News Ticker

Osobowość na miarę stolicy?

Obraz 412Od jutra wchodzimy już w ostatni, przedreferendalny tydzień w stolicy. Zapewne będzie przebiegał, ze strony magistratu, w atmosferze kolejnych, typowo wyborczych, zapewnień. W ferworze obiecywania wszystkiego i każdemu, być może pani prezydent podejmie się, w nowej kadencji, przekopania kanału, na trasie Warszawa – Gdańsk, żeby tylko zapewnić warszawiakom dostęp do morza. Być może roztoczy przed nami wizję budowy następnych mostów przez Wisłę (np., co kilometr), kolejnych fontann na podzamczu, albo wózków z watą cukrową na każdym rogu ulicy. Nikt, nigdy tego nie da, co Platforma zdoła obiecać. W ramach dbania o interesy obywateli, po powołaniu pełnomocnika od rowerów (ciekawe, z jaką pensją z naszych podatków?), być może rząd zafunduje nam (oczywiście za nasze pieniądze!) pełnomocnika od hulajnóg, wrotek i łyżwo – rolek. W końcu żaden uczestnik ruchu drogowego nie może być pozbawiony swojego przedstawiciela, przy rządzie partii „powszechnej szczęśliwości”. Nawet straż miejska, by nie drażnić potencjalnych wyborców, przestała ostatnio wlepiać karne mandaty.

Zachowanie panów Prezydenta RP i Premiera, którzy namawiają do bojkotu referendum pozostaje w jawnej sprzeczności z uchwałą Rady Europy, mówiącej, że prezydent i premier każdego państwa mają stać na straży jak największej frekwencji nie tylko w wyborach, ale i w referendach. Tymczasem pan premier cały czas namawia do jego bojkotu, a prezydent głosi wszem i wobec, ze sam się nie wybiera na to głosowanie. Okazuje się, że obaj przywódcy dużego europejskiego państwa, za nic mają wytyczne Rady Europy, żeby tylko obronić partyjne interesy „partii miłości”.

Na temat bubli i niedoróbek obecnej kadencji pani Hanny, rozpisują się wszystkie obiektywne media. Nie będę się więc nad nią znęcać wymieniając jej kolejne, chybione inwestycje i niezrealizowane plany. Myślę, że równie ciekawą, jak pseudo dokonania pani prezydent, jest osoba jej samej. W końcu, czekające nas referendum jest, jak najbardziej, personalnym wyborem dotyczącym także osobowości i osobistych cech interesującej nas postaci.

Hanna Gronkiewicz – Waltz wcale nie jest bardzo doświadczonym politykiem. Swoją polityczną karierę usiłowała rozpocząć w 1991 r., bez powodzenia startując w wyborach do Sejmu, z listy „kanapowej” partii Victoria, która miała być zapleczem prezydenta Lecha Wałęsy. W 1995 r., popierana przez Konwent świętej Katarzyny, była kandydatem środowisk prawicowych, w krajowych wyborach prezydenckich. Osiągnęła wynik z pogranicza błędu statystycznego : 2,76%, zdobywając w całej Polsce raptem 492 628 głosów. Był to dopiero siódmy wynik wśród pozostałych kandydatów. Przegrała, między innymi, z zupełnie nieznanym kandydatem Unii Pracy… To wątpliwe „osiągnięcie” wyraźnie pokazuje jakim rzeczywistym poparciem, związanym tylko z „magią” własnego nazwiska, dysponowała wtedy obecna prezydent stolicy. W latach 2001 – 2004 pełniła dość egzotyczną funkcję wiceprezesa do „spraw zasobów ludzkich i administracji” Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W roku 2005 pani Hanna wstąpiła do PO i od tego momentu, jej kariera polityczna ruszyła raptownie „ z kopyta”. Jeszcze w tym samym roku została posłem na Sejm z ramienia Platformy. W pierwszej turze wyborów prezydenta stolicy, z namaszczenia „partii miłości”, znowu reprezentując samą siebie, konkurując z wieloma innymi kandydatami, zdobyła 34,47% poparcie (145 329 głosów), przegrywając z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości – 38,42% (292 050). W decydującym starciu, gdy głosy wszystkich pozostałych, połączyły się przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, na zasadzie „siła złego na jednego”, kandydatka PO została prezydentem Warszawy. W tym głosowaniu, z naszym kandydatem, wygrałby każdy statystyczny Kowalski, który by tylko nie był z PiS – u. Już wtedy „salon” rozpętał tak histeryczną nagonkę przeciwko premierowi J. Kaczyńskiemu, że decydowały wówczas tylko irracjonalne emocje, a nie rzeczywisty, racjonalny wybór kandydata. Sama H. G. – W. nie była w tych i następnych wyborach, żadną wartością dodaną. Tak, jak w znanym filmie „Wystarczy być”, nawet tylko obecność kontrkandydata do naszej partii gwarantowała wyborcze zwycięstwo. Gdyby wybory prezydenta stolicy odbywały się w sposób anonimowy, bez podawania partyjnych rekomendacji, a z uwzględnieniem tylko merytorycznych cech kandydata, to myślę, że pani Hanka powtórzyłaby swój procentowy „sukces” z krajowych wyborów w roku 1995. Odarta w otoczki „ostatniego sprawiedliwego broniącego wrót stolicy przed szaleńcami z PiS – u”, pewnie zajęłaby miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki. No, bo jakie rzeczywiste kwalifikacje do zarządzania Warszawą ma były bankier, czy nawet bankierka?

Jak bardzo partyjna, a nie merytoryczna jest obecna prezydentura Warszawy, może świadczyć wczorajsza decyzja władz PO, o wybraniu H. Gronkiewicz – Waltz na stanowisko przewodniczącej Platformy w naszym mieście. Nie dość, że do tej pory pani Hanka była i jest nadal, wice przewodniczącą całej PO, wykłada na dwóch wyższych uczelniach, to jeszcze teraz doszły jej obowiązki szefowej warszawskiej Platformy. Jak w tym natłoku innych obowiązków znaleźć również czas na zajmowanie się zarządzaniem stolicą? Każdy odpowiedzialny prezydent, chcąc dobrze zarządzać swoim miastem, powinien zrzec się pozostałych zajęć. A nie podejmować się następnych, partyjniackich powinności. Nie można sprawować aż tylu funkcji, bez choć częściowego zaniedbania każdego z tych stanowisk. W tym tego, na którym wszystkim warszawiakom powinno bardzo zależeć – prezydenta stolicy.

Zresztą, na jakie samodzielne poparcie może liczyć obecna pani prezydent, która publicznie robi awanturę strażnikowi, chcącemu sprawdzić jej bilet w parku, lub twierdzi, że głosujący w referendum nie są prawdziwymi warszawiakami? Jej arogancja, pewność siebie i brak kontroli nad tym, co się dzieje w mieście są wystarczającymi powodami, żeby równo za tydzień odwołać najbardziej upolitycznionego i niekompetentnego prezydenta stolicy po 1989 roku. Nie wahajmy się poświęcić paru niedzielnych minut, żeby skorzystać z naszych podstawowych, obywatelskich praw.

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*