News Ticker

O polityce energetycznej Donalda Tuska – czyli jak Komisja Europejska broniła Polski przed rządem PO

ns

„Nie jestem zwolennikiem ani energii nuklearnej, ani frakingu, ponieważ uważam, że prowadzi to do problemów środowiskowych, których nie jesteśmy w stanie zwalczać” – te słowa 28 kwietnia wypowiedział Jean-Claude Juncker w debacie kandydatów na stanowisko przyszłego szefa Komisji Europejskiej. Sprawił tym z pewnością nieprzyjemną niespodziankę Donaldowi Tuskowi, który zaledwie trzy dni wcześniej w Poznaniu pod niebiosa wychwalał kandydata z Luksemburga, symbolizującego zdaniem premiera „UE w jej najlepszym wymiarze” oraz będącego „gwarantem europejskiej solidarności”. Cóż, najwyraźniej nie w dziedzinie energii.

W ogóle z Tuskiem i polityką energetyczną to jakaś dziwna historia. Przez siedem lat swoich rządów nie zdołał zrobić niczego, aby uniezależnić Polskę od dostaw gazu i ropy z Rosji. Gorzej – świadomie działał w taki sposób, aby zależność tę jeszcze powiększyć. Przed podpisaniem bardzo niekorzystnej nowej umowy w sprawie dostaw i tranzytu gazu w 2010 roku uchroniła nas tak naprawdę interwencja Komisji Europejskiej, która uznała, że wynegocjowany dokument jest sprzeczny z polityką energetyczną UE. Tak samo dopiero po reakcji Komisji w tekście znalazła się sprawa wyznaczenia niezależnego operatora systemu przesyłowego na polskim odcinku gazociągu Jamał – rząd PO jakoś o tym zapomniał. W tym wypadku Bruksela dosłownie broniła polskich interesów przed działaniami polskiego rządu! Czy może być coś bardziej dyskredytującego dla człowieka, który odbywa tournee po europejskich stolicach promując wymyśloną rzekomo przez siebie Unię Energetyczną?

Na tym jednak nie koniec. Słowa Jean – Claude Junckera pokazują jeszcze jedną rzecz – Donald Tusk, który kwestie bezpieczeństwa energetycznego traktuje jako zasłonę dymną dla swej nieudolności w sprawach wewnętrznych (swoją drogą to ciekawe, że udaje mu się jedną porażkę zasłonić drugą i jeszcze przy tym kreować się na męża opatrznościowego), cechuje się również zupełnym brakiem zdolności dobierania sobie sojuszników.

Niemcy, nieodmiennie stanowiące pierwszy wybór premiera w sprawach zagranicznych, są w wygodnej sytuacji, bo Gazociąg Północny gwarantuje im ciągłość dostaw gazu z Rosji ponad głowami Polski czy Ukrainy, nie muszą więc przejmować się zawirowaniami w Europie Wschodniej i nie wykazują zbyt wielkiego zapału, aby przyklasnąć (rzekomemu) pomysłowi Tuska. Zaś Jean – Claude Juncker, kandydat EPP na szefa Komisji Europejskiej powiedział właśnie, że nie popiera rozwoju dwóch najbardziej kluczowych dla Polski obszarów, które mogłyby uniezależnić nas od Rosji – energii nuklearnej oraz wydobycia gazu łupkowego. Zupełnie odwrotnie, niż premier Wielkiej Brytanii David Cameron, którego partia w Parlamencie Europejskim współpracuje z PiS i który uważa obydwa źródła energii za kluczowe dla bezpieczeństwa energetycznego UE.

Mogę się założyć, że zaraz po wyborach do PE pomysł Unii Energetycznej zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – skoro premier przez lata nic nie zrobił w tej kwestii, to znaczy że temat go tak naprawdę nie interesuje. W razie czego zawsze przecież może liczyć na Komisję Europejską.

Hanna Foltyn-Kubicka

Tekst oryginalnie opublikowany tutaj. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*