News Ticker

Non possumus Europy

Już wiele lat temu, ludzie zazdrośni o potęgę Stanów Zjednoczonych, stworzyli powiedzenie, że „Amerykanie walczą o demokrację na całym świecie, ale nigdy nie stosują jej u siebie”. W tym dość zawistnym powiedzeniu jest trochę prawdy. Rządy samodzielnego państwa, odpowiedzialne za swoich obywateli muszą, w sytuacjach wyższej konieczności, mieć odwagę w sposób świadomy odejść od zasad powszechnej demokracji w obronie własnej suwerenności. Rzecz jasna, stan ten nie może być w żaden sposób nadużywany, ale właśnie wyjątkowość, niepowtarzalność sytuacji oraz niebezpieczeństwo prawdziwego zagrożenia powinno upoważniać do podjęcia tego rodzaju bezprecedensowych działań.

Niestety, dzisiaj po szeregu świadomych i nieznanych po 1945 r. przykładach łamania prawa międzynarodowego przez Rosję, Europa znalazła się właśnie w takim stanie wyższej konieczności.

Po rozpadzie Związku Sowieckiego, który zdaniem W. Putina był największą tragedią XX wieku, Zachodnia Europa robiła wszystko, by być bardzo pro rosyjska i przyjazna dla nowo powstającej nad Wołgą i Donem państwowości. Kolejny raz państwa Zachodu popełniły ten sam niewybaczalny błąd w stosunku do postrzegania nowej Rosji. Uznały, że wraz ze zdjęciem z rosyjskich urzędów godła z sierpem i młotem, bezpowrotnie zmieni się mentalność tamtejszej ludności. Trochę tak, jak zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości miała się „ ni z tego ni z owego powstać Polska na 11-nastego (listopada 1918r.)” Różnica polegała na tym, że polscy obywatele Cesarstwa Niemieckiego, monarchii austro – węgierskiej i carskiej Rosji nie stali się z dnia na dzień Polakami, bo nimi zawsze byli. Rosjanie natomiast zawsze byli świadomymi obywatelami, utożsamiającymi się z imperium Romanowów, a potem bolszewickim Krajem Rad. „Ludzie radzieccy” wcale nie chcieli mentalnie się zmieniać. Wpajana im przez całe dziesięciolecia, na zasadzie całkowitego monopolu informacyjnego, nieufność i wręcz nienawiść do Zachodu, nie zmieniła się wraz ze zmianą nazwy kraju, w którym cały czas żyli. Dlatego dziś tak łatwo jest wmawiać przez Putina swoim obywatelom nawet największe bzdury na temat innych krajów. Zachód chcący przystosować „nową” Rosję do zasad europejskiej demokracji, zaczął otaczać Federację siecią wzajemnych powiązań ekonomicznych na różnych poziomach obustronnych uzależnień. Dzisiejsze efekty tego procesu są takie, że na pierwszy rzut oka Europa jest bardziej uzależniona od Rosji, niż Moskwa od reszty Starego Kontynentu. Miliony euro pożyczonych i zainwestowanych za naszą wschodnią granicą, powodują, że zagraniczni mecenasi Rosji boją się w jakikolwiek sposób jej narazić, by zbyt na tym finansowo nie stracić. Podobno same pożyczki udzielone krajowi Putina przez Austrię sięgają poziomu 2% wiedeńskiego PKB.

Drugim, być może nawet poważniejszym, błędem Zachodu jest cały czas stosowanie wobec Rosji zasad europejskiej dyplomacji. Tak długo kraje Unii Europejskiej wmawiały sobie, że rosyjska państwowość jest tożsama z francuską, włoską, czy brytyjską, aż same w to na koniec uwierzyły. Tymczasem tęsknota Rosjan do podbijania kolejnych europejskich krajów nie zmienia się od pokoleń. W XIX w. dokonywali tego rośli Kozacy z długimi pikami przy siodłach swoich koni. W 1920 r. na zachód pędziły tabuny dzikich sołdatów Budionnego i Gaj – Chana. W 1939 r. krasnoarmiejcy z karabinami na sznurkach i w rozklekotanych czołgach rozpoczęli swój drugo wojenny marsz na zachód, od kolejnej napaści na nasz kraj. Gdy byli za słabi, aby przeć w stronę Lazurowego Wybrzeża atakowali inne słabsze kraje. W latach 1979 – 89 Afganistan, w 2008 r. Gruzję. Obecnie „zielone ludziki” bezkarnie zajmują kolejne miasta w oddzielającej Rosję od zachodniej Europy, Ukrainie. Czy naprawdę tak trudno wspólnie skojarzyć te wszystkie fakty? Czy nikogo z przywódców zachodnich krajów nie stać na chwilę historycznej refleksji, zakończonej jedynym słusznym pytaniem, gdzie tym razem zatrzyma się rosyjski imperializm?! Zamykanie oczu na rzeczywiste zagrożenia i problemy nie spowoduje, że one w sposób cudowny rozpłyną się w porannej mgle. Wręcz przeciwnie, międzynarodowa sytuacja może przybrać już taki obrót, że zabraknie czasu na jakąkolwiek skuteczną reakcję obronną.

Rosja borykająca się z problemami gospodarczymi jeszcze długo nie będzie wstanie zaoferować swoim obywatelom dobrobytu panującego w krajach Zachodu. Może tylko w nich rozbudzać narodowy szowinizm i sztuczne poczucie krzywdy, że „oni” tyle mają, a „my” jesteśmy cywilizacyjnie dużo w tyle. I wskazywać swoim rodakom kierunek w którym na wyciągnięcie ręki te wszystkie bogactwa są osiągalne. Wystarczy tylko pojechać na czołgu i sobie samemu wziąć. Współcześni Sowieci muszą zrozumieć, że to droga donikąd, że dzisiejsza Europa nie będzie się bezczynnie przyglądała, aż wojska rosyjskie zajmą dogodne pozycje wyjściowe do ataku na Warszawę, Pragę, czy Wiedeń.

Przed  Europą, a nawet całym światem stoi obecnie największe wyzwanie od zakończenia II wojny światowej. Jedynym wyjściem na zatrzymanie w miejscu sowieckiej inwazji jest całkowita jedność reszty świata. Potrzebna jest ogólnoświatowa konferencja pokojowa z udziałem wszystkich, poza Rosją, krajów Europy, oraz Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Japonii, Korei Południowej, RPA, Izraela, Iranu, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Pakistanu, Indii i oczywiście Chin. Byłaby to jakby druga konferencja jałtańska, czy poczdamska. Tylko, że tamte konferencje dzieliły na lata Europę i kończyły II wojnę światową, a ta obecna ma zjednoczyć cały cywilizowany świat i na trwale zapobiec wybuchowi trzeciego, światowego konfliktu. Byłaby to największa pod względem reprezentatywności konferencja pokojowa na świecie. Wszyscy jej uczestnicy powinni jednoznacznie i bez żadnych wyjątków opowiedzieć się za nienaruszalnością europejskich i światowych granic i stworzeniem wspólnego funduszu pomocowego dla krajów, które na skutek zerwania kontaktów handlowych z Rosją poniosłyby jakieś doraźne straty. Rosjanie mogą oddzielnie pokonać każdy z europejskich krajów. Ze zjednoczoną i zdeterminowaną Europą nie mają żadnych szans.

Konferencja mogłaby się odbyć we francuskim Wersalu, żeby dodatkowo podkreślić, że nie ma w Europie państw „sezonowych” i „wersalskich bękartów”, jak to kiedyś twierdzili przedstawiciele Sowietów. Każda europejska granica jest tak samo ważna i nienaruszalna, czy to pomiędzy Francją i Niemcami, czy Federacją Rosyjską i Ukrainą. Tylko tak wspólnie zredagowany i podpisany przez WSZYSTKICH jego sygnatariuszy dokument zatrzyma w miejscu i każe cofnąć się na pozycje z przed dwóch miesięcy, rosyjską armię. Światowe państwa muszą zrozumieć, że nie ma obecnie ważniejszej rzeczy, jak powstrzymanie rozpędzającej się w naszym kierunku sowieckiej machiny wojennej. Nawet kosztem doraźnych interesów pojedynczych państw, niezbędne jest osiągnięcie takiego trwałego consensusu, z którego żadne państwo się nie wyłamie. Chociaż Rosjanie na pewno będą próbować przeciągać pojedyncze kraje na swoją stronę. To jest właśnie stan wyższej konieczności, mający uchronić Europę przed coraz realniejszą wojną. Dopiero z takim wspólnym i spójnym dokumentem zostanie zapoznana Rosja. Jej wyborem będzie, czy chce iść na wojnę z całym cywilizowanym światem, czy też wrócić do polityki wzajemnego poszanowania obcych państwowości.

Iluzją jest, że w obecnej sytuacji jakiś kraj w Europie pozostaje poza strefą „zainteresowań” Sowietów. W wytworzonej atmosferze anty faszystowskiej histerii, Putinowi bardzo łatwo będzie wmówić swoim obywatelom, że Rosja ponownie musi zająć Niemcy i Austrię, bo niby odradza się tam faszyzm. Skoro ludzie „radzieccy” uwierzyli w reaktywację faszyzmu na Ukrainie, to tym bardziej uwierzą w jego zagrożenie ze strony niemieckojęzycznych krajów Europy. A po drodze do okupacji Niemiec, jakby mimochodem armia rosyjska prewencyjnie zajmie pół Starego Kontynentu …

Europejscy przywódcy wsparci innymi światowymi mocarstwami muszą odłożyć w kąt wzajemne animozje i pokazać Rosji wspólną siłę gospodarczą, ekonomiczną, ale i militarną. W przeciwnym razie już niedługo mogą się spełnić złowieszcze słowa śp. Jacka Kaczmarskiego, zawarte w jednej z jego politycznych ballad : „ Są narody, co dojrzały do śmierci z rąk narodów niedojrzałych do życia”…

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*