News Ticker

Nikt nic nie wie

Po ponad dwóch miesiącach protestów, obecną sytuację na Ukrainie można zwięźle scharakteryzować czterema słowami : Nikt nic nie wie. To określenie ma przede wszystkim tragiczne konotacje. Nic nie wiadomo o losie dziesiątków uprowadzonych opozycjonistów. Porwanych ze szpitali, domów, wywiezionych „berkutowskimi karetkami pogotowia”, czy zabranych prosto z ulicy. Oficjalnie wiadomo o sześciu ofiarach śmiertelnych, nieoficjalnie mówi się jeszcze o 25 –ciu zabitych, których ciała znajdują się w miejskiej kostnicy. Władza w sposób absolutnie jawny stosuje terror już od lat nie spotykany w żadnym z demokratycznych państw. W biały dzień morduje, torturuje i upokarza swoich obywateli, używając metod rodem z Chin, Syrii lub Korei Północnej. Albo po prostu wzorując się na starych i po wielokroć sprawdzonych sposobach sowieckich czekistów. Dziwne, że w sprawie tej całkowicie jednoznacznych zbrodni na własnych obywatelach, Unia Europejska nie zajęła wspólnego, bardzo kategorycznego stanowiska. Każdego dnia należałoby żądać, ustami najwyższych unijnych komisarzy, wyjaśnienia wszystkich tych spraw i natychmiastowego ukarania winnych. Do tego czasu należy zablokować nie tylko zagraniczne konta członków ukraińskiego rządu, ale wszystkich tamtejszych urzędników państwowych i zidentyfikowanych funkcjonariuszy Berutu, biorących czynny udział w łamaniu praw swoich rodaków. I dla nich wszystkich wprowadzić, do czasu uczciwego wyjaśnienia sprawy, zakaz wjazdu do krajów Unii. W czasach Internetu taka selekcja jest bardzo prosta do wykonania. Można też utworzyć i opublikować imienną czarną listę gwałcących prawa obywatelskie na Ukrainie. Spis nazwisk, wraz ze zdjęciami przestępców, począwszy od wydających rozkazy, generałów Berkutu, a skończywszy na szeregowych milicjantach pałujących niewinnych obywateli. Bezkarność ich wszystkich bierze się między innymi z zupełnej aminowości. Gdy te listy zostaną na odpowiednich stronach opublikowane w Internecie, będą podawane przez inne wolne środki przekazu, to na pewno znacznie zmniejszy się poczucie bezkarności funkcjonariuszy reżimu. Z takich list, na przykład nie mający o niczym pojęcia sąsiedzi takiego berkutowca, będą mogli się dowiedzieć, że mężczyzna znany im do tej pory, jako kochający mąż i ojciec, obecnie zajmuje się pałowaniem bezbronnych ludzi lub strzela do nich z gumowych kul. A oprócz tego codzienne telefony w tej sprawie wszystkich liczących się politycznie, postaci Europy. Ciekawe, ile razy w tej sprawie dzwonili do przedstawicieli ukraińskich władz nasi rządzący? Czy robiący objazd Europy, pan premier D. Tusk, znalazł choć chwilkę czasu, na przykład po kolacji, by zadzwonić z takim pytaniem do W. Janukowicza? Jak często takie telefony wykonuje polski Prezydent?

Listy z nazwiskami zbrodniarzy, wtedy wojennych, dobrze zdały egzamin podczas II wojny światowej. Odkąd zachodni alianci zaczęli je wyczytywać przez radio, spowodowało to choć częściowe zahamowanie niemieckich zbrodni. Nie dlatego, że spowodowało to jakąś głębszą refleksję u publicznie wyczytanych, ale dlatego, że uświadomiło im to, że świat wie o ich zbrodniach i że znani z imienia i nazwiska, nie unikną zasłużonej kary.

Następną, wielką niewiadomą jest to, kto tak właściwie rządzi na Majdanie? Kogo są w stanie posłuchać się tak długo już protestujący ludzie? I czy w ogóle istnieje ktoś, kto ma wśród nich posłuch? Majdanowe zgromadzenie ma wszelkie cechy pospolitego ruszenia, wielkiej masy ludzkiej, skłonnej tylko słuchać coraz radykalniejszych haseł. Czy gdyby, daj Boże, Janukowicz jutro abdykował ze swojego stanowiska, unieważniając wszystkie anty majdanowe ustawy, to posłuchaliby się jakiegoś opozycyjnego lidera, wzywającego do rozejścia się do domów? Inna sprawa, że ludzie tak bardzo nie wierzą władzy, że nie będą chcieli uwierzyć w jej jakiekolwiek zapewnienia. Ale przecież nie mogą protestować tam w nieskończoność. Trzeba jakoś rozwiązać ten wielki problem. I znowu, według mnie, nie uda się tego zrobić bez bardzo stanowczego nadzoru zachodniej Europy. Przykład „arabskiej wiosny” i innych spontanicznych manifestacji, pokazuje nam, że im dłużej trwają protesty, tym większy posłuch zyskują radykałowie. Niestety, w przypadku Ukrainy są to partia „Swoboda” i „Prawy sektor”. Oba prawicowo – nacjonalistyczne ugrupowania, już teraz nie kryjące niechęci wobec Polski. W wywiadzie dla „Rzeczypospolitej”, A. Tarasenko, przestawiający się, jako rzecznik „Prawego sektora” otwarcie mówi, że „(…) zbrodnie Bandery na Wołyniu to brednie, a Przemyśl i kilkanaście innych, polskich powiatów powinny wrócić do Ukrainy”. Do tej pory, żaden inny przedstawiciel tej organizacji nie zdementował tych słów, tym samym potwierdzając ich słuszność. Jak z polskiego punktu widzenia, można nie zareagować na tego typu herezje?! Wznoszone na Majdanie banderowskie hasło : „Sława Ukrainie – herojam sława!” (Niech żyje Ukraina! – Sława bohaterom!) można porównać do hitlerowskiego zawołania : „Sieg heil!”( Sława zwycięstwu!). Oba zawołania powstały w tym samym okresie, jedno i drugie były wznoszone przez ówczesnych wrogów Polski, którzy dążyli do fizycznej eksterminacji naszych obywateli. Różnica polega tylko na tym, że gdyby ktoś teraz w Niemczech publicznie „heilował” zostałby od razu aresztowany za propagowanie faszyzmu. Zresztą żadnym normalnym Niemcom taki pomysł by obecnie nie przyszedł do głowy. Dlatego, pomimo wielowiekowych konfliktów, dzisiejszy Berlin jest dla Polaków przewidywalną i raczej przyjazną stolicą naszych zachodnich sąsiadów. Natomiast banderowski okrzyk „Herojam sława!” rozbrzmiewa coraz donośniej na zachodniej i środkowej Ukrainie. Nie do pomyślenia byłoby, żeby na przykład w Lipsku, czy Dreźnie była ulica o nazwie Adolf Hitler Strasse, lub Rudolf Hess Platz. Niestety, główna ulica w niedalekim od polskiej granicy, wojewódzkim mieście Równe nosi imię Stepana Bandery. I tak jest w bardzo wielu ukraińskich miastach i miasteczkach. Niemcy po wojnie potrafili zerwać ze swoją hitlerowską przeszłością, gdy w tym samym czasie, coraz większa część Ukraińców uważa Banderę za swojego bohatera narodowego. Na kijowskim Euro – Majdanie i w innych, podobnych mu miejscach, najlepiej promują się właśnie zwolennicy nacjonalistycznej przeszłości swojego kraju. Najbardziej widoczne, poza narodową flagą Ukrainy są wciąż tam licznie obecne, czerwono – czarna flaga wojennych nacjonalistów i druga, ich obecnych następców, niebieski sztandar z trzema żółtymi palcami. Paradoksalnie, słusznie wspierając demokratyczne przemiany w Kijowie, choć częściowo  pomagamy w popularyzacji nieprzyjaznych Polsce organizacji. Dlatego myślę, że polski rząd, a jeżeli go na to nie stać, to nasza opozycja parlamentarna, powinna skierować do przywódców wszystkich ukraińskich ugrupowań opozycyjnych, reprezentowanych na Majdanie : Batkiwszczyny ,Udaru, Swobody i Prawego Sektora, taki sam zestaw fundamentalnych pytań ; Czy są za nienaruszalnością obecnej granicy polsko – ukraińskiej? Czy uznają eksterminację Polaków na Wołyniu podczas II wojny światowej i zaraz po niej, za zbrodnie wojenne? Czy je potępiają i stanowczo odżegnują się od tego typu zachowań? Czy w momencie ewentualnego przejęcia władzy w kraju obiecują nie prowadzić w żadnym wymiarze jakiejkolwiek anty polskiej polityki? Jeżeli na tak postawione proste, ale jakże ważne pytania uzyskamy odpowiedzi zgodne z polską racją stanu, to możemy wtedy z całych sił zacząć wspierać Euro – Majdan. Nasza, jak najbardziej zrozumiała, trochę romantyczna sympatia do wszystkich ruchów narodowowyzwoleńczych, powinna w tym przypadku ustąpić miejsca politycznym realiom i chłodnemu przeanalizowaniu wszystkich możliwych scenariuszy. To dobrze, że w tych dniach prawdziwej próby, Prawo i Sprawiedliwość,  w osobach premiera Jarosława Kaczyńskiego, naszych eurodeputowanych i krajowych parlamentarzystów było i jest ciągle obecne na Euro – Majdanie. Myślę, że tam wciąż obecni, dążący do wolnej Europy Ukraińcy w pełni doceniają ten fakt. Wierzymy, że powtarzane przez naszych polityków hasło : Sława Ukrainie (Niech żyje Ukraina), zostanie powtórzone przez ukraińskich uczestników demonstracji słowami : Sława Polsce (Niech żyje Polska). Gdy oba kraje będą sobie tego nawzajem szczerze życzyły, to wszystkie próby skłócenia naszych państw „spalą na panewce”. Romantyczne emocje nie mogą, ani na moment, przesłonić nam polskiej racji stanu, o którą, czy to w Warszawie, czy w Kijowie, zawsze powinniśmy dbać z jak największą starannością.

Poza tym, trzeba jasno powiedzieć, że Ukraina w jakimkolwiek kształcie i pod czyimi rządami  by nie była, nie ma w przewidywalnej przyszłości szans na przyjęcie w szeregi Unii Europejskiej. Możemy wspierać demokratyczne przemiany w tym kraju, być międzynarodowymi obserwatorami na odbywających się na Ukrainie wyborach, ale nie obiecujmy „gruszek na wierzbie”. Lepiej już dzisiaj powiedzieć jasno i wyraźnie, jakie są europejskie scenariusze dostępne dla Ukraińców. Inaczej w przyszłości nasi południowo – wschodni sąsiedzi słusznie zarzucą nam składanie fałszywych obietnic. Gdy uda nam się już niebawem, przy użyciu kart wyborczych, przejąć władzę w Polsce, to nasza pomoc dla Ukrainy nabierze nowego, wymiernego kształtu. I nie będzie ona polegała na niezrozumiałym Tour de Europe, jakie obecnie odbywa premier D. Tusk, ale na konkretnej, pomocy pomiędzy dwoma sąsiadującymi ze sobą krajami. Marszałek Józef Piłsudski w roku 1920 chciał być osobą wprowadzającą Ukrainę do wielkiej rodziny państw Zachodniej Europy. Podobny pomysł na politykę wschodnią miał śp. Prezydent Lech Kaczyński. Wystarczy teraz wypełnić testamenty obu tych wielkich, polskich polityków.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

1 Comment on Nikt nic nie wie

  1. A jednak jest sprostowanie (a nawet przeprosiny) „Prawego Sektora” w związku z ich zdaniem zmanipulowanego wywiadu w Rzeczpospolitej.
    http://www.nacjonalista.pl/2014/01/30/oswiadczenie-prawego-sektora-w-sprawie-tragedii-wolynskiej-i-rewizji-granic/
    Faktycznie, różnią się oni od nas bardzo interpretacją historii z przed 70 lat, co może nas mocno (i slusznie) denerwować, ale są jak najbardziej za dobrymi stosunkami pomiędzy Polakami i Ukraińcami obecnie i nie mają żadnych pretensji terytorialnych
    Jestem daleki od popierania w całości ideologii nacjonalistycznej, zarówno w Polsce, jak i za granicą, ale nie powinno się wobec zwolenników takich poglądów stosować straszenia faszyzmem. Przecież część naszych mediów uważa okrzyki wznoszone np. podczas Marszu 11 listopada o treści: Bóg, Honor, Ojczyzna, czy też: Cześć i Chwała Bohaterom, za nacjonalistyczne, antysemickie i nieomal faszystowskie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*