News Ticker

Obłędne teorie

Obraz 412Pisanie kolejnych, ciekawych książek i artykułów historycznych jest bardzo trudnym zadaniem. Bo, co nowego i odkrywczego można powiedzieć o zdarzeniach, które miały miejsce wiele lat temu i już napisano na ich temat dziesiątki opracowań? W naszych powojennych czasach najpierw „czerwona” rzeczywistość zadbała o całkowite zafałszowanie prawdziwej historii naszego kraju. Dla największej, podziemnej, drugo wojennej armii w Europie, na całe lata polscy komuniści zarezerwowali takie określenia jak : „ zapluty karzeł reakcji”, czy „reakcyjni kontrrewolucjoniści”. Budowano „pomniki wdzięczności” dla sowieckich sołdatów, mające swoim rozmachem i ilością zatrzeć wszystkie sowieckie zbrodnie popełniane na polskich ziemiach od samego powstania Związku Sowieckiego. Kwint esencją panowania ZSRS  było wybudowanie w samym centrum Warszawy monumentalno – ponurego Pałacu Kultury i Nauki im. J. Stalina. Prawdziwa historia była przekazywana tylko w domowych zaciszach i rzadko kiedy, w nielegalnych wydawnictwach. Prawdę można było wyczytać na cmentarnych nagrobkach lub na kościelnych inskrypcjach. Zestawienie tych dwóch narracji byłoby dla niezorientowanego obserwatora zupełnie niezrozumiałe. Jeżeli w całym kraju powstało tyle „dowodów wdzięczności” dla „krasnoarmiejców”, objawiających się dziesiątkami pomników, tablic i obco brzmiącymi nazwami ulic i placów, to co oznaczają te tysiące nagrobków z groźnym przypomnieniem : „zginął w walce z bolszewikami”? Całkowite odrealnienie polskiej historii najnowszej XX wieku, wizerunki Sowietów z uśmiechniętymi dziećmi na ręku nijak miało się z kryminalną rzeczywistością lat sowieckiej i niemieckiej okupacji. W setkach miast i wsi, gdzie tylko przeszło pruskie i ruskie żołdactwo tysiące kobiet rodziło niechciane dzieci. Na pewno nie to miał obrazować plakat roześmianego bolszewika z polskim maluchem na rękach…

Po roku 1989, gdy choć częściowo zachłystnęliśmy się wolnością słowa, obraz ten uległ radykalnej poprawie. Wreszcie można było pisać i głośno mówić całą prawdę o zbrodniach Czerwonej Armii, na równi z przypominaniem przestępstw niemieckich żołnierzy. I na tym praktycznie powinniśmy zakończyć „odkrywanie” na nowo historii. Setki opracowań, które na temat dziejów najnowszych naszego kraju powstały po „wyborach czerwcowych” plus nie mniejsza ilość już oficjalnych tłumaczeń światowej tematyki historycznej, systematycznie wypełniała wszystkie luki w dawnej wiedzy o naszej własnej Ojczyźnie. Jeżeli nie odkryto jakiś dotąd nie znanych materiałów źródłowych, pamiętników, urzędowych dokumentów, czy innych przekazów to ponowne opisywanie już wielokrotnie przedstawionych wydarzeń wydawałoby się być bardzo mało odkrywcze. Niestety, nie jest to prawdą.

Obecnie obserwujemy, bardzo groźny w swoim społecznym wydźwięku proceder, uprawiany przez wielu autorów, silenia się na historyczną oryginalność. Nie ważne, jakie niedorzeczności i zwykłe kłamstwa by się napisało, jeżeli spowoduje to tylko marketingową opłacalność całego przedsięwzięcia. Czyli sprzedanie całego lub znacznej większości wydawniczego nakładu.

Cały ten zalew historii „alternatywnej” rozpoczął T. Gross swoimi jakże nowatorskimi, lecz niestety, jak sądzę, pisanymi pod marketingowe zamówienie opisami drugo wojennej historii stosunków polsko – żydowskich. Co nowego można napisać o straszliwym losie zgotowanym Żydom przez niemieckich oprawców? Setki opracowań tego tematu powodują, że po kolejną, choćby jak najbardziej rzetelną i merytoryczną książkę na ten temat sięgnie już niewielu czytelników. Wszyscy, którzy do tej pory interesowali się tym tematem, przeczytali zapewne wiele wcześniejszych pozycji i nie będą tak skorzy do sięgania po następną, opisującą kolejny raz to samo. Co innego książki pana Grossa. Polacy masowo wydający i mordujący Żydów? A potem jeszcze prawie, że w sposób przemysłowy, grabiący ich pozostałe mienie? O tym większość nigdy nie słyszała, a co dopiero nie czytała. Trzeba koniecznie kupić taką pozycję, żeby zaspokoić naszą ciekawość. A, że ma to bardzo niewiele lub nie ma prawie nic wspólnego z rzeczywistością, tym gorzej dla rzeczywistości. Pewnie jest ona homofobiczna i antysemicka … A tak, to interes się kręci, książki w atmosferze niedowierzania i powszechnego skandalu „idą, jak świeże bułeczki”…

Ostatnio niemiecka telewizja publiczna zrobiła, zgodnie z tym „przepisem na sukces”, mini serial „Nasi ojcowie, nasze matki”. No nareszcie, odetchnęło z ulgą parę milionów Niemców, rozsianych po całym świecie, powstał film zdejmujący z III Rzeszy jednoznaczne piętno kata. Niemieckie matki, a tym bardziej ojcowie nie byli odosobnieni w swoich zbrodniach. Dopuszczali ich się też Polacy, Amerykanie i pewnie również inne narodowości. Oczywiście, że podłe jednostki znajdują się w każdym społeczeństwie, ale pokazywanie w skróconej formie historii całej wojny, paru złych Niemców, cały pozbawiony odruchu ratowania ludzi, oddział polskich partyzantów, a na koniec jeszcze Amerykanów zatrudniających ss – manów jest świadomym i z punktu widzenia prawdy, zbrodniczym odwróceniu należnych proporcji. No, ale znów, sukces oglądalności na całym świecie, murowany. Pewnie jednym głosem chwalili go potomkowie zbrodniarzy z oddziałów Waffen SS, żyjący sobie wygodnie w Argentynie, Brazylii i innych krajach odległych od Europy, jak i wnukowie tysiącletniej Rzeszy pozostali w Vaterlandzie …

Publikacje T. Grossa, oderwanego od polskiej rzeczywistości, silącego się na swoją oryginalność z perspektywy Stanów Zjednoczonych i niemiecki serial telewizyjny, powstały poza granicami naszego kraju. Są próbami wirtualnego modyfikowania naszej historii z odległej od Polski perspektywy. Natomiast książka Piotra Zychowicza : „Obłęd 44” powstała tutaj, nad Wisłą. To dowód na to, że „radosna”, odrealniona twórczość nie zależy od miejsca jej powstania.

Już sam wstęp do książki : „Jak Polacy zrobili prezent Stalinowi wywołując powstanie warszawskie” szokuje swoim obrazoburczym prymitywizmem oceny Powstania. Jak u Hitchcocka, to zdanie jest swoistym „trzęsieniem ziemi”, a potem mamy co raz to jeszcze potężniejsze „ erupcje” intelektu autora. Tylko, że to nie jest literatura science fiction, a próba opisania najnowszej historii naszego kraju …

Tezy autora zawarte w książce są co parę stron śmielsze, oryginalniejsze, a w swojej ocenie skrajnie dosadne. W wypowiedzi na temat swojego „dzieła”, P. Zychowicz stwierdza, że : „Jeżeli w narodzie polskim drzemią jakieś instynkty samobójcze, to nigdy wcześniej i nigdy później nie ujawniły się one tak silnie, jak podczas II wojny. Rok 1944 to było apogeum obłędu.” Pan Zychowicz obronę własnej Ojczyzny nazywa instynktem samobójczym, narastającym, jak należy rozumieć od Kampanii Wrześniowej, by osiągnąć apogeum obłędu w roku Powstania. Czyli od samego początku wojny należało w ogóle się nie bronić, by ocalić wszystkich obywateli. Jak państwo może nie bronić swoich granic? Nawet wędrowni Nomadowie, czy niepiśmienne, dzikie plemiona w chwili ich zaatakowania starają się ze wszystkich sił dać odpór najeźdźcy. Następne „odkrywcze” zdanie autora, to, że : „ Armia Krajowa pomagała Sowietom w zdobywaniu własnej ojczyzny.” Ile oszczerstwa, zniewagi i bezczelnego kłamstwa zawarte jest w tym jednym zdaniu! Posądzenie kogoś o zdradę główną to najpoważniejsze z możliwych oskarżeń. Na miejscu jeszcze żyjących żołnierzy Podziemnego Państwa polskiego wytoczyłbym temu panu proces o zniesławienie i zażądał wycofania z obiegu jego książkowego paszkwilu.

Całkowite potępienie polsko – sowieckiego układu z 30 lipca 1941 r. , podpisanego przez Sikorskiego i Majskiego świadczy o wybitnej indolencji autora i zamykaniu przez niego oczu na panujące wówczas realia. Dzięki temu układowi tysiące polskich obywateli zostało uratowanych od pewnej śmierci w sowieckich więzieniach i gułagach, a stworzona z nich armia została szczęśliwie wyprowadzona z sowieckiego terytorium. A, że nie potwierdzono w tym pakcie przedwojennych granic Polski? Po wojnie Stalin i tak by wytyczył swoje własne, ostateczne granice zrywając zawarty polsko – rosyjski układ. A tak, dzięki paktowi z 1941 r. uratowano życie tysięcy Polaków. Jak trzeba być zadufanym we własne, abstrakcyjne teorie, żeby nie dostrzec tego faktu? Zresztą nasz domorosły, „polityczny strateg” nie podaje żadnej alternatywy, którą według niego, należało wtedy zastosować. Tylko prymitywnie potępia i oskarża. W ogóle można odnieść wrażenie, że dla P. Zychowicza bardziej odpowiedzialnym od Niemców, za powojenne losy Polski, jest polskie Państwo Podziemne. Niedorzeczność? Nie dla młodego obrazoburcy …

Określenie ujawniania się Armii Krajowej wobec wkraczających Sowietów mianem „auto denuncjacji” jest kolejną potwarzą, przed którą nie może pohamować się pan Zychowicz. Jednocześnie zachwyca się wojennym przemarszem Brygady Świętokrzyskiej na terytoria zajęte przez zachodnich aliantów. Czy ów młody człowiek może wyjaśnić, jak cała Armia Krajowa miała opuścić bez walki kraj i pod opieką Niemców przejść do zachodniej strefy okupacyjnej? Hitlerowcy bardzo chętnie przystaliby na taki wspaniałomyślny, względem nich samych, gest polskiej Armii Podziemnej. I zaraz skierowaliby polskich żołnierzy na najbliższy odcinek frontu do czynnej walki z wkraczającymi Sowietami. Jak można wypisywać takie brednie?!

Następnym epitetem zawartym w książce jest stwierdzenie, że : „ Generał ‘Bór’ zamiast Virtuti Militari powinien był dostać  za bitwę o Warszawę Order Czerwonej Gwiazdy.” Może chociaż, jeszcze żyjąca, rodzina generała wytoczy proces o zniesławienie temu oszołomowi?

Autor sprawia wrażenie, jakby z tylko sobie znanych powodów, nienawidził polskiego Państwa Podziemnego, jego struktur i kierownictwa. Ale każdą, nawet największą niechęć trzeba chociaż spróbować jakoś logicznie uargumentować. Inaczej będzie to tylko materiał na salę sądową w procesie o zniesławienie.

Nie wiem, jakie wykształcenie historyczne posiada autor „Obłędu 44”. W czasach głębokiej komuny, pytani o swoje wykształcenie, ledwo potrafiący czytać i pisać, polscy towarzysze, buńczucznie odpowiadali, że „ich szkołą były Lasy Kabackie”. Niestety P. Zychowicz nawet nie może tego samego powiedzieć sam o sobie. Gdyby jego szkołą był jakikolwiek partyzancki las, to w życiu nie wypisywałby podobnych bzdur, jakie zawarł na kartach swojej książki. Literatura pana Zychowicza zawiera tak wiele niedorzeczności, nieuprawnionych nadinterpretacji i zwykłych fałszywych uproszczeń, że co kilka stron jego dzieła należałoby zamieszczać obszerną, wyjaśniającą erratę, tak żeby to czytadło miało coś wspólnego z rzeczywistością.

Daleki jestem od wierzenia w „spiskową teorię dziejów”, według której ktoś miałby zlecić autorowi napisanie tego stronniczego dzieła z zawartą już w tytule tezą. Jednakże wcale to nie zmienia faktu, że pan Zychowicz, choć mimowolnie, to jednak wpisuje się w całą kampanię szkalowania polskiej przeszłości. Chociaż robi to pewnie tylko z chęci wywołania mini historycznego skandalu, zrobienia dużo szumu wokół swoich bardzo „nietuzinkowych” przemyśleń i tym samym sprzedanie całego nakładu swojej „tfurczości”.

Papier jest cierpliwy, można na nim napisać każdą brednię. Drukarnie wydrukują nawet największą podłość, a księgarnie, w dobie wolnorynkowej walki o klienta, przyjmą do sprzedaży każdy skandalizujący tytuł. Tylko opinia publiczna powinna żywo reagować na tego typu upiększanie naszej przeszłości. Żeby za kilkadziesiąt lat nie okazało się, że „Zdradzieccy Powstańcy znienacka zaatakowali pokojowo nastawionych Niemców, którzy nie mieli w tej sytuacji innego wyjścia, jak tylko spalić naszą stolicę. A przecież chcieli ją chronić przed Sowietami i polskimi <Kościuszkowcami>”…

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*