejscowego sądownictwa. Nic bardziej mylnego. Rzymianie za każdym razem sprawdzali z kim mają do czynienia, wysyłając za pośrednictwem cursus publicus (bardzo szybkich kurierów pocztowych) depeszę do biura prokuratora Cylicji w Taros z prośbą o potwierdzenie rzymskiego obywatelstwa na podstawie miejskich rejestrów. Obie strony świetnie wiedziały, że w razie  udowodnienia podszywania się pod rzymskiego obywatela, oszusta czekało niechybne biczowanie i okrutna śmierć na krzyżu. W związku z tym bardzo rzadko ktoś się podszywał pod „Rzymianina”, w razie czego znajdując sobie jakąś bezpieczniejszą wymówkę. Tym razem, jak i poprzednio, Paweł milczał o swoich wcześniejszych zatrzymaniach, chcąc uniknąć wrażenia, że bez względu na korzystne rozstrzygnięcia tamtych spraw, jest notorycznym gwałcicielem panującego porządku prawnego.

Jeszcze tego samego wieczora odwiedził Pawła w więzieniu (jako obywatel imperium cesarzy miał prawo do przyjmowania gości w swojej celi) jego siostrzeniec, który poinformował wuja, a następnie Lizjasza, że saduceusze zażądają ponownego przyprowadzenia Pawła przed oblicze Sanhedrynu i ukrywszy mordercę w tłumie na sali sądowej będą chcieli go zamordować. Ponieważ do prefekta wpłynęła już prośba Wielkiej Rady żydowskiej o kolejne przesłuchanie świadka, Lizjusz nie zbagatelizował tego ostrzeżenia. Zdał również sobie sprawę z tego, że jeżeli w dalszym ciągu będzie więził apostoła w twierdzy Antonia, to w mieście mogą wybuchnąć zamieszki. Rzymianie dysponowali w mieście załogą złożoną jedynie z 1200 żołnierzy. W jej skład wchodziło 480 legionistów, czyli jedna kohorta Legionu Galijskiego, 480 żołnierzy lekkiej piechoty posiłkowej i około 200 posiłkowych kawalerzystów. W razie wybuchu zamieszek dziesiątki tysięcy jerozolimskich Żydów z łatwością pokonałoby rzymskich okupantów. Lizjasz kazał wydzielić ze swoich i tak skromnych sił oddział złożony ze 160 legionistów, 160 posiłkowych piechurów i 70 konnych. Mieli oni pod osłoną nocy odprowadzić kłopotliwego więźnia do nadmorskiej Cezarei, gdzie stacjonowała dużo liczniejszy rzymski garnizon i gdzie mieszkało o wiele mniej Żydów, niż w Jerozolimie. Ciekawostką jest fakt, że posiłkowa piechota eskortująca Pawła składała się z „włóczników”, czyli prawdopodobnie brodatych i jasnowłosych Germanów, pochodzących z plemienia Fryzów lub Kanninefatów. Paweł miał być oddany, wraz z opisującym całą sprawę listem, rzymskiemu prokuratorowi Cezarei – Feliksowi. Po szczęśliwym dotarciu konwoju z więźniem do nadmorskiego miasta, Feliks zdecydował, że sam osądzi apostoła po przybyciu z Jerozolimy przedstawicieli oskarżającego go Sanhedrynu. Po przyjeździe do Cezarei arcykapłana Ananiasza ze starszymi saduceuszami z Wielkiej Rady, zatrudniony przez Sanhedryn adwokat Tertulus wygłosił do Feliksa akt oskarżenia przeciwko Pawłowi : „Wasza dostojność, tej człowiek jest przywódcą żydowskiej sekty zwanej Nazarejczykami i sprofanował żydowską świątynię.” Słysząc to oskarżenie, Feliks postanowił się dowiedzieć czegoś więcej w tej sprawie po przybyciu do Cezarei jerozolimskiego prefekta Lizjasza. Czekając na jego przybycie, rzymski prokurator odbył wiele religijno – filozoficznych dyskusji z oskarżonym w towarzystwie swojej żony, Żydówki – Druzylli. Prawdopodobnie Lizjusz przyjechał do Cezarei i wyraził opinię, że według niego Paweł nie złamał rzymskiego prawa i nie jest winien żadnego przestępstwa. Jednak chciwy Feliks wiedząc, że apostoł przyjechał z Judei do Jerozolimy z dużą kwotą pieniędzy, dał do zrozumienia Pawłowi, że oskarżenie przeciwko niemu mogą zostać unieważnione, a on sam uwolniony w zamian za dużą łapówkę. Jednakże Paweł będąc przekonany o swojej niewinności, wciąż odmawiał zapłaty. W związku z tym jego pobyt w cezarejskim więzieniu trwał jeszcze dwa lata.

1 stycznia 60 r., po dwudziestu latach służby dla Rzymu i jego cesarza, rozwiązano III Legion Galijski, powołując w ich miejsce nowych, syryjskich rekrutów. Mieli oni przed następne dwa dziesięciolecia tworzyć słynny III Legio Gallica. Zgodnie z tradycją wyznaczono wtedy nowego, rzymskiego zarządcę w mieście stacjonowania legionu, czyli w Cezarei. W miejsce Antoniusza Feliksa powołano Poncjusza Festusa. Nowy zarządca od razu zainteresował się znanym więźniem, którego jakby „odziedziczył w spadku” po swoim poprzedniku. Niedługo po objęciu rządów zwołał posiedzenie w sali sądowej, które kolejny raz, przy pomocy kapłanów z Sanhedrynu, miało spróbować rozstrzygnąć losy chrześcijańskiego apostoła. Festus, chcący na początku swych rządów przypodobać się społeczności żydowskiej, spytał oskarżonego, czy zgodzi się udać do Jerozolimy, gdzie zostanie osądzony. Paweł widząc, że jego sytuacja znacznie się pogarsza, powiedział, że w takim razie, jako rzymski obywatel odwołuje się do cesarza i poddaje prawom „ustanowionym przez Augusta”. Przepis na który powołał się przyszły święty ustanowił rzymski senat za rządów cesarza Oktawiana Augusta, że każdy rzymski obywatel, w ostatniej instancji ma prawo apelować bezpośrednio do cesarza. Festus nie miał innego wyjścia, jak odesłać Pawła do Wiecznego Miasta, aby mógł stanąć przed Neronem. Teraz Paweł musiał czekać w celi, aż uzbiera się wystarczająca liczba więźniów wysyłanych do Rzymu, żeby wydzielić z garnizonu Cezarei odpowiedni oddział do ich transportowania. Mieli to być żołnierze wyłonieni z nowo zwerbowanej kohorty, jednej z pięciu stacjonujących w Cezarei. Liczył 80 legionistów, czyli całą centurię (kompanię), pod dowództwem centuriona Juliusza. Wszyscy członkowie eskorty byli dopiero co powołanymi do służby legionistami, często w wieku zaledwie siedemnastu lat.

Podróż do Italii miała się odbyć drogą morską, we wrześniu, który ze względu na sztormy, był bardzo złym miesiącem do żeglowania. Prawie wszyscy z legionistów nie umieli pływać, co obok braku doświadczenia (służyli dopiero od pół roku) wpływało na nich bardzo deprymująco przed niebezpieczną podróżą w nieznane. Paweł, jako obywatel Rzymu mógł zabrać ze sobą w podróż przyjaciół, o ile sami zapłacili za przejazd. Apostoł wziął ze sobą trzech towarzyszy : greckiego lekarza – Łukasza, macedońskiego Greka – Arystachra z Tessalonik i Trofima z Efezu, który był mimowolnym sprawcą aresztowania Pawła w Jerozolimie. Ten fakt świadczy o tym, że nasz apostoł nie żywił do niego urazu i że po chrześcijańsku mu wybaczył. Na okręcie było prawdopodobnie około dziesięciu więźniów. Statek handlowy płynął do miasta Mira (obecnie Demre) i tam po przypłynięciu został rozładowany z przewożonych towarów. Centurion Juliusz udał się na poszukiwanie innego żaglowca na następny etap podróży. Znalazł, płynący z Aleksandrii, statek z flotylli zbożowej, który jako jeden z ostatnich w tym sezonie żeglugowym płynął do Italii z ładunkiem pszenicy. W Dziejach Apostolskich możemy przeczytać, że gdy żaglowiec wypłynął z Miry, miał na swoim pokładzie, poza pszenicznym ładunkiem, 276 osób : załogę, więźniów, eskortujących ich legionistów i płacących za przejazd innych podróżnych. Ponieważ Paweł podczas podróży był skuty kajdanami, to poza jego trzema chrześcijańskimi towarzyszami pozostali płynący unikali jego towarzystwa. Wyjątkiem był niejaki Onesiforus z Efezu, który często rozmawiał z apostołem i potem nawrócił się na chrześcijaństwo, stając się gorącym zwolennikiem głoszonych przez  Pawła nauk. Załoga statku chciała pierwotnie przeczekać zimę w porcie u wybrzeży Krety ( w takim tempie się kiedyś podróżowało!) i z nastaniem wiosny, mając już pomyślne wiatry, wyruszyć w dalszą drogę. Jednak, po dopłynięciu do wybranego portu, zdecydowali się dalej kontynuować swoją podróż. Paweł, który często pływał na różnych statkach, protestował u centuriona przeciwko takiemu rozwiązaniu. Niestety, nikt go nie posłuchał, bo był tylko więźniem. Zaraz, po minięciu końca Krety, rozpętał się bardzo silny, trwający noc i następny dzień, sztorm. Ponieważ pogoda się nie poprawiała, odcięto takielunek statku i zdano się już tylko na łaskę żywiołów. Po czternastu dniach takiej niekontrolowanej podróży w nieznane odkryto, że znajdują się blisko lądu. W celu odciążenia statku i zapobieżeniu gwałtownemu, nocnemu rozbiciu się o skały, zaczęto wyrzucać zboże do morza. Statek z całym impetem wpłynął do nieznanej zatoki. Po zderzeniu z brzegiem żaglowiec zaczął się nagle rozpadać. Niedoświadczeni legioniści zwrócili się do swojego dowódcy z żądaniem, żeby im pozwolił zabić wszystkich więźniów. W tamtych czasach, zgodnie z rzymskim prawem, za ucieczkę więźnia podczas transportu, całą eskortę czekała kara śmierci. Juliusz jednak na to się nie zgodził. Ku wielkiemu oburzeniu swoich podwładnych, kazał rozkuć wszystkich więźniów i nakazał wszystkim płynąć do brzegu. W ten sposób oficer III Legionu Galijskiego po raz drugi uratował życie przyszłego świętego.

Jarosław Lewandowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*