News Ticker

Magnes gór

DSC04623Ostatni, tragiczny wypadek, jaki spotkał dwóch naszych alpinistów podczas zdobywania góry Broad Peak przypomniał nam wszystkim, a przede wszystkim uprawiającym ten ekstremalny sport himalaistom, jak niebezpieczny i losowy jest to sport. Właściwie określenie jakiejkolwiek górskiej wspinaczki mianem sportowej rywalizacji jest, według mnie, pewnym nadużyciem. O sportowej konkurencji można mówić, gdy zmierzający się ze sobą sportowcy mają takie same lub chociaż podobne warunki atmosferyczne podczas wzajemnej rywalizacji. Tak naprawdę wszyscy zdobywający jakikolwiek górski szczyt, czy będą to taternicy, alpiniści, czy himalaiści, walczą przede wszystkim ze sobą. Z własnymi słabościami, determinacją i kaprysami potężnej natury, która nie zawsze „łaskawie pozwala” na szczęśliwy powrót do domu. Jak nierówne są siły człowieka i otaczającej go, pierwotnej przyrody pokazuje tragiczne rejestr  tych, którzy zostali w górach już na zawsze. Kiedyś, na początkach XX wieku, alpinistom wystarczyło samo zdobycie wybranego szczytu. Wybierali w tym celu najdogodniejszy okres do wspinaczki i najlepszą do tego drogę. Obecnie, samo „zwykłe” wejście, nawet na najwyższą górę już nie wystarczy. Himalaiści prześcigają się nawzajem w wyszukiwaniu najoryginalniejszych szlaków i pogodowych ekstremów. Głównie chodzi o udowodnienie przed innymi alpinistami, ale i przed samym sobą, że w jakiejś kategorii wspinaczki jest się najlepszym. Powielenie tego, co wcześniej dokonali inni, nie zawsze wystarcza.

Kiedy polscy alpiniści rozpoczęli zdobywanie światowych szczytów? Początki polskiego himalaizmu sięgają jeszcze roku 1939, kiedy nasza ekipa kierowana przez Adama Karpińskiego postanowiła zdobyć szczyt Nanda Devi East (7434 m. n.p.m.). Wyprawa miała być rekonesansem przed planowanym na niedaleką przyszłość atakiem na najwyższą górę świata – Mont Everest (8850 m. n. p. m.). Pamiętając, że Everest został po raz pierwszy zdobyty dopiero 29 maja 1953 r., to polskie plany podboju Dachu Świata były już przed wojną bardzo ambitne. Po dwumiesięcznej wspinaczce Jakub Bujak i Janusz Klarner zdobyli szczyt, który był wówczas ósmą, co do wysokości górą zdobytą przez człowieka. Po II wojnie światowej pierwszą polską, zagraniczną wyprawę wysokogórską zorganizowano dopiero w 1956 r. i to w europejskie Alpy. W 1960 r. przygotowano ekspedycję w masywie Hindukuszu, na znajdujący się na granicy afgańsko – pakistańskiej szczyt Noszak (7492 m. n. p. m.). Była to pierwsza z serii wypraw w te góry. Wybrano taki kierunek ze względu na niskie koszty całej wyprawy. Do granicy sowiecko – afgańskiej można było dojechać bez wydawania, zawsze deficytowych w PRL – u, zachodnich dewiz.

Największe sukcesy polski himalaizm święcił na początku lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to właśnie wspinacze zaczęli się prześcigać w wynajdywaniu nieznanych wejść na już wcześniej zdobyte szczyty, organizacji wejść zimowych lub bez użycia butli tlenowych. W tamtych czasach himalaizm zimowy stał się swoistą domeną Polaków. Nasi alpiniści, jako pierwsi na świecie, zdobyli osiem z czternastu „ośmiotysięczników” : Mont Everest, Manaslu, Cho Oyu, Dhaulagiri, Lhotse, Kangczendzonga, Annapurna i Shisha Pangma.

Polskie wyprawy w Himalaje spotykały w czasach Polski Ludowej duże ograniczenia spowodowane brakiem dewiz i trudnościami z otrzymaniem paszportów. Nie mieliśmy też tak dobrego sprzętu wspinaczkowego, jakim dysponowali inni światowi alpejczycy. Polacy byli zmuszeni szyć sobie stroje metodą chałupniczą, często też podobno przewozili w swoich ekspedycyjnych ciężarówkach duże ilości kontrabandy, która po sprzedaniu zapewniała im środki pieniężne na finansowanie dalszego ciągu swojej wyprawy.

Do największych sukcesów polskiego himalaizmu należą :

W roku 1978 wejście Wandy Rutkiewicz na Mont Everest, jako pierwszej kobiety w Europie,

W latach 1979 – 1987 Jerzy Kukuczka zdobywa „Koronę Świata”, czyli wszystkie czternaście szczytów o wysokości powyżej ośmiu tysięcy m. n. p. m.,

W roku 1980 pierwsze zimowe wejście na świecie na Mont Everest wykonane przez Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego.

Wysokogórskie wyprawy alpinistyczne odbywają się według czterech metod :

W stylu oblężniczym – przy udziale tragarzy, budując wiele obozów przejściowych,

W stylu alpejskim – samotny alpinista zdobywa szczyt bez obozu, podczas solowej wspinaczki,

W stylu kapsułkowym – połączenie stylu alpejskiego i oblężniczego,

W stylu solowym – alpinista kilka razy pokonuje tę samą trasę w celu aklimatyzacji.

Co jest najczęstszą przyczyną tragedii w wysokich górach? Złe adoptowanie się organizmu na wysokości powyżej 5000 m. n. p. m., co często skutkuje niedotlenieniem mózgu. Może to powodować zaburzenie funkcji przestrzennych, czego rezultatem bywa zła ocena odległości w terenie, zaburzenie funkcji pamięci i utrata zdolności planowania. Poza tym skrajne warunki atmosferyczne, porywiste wiatry i brak dróg wspinaczkowych powodują, że czasem szanse na przeżycie graniczą z cudem.

Co takiego wydarzyło się na Broad Peak i dlaczego dwaj z polskich himalaistów, praktycznie na oczach swoich kolegów stracili życie?

Zdobyta przez nich góra jest dwunastym pod względem wysokości szczytem na świecie ( 8051 m. n. p. m.). Jest to „ośmiotysięcznik” położony na pograniczu Chin i Pakistanu. Górę tworzą prekambryjskie gnejsy i granity. Według pierwotnej klasyfikacji gór masywu Karakorum, w którym znajduje się Broad Peak, a który jest drugim, po Himalajach, najwyższym górskim pasmem na ziemi, nosi ona nazwę K3. Nazwa K3 pochodzi od numeracji szczytów podczas pomiarów geodezyjnych, od K1 do K12. Chociaż K2 jest drugą, co do wysokości górą na świecie (8611 m. n. p. m.), to wcale Mont Everest nie ma numeru K1, bo nie leży w systemie górskim Karakorum, tylko w Himalajach. Nazwę tę (K1) nosi Maszerbrum (7821 m. n. p. m.), czyli „nawet” nie „ośmiotysięcznik”. Następne szczyty klasyfikacji „K” znajdują się kolejno na wschód od niego.

Nazwa Broad Peak wiąże się z jej rozłożystością. Taka nazwa – Broad Peak (Szeroki Szczyt) – została nadana przez Martina Conwaya w roku 1892, ze względu na kształt góry, mającej kilka mniejszych wierzchołków. Pierwszego, letniego wejścia na ten złowrogi szczyt dokonało czterech Austriaków 9 czerwca 1957 r. Polska, feralna ekspedycja była pierwszym zimowym zdobyciem dwunastego szczytu świata. Zdobycie szczytu nastąpiło 5 marca 2013 r. Dokonali tego : Adam Bielecki (29 lat), Artur Małek (33 l.), Maciej Berbeka (58 l.) i Tomasz Kowalski (27 l.). Podczas schodzenia ze szczytu alpiniści rozdzielili się. A. Bielecki i A. Małek bezpiecznie zeszli do obozu, a T. Kowalski zaraz na początku schodzenia ze szczytu nagle osłabł i nie był już w stanie dojść nawet do przełęczy na wysokości 7900 m. n. p. m. M. Berbeka, który przez jakiś czas towarzyszył młodszemu o ponad  trzydzieści lat koledze, noc spędził na przełęczy i rano rozpoczął zejście w kierunku biwaku szturmowego (7400 m. n. p. m.) Wtedy zniknął z pola widzenia, wpadając prawdopodobnie w jakąś szczelinę.

W tak zwanej „strefie śmierci”, czyli powyżej 7900 m. n. p .m., każdy ze wspinaczy idzie własnym rytmem, nie oglądając się na pozostałych. Na tej wysokości ciśnienie powietrza jest tak niskie, a ilość tlenu tak mała, że organizm nie nadąża się regenerować i działa na zasadach powiększającego się długu tlenowego. Mięśnie zaczynają oddychać beztlenowo, wytwarzając szkodliwy kwas mlekowy, na skutek czego człowiek wykorzystuje wszystkie zapasy energetyczne zgromadzone w swoich tkankach. Szczególnie schodzenie ze zdobytej już góry odbywa się często na pograniczu skrajnego wyczerpania organizmu i stąd każdy myśli przede wszystkim o sobie. Co prawda T. Kowalski miał lokalizator Spot zawierający GPS, ale nieszczęśliwie zgubił go przed atakiem na szczyt. W akcji ratunkowej na terenie Pakistanu mogą brać udział wojskowe helikoptery, ale mogą się one tylko wznieść na maksymalną wysokość 6700 m. n. p. m. Niestety, na Broad Peak nie ma możliwości lądowania helikopterów powyżej bazy na 4950 m. n. p. m. Dodatkowo w tym przypadku, pakistański himalaista prowadził bezpośrednie poszukiwania aż do wysokości 7700 m. n. p. m., a cała droga ze szczytu była dobrze widoczna przez lornetkę. Zresztą przylot maszyny mógł nastąpić tylko przy dobrych warunkach atmosferycznych i nie mógłby nastąpić od razu. 7 marca pogoda w tej okolicy „nie była lotna”, a w następnych dniach miała się jeszcze bardziej pogorszyć.

Nasi himalaiści nie mogli być ze sobą powiązani linami, gdyż każdy z nich szedł swoim tempem, a w związku z tym odległości pomiędzy kolejnymi uczestnikami wyprawy były bardzo znaczne. Poza tym przywiązanie się liną do drugiej osoby w warunkach skrajnego wyczerpania wszystkich wspinaczy, nie gwarantowało utrzymania na linie spadającego kolegi, a wręcz przeciwnie, pociągnęłoby obu w przepaść. W okresie zimowym nie można było także zorganizować akcji ratunkowej przy pomocy innych ekip, bo ich po prostu nie było w okolicach tego masywu. W promieniu kilkunastu kilometrów znajduje się tylko jeden, trzyosobowy posterunek armii pakistańskiej.

Ostatnią, polską ekspedycję poprzedziło szereg nieudanych prób zimowego wejścia na Szeroki Szczyt ; polsko – kanadyjska (1987/88) – w tej wyprawie śp. M. Berbeka ustanowił zimowy rekord wysokości w Karakorum (do wierzchołka zabrakło mu tylko 23 metrów), który utrzymał się do roku 2011, hiszpańska (2003 r.), dwie włoskie ( 2007 r. i 2008 r.) i dwie polskie ( 2008/09 r. i 2010/11 r.). Można powiedzieć, że Polacy ostatnio szczególnie uparli się, żeby zdobyć ten szczyt także zimą. Od 1975 r. do 2013 r. jedenaście polskich wypraw osiągnęło Broad Peak w okresie letnim, w tym Krystyna Palmowska była pierwszą kobietą, która zdobyła ten szczyt (30 czerwca 1983 r.). Podczas schodzenia po zdobyciu Szerokiego Szczytu, w 1975 r., zginęło trzech naszych alpinistów ( M. Kęsicki, B. Nowaczyk i A. Sikorski).

Jednakże najtragiczniejszą w historii polskiego himalaizmu była wyprawa w maju 1989 r. na Mont Everest. Trasa wiodła tak zwaną „drogą jugosłowiańską”, która była dużo dłuższa i żmudniejsza od zwykle pokonywanej. Bezpośredni atak na szczyt z innej strony był w tamtych dniach niemożliwy ze względu na wiszący nad progiem przełęczy serak ( wielotonową bryłę lodu tworzącą się w wyniku pęknięcia lodowca). Po wyjściu z obozu I szóstka naszych wspinaczy została porwana przez lawinę. Przy życiu zostało tylko dwóch zdobywców Everestu : E. Chrobak i A. Marciniak. Niestety, E. Chrobak nie przeżył nocy. A. Marciniak musiał się wrócić do obozu I, żeby w pozostawionym tam namiocie czekać na wezwaną przez siebie pomoc. Cudem odnalazł namiot, w którym się schronił. Miał wybite zęby, mocno poobijane całe ciało. Z braku ochronnych okularów zaczynał tracić wzrok i miał poważne problemy z oddychaniem. W zorganizowanej, po 55 godzinach, akcji ratunkowej,  ratownicy dotarli do jedynego, żyjącego uczestnika polskiej ekspedycji. W akcji organizowanej przez A. Hajzera pomagali nowozelandzcy alpiniści : R. Hall i G. Ball. O tym, jak bardzo niebezpiecznym wyzwaniem jest wysokogórska wspinaczka niech zaświadczy fakt, że oni obaj zginęli także potem w górach. Cudem uratowany, ostatni, szósty Polak, A. Marciniak przez wiele lat nie uczestniczył w żadnych wspinaczkach. Jednak w 1996 r. wrócił w Himalaje i wziął udział w udanej wyprawie nową drogą na Annapurnę. 7 sierpnia 2009 r. zginął w Tatrach w trakcie zdobywania masywu Pośredniej Grani.

W Himalajach, Karakorum, Alpach, Pirenejach, czy nawet naszych polskich Karpatach corocznie giną kolejni śmiałkowie, którzy zdecydowali się na rzucenie wyzwania przyrodzie i własnym słabościom. Ale, jak długo będą istnieć góry, tak długo człowiek będzie chciał je zdobywać. Z prostego powodu, że jakiś tajemniczy magnes przyciąga niektórych ludzi do tych groźnych, ale i pięknych szczytów.

Jarosław Lewandowski

Źródła : Wikipedia i Internet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*