News Ticker

Magdalenki w sprawie Smoleńska nie będzie! – mówi Antoni Macierewicz.

MacierewiczW naszym pisowskim mateczniku, czyli na warszawskim Żoliborzu, robimy mniej więcej raz w miesiącu spotkania czwartkowe. Nie chodzi o to, żebyśmy jakąś szczególną estymą darzyli akurat króla Stasia, ale nie da się ukryć, że sytuacja Polski za schyłkowego Tuska niebezpiecznie przypomina tę, w której politykę Warszawy ustalał ambasador Repnin. I w całej tej naszej zabawie w politykę chodzi tylko o to, żeby tym razem nie skończyło się tak, jak wtedy. Wszystko inne to didaskalia.
Tak się akurat złożyło, że 9 maja, a więc w dzień szczególnie istotny dla nastojaszczych sowieckich ludziej (których jak na złość nad Wisłą całkiem sporo, zwłaszcza wśród samozwańczej „elity”) mieliśmy okazję gościć Antoniego Macierewicza. Człowieka, który od 40 lat konsekwentnie zwalcza moskiewskie porządki w naszej Polsce i który przez ludzi Moskwy jest znienawidzony szczególnie. W zasadzie pod tym względem może być porównywany tylko z Jarosławem Kaczyńskim. To ta dwójka jest od dwudziestu laty wrogami publicznymi numer jeden dla establishmentu III RP, jeden za lustrację w 1992 i potem za rozbijanie WSI, a drugi za zagrożenie stworzone w latach 2005-2007 dla całej gospodarczej, medialnej i politycznej sieci wpływów, która konstytuuje Polskę pookrągłostołową. I to ta dwójka stanowi nadal śmiertelne zagrożenie dla ludzi, którzy opanowali praktycznie całe życie publiczne po Smoleńsku. Kaczyński jako lider całego wielkiego obozu politycznego, który jako jedyny jest w stanie przestawić Polskę na tory polityki suwerennej i symbolicznie, jako brat i kontynuator poległego Prezydenta. Macierewicz natomiast jako organizator jedynego porządnego dochodzenia w sprawie okoliczność katastrofy rządowego TU-154, z którego zrejterowały wszystkie powołane do tego instytucje państwowe.

Spotkanie z naszym gościem prowadził kolejny człowiek szczególnie honorowany przez naszą „elitę” w ramach polityki miłości Donalda Tuska. Tomasz Sakiewicz, który doprowadził do faktycznego przełamania monopolu mediów lewicowo-liberalnych – najpierw w internecie, potem w tygodnikach opinii, a teraz próbuje to zrobić także w segmencie telewizji, współtworząc TV Republika. Do tego wszystkiego rzecz miała miejsce w Domu Pielgrzyma Amicus, a więc w parafii ks. Jerzego – genius loci musiał udzielić się obu rozmówcom, przez co spotkanie było naprawdę elektryzujące.

Nie będę pisał o technicznych aspektach śledztwa smoleńskiego – inni autorzy robią to znacznie lepiej. Skupimy się za to na związanych z nim kwestiach politycznych i prawnych. Otóż po kolei: w polskiej procedurze karnej obowiązuje zasada bezpośredniości. Nakazuje ona organom prowadzącym postępowanie bezpośrednie zetknięcie się z materiałem dowodowym. W przypadku katastrofy lotniczej: zabezpieczenie miejsca zdarzenia, przeprowadzenie oględzin, pobranie materiałów do badań laboratoryjnych, ustalenie świadków, przeprowadzenie autopsji ofiar. Przy czym czynności związane z zabezpieczeniem materiałów do badań muszą się odbyć jak najszybciej, bo nawet po kilku godzinach część dowodów może zostać nieodwracalnie utracona. To jest absolutny elementarz, uczą tego na trzecim roku studiów prawniczych w ramach kursu postępowania karnego i kryminalistyki. Ba, to są sprawy oczywiste dla każdego, kto chociaż raz w życiu oglądał jakikolwiek film kryminalny! Tymczasem nasza Prokuratura nie przeprowadziła sekcji zwłok (z wyjątkiem Prezydenta i tych kilku ofiar, które „zdające egzamin państwo” pochowało w cudzych grobach), nie zabezpieczyła miejsca zdarzenia (miesiącami po katastrofie znajdowano tam szczątki ludzkie i elementy samolotu), a próbki na obecność materiałów wybuchowych pobrała już po dwóch i pół roku po katastrofie. Ten ponad dwuletni okres oczekiwania na pobranie próbek stanowi niewątpliwy rekord w światowej kryminalistyce i będzie wykładany pokoleniom studentów jako przykład skrajnej nieudolności w prowadzeniu śledztwa.

Pamiętacie na pewno wściekły jazgot, który media mainstreamu wydały na wypowiedź Macierewicza o trzech ofiarach, które jakoby przeżyły katastrofę. Ja akurat jestem zdania, że nie należy zbytnio przejmować się tym, co powiedzą lub napiszą takie gwiazdy dziennikarstwa, jak Monika Olejnik, Tomasz Lis albo Jacek Żakowski. Bo samo istnienie Kościoła Katolickiego, Prawa i Sprawiedliwości (że już nie wspomnę o Jarosławie Kaczyńskim i Antonim Macierewiczu) sprawia, że co jakiś czas ponawiają histeryczne ataki na te enklawy ciemnogrodu, które opierają się radosnemu postępowi w postaci m.in. rezygnacji z suwerenności w polityce zewnętrznej, a w sprawach krajowych – uczeniu dzieci seksu już w przedszkolu. Więc powinniśmy robić swoje zupełnie nie patrząc na komentarze drugiej strony. W końcu im bardziej histeryzują, tym bardziej widać, że trafiamy celnie. Ale wracając do Macierewicza: chodziło o to, że 10 kwietnia rzeczywiście były informacje o trzech osobach, które odwieziono do szpitali. Nie pochodziły one tylko z paska w TVN, tylko od Jarosława Drozda, konsula RP w Petersburgu i Tomasza Turowskiego. Na ich podstawie wydał przecież oświadczenie rzecznik MSZ! I nagle jak kamień w wodę, albo jeszcze lepiej jak w ruskim cyrku, czyli było i nie ma. Polscy dziennikarze zapominają o sprawie na drugi dzień, a polska prokuratura nie sprawdza tej informacji poprzez ustalenie jej rosyjskich źródeł. To dopiero jest ewenement zarówno w światowym dziennikarstwie, jak i w pracy śledczej!

Antoni Macierewicz powiedział kilka rzeczy, które są niezwykle istotne z politycznego punktu widzenia. Pierwsza, to cytat z Talleyranda, że nie da się długo siedzieć na bagnetach. Więc w naszej sytuacji po przełamaniu monopolu medialnego establishmentu lewicowo-liberalnego upadek jego rządów jest już tylko kwestią czasu. Tylko ten upadek może być mniej lub bardziej bolesny dla Polski i różne porządki mogą się wyłonić bezpośrednio po nim. Ale to już nasza rzecz, żeby wyłoniła się wtedy Polska wolna, silna i piękna. W zasadzie właśnie to wyraził nasz gość słowami: nie chodzi o to, żeby wygrać wybory, chodzi o to, żeby wygrać Polskę. Musimy pamiętać, że naszym celem nie jest wprowadzenie swoich ludzi do sejmu, samorządów, urzędów i spółek skarbu państwa. Nie jest nim również koalicja z Millerem, kmieciami z PSL, albo nie daj Panie Boże z Kwaśniewskim i Palikotem. Walczymy o zmianę taką, jaką na Węgrzech przeprowadził Orban i musimy się liczyć z oporem znacznie silniejszym niż ten, na który natknął się FIDESZ. Po prostu Polska jest dużo istotniejszym elementem w układance międzynarodowej i znacznie trudniej będzie ją faktycznie uniezależnić. Ale przecież każdego 10-go krzyczymy na Krakowskim Przedmieściu, że zwyciężymy. A my nie rzucamy słów na wiatr!

Tutaj u stóp Ks. Jerzego chciałem to powtórzyć: Magdalenki w sprawie Smoleńska nie będzie! – To są słowa Antoniego Macierewicza, które naprawdę idą w pięty. Właśnie tak, prawda o Smoleńsku to jest absolutny fundament dla zbudowania normalnego państwa polskiego. W dochodzeniu do niej nie będzie żadnych kompromisów, ważenia interesów etc. Nie unikniemy ich oczywiście później, na etapie konstruowania nowego państwa, rozliczania winnych aktualnego upadku, bo to kwintesencja politycznej kuchni. Ale bez wiedzy o tym, co się stało 10 kwietnia na Siewiernym nie będzie niezależnego państwa polskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*