News Ticker

Odsiecz Powstania

Obraz 412Jutro, już po raz 69 – ty będziemy obchodzić rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Największego zrywu niepodległościowego II wojny światowej. Społecznego, militarnego i socjologicznego fenomenu nie tylko drugiej, ale obu globalnych wojen. W ostatnich czasach, budowania nowej (?) „historii alternatywnej”, gdy silący się na oryginalność publicyści usiłują wywrócić do góry nogami dotychczasowe rozumienie przeszłości, a niemieccy „spin doktorzy” starają się, w sposób pozbawiony jakichkolwiek skrupułów, wybielić III Rzeszę, kolejny raz mamy okazję zastanowić się nad naszym największym Powstaniem XX wieku. Dzisiejsza ocena celowości wzniecania walk w stolicy w roku 1944  jest, siłą rzeczy, tworzona przez pryzmat rezultatu Powstania oraz późniejszych losów Warszawy i jej mieszkańców. Dyskutując o Sierpniu 1944 należy sobie zadać dwa fundamentalne pytania :

Czy były realne szanse na zwycięstwo Powstańców, w dniu podejmowania decyzji o jego rozpoczęciu?

Jaki byłby los stolicy Polski, gdyby Powstania Warszawskiego w ogóle nie było?

Próbując odpowiedzieć na pierwsze pytanie, myślę, że jak najbardziej Powstanie mogło, a nawet powinno zakończyć się polskim zwycięstwem. Gdyby zachodni alianci wypełnili (który to już raz ?) swoje zobowiązania sojusznicze i gdyby Sowieci „łaskawie” pozwolili na użycie zajętych przez siebie lotnisk, to nie Niemcy pokonaliby Powstańców, ale Armia Krajowa raz na zawsze wygnałaby hitlerowców ze stolicy.

Dowództwo AK decydując się na Powstanie miało sprawdzone informacje o nadciągającej na całej długości frontu armii sowieckiej wraz z polskimi dywizjami gen. Berlinga. Zrzucane przez sowieckie samoloty ulotki propagandowe wzywające do wzniecenia walk w Warszawie, prawie 40 000 żołnierzy polskiego podziemia gotowych do walki i obietnice pomocy naszych zachodnich koalicjantów uprawniało do podjęcia powstańczej decyzji. Oprócz tego odwieczne prawa sztuki wojennej wręcz podpowiadały utworzenie doraźnego „drugiego frontu”, na bezpośrednim zapleczu, będącej już w ciągłym odwrocie, armii niemieckiej. Sprawnie przeprowadzona i wszechstronnie skoordynowana akcja w stolicy doprowadziłaby do uchwycenia przynajmniej części niezniszczonych mostów na Wiśle, a co za tym idzie skrócenie wojny o parę miesięcy. Uratowałaby również tysiące istnień „krasnoarmiejców”, którzy jeszcze w 1944 roku ruszyliby dalej na zachód, bezpośrednio na karkach cofających się Niemców, uniemożliwiając im spokojną organizację obrony na terenach na zachód od Wisły. To, że front zamarł prawie na pół roku, na linii „królowej polskich rzek”, nie jest winą dowódców Powstania, a zbrodniczej polityki J. Stalina.

Koncepcja wywołania zwycięskiego powstania w momencie wycofywania się Niemców z Warszawy, a tym samym nie pozwolenie na zniszczenie miasta przez uciekających hitlerowców, od samego początku zakładała sojuszniczą pomoc z zewnątrz i wojskowy desant w stolicy. Wykonany chociażby tylko przez polską 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową gen. Stanisława Sosabowskiego. Ta utworzona 9 października 1941 r. jednostka powietrzno – desantowa została powołana właśnie w celu zrzutu na terytorium Polski i walki z okupantem na tyłach wojsk niemieckich. Świetnie wyszkoleni spadochroniarze, przez prawie trzy lata istnienia jednostki cały czas przygotowywani do swojej misji, cierpliwie czekali na możliwość lotu do kraju i wsparcia Podziemnej Armii w pokonaniu hitlerowców. Sam twórca i zarazem dowódca jednostki spadochronowej, gen. Stanisław Sosabowski, już podczas Kampanii Wrześniowej 1939 r., udowodnił swoje wysokie zdolności dowódcze na szczeblu dowódcy pułku, czyli jednostki porównywalnej do jego  późniejszej Samodzielnej Brygady. We wrześniu 1939r. był dowódcą stacjonującego w warszawskiej Cytadeli, 21 pułku piechoty „Dzieci Warszawy”. Po udziale w bitwie pod Mławą, 15 września, dowodzony przez niego 21 pułk piechoty dotarł do Warszawy, gdzie obsadził rejon Grochowa na warszawskim przedmościu praskim. Już w dniu następnym oddziały 21 pułku rozbiły, podczas generalnego szturmu Pragi, dużo silniejszy od siebie 23 pułk piechoty Wehrmachtu. Po tym sukcesie powierzono, jeszcze wtedy pułkownikowi, St. Sosabowskiemu dowództwo pododcinka „Grochów”, którym skutecznie dowodził, aż do kapitulacji stolicy. Splot wojennych okoliczności sprawił, że gdyby tylko „łaskawie” zgodzili się na to nasi nowi zachodnio – wschodni alianci, to generał miałby niepowtarzalną szansę dokończenia podczas Powstania Sierpniowego, tego co rozpoczął w stolicy pięć lat wcześniej.

Gen. St. Sosabowski, na początku 1944 r., wbrew sceptycznej opinii Brytyjczyków, ustalił w Stanach Zjednoczonych, że amerykańskie samoloty transportowe C – 47 Dakota będą w stanie dostarczyć do Warszawy całą Brygadę, wraz z jej nowoczesnym wyposażeniem. Polska jednostka, licząca 2 200 doborowych komandosów, była zorganizowana w trzy bataliony spadochronowe, każdy po cztery kompanie, dodatkowo uzbrojona w 8 haubic górskich 75 mm, 15 przeciwpancernych dział sześciofuntowych, własne środki transportu (jeepy i motocykle), karabiny maszynowe BREN i przeciwpancerne, nowoczesne, granatniki PIAT.

1 sierpnia 1944 r. w stolicy zmobilizowano około 36 500 żołnierzy Armii Krajowej (według „Polskich Sił Zbrojnych w II wojnie światowej”), z których, w godzinie „W”, uzbrojonych było tylko 3 500 Powstańców. Ale też w momencie wybuchu walk, niemiecki garnizon Warszawy liczył około 13 000 Niemców, w tym 5 000 – 6 000 żołnierzy Wehrmachtu, 4 300 w jednostkach SS i policji i 3 000 naziemnej obsługi lotnisk ( 2 500 na lotnisku Okęcie i 500 na lotnisku Bielany). Oprócz tego, w mieście przystąpiły do walki jednostki wycofującej się przez Warszawę 9 Armii gen. N. von Vormanna, w tym na Woli, 1000 żołnierzy z Dywizji Spadochronowo – Pancernej „Herman Goering” wyposażonej w 20 czołgów. Do 8 sierpnia w skład improwizowanych sił niemieckich przybywających do stolicy, w celu doraźnego wzmocnienia zaskoczonych rozmachem Powstania Niemców, weszły : Grupa Szturmowa Dirlenwangera (składająca się z pozbawionych większej wartości bojowej i dyscypliny, kryminalistów z karnych kompanii, oraz dwóch batalionów azerbejdżańskich – w sumie 1 978 oficerów i żołnierzy), Brygada Szturmowa RONA (rosyjscy degeneraci kolaborujący z Niemcami – 1 700 oficerów i żołnierzy), trzy szkolne bataliony grenadierów, 608 pułk ochronny ( 1 552 oficerów i żołnierzy), 3-ci pułk i 572-gi samodzielny batalion Kozaków. Wojska hitlerowskiej koalicji, pozbawione jednolitego dowództwa, w większości nie będące jednostkami frontowymi i pozbawione odpowiedniego morale nie były w stanie prowadzić żadnych działań zaczepnych, a tylko wystraszone trwały w oczekiwaniu dalszej pomocy. Rosjanie, Kałmucy, Ukraińcy i kryminaliści Dirlenwangera myśleli tylko o rabunkach i gwałtach, byli często zupełnie pijani, tym samym niezdolni do jakiejkolwiek dyscypliny wojskowej i przy walce z podobnie uzbrojonymi Powstańcami nie mieliby większych szans.

Gdyby, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi deklaracjami, Amerykanie zgodzili się przetransportować Brygadę gen. St. Sosabowskiego do Warszawy, siły powstańcze mogłyby skupić swój cały wysiłek na opanowaniu lotniska na Bielanach ( bronione tylko przez 500 żołnierzy naziemnego personelu lotniczego, czyli nie przywykłego do bezpośrednich walk). Brygada po wylądowaniu i umocnieniu się na zajętych pozycjach mogłaby odbierać kolejne zrzuty uzbrojenia, zaopatrzenia i leków dla całego Powstania. Mógłby powstać prawdziwy most powietrzny, taki jak niespełna dwa miesiące później został utworzony w Holandii podczas operacji „Market Garden”. Wtedy drogą powietrzną, w celu uchwycenia mostów na Renie, przetransportowano samolotami półtorej dywizji piechoty, wraz z pełnym uzbrojeniem i ciężkim sprzętem. Na teren Holandii zrzucono 35 000 żołnierzy, z czego, w źle przygotowanej taktycznie i praktycznie operacji, zginęło w nierównej walce z Niemcami aż 12 000 alianckich desantowców. Na okrutny żart historii zakrawa fakt, że naszej brygadzie, ze względu na polityczne przymilanie się Sowietom przez Anglosasów, nie dane było uratować Warszawskiego Powstania.Za to musiała walczyć pod Arnhem o jakieś, praktycznie nie do zdobycia, ze względu na zbyt dużą odległość od linii frontu, odległe mosty na Renie. W tych, z góry skazanych na porażkę, walkach na obcej, holenderskiej ziemi Brygada straciła 342 żołnierzy, w tym 93 poległych. O ile rozsądniej i prościej byłoby im bić się o mosty na Wiśle, ratując stolicę swojego kraju?

Gdyby mimo wszystko nie udało się zdobyć bielańskiego lotniska, Samodzielna Brygada Spadochronowa mogłaby wylądować pod Warszawą, ochraniana przez działający w Puszczy Kampinoskiej akowski pułk „Palmiry” liczący 1 400 partyzantów. Ten dwu batalionowy, partyzancki związek taktyczny wsparty Dywizjonem 27 pułku ułanów ze Zgrupowania Stołpeckiego, Okręgu Nowogródzkiego AK był jak nieuzbrojony, potężny ładunek dynamitu, pozbawiony zapalnika w postaci broni i amunicji. Wystarczy powiedzieć, że w II batalionie tego pułku na 392 żołnierzy, tylko 20 było uzbrojonych! Gdyby nasza „brytyjska” Brygada wylądowała w okolicach Kampinosu, po połączeniu się z pułkiem „Palmiry” i odpowiednim jego uzbrojeniem, od razu stałaby się częścią dwu pułkowego zgrupowania o sile słabej dywizji piechoty. Kto mógłby stanąć na drodze takiej formacji i próbować przeszkodzić jej we wkroczeniu do stolicy? Całe powstańcze zgrupowanie Armii Krajowej stanowiło 50- cio tysięczną bombę czekającą na wkręcenie w nią zapalnika w postaci wszelakiego uzbrojenia. Po odpowiednim doposażeniu tej potężnej armii Akowców „eksplodujący ładunek” Powstania zmiótłby ze szczętem wszystkie siły niemieckie w stolicy. Rosjanie mogliby wtedy, nie tracąc ani jednego sołdata, suchą nogą przejść na zachodni brzeg Wisły i bez przeszkód podążać dalej do Berlina.

Niestety, wszystko to działo się już po Konferencji Teherańskiej, podczas której, na przełomie listopada i grudnia 1943 r. Sowiety, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podzieliły, na ponad pół wieku, strefy wpływów w Europie. To właśnie przywódcy tych trzech mocarstw : J. Stalin, Fr. D. Roosevelt i W. Churchill są odpowiedzialni za wszystkie niesprawiedliwości i zbrodnie związane z takim, a nie innym politycznym podziałem Europy. W tym także za klęskę Powstania Warszawskiego.

Z powodu nieudostępnienia swoich lotnisk przez Sowietów zrzuty alianckie wykonywane podczas całego Powstania miały wręcz symboliczne znaczenie dla walczącej stolicy. Polska 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia (dawny 301 Dywizjon Bombowy im. Ziemi Pomorskiej), dwa brytyjskie dywizjony RAF-u, dwa dywizjony południowo – afrykańskie, 390-ta amerykańska Grupa Bombowa i 355-ta Grupa Myśliwska latające z baz brytyjskich i włoskich musiały, zamiast maksymalnej ilości uzbrojenia dla Powstańców, zabierać ze sobą dodatkowe zbiorniki z paliwem na drogę powrotną. Z włoskiego Brindisi trzeba było lecieć do Warszawy aż 7 długich godzin, prawie cały czas nad terytorium wroga. W tym czasie sowieckie lotniska pozostawały w zbrodniczy sposób niedostępne. Z sierpniowych 77 zrzutów, tylko 46 dostało się w ręce Powstańców. Podczas największej operacji lotniczej na rzecz Warszawy, w dniu 18 września, 110 alianckich bombowców dokonało nad trzema dzielnicami stolicy zrzutu 1284 zasobników z czego tylko 228 odebrali Powstańcy …

Obowiązkiem odpowiedzialnego dowódcy przed rozpoczęciem walki jest rozważenie wynikających z niej korzyści i strat. Po analizie wszystkich argumentów „za i przeciw” rozpoczęciu Powstania, uważam, ze dowództwo AK słusznie uznało, że stosunek sił, ich usytuowanie i przewidywana dynamika zdarzeń w pełni upoważniała ich do podjęcia walk o stolicę Polski. Tym bardziej, że zapewnienia pomocy ze wschodu i z zachodu wydawały się być bardzo wiarygodne.

Co by się stało, gdybyśmy stali z „bronią u nogi” i nie podjęli żadnej akcji zbrojnej w Warszawie? Przede wszystkim szkolone na okoliczność Powstania przez wszystkie lata okupacji akowskie oddziały nie byłyby w stanie pojąć tego niezrozumiałego aktu kapitulanctwa i spontaniczne walki w formie samoobrony z wycofującymi się Niemcami i tak by w mieście wybuchały. Spontaniczne, czyli z definicji skazane na porażkę. Niemcy zaczęliby z pewnością profilaktycznie oczyszczać strefę przyfrontową z mężczyzn i młodzieży. Tuż przed Powstaniem nakazali  stawienie się 100 000 ludności cywilnej do kopania rowów przeciwlotniczych, co spotkało się z całkowitym bojkotem warszawiaków. Gdyby nie Powstanie, zapewne odpowiedzią na to byłaby ogromna, hitlerowska akcja pacyfikacyjna mająca na celu wyłapanie nie zgłaszających się do pracy mężczyzn. Wreszcie sami dalibyśmy argument Stalinowi, że nie chcemy zadbać o własną wolność i zdajemy się tylko na łaskę Sowietów. Bolszewicy od razu przekuliby tę polską bezczynność w akt kolaboracji z hitlerowcami. Poza tym Niemcy wcale nie zamierzali bez walki wycofać się ze stolicy. Wprost przeciwnie, planowali bronienie miasta, a opuszczając Warszawę chcieli ją zniszczyć, tak żeby jej infrastruktura nie wpadła w ręce Rosjan.

W sierpniu 1944 Polacy ostatni raz zaufali swoim wiarołomnym sojusznikom. Tak samo, jak w 1939 roku zachodni alianci zrobili bardzo niewiele by pomóc nam w walce z III Rzeszą, podobnie podczas Powstania nie udzielili nam możliwej i niezbędnej pomocy. Natomiast Sowiety, podobnie, jak po 17 września 1939 r., wbili nam nóż w plecy, gdy zajęliśmy się za nich walką z Niemcami. Tym razem tym „nożem” było niczym nie uzasadnione wstrzymanie działań wojennych na warszawskim odcinku frontu.

Powstanie Warszawskie zakończyło się klęską nie dlatego, że zbyt pochopnie i na wyrost podjęto decyzję o jego rozpoczęciu. Ponieśliśmy porażkę, bo zostaliśmy cynicznie zdradzeni przez wszystkich sojuszników koalicji antyhitlerowskiej. Tak naprawdę moralną winę za 200 tysięcy ofiar i zburzenie stolicy ponosi Wielka Trójka światowych mocarstw, dla której samotnie walcząca Warszawa była tylko nic nie znaczącą nazwą na mapie rozgrabionej przez nich Europy.

Jarosław Lewandowski

1 Comment on Odsiecz Powstania

  1. W świetle powyższego powinniśmy skutecznie wystąpić o należne odszkodowanie do Wielkiej Trójki światowych mocarstw, a przede wszystkim żądać zadośćuczynienia za poniesione straty od Niemiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*