News Ticker

Ludobójstwo na Kresach

Wołyń 1 W tych dniach mija właśnie siedemdziesiąta rocznica kulminacji ludobójstwa dokonywanego na Polakach, przez ukraińskich faszystów spod znaku tryzuba. Za pomocą ludobójstwa miał się spełnić sen Ukraińców o pozbyciu się Polaków z ziemi, która do nas należała od czasów piastowskich . Już za czasów pierwszych władców Polski, Mieszka I i Bolesława Chrobrego, skład ich państwa wchodziły Grody Czerwieńskie*, najeżdżane przez książąt  Kijowskich. Tak o tych łupieskich najazdach pisał kronikarz ruski: „Roku 6539 ( 1031). Jarosław i Mścisław zebrali wojów mnogich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czerwieńskie znowu i spustoszyli ziemię lacką i mnóstwo Lachów przywiedli i rozdzielili ich. Jarosław osadził swoich nad Rosią i są do dziś.”  Lachami, o których jest mowa w tekście kroniki, byli Lędzianie – plemię zachodniosłowiańskie zamieszkujące te ziemie, jeszcze przed powstaniem historycznego państwa polskiego.

W XIV w. księciem wołyńsko – halickim był książę piastowski Bolesław Jerzy II syn Trojdena księcia czerskiego, czyli można powiedzieć, nasz najbliższy krajan, ponieważ ówczesny Milanów należał do księstwa jego ojca. Bolesław Jerzy II na zjeździe w Wyszehradzie podpisał układ z Kazimierzem Wielkim, mocą którego Bolesław Jerzy II , w przypadku swojej bezpotomnej śmierci, przekazywał swe księstwo królowi Polski. Te ziemie przyłączyła ostatecznie do Polski królowa Jadwiga. Nawet Niemcy, w 1941 r. po zajęciu tych terenów, przyłączyli je do Generalnego Gubernatorstwa.

I to o tych terenach mówili ukraińscy oprawcy, że są czysto ukraińskie i swe mrzonki wprowadzali w czyn barbarzyńskimi metodami niespotykanymi w dziejach Europy. To co zgotowali nam nasi sąsiedzi można porównać tylko z ludobójstwem Wandei dokonanym przez francuskie wojska republikańskie.

Zbrodnia ludobójstwa wołyńsko – małopolska, była trzecią po niemieckiej i rosyjskiej,  hekatąbą narodu polskiego podczas II wojny światowej. Dokonali jej członkowie przedwojennej, działającej na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ( OUN ), policji ukraińskiej w niemieckiej służbie, Ukraińska Powstańcza Armia ( UPA ) oraz oddziały SS Galizien, przy aktywnej pomocy  chłopstwa i popów greckokatolickich. Rzezie objęły 4314 przysiółków, wsi, miasteczek i miast na terenie województw: Wołyńskiego, Lwowskiego, Stanisławowskiego, Tarnopolskiego i części Poleskiego i Lubelskiego. Ofiarą ich padło bez mała 200 000 ludzi. Nie przepuszczali nikomu, nawet członkom mieszanych rodzin. Polacy nie spodziewali się takiego bestialstwa, chociaż przypadki mordowania żołnierzy polskich w czasie wojny obronnej w 1939 r., były dość częste na tych terenach. Zwyrodnialcy nie zadawalali się samym zabiciem, oni zadawali śmierć w sposób wyjątkowo brutalny, wręcz bestialski. Taki sam los jak Polaków, czekał także tych nielicznych Ukraińców, którzy pomagali Polakom, albo nie chcieli zabić swoich, polskich  współmałżonków.

W niedzielę 11 lipca 1943 r., w dniu greckokatolickiego święta Piotra i Pawła ukraińscy faszyści i miejscowa czerń zaatakowali równocześnie 99 miejscowości w powiatach Włodzimierskim i Horochowskim na terenie województwa Wołyńskiego. W kilku kościołach, wykorzystując fakt uczestnictwa w niedzielnych Mszach św. prawie całych wsi, zamordowali wiernych oraz księży, zamykając i paląc ich w drewnianych świątyniach . Napadów na polskie wsie i osady, dokonywano przeważnie nocą lub bladym świtem, gdy mieszkańcy, znużeni nocnym czuwaniem w końcu zasnęli. Nasi rodacy, jeśli przeżyli pozostawali bez niczego, bardzo często tylko w tym, w czym spali. Duża część tych co przeżyli, zawdzięcza swoje życie polskiej partyzantce i stworzonym przez nią i okolicznych mieszkańców, obozom warownym, których symbolem są Przebraże. Z tych rozproszonych oddziałów powstała w lecie 1943 r. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej ( pomnik upamiętniający 27 Dywizję znajduje się na Żoliborzu przy trasie Armii Krajowej).

Gdy, na Wołyniu dogasały zgliszcza polskich osad, a nasi rodacy leżeli w dołach śmierci, jesienią 1943 r. oprawcy przenieśli swą ludobójczą działalność na teren trzech województw Małopolski Wschodniej – Lwowskiego, Stanisławowskiego i Tarnopolskiego. Nawet w dużych miastach Polacy nie mogli czuć się bezpiecznie. Z beznadziejnego położenia naszych rodaków na Wołyniu i w Małopolsce korzystali Niemcy. Zastraszeni, pozbawieni środków do życia, chcąc się ratować przed najgorszym, zgłaszali się na wyjazd na roboty do Niemiec. W taki właśnie sposób uratowała się rodzina mojego stryja Henryka Kanabusa, który z żoną i jej rodzicami został zmuszony do opuszczenia Małyńska (na trasie kolejowej z Równego do Sarn), gdzie wcześniej pracował razem ze swoim teściem na stacji kolejowej.

Pod wpływem wojsk radzieckich i polskich, przesuwających się na zachód, mordercy z pod znaku tryzuba, skupieni w bojówkach zwanymi – Samoobronnymi Kuszczowymi Widdiłami przemieścili się na tereny Lubelszczyzny, gdzie od wiosny 1944 r. kontynuowali dzieło zniszczenia, metodami znanymi z Wołynia. Ludobójstwo kontynuowali również po zajęciu tych terenów przez wojska radzieckie i polskie, a także po ogłoszeniu Manifestu z 22 lipca 1944 r. Chodziło im o to, by w chwili zakończenia II wojny światowej, na terenach uznanych przez nich za „ Wielką Ukrainę” nie było już ani jednego Polaka. By nie pozostał żaden ślad po prawie tysiącletniej obecności Polaków i polskiej kulturze na Wołyniu i w Małopolsce.     Dopiero „Akcja Wisła”, przeprowadzona trzy lata za późno, przerwała rzeź i rozwiązała ten problem. Cóż z tego, skoro przeważająca część zbrodniarzy mających krew naszych braci na swoich rękach, dożyła w powojennej Polsce w spokoju swoich dni, nie niepokojona przez wymiar sprawiedliwości Rzeczypospolitej. A trzeba pamiętać, że zdecydowana większość tych zbrodniarzy, była obywatelami polskimi.

Nie zagojona rana krwawi do dziś. Dobrze, ze chodź dziś w siedemdziesiątą rocznicę tamtych wydarzeń mówi się o tym głośno, przybliżając wiedzę o tym co się stało na polskich Kresach, współczesnemu społeczeństwu.

Krzysztof Kanabus

 

 

* – Przeważającym dziś poglądem jest teza uznająca „Grody Czerwieńskie” za obszar całkiem rozległy, bo obejmujący swym zasięgiem Ziemie Chełmską, Wołyńską, Bełzką, Przemyską, Sanocką i inne pobliskie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*