News Ticker

O ręce podniesionej na władzę i solidarności


Pamiętacie państwo zeszłotygodniowe wypowiedzi posłów z PO, czyli Julii Pitery i Stefana Niesiołowskiego? Zapewne pamiętacie, bo były dość, że tak to ujmę ,szokujące.
Były one odpowiedzią na pewien raport, wykonany przez Fundację Maciuś.
Pan poseł stwierdził, że niemożliwe jest, by liczba niedożywionych dzieci była aż tak wysoka i przypomniał o tym, które z dziko rosnących roślin mogą być jadalne, a pani poseł orzekła, że bez sensu jest ocenianie niedożywienia dzieci zapytując je o to, czy jadły śniadanie, po takie informacje najlepiej udać się do MOPSu. Wiadomo bowiem, że w Polsce nie ma „kultury jedzenia śniadań”.
Omawiać wypowiedzi posła Niesiołowskiego chyba nie warto, skupmy się raczej na tym, co powiedziała Julia Pitera o metodyce badań Fundacji. Raport Fundacji Maciuś nie jest szczególnie długi i jest dostępny. Można więc się przy okazji zapoznać z metodyką badania.
Oto link: http://www.pfpd.org/?page_id=794
No i wówczas okazuje się, że nikt nie przeprowadzał tego badania „przepytując dzieci, czy jadły śniadanie” tylko na podstawie informacji uzyskanych w szkołach i MOPSach. Czyli dokładnie tak, jak zaleca Julia Pitera. Jej wypowiedź jest idealnym przykładem zachowania typu „nie znam się, to się wypowiem”. Na dodatek wypowiem się z wielką swadą.
Historia ma swój dalszy ciąg. Wojewodę pomorskiego, pana Ryszarda Stachurskiego, oburzyły informacje, jakoby to jego województwo było jednym z terenów, na których problem niedożywienia dzieci jest najpoważniejszy. Stwierdził, że fundacji „nikt nie zna”, a sposób przeprowadzania badania „był skandaliczny”. Tak więc Fundacja Maciuś poddana zostanie kontroli.
Dodajmy, że ostatni raz poddawana była kontroli rok temu i nie wykazano wówczas żadnych nieprawidłowości.
Mówią, że skojarzenia to przekleństwo, ale czasami są wyjątkowo natrętne. Przypomniał mi się cytat z przemówienia Cyrankiewicza, wiecie państwo, ten o ręce podniesioną na władzę ludową.

Z innych wieści – minister Rostowski nie przestaje mnie zadziwiać. Jego determinacja w łataniu dziury budżetowej jest godna podziwu. Niestety, szkoda, że łata ją przede wszystkim z naszych kieszeni a jego inwencja ogranicza się praktycznie do wymyślania nowych opłat, kar i podatków.
W tym tygodniu wpadł już na co najmniej dwa nowe pomysły. W każdym razie, ja usłyszałam o dwóch, bo być może jest ich więcej; nasza władza lubi różne rzeczy wprowadzać cichcem, a potem gdy przypadkiem ktoś się dowie, bo ktoś w mediach nie utrzyma języka za zębami, wycofuje się z nich, albo i nie.
No więc pierwszy pomysł dotyczy kelnerów i kelnerek. Pracują oni często albo na umowach o dzieło albo o pracę za najniższą krajową. W każdym razie, jest to raczej zawód, w którym każdy dodatkowy pieniądz jest cenny. Będąc kelnerem, najłatwiej jest zarobić go w napiwkach. No i tu pojawił się taki pomysł – ścigać kelnerów i kelnerki, którzy nie odprowadzają 18% podatku od uzyskanych napiwków.
Inny pomysł ministra to solidarna odpowiedzialność klienta i sprzedawcy. Ministerstwo Finansów przedstawiło 1 marca projekt ustawy do społecznych konsultacji. Dało na to pięć dni, a projektu na stronach MF próżno szukać.
Co zakłada ten projekt? „Podatnik (…), na rzecz którego dokonano dostawy towarów (…) jest solidarnie odpowiedzialny wraz z podmiotem dokonującym tej dostawy za zaległości podatkowe wynikające z niewpłacenia na rachunek urzędu skarbowego w terminie podatku”.
Czyli przekładając z urzędowego na polski, oznacza to, że jeśli nabędziemy jakiś towar u nieuczciwego sprzedawcy, a ten nie odprowadził podatku, wówczas Urząd Skarbowy miałby prawo ściągnąć brakującą należność od nas. A w jakich dokładnie przypadkach miałaby mieć zastosowanie odpowiedzialność solidarna? „Jeżeli w momencie dokonania dostawy podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku lub jej część, przypadająca na tę lub na wcześniejszą albo późniejszą dostawę towarów, nie została lub nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego”. Szczególnie, gdy „cena była niższa od wartości rynkowej”.
Minister Rostowski chce nam wbić do głów, że „kto kupuje tanio, płaci dwa razy” .
To, że państwo nie potrafi sobie często poradzić z oszustami, to wiadomo. Tylko dlaczego łatać straty spowodowane ich działalnością pieniędzmi ludzi uczciwych? I jeszcze nazywać to „solidarnością”…Niepojęte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*