News Ticker

Nowe państwo graniczące z Polską

Narastające napięcie w Kijowie, pierwsze ofiary śmiertelne i już jawnie manifestowana, powszechna agresja władzy, powoduje całkowite spolaryzowanie stanowisk ukraińskich stron konfliktu. Przyjęte przez kijowski parlament, nowe prawodawstwo, praktycznie równe w swojej represyjności przepisom stanu wojennego, jednostronnie zaognia już i tak wybuchową sytuację. W myśl nowych przepisów wszyscy ci, którzy są w jakikolwiek sposób protestujący przeciwko władzy, podlegają każe 15 lat więzienia. Bez żadnego vacatio legis , prawa wczoraj uchwalone przez Wierchowną Radę, weszły już po dwóch dniach w życie. Władza nawet nie wystosowała żadnego apelu do swoich obywateli, żeby opuścili, od teraz nielegalne zgromadzenie, to nie spotka ich jakakolwiek kara. Po prostu, od teraz jesteście przestępcami, którzy trafią na wiele lat do „tiurmy”.  Sam sposób „uchwalenia” przepisów, nie spotykany już od dawna w żadnym innym kraju Europy, jest zupełnym legislacyjnym kuriozum. Posłowie decydujący o tej ustawie głosowali nie za pomocą maszyny do głosowania, ale przez podniesienie rąk. Tylko jeden deputowany, który liczył wszystkich głosujących, policzył w ciągu 4 sekund 235 uniesionych w górę prawic! Sam Einstein nie dałby rady tak szybko porachować tego „lasu rąk”… Jak się potem okazało, po spokojnej analizie stop – klatki, głosowało raptem … 126 posłów! Czyli znów demonstracyjne pokazanie, kto tu rządzi i że demokracja jest Wierchownej Radzie równie daleka, jak śnieg Saharze.

Podobne demonstracje jawnego bezprawia odbywają się w Kijowie od pierwszego dnia wprowadzenia do akcji „międzynarodowego” Berkutu. O jego „wielonarodowości” świadczy fakt, że liczba ukraińskich sił interwencyjnych milicji wynosi około 4 000 funkcjonariuszy. Tymczasem w pobliżu Majdanu naliczono około 8 000 berkutowców. Duża ich część w ogóle nie rozumie po ukraińsku, za to posługuje się pięknym, „miękkim” rosyjskim. Niektórzy z „ukraińskich” milicjantów, przy pomocy facebooka, zostali zidentyfikowani, jako mieszkańcy Petersburga i innych rosyjskich miast.

Rozmieszczenie na dachach snajperów, wydanie oficjalnych, nowych uprawnień milicji (używanie przy obecnych temperaturach armatek wodnych, kul gumowych i granatów hukowych) świadczy o tym, że Janukowycz świadomie dąży do konfrontacji. Jednocześnie nie zabrania filmować non stop całych tych zajść. Komu chce zaimponować ciągłym przekazem z Majdanu? Wiadomo, że w ten sposób, z każdym dniem oddala się coraz bardziej od Europy. A jednocześnie przybliża do putinowskiej Rosji. Ukraina od początku tego roku objęła czasowe przewodnictwo we Wspólnocie Niepodległych Państw. Pewnie według W. Janukowycza to też do czegoś zobowiązuje. Jak w stolicy przewodniczącego, jakże zacnego grona państw, może panować taki demokratyczny „bardak”?

Nowe drakońskie przepisy postawiły demonstrujących ludzi w sytuacji bez wyjścia. Sytuację dodatkowo zaostrza fakt, że w samym Kijowie około 100 000 ludzi ma legalne pozwolenie na broń palną. Jak komuś puszczą nerwy, lub co bardziej prawdopodobne, nastąpią kolejne prowokacje, to po obu stronach, poleje się morze krwi. Coraz bardziej zdesperowani demonstranci nie słuchają już wywarzonego głosu swoich samozwańczych przywódców, którzy by nadal utrzymać choć częściowe poparcie protestujących, radykalizują swoje wystąpienia, jeszcze bardziej podgrzewając emocje. Wydaje się, że nieuchronna konfrontacja zbliża się wielkimi krokami. Czy o takie rozwiązanie chodzi rządzącym Ukrainą?

Całość sytuacji każe się zastanowić nad wariantem, który jeszcze w zeszłym roku w ogóle nie był brany pod uwagę. A mianowicie rozpad Ukrainy na dwa oddzielne państwa. Zachodnią, anty rosyjską i anty polską, oraz wschodnią dążącą do jak najściślejszych związków z Moskwą. Dla Putina takie rozdzielenie byłoby bardzo na rękę. Nie mogąc mieć zupełnej kontroli nad całością terytorium obecnej Ukrainy, lepiej pozwolić na odłączenie się jej mniejszej części, na którą na przestrzeni wieków i tak prawie nigdy władcy Moskwy nie mieli większego wpływu. Najpierw były to obszary I Rzeczypospolitej, w czasie zaborów – Austro – Węgry, w dwudziestoleciu międzywojennym, w większości – II Rzeczypospolita. Teraz będzie lepiej kontrolować mniejszy, ale za to pewniejszy obszar. Taki ,którego mieszkańcy nie wpadną na pomysł organizacji jakiś Euro – Majdanów i podważania „kierowniczej roli” urzędującej władzy. Jak taki podział mógłby powstać i według jakiego praktycznego klucza miałby nastąpić? Na pewno musiałby się odbyć w tej sprawie ogólnonarodowy plebiscyt. Jego wyniki, zakładając, że nie będą zbyt sfałszowane, już dziś łatwo przewidzieć. Pierwszym, naturalnym elementem różniącym mieszkańców Ukrainy jest język, który uważają za ojczysty. Zachodnia część, praktycznie po sam Kijów, jako ukraińskojęzyczna i anty rosyjska, utworzyłaby nowe państwo. Reszta kraju, razem z Kijowem, na stratę którego, głównie ze względów prestiżowych, Rosja pewnie nigdy się nie zgodzi, utworzyłaby nową Wschodnią Republikę Ukrainy. Z obowiązującym językiem rosyjskim, prawodawstwem prawie identycznym, jak w Rosji i bardzo ścisłą unią celną z „sowiecką macierzą”. Gigantycznym problemem stałyby się od razu olbrzymie ruchy migracyjne wewnątrz Ukrainy. Część mieszkających dotąd na zachodzie, pro rosyjskich obywateli zacznie migrować na wschód, w odwrotnym kierunku, wraz ze swoim całym dobytkiem, skierują się pro zachodni Ukraińcy. Niestety, to złe dla wszystkich z wyjątkiem Rosji, rozwiązanie może już niedługo być jedynym, bezkrwawym wyjściem w stojącym u progu rewolucji kraju. Tysiące pytań, na które w takiej sytuacji trzeba by od razu znaleźć odpowiedź, może przerosnąć, głównie zachodnią część Ukrainy. Jak wytyczyć bardzo długą granicę? Jak podzielić zasoby finansowe obecnego państwa ukraińskiego? Wreszcie, jak zachowa się armia? Czy przynależność terytorialna poszczególnych garnizonów, wraz z uzbrojeniem i wyposażeniem będzie decydować o tym, w jakim kraju dana jednostka teraz będzie służyć? Pytania dotyczyły by głównie powstającego nowego, zachodniego organizmu państwowego. Kto objąłby w nim władzę? Niestety dla Polski, byłyby duże szanse, że władza przeszłaby od razu w ręce partii „Swoboda”, kultywującej pamięć banderowców i na tej osnowie budującej nową tożsamość narodową zachodniej Ukrainy. Ktoś powie, niemożliwe. Będący pół roku temu na wołyńskim weselu, moi znajomi opowiadali niedawno, że na własne oczy widzieli w prywatnym domu wiszący na centralnej ścianie portret S. Bandery. Nie prawosławny krzyż, ani nie ikonę ze św. Michałem – patronem Ukrainy. Na pytanie, po co ten obraz wisi na ścianie, padła krótka odpowiedź, że tak teraz wychowujemy nasze dzieci …

W ten sposób, tuż za naszą południowo – wschodnią granicą powstałoby nowe, prawdopodobnie nacjonalistyczne w swoich przekonaniach państwo, którego elementem scalającym jego obywateli byłby wrogi stosunek do Rosji, ale i do Polski. Państwo ubogie w surowce mineralne, o dość dużym zagęszczeniu mieszkańców, potężnym bezrobociu, PKB na poziomie państw Afryki Równikowej i braku lepszych perspektyw na przyszłość. Dzisiaj, gdy rolnictwo straciło swoje dawne znaczenie, pszeniczne pola zachodniej Ukrainy nie będą już w stanie zapewnić nawet względnego dobrobytu. Unia Europejska pewnie nie prędko, jeżeli kiedykolwiek w ogóle, przyjmie ich do swego grona, a Rosja i wschodnia Ukraina z oczywistych powodów nie będą wspierać kraju, którego myślą założycielską była opozycja do nich samych. Po paru latach, sztucznie finansowo i gospodarczo napompowana przez Rosję wschodnia Ukraina, pewnie wchłonie z powrotem swoich zachodnich separatystów, ale już na własnych, czyli sowieckich warunkach. I wtedy z powrotem cała Ukraina stanie się bezwolnym satelitą Moskwy.

Warunkiem koniecznym, by taki czarny scenariusz się nie sprawdził jest załagodzenie obecnych sporów na całej Ukrainie. Inaczej, zaraz po zakończeniu olimpiady w Soczi, bratnia Rosja wyciągnie przyjacielską rękę z sąsiedzką pomocą, tak samo ,jak zrobiła z Polską w 1939 roku, a chwilę później z Litwą, Łotwą i Estonią. Historia, niestety lubi się powtarzać. Szczególnie w przypadku tak samo ciągle imperialno – agresywnego państwa jakim była, jest i pewnie będzie Rosja.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*