News Ticker

Nihil novi

Są rzeczy stałe, niezmienne i przewidywalne. Niczym śnieg w grudniu, upał w lipcu, mijanie się z prawdą Donalda Tuska, treść wpisów Renaty Rudeckiej- Kalinowskiej na salonie24.
Należy też do nich coroczna dyskusja o Powstaniu Warszawskim. W zasadzie powinnam podsumowywać tydzień, ale minął on w cieniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego i corocznej dyskusji o niej. Z tego powodu postanowiłam zmienić nieco formułę wpisu w tym tygodniu. Podzielę się w zamian swoją irytacją i zniecierpliwieniem. Gdy tylko bowiem zaczynają się te dyskusje, można spodziewać się co kto napisze, w zasadzie czekam aż ktoś mniej leniwy ode mnie opracuje taką kompilację – co, kto i w jaki sposób komentował rocznicę.
Najgorsze jest to, że każdy, absolutnie każdy publicysta, niezależnie od swojego poziomu czuje się zobowiązany do wypowiedzenia się w tej kwestii.
Pół biedy, gdy ktoś wypowiada się w oparciu o źródła historyczne, o fakty. Gorzej, że wypowiadają się w tej kwestii także osoby, które po raz kolejny z rzędu muszą dać wyraz swoim uprzedzeniom.
Nie jest to szczególnie dziwne, sens ich funkcjonowania w życiu publicznym polega zdaje się na tym, że z posiadania tych uprzedzeń i opisu żyją.
W zasadzie spory są dwa. Pierwszy ma miejsce właściwie głównie w obrębie prawicy i dotyczy sensu samego Powstania. Czy decyzja o jego wybuchu była słuszna, czy nie. Mogę się mylić, ale mało kto kwestionuje w tym przypadku zasadność obchodów samej rocznicy i słuszność oddania hołdu walczącym.Czyli jest spór o samo Powstanie i jego sens.
Drugi spór jest ostrzejszy, tu podział zarysowany jest wyraźniej. Chodzi o to, czy w ogóle obchodzić kolejne rocznice, a powodów dla których nie należy tego robić wymienianych jest wiele, niektóre całkiem kuriozalne. Pewien lewicowy publicysta – określenie lewicowy z pewnością akurat dla niego będzie powodem do dumy – jako argument przeciwko podawał to, że „dzieci prawicowej polityki historycznej” przyodziane w koszulki ze znakiem Polski Walczącej obchodach poszły na piwo. Zaiste, to koronny argument przeciwko obchodom. To, że po ich zakończeniu ktoś poszedł napić się piwa. Może jeszcze koszulka była tandetna, albo z kiepskiej bawełny?
Swoją drogą, panowie Szumlewicz, albo Korwin -Mikke – który co roku pisze o tym , jak to Powstanie nie miało sensu, Warszawę zniszczono, a obchody rocznicy to świętowanie zniszczenia miasta – swoimi wpisami pokazują, czemu ich formacje intelektualne i polityczne są tak bardzo marginalne. Są absolutnie pozbawione elementarnego słuchu społecznego.
(Wisienką na torcie jest tylko to, że obaj panowie plasują się na przeciwnych biegunach sceny politycznej i obaj z pewnością byliby oburzeni zestawianiem ich razem.)
Może ja, prosta osoba, spokojnie wytłumaczę wszystkim przeciwnikom i obchodów i ich estetyki, o co w tym wszystkim tak naprawdę z punktu widzenia przeciętnego warszawiaka oraz warszawskiego słoika chodzi. Z jakiego powodu zatrzymujemy się o tej 17.00.
Po pierwsze, nikt z pamiętających o rocznicy nie świętuje klęski. No, nie spotkałam się kiedykolwiek z nikim, kto by tak to uzasadniał. Pierwszego sierpnia uczczone zostają odwaga i poświecenie walczących.
Po drugie, skoro tylu ludzi uznaje za stosowne tego dnia o 17.00 się zatrzymać, to coś jest na rzeczy, jest to dla nich ważne i może by tak przestać się obrażać na rzeczywistość, a przy okazji uszanować ich wrażliwość?
Po trzecie, zżymać się na popkulturową oprawę święta można, tylko po co? Swoją drogą, ona sama się narzuca. Nie ma chyba w zasadzie w naszej historii wydarzenia, gdzie bohaterowie są tak wyraziście czarno-biali, konflikt między dobrem i złem zarysowany tak czytelnie, a przez to estetyka tak komiksowa. Piękne i młode kobiety, przystojni i silni mężczyźni, szlachetni i odważnych w starciu z wrogiem, który wręcz ucieleśnia zło. Jaką oprawę ma mieć przedstawianie Powstania, skoro w popkulturowy schemat wpisuje się wręcz idealnie?
Po czwarte – rok ma 365 dni. Przez 360 dni można Powstanie Warszawskie poddawać dogłębnej analizie i demitologizacji. Czy rzeczywiście najlepszym momentem na to jest te kilka dni przed? Czy głoszenie kontrowersyjnych tez nie powinno ustąpić tego dnia przed refleksją i pamięcią? Szczególnie, że te wypowiedzi służą tylko i wyłącznie autopromocji autorów.

1 Comment on Nihil novi

  1. Zgadzam się prawie ze wszystkim. Myślę tylko, że takie „demitologizujące” wypowiedzi pewnych osób nie wynikają wyłącznie z chęci autopromocji, ale są wyrazem ich kompleksów i wynikającej z tych kompleksów wrogości do naszej (teoretycznie ich również) tradycji i narodowej tożsamości. Stąd również wieczne naśladownictwo i „małpowanie” zagranicznych wzorców i to nie w tych dziedzinach, które warto by naśladować, jak organizacja pracy, sprawny rynek, prawidłowe regulacje życia gospodarczego i społecznego, co raczej w jakichś odpryskach kultury masowej i ideologii, często zniekształconych i będących czymś jeszcze znacznie gorszym od oryginału…
    Ale kibice na stadionie Legii odśpiewali hymn i skandowali „cześć i chwała bohaterom”. Ich głos jest ważniejszy niż wymądrzanie się paru zakompleksionych swoją polską narodowością lewaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*