News Ticker

Obywatel III RP


Lubię słowo „obywatel”, dobrze mi się kojarzy. Z osobą świadomą, interesującą się losem swojego państwa, z kimś dbającym o dobro wspólne, moje skojarzenia idą więc gdzieś w stronę wartości republikańskich, odpowiedzialnym – ogólnie same pozytywy.
Słowo platforma też kojarzy mi się dobrze – z czymś, co podnosi, pomaga i wspiera.
W związku z czym to połączenie – Platforma Obywatelska – jeśli chodzi o nazwę partii wydaje się strzałem w dziesiątkę. Świetna, pełna pozytywnej energii nazwa.
Niestety, tylko nazwa. Pozwolę sobie zacytować Pawła Kukiza i uzupełnić to cytatem znalezionym dziś w internecie ( niestety, nie znam autora): „Platforma jest tak obywatelska, jak kiedyś Milicja”, a tak poza tym „”Dla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej największym koszmarem byli robotnicy. Dla Platformy Obywatelskiej największym koszmarem są obywatele”.
Argumentów na te tezy mam aż nadto, wystarczy sobie przypomnieć, jak w ostatnich tygodniach ustami Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska zachęcała do korzystania z obywatelskich praw, takich jak głosowanie w referendum. Przypomnijmy tylko, że zdaniem premiera świetnym sposobem na wyrażenie poparcia dla rządzącej stolicą pani Hanny Gronkiewicz-Waltz jest nie pójście nas głosowanie. Prezydent przebąkiwał zaś coś o tym, że referendum o odwołanie prezydent miasta ma charakter polityczny, a więc z definicji jest złe. ( Tak, obrzydzenie z jakim politycy PO traktują politykę jest wręcz legendarne.)
To było zanim jeszcze przeliczono podpisy. Na początku zeszłego tygodnia podliczono je wreszcie i ogłoszono oficjalnie termin referendum na 13. października 2013. Tak więc aktywność Donalda Tuska przybrała na sile. Trzeba przyznać, że przewidujący z niego człowiek – zabezpiecza siebie i panią wiceprzewodniczącą na wszystkich frontach. Z jednej strony dba o niską frekwencję, z drugiej – o to, by w razie czego wynik był taki, jak trzeba.
Zapowiedział więc, że jeśli okaże się, że pani prezydent została odwołana, stanowiska nie straci.
Premier powoła bowiem komisarza, a stanowisko to przypadnie w udziale Hannie Gronkiewicz-Waltz.
Trzeba przyznać, że to dość aroganckie zagranie a także specyficzny stosunek do demokracji.
To jak powiedzenie obywatelom – a zbierajcie sobie te podpisy, a nawet idźcie na to referendum, jak już musicie i tak nic to wam nie da.
Zresztą, partia obywatelska, demokratyczna ( w końcu wywodzi się z Unii Demokratycznej, a młodzieżówka nosi dumną nazwę młodych Demokratów) paradoksalnie bardzo nie lubi obywatelskiej aktywności i referendów, czyli demokracji bezpośredniej. O akcji „Ratuj Maluchy” i o tym, jak posłowie Platformy w odpowiedzi na prawie milion podpisów stwierdzili, że i tak zagłosują tak, że referendum nie będzie. Tak pewnie będzie, choć przykro mi było patrzeć na zdjęcia pudeł z podpisami, entuzjazm tych ludzi, bo myślałam „jaka szkoda, że to wszystko i tak pójdzie do niszczarki”.
Sprawa wraca, bo za chwilę rozpocznie się rok szkolny. Tak więc PO wytoczyło ciężkie działa.
Swoją jedynkę z Rybnika. Swój klejnot w koronie. Poseł, która jest rekordzistką, bo swego czasu w ciągu 8 miesięcy zaliczyła obecność w 3 partiach. A wyczyn ten jest jeszcze bardziej imponujący, gdy weźmiemy pod uwagę to, że jedną z tych partii zakładała i była prezeską. No, ale to tylko taka dygresja. Pani Joanna Kluzik-Rostkowska, bo o niej mowa udzieliła wywiadu dla portalu wpolityce.pl.
Właściwie cały wywiad to perełka, skarb i kopalnia złotych myśli, lecz moją uwagę przykuło zdanie „Nie rozumiem skąd bierze się przeświadczenie, że przeciętny dorosły człowiek, nie mający przygotowania psychologicznego i pedagogicznego, nie mający pojęcia o rozwoju dzieci, ma decydować, o tym czy dzieci będą szły do szkoły w wieku lat sześciu czy siedmiu?”
Hm…może bierze się stąd, że tak było do tej pory? Do tej pory, gdy dziecko i rodzice wykazywali taką wolę i chęci, istniała możliwość posłania go do szkoły rok wcześniej, jeśli oczywiście zostało to pozytywnie zaopiniowane przez specjalistę. Nigdy nie było zakazu posyłania sześciolatków do szkoły i w referendum chodzi tylko o to, aby zostawić możliwość decydowania, a nie żeby ustalać sztywną granicę. Idąc dalej logiką pani poseł – ilu ludzi nie wie nic o rozwoju dzieci, a je wychowuje. Bez żadnych certyfikatów. Bez odpowiedniej ustawy. Zgroza!
Że nie wspomnę o tym, że większość nie wie nic o finansach państwa, zbrojeniach – a mimo to ludzie ci chodzą na wybory, więc mają wpływ na to, kto w tych kwestiach będzie miał coś do powiedzenia.
Pani poseł, może idźmy na całość – oddajmy całą władzę w ręce tych, którzy się znają, zlikwidujmy wybory, referenda – przecież nie może być tak, że maluczcy o czymś decydują.
Przecież doskonale mogą się bez tego obyć. Ha, i tu zdaje się leży pies pogrzebany, jak to mawiają nasi sąsiedzi zza Odry. Wreszcie wyjaśniło się, czemu Platforma nazywa się Obywatelska. Po prostu – stosuje tę samą definicję obywatela, którą kiedyś wprowadził Stefan Kisielewski. Obywatel to ten, który się umie obywać bez. Wszystko jasne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*