News Ticker

Niedziele nie całkiem wolne

W ostatnich dniach powraca, kolejny raz, dyskusja o zakazie pracy w czasie niedzieli. Czy mają być otwarte wielko powierzchniowe hipermarkety i czy pobyt w nich to jest dobry sposób na spędzanie ostatniego dnia tygodnia. Myślę, że najważniejszym problemem w tej dyskusji jest przymuszanie pracowników do pracy w niedzielę. Co prawda dostają w zamian za to wolny inny dzień w tygodniu, ale nie jest to już to samo. Zazwyczaj reszta rodziny ma wolną niedzielę i wtedy spędzenie wspólnie przez całą rodzinę całego,  wolnego dnia jest praktycznie niewykonalne. Problem ten powinien być uregulowany w Kodeksie Pracy, co jednakże nie jest takie proste. Przepisy dopuszczają możliwość pracy w niedzielę i trudno z tego zapisu tak po prostu zrezygnować. Bardzo wiele „dyżurnych” zawodów wymaga pracy we wszystkie dni tygodnia, a tym samym wymaga utrzymania tego zapisu w Kodeksie Pracy. Z drugiej strony pracodawcy wykorzystują to uogólnienie i przymuszają pracowników różnych sklepów do pracy w święta. Trzeba by stworzyć specjalny, kompletny katalog zawodów w których praca przez dwadzieścia cztery godziny na dobę jest prawnie dopuszczalna. W praktyce nie byłoby to wcale łatwe. Umowa o pracę jest zapisem aprobowanym przez obie strony kontraktu i gdy się ją raz podpisze, musi już obowiązywać. Z kolei ktoś powie, że w kraju gospodarki rynkowej nie można komukolwiek zabronić podpisywania takich umów o pracę, na jakie zgadzają się obie strony. Ale też Kodeks Pracy, nawet w kraju kapitalistycznym i wolnorynkowym, jest zbiorem centralnie narzuconych praw i obowiązków na linii pracownik – pracodawca. Nie wolno zmuszać nikogo do dłuższej pracy niż osiem godzin dziennie, a jeżeli praca wykonywana jest dłużej, to przysługuje za nią dodatkowe wynagrodzenie. Tak samo kierowca może prowadzić samochód dostawczy  tylko określoną ilość godzin, nawet jeżeli on i pracodawca zgodziliby się na dłuższą jazdę. Wymyślono w celu kontroli tego zakazu nawet specjalne urządzenie – tachometr. Ustawodawca ma prawo stosować w przepisach prawa pracy zakazy i przepisy zgodne z wartościami przyjętymi w danym społeczeństwie. Nie muszą i nie są to przepisy identyczne we wszystkich, nawet europejskich, krajach. Przykładem na to jest całkowity zakaz handlu dla  pracowników najemnym w dniu Wszystkich Świętych i Zielonych Świątek. Chociaż są to święta katolickie nikt nie oprotestował zakazu pracy w tych dniach i żadne ugrupowanie polityczne nie nazwało z tego powodu Polski państwem „wyznaniowym”. Rodzime zwyczaje i wieloletnia tradycja ( w przypadku dnia Wszystkich Świętych) upoważniają do powszechnej społecznej akceptacji takich decyzji. Z kolei w czasach słusznie minionej epoki socjalizmu wszystkie sklepy, poza dyżurnymi, były zamknięte we wszystkie niedziele i obywatele jakoś zdążali zrobić zakupy w pozostałe dni tygodnia. Nie sądzę, żeby brak niedzielnego handlu wpłynął na podniesienie cen towarów. Zadziała tu prawo wolnego rynku i sklepy, które z tego powodu podniosą marżę na swoje towary będą po prostu niekonkurencyjne w porównaniu z innymi, utrzymującymi poprzednie ceny. Prawa ekonomii prędzej, czy później wyeliminują je z krajowego rynku handlu.

Charakterystyczne jest to, że nikt nie protestuje w sprawie obowiązku pracy pracowników kawiarni, restauracji, kin, teatrów, basenów i tym podobnych miejsc użyteczności publicznej, które „od zawsze” były otwarte w niedziele. Zatrudniając się w tych miejscach jakby sami zgadzamy się na pracę w systemie siedmiodniowym. Cały problem, zresztą uważam, że słusznie, dotyczy sklepów handlowych które w związku ze swoją specyfiką „nie muszą” być otwarte w niedziele. Taki właśnie zakaz hipermarketowego handlu obowiązuje aktualnie na przykład w Niemczech i w Szwajcarii. Nikt tych krajów z tego powodu nie nazywa „talibanem”, czy państwem „wyznaniowym”. Zresztą pozycja jakiegokolwiek kościoła w owych krajach jest bez porównania słabsza niż w Polsce. Po prostu się w tych miejscach nie handluje, bo tak stanowią przepisy. Lamenty byłych polskich towarzyszy, że to kościół katolicki zabrania niedzielnego handlu są więc argumentem czysto politycznym, zresztą całkowicie chybionym. Przy braku innych pomysłów na promowanie własnej partii muszą,  silić się na tak specyficzną oryginalność. Ale, to na szczęście nie jest ogólnospołeczny problem.

Rozwiązaniem tego problemu powinien być nowy, mądrze sformułowany zapis w Kodeksie Pracy. Być może należy wprowadzić przepisy preferujące naszych, polskich przedsiębiorców, których państwo polskie ma obowiązek szczególnie chronić w czasie obecnego kryzysu. A gdyby wprowadzić dodatkowy zapis dotyczący tylko zachodnich firm, nakładający na nie  obostrzenia polegające na pełnej dobrowolności pracy we wszystkie święta? Gdy zagraniczny hipermarket chce pracować w niedzielę, to wolno mu w tym dniu zatrudniać tylko specjalnych pracowników jedynie na ten dzień. Na przykład chcących dorobić sobie w tym wolnym dniu studentów, pełnoletnich uczniów, czy codziennych pracowników, którzy DOBROWOLNIE zgodzą w tym dniu przychodzić do pracy. Odmowa pracy w tym dniu nie może skutkować zwolnieniem z pracy „sześciodniowego” pracownika i nie będzie mogła być przyczyną nie podpisania umowy o pracę w okresie od poniedziałku do soboty. Po wprowadzeniu takiego zarządzenia Państwowa Inspekcja Pracy musiałaby bardzo uważnie kontrolować stosowanie tego nowego zarządzenia i zadbać, żeby nie stało się tylko martwym, nieprzestrzeganym w praktyce zapisem.

Nie sądzę, żeby otwarcie galerii handlowych w czasie niedziel przeszkadzało integracji rodziny. Wspólne pójście do mieszczącego się w hipermarkecie kina, kawiarni, czy restauracji będzie spajało rodzinę równie dobrze, jak wspólny wypad „na zieloną trawkę”. Dobór sposobu i miejsce przebywania ze sobą osób najbliższych i przyjaciół zostawmy najbardziej tym zainteresowanym. Nie wydaje mi się też, że wspólne, spokojne, w tym najmniej zaganianym dniu tygodnia, zakupy były czymś niewłaściwym. Czasem w tygodniu trudno całej rodzinie zebrać się, żeby móc wspólnie pójść do hipermarketu w celu kupienia sobie na przykład nowego dywanu. Zakupy też mogą być formą niedzielnej rekreacji. W wolnym kraju nie może być miejsca na żaden ekonomiczny nakaz pracy w niedzielę, ale także nie powinno być moralnego zakazu odwiedzania w tym dniu legalnie otwartych miejsc użyteczności publicznej .Każdy człowiek ma swoją wolną wolę i sam dokonuje wyboru, tak z jednej jak i drugiej strony sklepowej lady.

W mądrze zaplanowanym dniu wolnym od pracy znajdzie się miejsce, wśród osób wierzących, na mszę świętą, a wśród całej naszej społeczności na spacer, jakąś dawkę kultury, wspólną konsumpcję, lub odwiedziny w wybranym przez nas sklepie. Chodzi tylko o to, żeby obsługujący nas w niedzielę wszyscy pracownicy robili to całkowicie dobrowolnie, bez jakiegokolwiek, nawet najmniejszego przymusu ze strony swojego pracodawcy.

Jarosław Lewandowski

1 Comment on Niedziele nie całkiem wolne

  1. Dobrowolność pracy w niedzielę???Kpina z naciskiem na słowo dobrowolność Raczej dobrowolny przymus!!!Moja żona pracuje w molochu – Faktory w Ursusie więc wiem jak to wygląda „od podszewki” A na dodatek przymusowe tzw.nadgodziny i „ściąganie”z dnia wolnego z tłumaczeniem…-bo brak personelu…-Więc proszę najpierw dobrze się zorientować w obowiązujących na tą chwile realiach i dopiero publikować uczone komentarze
    ps.jakakolwiek próba powiadomienia instytucji typu PIP z reguły kończy się zwolnieniem pracownika – powód zawsze się znajdzie Więc personel zaciska zęby i pracuje ponad siły Wiadomo jakie oferty proponuje obecnie rynek pracy w Najjaśniejszej RP Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*