News Ticker

O Władysławie Czarkowskim – bohaterze Powstania Styczniowego rozstrzelanym 29 lipca 1863 r.

 

 

 

Kiedy byłem małym chłopcem, zwykle spędzałem wakacje u mojej babci. Opowiadała mi wtedy rozmaite historie z dziejów naszej rodziny. Najmocniej utkwiły mi w pamięci dramatyczne losy brata mojego prapradziadka, powstańca styczniowego, Władysława Czarkowskiego. Z rodzinnych przekazów wiadomo, że w lipcu 1863 roku jako kurier jadący z ważnymi dokumentami został złapany przez Moskali. Nie pomogło przebranie. Zdradziły go biała koszula i złote spinki ukryte pod chłopską sukmaną.

Minęło 150 lat od jego tragicznej śmierci, a ja nadal niewiele wiedziałem o jego losach.  Moje poszukiwania jakichkolwiek informacji na temat Władysława rozpocząłem od wertowania odpowiednich stron w internecie. Niestety, odnajdywałem tam często sprzeczne i nieprawdziwe wiadomości. Największą moją zdobyczą okazał się kontakt z Tomaszem Dobrowolskim, historykiem ziemi łosickiej i regionalistą, który pomógł mi rozwiązać rodzinna zagadkę.

Poznaliśmy się w Łosicach, przy kościele św. Zygmunta, skąd w mroźną, styczniową noc 1863 roku 300 powstańców wyruszyło na boj z Moskalami pod wodzą Władysława Czarkowskiego. Pochodził on z typowej rodziny ziemiańskiej z Podlasia. Matka, Katarzyna z domu Kobylińska, jak to wówczas było w zwyczaju, zwracała szczególną uwagę na religijne i patriotyczne wychowanie swoich dzieci. Już od najmłodszych lat Władek wiedział, że na pierwszym planie w jego życiu zawsze będą obowiązki wobec Boga i Ojczyzny. Naukę rozpoczął w szkole początkowej w Drohiczynie, gimnazjum ukończył w Grodnie ale na studia musiał udać się do Kijowa bo po Powstaniu Listopadowym Rosjanie zlikwidowali polskie uniwersytety w Warszawie i Wilnie. Władysław jak wielu młodych Polaków kontynuował naukę na rosyjskiej uczelni. Studiował medycynę w Kijowie, całkowicie zdominowanym przez polską młodzież akademicką, stanowiącą ponad 60% kijowskich studentów. Mieszkało tam wówczas ok. 40 tysięcy Polaków. Po otrzymaniu dyplomu lekarza na Carskim Uniwersytecie, świeżo upieczony doktor Czarkowski otrzymał nakaz pracy w Łosicach – mieście powiatowym na Podlasiu, liczącym w owym czasie 2300 mieszkańców. Oprócz sprawowania zwykłej opieki medycznej nad mieszkańcami był też inspektorem sanitarnym i medycznym ekspertem sadowym. Dosyć dużo jak na początkującego lekarza, który oprócz pracy zawodowej poświęcał się również nielegalnej działalności  patriotycznej.

Praca miejscowego lekarza romantycznie doprowadziła Czarkowskiego do domu Jana Chryzostoma Jurkowskiego, byłego pułkownika armii carskiej zdymisjonowanego za działalność patriotyczną. Wkrótce odbył się ślub doktora z 18-letnią córką pułkownika, Walerią Teodozją, na który, jako carski urzędnik, dr. Czarkowski musiał uzyskać zgodę miejscowych władz. Ojciec panny młodej,  od dawna działający w konspiracji, poznał swojego zięcia z Bronisławem Descurem – naczelnikiem powiatu radzyńskiego. Młody Descur był nie tylko dla okolicznej szlachty przykładem wielkiego patrioty, ale także postępowym autorytetem, znanym w okolicy ze swoich poglądów. Bronisław Descur uwolnił od pańszczyzny swoich chłopów czym dał przykład do naśladowania całej okolicznej szlachcie.

Pod pozorem porad medycznych Władysław często gościł u siebie młodych spiskowców związanych z ugrupowaniem Czerwonych, którzy w przegranej przez Rosję wojnie krymskiej widzieli szanse na odzyskanie państwa polskiego w granicach przedrozbiorowych. Wierzyli, że pokonają osłabioną Rosję w wyniku zbrojnego powstania.

Aby złagodzić te wywrotowe nastroje,  car Aleksander II poczynił pewne ustępstwa, ale były one raczej zabiegami kosmetycznymi.  „Manifest amnestyjny” czy zawieszenie stanu wojennego w 1856 roku, a obowiązującego od 1833 r było  raczej mało znaczącym gestem. Równocześnie, namiestnik carski Aleksander Wielopolski, stwarzał pozory wielkiego reformatora, ale jednocześnie bezwzględnie ścigał konspiratorów.

W „ustawie o zbiegowiskach” z 7 kwietnia 1861 r. zalecał wręcz użycie siły wobec bezbronnej ludności cywilnej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już 8 kwietnia na Placu Zamkowym w Warszawie zginęło z rąk  rosyjskich żołnierzy 100 osób a kilkuset zostało rannych. Rankiem, 14 października 1861 r. w Królestwie znowu wprowadzono stan wojenny, którego rygory do złudzenia przypominały wprowadzony 120 lat później stan wojenny generała Jaruzelskiego. Nasiliły się aresztowania. Wojsko nierzadko wyciągało niewinnych ludzi z kościołów. Wprowadzono godzinę policyjną i utrudnienia w otrzymaniu paszportu na wyjazd z Królestwa. Pacyfikowano manifestacje patriotyczne w Warszawie, takie jak na przykład rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki, 15 października 1861 r.

Rewolucyjne nastroje  buntowniczej Warszawy rozlewały się na resztę kraju. Doszły także i na Podlasie, gdzie wzorem stolicy,  także odbywały się uroczystości religijno – patriotyczne, organizowane przez miejscowych księży i środowiska szlacheckie.Tomasz Dobrowolski w swojej książce „Ziemi Łosickiej Drogi do niepodległości” opisał  kilka takich patriotycznych zgromadzeń, jak na przykład  słynną procesję ku czci Pantaleona Potockiego, straconego za działalność patriotyczną w Siedlcach w 1846 r. Przypomniał również uroczystości związane z rocznicą zawarcia Unii Lubelskiej i  Horodelskiej. Obchody te, podobnie jak w Warszawie,  doprowadziły do bezwzględnych represji wobec ludności cywilnej.

W czasie jednej z takich manifestacji, w Łukowie w 1861 roku, carscy żandarmi zatrzymali późniejszego, legendarnego kapelana Powstania Styczniowego księdza Stanisława Brzózkę. Po trzech miesiącach spędzonych w areszcie ks. Brzoska znowu wrócił do działalności spiskowej. I tak, we wrześniu 1861 roku był obecny na wojewódzkim zjeździe partii Czerwonych, zorganizowanym w domu doktora Władysława Czarkowskiego w Łosicach.
W domu lekarza po cichu gromadzono broń i lekarstwa. Podlasie było główną bazą zaopatrzeniową dla Królestwa przygotowującego się do Powstania.
Należy tutaj zaznaczyć, że tworząc powstańcze zaplecze i magazynując broń, Czarkowski  miał świadomość, że naraża siebie, a przede wszystkim swoją ukochaną, młodziutką żonę. Carska Ochrana była bezwzględna wobec spiskowców i ich rodzin.

Ich metody tropienia  polskich patriotów były od lat niezmienne. Przekupieni agenci, jako usłużni i lojalni poddani prześcigali się w informowaniu o wszelkich zaobserwowanych nieprawidłowościach. Zaszczepione przez rosyjskiego zaborcę donosicielstwo było dla sporej części społeczeństwa sposobem na życie. Za złożenie donosu, chłopa uwalniano od pańszczyzny, a urzędnik, w nagrodę,  otrzymywał tytuł szlachecki lub medal. Jednym z takich gorliwych informatorów, okazał się zamieszkały w Łosicach Dawid Waiman. Usłużnie donosił, że dr Czarkowski „uchyla się od niesienia pomocy biednym, dopuszcza się obelg czynnych i słownych, nikogo nie wyleczył i wyleczyć nie może.” Na szczęście władze nie dopatrzyły się żadnych uchybień w pracy doktora i skargę oddaliły. Czarkowski ani na chwile nie przerwał pracy konspiracyjnej. W lipcu 1862 r został mianowany przez Komitet Centralny Narodowy w Warszawie, Naczelnikiem okręgu łosickiego.
Aleksander Wielopolski i carscy urzędnicy w Warszawie zdawali sobie sprawę z tego, że wybuch powstania jest już tylko kwestią czasu. Częste manifestacje patriotyczne, dwa nieudane zamachy na Wielopolskiego i  Aleksandra von Ludersa, terroryzującego Polaków namiestnika Królestwa Polskiego nie pozostawiały złudzeń. Polacy stawali się coraz bardziej zdeterminowani do podjęcia walki.

W 1862 roku francuska policja polityczna aresztowała powracających z Londynu emisariuszy Komitetu Centralnego Narodowego. Dzięki temu Rosjanie dowiedzieli się o miejscach przerzutowych broni oraz poznali nazwiska konspiratorów.

Próbując osłabić szykujących się do powstania, w październiku 1862 roku w oficjalnym „Dzienniku Powszechnym”, Wielopolski ogłosił zarządzenie władz o dodatkowym poborze do wojska, czyli o Brance. Policja i wojsko natychmiast dokonywały masowego poboru młodego rekruta, zgodnie z wcześniej przygotowanymi imiennymi listami. Znane nam sceny z obrazów Grottgera stały się dla Polaków ponurą codziennością.

W takich warunkach Komitet Centralny Nagrodowy podjął decyzję o konieczności przyspieszenia  wybuchu Powstania.
W tym trudnym czasie, 3 listopada 1862r przyszedł na świat jedyny syn Władysława, Ludomir. Pomimo tego szczęśliwego, rodzinnego wydarzenia, poczucie obowiązku wobec Boga i Ojczyzny,  nie zatrzymały dr. Czarkowskiego przed czynnym odziałem w Powstaniu. Decyzją władz powstańczych, Czarkowski został Komisarzem powiatu Siedleckiego. Na kilka dni przed wybuchem powstania zorganizował w swoim w domu drugi Zjazd Komitetu Województwa Podlaskiego, który wytyczył cele działania powstańców na tym terenie.
Dźwięk dzwonów z wieży kościoła św. Zygmunta w Łosicach był hasłem dla oddziału Czarkowskiego. Z 300 powstańcami, uzbrojonymi głównie w kosy i kilka dubeltówek rozbroili przybyłych z Międzyrzecza Moskali. Uradowani zwycięstwem ruszyli do miejscowości Stok Lacki, gdzie połączyli się z oddziałem pułkownika Walentego Lewandowskiego, który zdobył wojenne doświadczenie walcząc w Legionie Polskim podczas Wiosny Ludów na Węgrzech.
Tu jednak powstańcy ponieśli klęskę. Rosjanie byli lepiej uzbrojeni i znakomicie wyszkoleni. Na 4 tysiące zaprzysiężonych powstańców przypadało jedynie 100 karabinów. Reszta musiała zadowolić się kosami i kijami obitymi żelazem lub siekierami.
Polacy na Podlasiu walczyli ze zmiennym szczęściem. Przez pierwsze dwa miesiące stoczyli  z Moskalami prawie 35 bitew. 20 marca w Międzylesiu, niedaleko Boruczy, oddział Czarkowskiego został prawie całkowicie rozbity przez przeważające siły majora Antoniewicza, który zaatakował Polaków z czterech armat i rzucił do ataku jazdę i kilkuset piechurów. Z okrążenia udało się wydostać tylko 16-stu strzelcom i Czarkowskiemu. Poległych powstańców pochowano w Boruczy.
Przy ich mogiłach, w czasie drugiej wojny światowej żołnierze Armii Krajowej składali przysięgę wojskową.
Zdziesiątkowany oddział praktycznie przestał istnieć. Na szczęście zalesione Podlasie znakomicie nadawało się do gromadzenia nowych zapasów i odtwarzania  rozbitych oddziałów. Czarkowski, który objął funkcję Naczelnika Powiatu bialskiego, organizował zaopatrzenie w broń i w żywność. Powstańcy potrzebowali czasu na  odbudowanie swoich oddziałów. Najbardziej odczuwano brak butów, które szybko niszczyły się podczas długich przemarszów. Dlatego też, Podlasie było głównym regionem produkcji obuwia dla powstańców.
W czerwcu 1863 roku Władysław  Czarkowski został pilnie wysłany z ważnymi raportami, do Komitetu Centralnego do Warszawy.
Przebrany za zwykłego chłopa, z fałszywymi papierami na nazwisko Pióro, został zatrzymany przez patrol kozacki. Podczas rutynowego sprawdzania dokumentów, uwagę Rosjan przykuła ukryta pod chłopską sukmaną biała koszula, a przy niej złote spinki.
Ten dramatyczny, w swoim przebiegu, moment szczegółowo opisuje Zygmunt Kolumna w „Pamiętniku dla Rodzin polskich” z 1868 roku. Jak zatem podaje, na policyjnym posterunku dr. Czarkowskiego rozpoznał lojalny oficer armii carskiej. Na domiar złego, syn bohatera Powstania Listopadowego, generała Józefa Dwernickiego. Parę lat wcześniej, Czarkowski wyleczył generała z ciężkiej choroby, przy czym obecny był właśnie jego syn.
Moskale torturowali więźnia namawiając go do zdrady swoich towarzyszy. Jednak Władysław do końca zachował tajemnicę.
Krótkie śledztwo zakończyło się wydaniem wyroku śmierci. Rankiem, 29 lipca 1863 roku pluton egzekucyjny wyprowadził Władysława Czarkowskiego z siedleckiego wiezienia. Miejscem egzekucji było pobliskie pole, gdzie już wcześniej rozstrzelano innych powstańców: Mikołaja Moritza, Aleksandra Olszewskiego, Aleksandra Czarneckiego i Adama Radowickiego. Jak opisuje  Tomasz Dobrowolski w swojej książce „Ziemia Łosicka. Drogi do niepodległości” ,  pluton egzekucyjny strzelał 36 razy, tyle ile wiosen liczył sobie skazany.

Strzelali tak, aby zranić i zadać jak najwięcej cierpienia przed śmiercią. Co było tym boleśniejsze, że ówczesny karabin w warunkach bojowych, ładowało się trzy razy w przeciągu minuty. Dopiero ostatnią kulę wystrzelił Czarkowskiemu prosto w serce dowódca plutonu. Ciało ofiary zakopano na miejscu ponieważ prawo rosyjskie zabraniało zwrócenia go najbliższej rodzinie i pochowania w poświęconej ziemi. Była to okrutna forma nawet pośmiertnych represji, w przyszłości często stosowana już przez rosyjskich komunistów. Na wieść o śmierci męża, żona Waleria Czarkowska, zachorowała psychicznie. Wkrótce też zmarł ich jedyny syn, Ludomir.
Upamiętnienie rozstrzelanych w Siedlcach powstańców styczniowych było możliwe dopiero 62 lata po ich śmierci. Już w wolnej Polsce, na miejscu straceń, mieszkańcy Siedlec ufundowali pomnik zaprojektowany przez inż. Wacława Piaseckiego. Stoi on na dziedzińcu szkoły podstawowej, która nosi imię innego powstańca styczniowego, również straconego w Siedlcach, Władysława Rawicza.  29 czerwca tego roku, na miesiąc przed 150 rocznicą rozstrzelania dr. Władysława , w miejscu, gdzie stal jego zabytkowy dworek mieszkańcy Łosic wmurowali pamiątkową tablicę.

Piękny, stary dom, choć przetrwał dwie wojny światowe oraz był siedzibą miejscowego  starostwa, zaczął w końcu komuś przeszkadzać. Został rozebrany w 1985 roku. Po Władysławie Czarkowskim niewiele zostało. Nie ma ani jego domu ani imiennego grobu. Jest tylko pomnik i tablica, która przypomina następnym pokoleniom, że dla Władysława Czarkowskiego- Powstańca Styczniowego, wolna Polska była najważniejsza.

 

Jerzy Dąbrowski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*