News Ticker

Pizza kontra hamburger, czyli o podwójnych standardach w polityce

Temat pizzy ministra Sikorskiego podchwyciło dziś bardzo niewiele portali internetowych. Prawda, bo niby czym tu się emocjonować? Pan Minister „intensywnie w weekend pracował” – jak poinformował nas jego rzecznik prasowy – więc miał prawo zgłodnieć. A że z pustym brzuchem źle się pracuje, poprosił oficerów Biura Ochrony Rządu, żeby przejechali te 20 km i przywieźli mu pizzę. Ot, cała historia. Można się tylko uśmiechnąć się pod nosem, podziwiając jakie kapcie nosi Talleyrand z Chobielina – typowany przez niektórych na przyszłego ministra spraw zagranicznych Unii, lub pokiwać z uznaniem głową, jaki serdeczny i miły dla chroniących go funkcjonariuszy. I o całej sprawie zapomnieć, bo o czym tu mówić?

Dla porównania, weźmy na przykład aferę hamburgerową z czasów rządów PiS, kiedy to wiceminister wysłał dwóch policjantów, aby dostarczyli jego koleżance przesyłkę do pociągu ze znanej restauracyjnej sieciówki. Wtedy rozpętała się prawdziwa burza, media prowadziły śledztwo, a Marek Biernacki – były szef MSWiA i obecny minister sprawiedliwości – grzmiał wówczas, że „policjant dla szefów ministerstwa to taki milicjant na posyłki. Cofamy się do czasów PRL-u”.

 Ja zaś chciałabym Pana Ministra zapytać, czy zmienił zdanie w kwestii wykorzystywania funkcjonariuszy państwowych na służbie do zaspokajania zachcianek polityków, czy może jednak zajmie równie stanowcze stanowisko również w tej kwestii?

Dla drugiego zaś Pana Ministra mam złą wiadomość – gdyby jakimś cudem udałoby mu się zostać nową Catherine Ashton europejskiej dyplomacji, to będzie musiał sam sobie jeździć po pizzę. Bo zachodnie media dużo mniej przychylnie patrzą na wykorzystywanie publicznych pieniędzy do prywatnych celów.

Hanna Foltyn-Kubicka

Tekst oryginalnie opublikowany tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*