News Ticker

Nowi ambasadorzy Polski

Najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego są z kilku powodów ważniejsze od poprzednich i bardziej wyjątkowe. To prawda, że akt wyborczy powtarza się tutaj co pięć lat i że będzie to już kolejne delegowanie krajowych przedstawicieli do największego parlamentu Europy. Jednak tegoroczny kontekst wyborów, obudzenie się do tej pory drzemiącego, rosyjskiego „wulkanu” i wzrost znaczenia zagranicznych partii opartych głównie na bezmyślnej destrukcji Unii Europejskiej, nakazuje nam wyjątkowo poważnie potraktować nadchodzące głosowanie. Wszyscy rozumni ludzie w każdym z dwudziestu ośmiu unijnych krajów nie mogą „przejść obok” tych wyborów, samemu w nich nie uczestnicząc. Zbyt wiele całkiem nowych wyzwań czeka na wybierany 25 maja unijny parlament, żebyśmy mieli jakość tych wyborów zostawić innym.

Dużą frekwencją wyborczą dobitnie pokazujemy imperialnej Rosji, że jesteśmy za zjednoczoną, silną Europą. W ten sposób udowadniamy Putinowi, że mieszkańcy państw unijnych są świadomymi obywatelami, chcącymi samemu wybierać swoje „brukselskie” władze. Udziałem w głosowaniu pokażemy Sowietom, że UE nie jest wcale przeżytkiem, ani reliktem z czasów jej założycieli, ale realną siłą gospodarczą z którą Federacja Rosyjska nie ma żadnych, gospodarczo – ekonomicznych szans. Natomiast zostając w domu demonstrujemy swój euro sceptycyzm, niechęć do zjednoczonej Europy. W geopolityce nigdy nie było miejsca na próżnię. W miejsce europejskiej jedności nowi rosyjscy towarzysze będą usiłowali wprowadzić, na swoich „specyficznych” warunkach, słowiańskie pseudo zjednoczenie, pisany cyrylicą rosyjskich roszczeń i „ukazów” państwowo – moskiewski panslawizm. Absencja przy wyborczych urnach będzie zaproszeniem dla Władimira Władimirowicza do odrywania po kawałku następnych obszarów z zachodnio – europejskiej cywilizacji. Pozostając w domu i wyznając dawno już fałszywą teorię „moja chata z kraja”, znacznie mu ułatwiamy planowanie XXI wiecznego, sowieckiego marszu na zachód. Marzy mi się, u nas w kraju, taka frekwencja wyborcza, która da nam miejsce w ścisłej czołówce unijnej dwudziestki ósemki. Jak dziś wyraźniej możemy pokazać krajom leżącym na wschód od nas naszych granic nasz nierozerwalny związek z Zachodnią Europą?

Kierując się prawami podstawowej matematyki, niedzielne wybory będą dziewięć razy ważniejsze od wyborów do Sejmu i dwa razy ważniejsze od wyborów do Senatu. Mamy w nich do wybrania tylko 51 euro deputowanych, podczas gdy w krajowych wyborach do parlamentu wybieramy aż 460 posłów i 100 senatorów.

Każdy z wybranych do Brukseli naszych przedstawicieli będzie niejako nowym polskim ambasadorem na unijnej arenie i po części polskim ministrem spraw zagranicznych w UE. Nie mamy wpływu na małą liczbę przedstawicieli naszej Ojczyzny w tym międzynarodowym gremium. Wynika ona z ilości mieszkańców Polski i liczby państw – członków Unii Europejskiej. Ale możemy i jak najbardziej powinniśmy mieć wpływ na jakość tych niewielu polskich wybrańców. Mała ich ilość musi przejść, w jak największą jakość euro deputowanych znad Wisły. Nie możemy sobie pozwolić na fundowanie pięcioletniej euro kadencji ludziom przypadkowym i zbędnym.

Pewnie na dwutygodniowy urlop nad morzem chętnie byśmy zaprosili mistrzynię olimpijską w pływaniu, żeby poduczyła nas, jak lepiej rekreacyjnie pływać kraulem i żabką. Na niedzielne „charatanie w gałę” niemniej chętnie zaprosili byśmy byłego reprezentanta Polski w piłce nożnej, choć akurat ten pan nawet w swojej koronnej konkurencji nie dokonał niczego nadzwyczajnego. Mężczyźni na wieczór kawalerski prawdopodobnie równie ochoczo przygarnęliby niedzisiejszą wschodnią piękność nocnych lokali, oczywiście pod warunkiem, że sala w której miałaby się odbywać impreza byłby wyposażona w nadającą się do prezentacji jej wdzięków, rurę. Podobnie, jak pewien co i raz szokujący swoimi wypowiedziami lider kanapowo- sezonowej partyjki, chcący odebrać prawa wyborcze kobietom i radzący mężom co jakiś czas, gwałcenie swoich żon… Co nasz kraj zrobił tym wszystkim partiom politycznym, że chcą w Jego imieniu wysyłać do Brukseli wyżej wymienione postacie?!

Gdyby Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory 25 maja, mogłoby być najliczniejszą partią w Grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Przy nienajlepszym wyniku brytyjskich konserwatystów jest to jak najbardziej prawdopodobne. A wtedy nie tylko byśmy mieli przewodniczącego całej Grupy, ale z jej ramienia moglibyśmy desygnować Polaka na stanowisko vice przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, właśnie z ramienia EKR-u.

Nie zmarnujmy pierwszej szansy w całym cyklu czterech kluczowych dla Polski, wyborów powszechnych. Gdy Rosja już jawnie nastaje na zagraniczne terytoria, nie możemy pozwolić sobie na dalsze powierzanie naszych losów w ręce „spacerowiczów” z sopockiego molo. Tym razem naprawdę nie jest wszystko jedno, kto będzie podejmował w naszym kraju, być może kluczowe dla naszego zewnętrznego bezpieczeństwa i suwerenności, strategiczne decyzje. Od najbliższej niedzieli zacznijmy prawdziwą sanację „kraju Lechitów”. Nasz wybór musi ustawić Polskę na jedynym właściwym kursie i ścieżce, które tym razem nie skończą się narodową katastrofą gdzieś pośród rosyjskich, złowrogich mokradeł.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*