News Ticker

Marsz na Zachód

Bez mała cały świat nie może wyjść ze zdziwienia co od paru dni wyprawia Władimir Władimirowicz Putin. Ten obecnie sześćdziesięciu dwu letni prezydent Federacji Rosyjskiej, według słów kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, mógł obecnie stracić kontakt z rzeczywistością … Brzmi to niezwykle groźnie, gdy mówimy o człowieku jednoosobowo rządzącym zawsze nieprzewidywalnym, atomowym para mocarstwem – Rosją.

Rodzina Putina już kiedyś miała związki z rządzącymi rosyjskim imperium. Jego dziadek był kucharzem Rasputina i Lenina, a potem gotował w jednej z willi Stalina. Sam obecny prezydent Rosji urodził się w Leningradzie. Choć wychowywał się w warunkach proletariackich, podobno jedyny w szkole miał zegarek. W 1975 r. ukończył wydział prawa Państwowego Uniwersytetu w Leningradzie. Już na studiach wstąpił do Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego i dzielnie w niej wytrwał, aż do 1991 r., gdy została rozwiązana. Zaraz po skończeniu uczelni rozpoczął służbę w KGB, jako oficer operacyjny. W latach 1985 – 1990, jako tak zwany „dyplomata” na sowieckiej placówce dyplomatycznej w NRD zajmował się werbowaniem na tamtym terenie tajnych współpracowników. Po powrocie do Rosji objął stanowisko rektora do spraw zagranicznych na Leningradzkim Uniwersytecie Państwowym. Potem był przewodniczącym Komitetu Spraw Zagranicznych w magistracie Leningradu, przemianowanym w tym czasie na Petersburg. Podczas trwania puczu moskiewskiego (20.09.1991 r.) wystąpił z KGB. Po pięciu latach (1996) rozpoczął pracę w administracji prezydenta Rosji, B. Jelcyna. W 1999 r. został pierwszym zastępcą szefa administracji prezydenta. Od lipca 1998 r. do sierpnia 1999 r. dowodził Federalną Służbą Bezpieczeństwa, następczynią KGB. Jednocześnie od marca 1999 r. był sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. W sierpniu 1999 r. zostaje premierem Rosji. W tym czasie ponownie wprowadza armię rosyjską do Czeczenii. Od 31 grudnia 1999 r. do 7 maja 2008 r., już jako członek partii „Jedna Rosja” zostaje prezydentem Federacji Rosyjskiej. W następnej kadencji zamienia się rolami z D. Miedwiediewem i w latach 2008 – 2012 pełni funkcję premiera Rosji. Od 2012 r. znów zostaje prezydentem Federacji Rosyjskiej, a Miedwiediew zostaje znów premierem. Nikt nie ma wątpliwości, że jedyną osobą podejmującą na Krymie kluczowe decyzje jest Władimir Władimirowicz…

Złowieszcza rosyjska doktryna wojenna pozwalająca bronić obywateli swojego kraju, gdziekolwiek na świecie by się znajdowali zmaterializowała się z całą swoją grozą na Krymie. Ten jednostronnie obwieszczony światu scenariusz daje Rosji prawo do agresji na dowolnie wybrany przez nią rejon świata. Po II wojnie światowej żadne państwo tak jawnie nie precyzowało swoich imperialnych roszczeń. Porażająca jest świadomość, że u podłoża sowieckiej interwencji zbrojnej nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, poza nagłą zachcianką powiększenia swojego terytorium. Bardzo groźny jest zupełny surrealizm podejmowanych przez Rosjan działań. Żaden ich rodak, ani na moment nie został zagrożony, nie tylko na Krymie, ale na całej Ukrainie. Same narzucają się analogie z hitlerowską, a potem sowiecką, niczym nie uprawnioną, agresją na II Rzeczypospolitą.

Wszystko wskazuje na to, że W. Putin zupełnie się nie liczy z kosztami realizacji swoich imperialnych planów i zamierzeń. Na skutek inwazji na Krym, tylko przez parę godzin kapitalizacja moskiewskiej giełdy obniżyła się o 55 miliardów dolarów, czyli w jeden dzień Rosjanie stracili więcej, niż wydali na organizację najdroższej w światowych dziejach, olimpiady w Soczi. Centralny Bank Rosji, żeby powstrzymać największą od powstania Federacji Rosyjskiej inflację rubla, musiał doraźnie sprzedać 10 miliardów dolarów, czyli 2% państwowej rezerwy budżetowej. A to dopiero pierwsze dni agresji. Koszty te z każdym dniem będą wzrastać, co zupełnie nie martwi sowieckich agresorów. Rosja bazuje na tym, że żadna zachodnia armia nie przybędzie walczyć za Symferopol i Jałtę, tak samo, jak na początku II wojny światowej nikt nie chciał bić się za Gdańsk, czy Warszawę. Ale dzisiejsza Unia Europejska jest bogatsza w tamte doświadczenia, poparte jeszcze późniejszą sowiecką napaścią Afganistanu i Gruzji. Rosyjska irracjonalna agresja może być tylko wstrzymana bardzo odczuwalnymi sankcjami ekonomicznymi popartymi przez cały skonfederowany w UE i NATO świat. Należy jak najszybciej zaapelować do Arabii Saudyjskiej, żeby maksymalnie zwiększyła wydobycie swojej ropy naftowej, tak, by cena za baryłkę spadła do poziomu 60 USD. Stany Zjednoczone powinny same sobie zezwolić na zwiększenie eksploatacji gazu łupkowego, który będzie następnie przewożony do Europy. W ten sposób Europa uniezależni się od dostaw rosyjskiej ropy i gazu, a tym samym świat pozbawi Federację Rosyjską podstawowego źródła dochodu narodowego. A bez sprzedaży tych dwóch surowców, sowiecki budżet zaraz nie będzie wstanie wypłacać rent i emerytur na terenie całej Federacji. Wtedy klaszczący do tej pory Putinowi, szybko zamienią się na złorzeczących obecnej władzy. W myśl zasady „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”, Chiny powinny zainteresować się losem swoich obywateli, coraz liczniej zasiedlających rosyjską Syberię. Gdyby kilka chińskich, pokojowych dywizji weszło w granice Federacji, Putinowi prędko zmieniłyby się bieżące priorytety.

Dzisiejsza sytuacja na Krymie to także test na to, ile we współczesnym świecie warte są międzynarodowe sojusze i poszanowanie sąsiednich granic. Ukraina wyrzekła się broni atomowej w zamian za gwarancje zachowania swojej integralności. Gdy teraz pozwolimy po kawałku odcinać jej terytorium, tylko dlatego, że przyjechało tam kilka autokarów rosyjskich prowokatorów, to cała dzisiejsza Europa straci swoją wiarygodność. A ośmielony brakiem konsekwencji i niezdecydowaniem Zachodu agresor będzie nabierał coraz to większego rozpędu w swoim marszu na zachód. Dużo lepiej powstrzymać go jeszcze przed granicami Unii, niż za jakiś czas mieć sowieckie „tituszki” przekraczające polską, „zieloną” granicę.

Nie ma już wśród żywych śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie będzie komu zwołać przywódców zachodniego świata, żeby z serca Ukrainy powiedzieć głośno i wyraźnie Rosji, że strefa jej imperialnych wpływów kończy się na granicach Federacji Rosyjskiej. Być może brak Jego osoby był elementem planu odrodzenia dawnego imperium … Oby gruzińskie przestrogi poległego Prezydenta Polski, że dziś Gruzja, potem Ukraina, państwa bałtyckie, a potem Polska, nigdy nie miały się ziścić.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*