News Ticker

Lewą w tył, marsz!

Ostatnio dużo mówi się w naszym kraju o coraz większych podziałach na polskiej lewicy. Aktualne kłótnie w tej części sceny politycznej są teraz więcej niż widoczne. Zastanawiam się , czy określenie : lewica jest odpowiednie dla ciągle dogryzających sobie grup różnych, rodzimych lewaków.

Samo określenie lewica powstało jeszcze w czasach Rewolucji Francuskiej (1789 – 1799), kiedy to we francuskich Stanach Generalnych (zgromadzeniu reprezentującym przedstawicieli trzech stanów Francji : szlachty, duchowieństwa i wszystkich pozostałych obywateli) deputowani „stanu trzeciego” zasiadali po lewej stronie prowadzącego obrady. Wtedy lewicą nazywano całe mieszczaństwo, czyli burżuazję, urzędników, drobnomieszczaństwo, wolne zawody i dopiero co tworzący się proletariat oraz chłopów, do grupy których zaliczano wtedy właścicieli ziemskich, jej dzierżawców, bezrolnych i … winiarzy. Jak widać pierwotne znaczenie tego terminu było bardzo pojemne i oznaczało zupełnie kogoś innego, niż obecnie.

Po przegranej Rewolucji Francuskiej, w XIX w., mianem lewicy określano środowiska zdecydowanie radykalne, liberalne, a potem socjalistyczne. Następujący później rozwój agresywnej i często bardzo niesprawiedliwej gospodarki kapitalistycznej powodował wzrost niezadowolenia wśród coraz liczniejszej klasy robotniczej i spowodowany tym rozwój działalności partii marksistowskich.

Po zakończeniu (czy aby na pewno?) prosperity partii komunistyczno – bolszewickich ściśle powiązanych z Rosją sowiecką, przed bardzo liczną rzeszą robotników stanął problem zorganizowania się w wolne związki zawodowe, czy zupełnie nowej jakości robotnicze organizacje polityczne, które by naprawdę chroniły ich interesy. Było i jest to o tyle trudne, że działające we wszystkich „demoludach” „bratnie” partie socjalistyczne były jedynie narzędziem okupacji sowieckiej i rezydenturą wpływów Kraju Rad na terenie danego kraju. Aparaty tych partii, czy to w Polsce, Rumunii, na Węgrzech , czy w byłym NRD były przepełnione ludźmi dbającymi o mniej lub bardziej bezpośrednie interesy Moskwy w ich rodzimej ojczyźnie. Duża liczba członków partii komunistycznych w państwach sowieckiej strefy wpływów wynikała z wymiernych korzyści, jakie mieli ich członkowie wraz ze swoimi rodzinami. Część ludzi została w ten lub inny sposób, jak nie prośbą to groźbą, nakłoniona do wstąpienia w szeregi „jedynie słusznej partii postępowej ludzkości”. Ilość jej członków w ogóle nie przekładała się na jakikolwiek wpływ na kierunek działania, na przykład Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), czy  Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Sama świadomość, że zostali tu „przyniesieni na sowieckich bagnetach” była wystarczającym powodem do zupełnego braku do nich zaufania. Lata wręcz jawnej zależności od moskiewskich pryncypałów i bycia symbolem ich obecności we własnym kraju spowodowały całkowitą społeczną niechęć do wszystkiego, co by miało w nazwie jakiekolwiek lewicowe określenie.

Zatarło to, niestety w bardzo dużym stopniu, przedwojenne wspomnienia o Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), która za istotę swojego działania stawiała odzyskanie przez Polskę niepodległości, wprowadzenie demokratycznego systemu władzy, zapewnienie wolności słowa, bezpłatnej edukacji i praw pracowniczych z ośmiogodzinnym dniem pracy. Ta powstała, w 1892 r. w Paryżu, partia, jako Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich zajmowała się nie tylko szerzeniem zgodnej ze swoim programem ideologii, w postaci  drukowania ulotek, organizacji odczytów, pogadanek, czy wydawania podziemnych czasopism („Robotnik”). Gdy zaszła taka potrzeba, powstała, z rozłamu pierwotnego PPS-u, PPS – Frakcja Rewolucyjna przeprowadzała szereg akcji zbrojnych przeciwko rosyjskim zaborcom. Były to zamachy na policjantów i zdrajców, odbijanie więźniów, czy napady na poczty i pociągi przewożące pieniądze. Najbardziej znana taka akcja, na pociąg pod Bezdanami, już przeszła do historii polskiego ruchu niepodległościowego. Poza niewątpliwą jej skutecznością (zdobyto wtedy na cele organizacyjne aż 477 000 rubli) brało w niej udział aż trzech późniejszych premierów II Rzeczypospolitej ( Józef Piłsudski, Walery Sławek i Aleksander Prystor). Poza wymienionymi w szeregach tamtego PPS-u działały tak wielkie osobowości Dwudziestolecia jak : Stanisław Wojciechowski (Prezydent RP), Ignacy Daszyński (premier rządu lubelskiego, marszałek Sejmu 1928 – 30), Stanisław Grabski (prof. ekonomii, poseł na Sejm Ustawodawczy II RP), Kazimierz Pużak (przewodniczący drugo wojennego podziemnego parlamentu Rady Jedności Narodowej, aresztowany przez sowieckie NKWD i skazany w moskiewskim procesie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego), gen. dyw. Henryk Minkiewicz (dowódca 2 Dywizji Piechoty Legionów i Korpusu Ochrony Pogranicza, zamordowany przez Sowietów w Katyniu) i wielu, wielu innych. Wszyscy ci ludzie poza ideami socjalistycznymi mieli bardzo silne przywiązanie do polskiej myśli niepodległościowej i gdy zaszła taka potrzeba, potrafili to udokumentować nawet z poświęceniem swojego zdrowia i życia.

W II Rzeczypospolitej Polska Partia Socjalistyczna brała czynny udział w życiu politycznym odrodzonej ojczyzny. Członkowie tej partii pełnili różne funkcje państwowe, byli posłami i senatorami w odrodzonej po zaborach Polsce. Stanisław Wojciechowski był drugim Prezydentem Rzeczypospolitej w latach 1922 – 1926. Do II wojny światowej odbyły się w naszym kraju XXIV Kongresy PPS, a przed samą wojną partia ta zrzeszała w 41 okręgach 21 000 członków.

Co natomiast dzieje się ze światową i polską tak zwaną lewicą po roku 1945? Kim są  ludzie, którzy ją tworzą? Mówiąc najkrócej lewicowiec, to ktoś kto popiera liberalizm obyczajowy i socjalizm. W latach 60-tych XX w. powstała na zachodzie Europy tzw. Nowa Lewica, którą tworzyły różne grupy i organizacje odwołujące się do idei ekologicznych, feministycznych, internacjonalistycznych i pacyfistycznych. Powstanie tego nurtu wynikało z rozczarowania wschodnim komunizmem, ale i również zachodnim kapitalizmem. Jego działania skupiały się na krytyce elit władzy i porządku prawnego. Obecną pozostałością teorii społeczno – gospodarczych prawie „żywcem wziętych” z Marksa i Engelsa są neokomunistyczne partie działające  głównie w Europie Zachodniej ( Francuska Partia Komunistyczna, Niemiecka Partia Komunistyczna, czy Włoska Partia Odrodzenia Komunistycznego). Ruch ten przeżywa także swój ciągły renesans na terenie byłego ZSRS (Rosja, Ukraina, Białoruś, Naddniestrze).

Jak zatem można przyporządkować polskie partie uważające się za lewicowe? Czy spełniają one kryterium obecnej lewicowości? Walki o prawa pracownicze, równe traktowanie wszystkich obywateli, brak zgody na niesprawiedliwość społeczną? Nie są na pewno zwolennikami komunizmu chrześcijańskiego, głoszącego jednocześnie ideę wspólnych dóbr i wiarę chrześcijańską, nawiązujących do posoborowych teologii wyzwolenia, szczególnie popularnych w krajach Ameryki Łacińskiej. Ciekawą definicją obecnych partii lewicowych jest postawienie ich w opozycji do prawicowości. Zakładając, że partią prawicową jest ugrupowanie, które wyznaje wartości konserwatywne, jest za liberalizmem gospodarczym i  politycznie jest antykomunistyczne, możemy przyjąć, że obecna partia mieniąca się lewicową neguje wszystkie te zasady. Czyli jest za liberalizmem obyczajowym, nie przywiązuje żadnego znaczenia do wielowiekowych, konserwatywnych reguł, jest za gospodarką choć częściowo nakazową i uważa idee Marksa, Engelsa, Lenina za wciąż obowiązujące i „wiecznie żywe”.

Najlepiej poznać polską tak zwaną lewicę poprzez zapoznanie się z życiorysami jej głównych przywódców. W parlamencie mamy dwa ugrupowania uważające się za lewicowe. Jest to Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD) i Ruch Palikota. Myślę, że w obu przypadkach nazywanie ich lewicowymi jest grubym nieporozumieniem.

SLD, która odziedziczyła nie tylko „masę upadłościową” po PZPR, ale również jej najbardziej zabetonowanych członków, jest obecnie prowadzona wprawną ręką wypróbowanego w wielu politycznych bojach tow. Leszka Millera. Ten „nowoczesny” towarzysz już od lat 60 tych XX wieku działał w Związku Młodzieży Socjalistycznej, czyli jak byśmy to dziś nazwali, młodzieżówce PZPR. Zaraz po skończeniu zasadniczej służby wojskowej, w roku Pańskim 1969 został członkiem PZPR-u. W latach 1973 – 74 był sekretarzem komitetu zakładowego partii. Następnie został skierowany na studia politologiczne przy KC PZPR w Wyższej Szkole Nauk Społecznych, szkole przyszłych partyjnych aktywistów i sekretarzy. Po tych studiach został etatowym pracownikiem aparatu partyjnego, między innymi w KC, a następnie I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach. Od grudnia 1988 r. został sekretarzem Komitetu Centralnego podówczas „jedynie słusznej partii”. Ta wierna, od 20 lat partyjna służba została nagrodzona, według wiadomości medialnych, powierzeniem bardzo odpowiedzialnej roli kuriera przewożącego w walizce z Moskwy tysiące dolarów na ratowanie chylącej się ku upadkowi partii polskich komunistów. Dziś za taką dotację ze strony innego państwa, obdarowaną partię czekałyby ogromne kary finansowe, a może i delegalizacja. Wtedy przeszło to bez żadnego odzewu. No ale już wtedy zaczynała działać umowa pod – okrągłostołowa. Czy partia na której czele stoi człowiek pełniący tyle lat bardzo ważne funkcje w polskim odpowiedniku Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i cieszący się tak dużym zaufaniem obcego, okupującego nas od wojny mocarstwa, może uchodzić za demokratyczną lewicę?

Z kolei wice przewodniczący tegoż Sojuszu – tow. Józef Oleksy (były przewodniczący SLD) posiada równie długi „pezetperowski” staż partyjny. W partii był również od 1969 r. do jej sromotnego (?) końca, czyli „wyprowadzenia sztandaru” w 1990 r. Najpierw był sekretarzem komitetu uczelnianego na warszawskim SGPiS-ie. Od 1977 r. został pracownikiem aparatu partyjnego Wydziału Pracy Ideowo – Wychowawczej KC PZPR, a potem kierownikiem biura Centralnej Komisji Rewizyjnej, by wreszcie zostać w latach 1987 – 89 I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Białej Podlaskiej. W PRL-u był tajnym współpracownikiem wywiadu gospodarczego. Takich zasłużonych towarzyszy w Sojuszu jest znacznie więcej. Na mniej eksponowanych stanowiskach całymi latami dbali o bardzo „specyficzny”, socjalistyczny porządek w naszym kraju.

Tacy panowie są twarzami polskiej lewicy sejmowej. Do niedawna, dobrowolnie, przez 20 lat  należeli do komunistycznej partii siłą narzuconej Polsce przez Związek Sowiecki, zajmując w niej całymi latami kierownicze stanowiska. Czy w demokratycznym państwie prawa można ich samych i SLD nazwać partią europejskiej, demokratycznej lewicy?

Szczególnie znamienne było wezwanie przez blisko współpracującą z Sojuszem i lewacką „Gazetę Wyborczą” –  „Krytykę Polityczną” niemieckich bojówek anarchistyczno – lewackich na obchody Święta Niepodległości Polski w dniu 11 listopada 2011 r. Niemieccy lewacy z pod znaku sierpa i młota napadali na ulicach Warszawy nasze grupy rekonstruktorów historycznych, po czym uciekali do siedziby „Krytyki Politycznej”, gdzie znaleziono ich kastety, pałki i inne chuligańskie narzędzia. Kiedyś ich protektorzy uczestniczyli w komunistycznym systemie władzy w PRL-u i w niczym nie przeszkadzała im obecność Armii Czerwonej pilnującej  przestrzegania w naszym kraju socjalistycznej praworządności. Dziś ich antenaci zapraszają inne obce siły, tym razem z Niemiec, do robienia „porządków” w Warszawie.

Partia Palikota, czyli Ruch poparcia jego samego, z kolei jest zbieraniną bardzo cynicznych, kutych na cztery nogi populistów. W samym Ruchu pojawiają się już głosy, że lwia część klubu i partii zajmuje się tylko ideologiczną, nachalną walką z kościołem katolickim, wspieraniem mniejszości seksualnych i legalizacją narkotyków. Czyli typowe dla lewactwa ( nie prawdziwej lewicy!) rozpasanie obyczajów i przyzwolenie na każdą  obyczajową ekstrawagancję. Ludzie nie uznający żadnych świętości, obrażający symbole kultu religijnego, naśmiewający się ze zmarłych i proponujący obniżenie wieku inicjacji seksualnych, na szczęście uzyskują w sondażach tylko 2 % poparcia. Ich populistyczny przywódca z Biłgoraju obraził już wszystkich, zszargał większość tradycyjnych polskich wartości i … doszedł do ściany. Może już tylko używać bardziej ordynarnych przekleństw lub obrażać w bardziej „wyszukany” sposób następne osoby. Żadnego „prochu” nigdy nie będzie w stanie wymyślić.  A jego „specyficzni” wyborcy też czują się na swój sposób zawiedzeni : nie ma ustaw o związkach partnerskich i zmianie płci, narkotyki nie są dostępne na każdym rogu ulicy, a i na legalne współżycie z trzynastolatkami raczej nie ma co liczyć. W akcie desperacji J. Palikot obwieścił wszem i wobec, że tow. gen. W. Jaruzelski widzi w nim przyszłego przywódcę polskiej lewicy! Komunikat rozpaczy dla byłego PZPR-owskiego „betonu” : Uwaga towarzyszki i towarzysze! W. Jaruzelski wyznaczył mnie na swojego następcę. Na szczęście adresaci tego apelu są już mocno przygłusi i prawie na wymarciu … Jaka to jest lewica, to nawet nie są anarchiści! Tamci mieli, co prawda chore, ale jakieś cele, ideały. Ruch Poparcia ma  tylko cel w obrażaniu i obyczajowych skandalach, tak żeby dzięki nim jak najdłużej utrzymać się w parlamencie.

Ostatnim pomysłem na odbudowanie poparcia dla J. Palikota jest utworzenie razem z A. Kwaśniewskim i M. Siwcem projektu Europa Plus z myślą o wyborach do Euro parlamentu, a potem może i do Sejmu i Senatu. Najnowszy twór tak zwanej polskiej „lewicy” jest kwintesencją całego lewackiego zjawiska w naszym kraju. Oto trzech lewicowych „tenorów”,  usiłuje powołać do życia nowy twór polityczny, póki co wyglądający na kabaretowe qui pro quo. A. Kwaśniewski wykazujący na oficjalnej konferencji prasowej objawy bardzo zaawansowanej „filipińskiej choroby”, takiej samej jaka już wielokrotnie dopadała go w Charkowie przy grobach polskich oficerów, czy na Ukrainie. M. Siwiec znany głównie z przedrzeźniania (razem z A. Kwaśniewskim) Ojca Świętego Jana Pawła II. O trzecim bohaterze tej operetki napisałem już wystarczająco dużo. Jacy ludzie, poza wymienionymi, wchodzą w skład tego nowego ugrupowania niech świadczy dzisiejsza wypowiedź jednego z wojewódzkich koordynatorów Europy Plus prof. Jana Hartmana : „Musimy się pogodzić z ograniczeniem wolności prokreacji”(…) „Zdawanie się na przypadek w prokreacji jest niemoralne”. (…) „Eugenika prewencyjna stanie się kiedyś standardem.” (…) „Można się spodziewać, że człowiek się wynaturzy. Powstanie nowy gatunek, różne szczepy gatunku ludzkiego”. Pan profesor popiera ponadto chińską politykę „jednego dziecka” w rodzinie. To już jawne wezwanie do dobrowolnego skazania się na wymarcie, świadomego zmniejszenia o połowę każdego, następnego pokolenia Polaków. Oto są poglądy przedstawicieli najnowszego tworu polskiej „lewicy”. Czy trzeba coś jeszcze dodawać?!

Były premier Wł. Cimoszewicz określa wzajemne oskarżenia Palikota i Milera „sypaniem sobie piasku w oczy przez małych, kilkuletnich chłopców”. Twierdzi, że : „I jeden i drugi kroczą od błędu do błędu”. Zupełnie te fakty mnie nie martwią. Prawdziwa polska, niezależna i niepodległościowa lewica skończyła się na rządach RP na Uchodźctwie. W rządzie Stanisława Mikołajczyka wicepremierem był przedstawiciel PPS-u – Jan Kwapiński, a następnym premierem w rządzie londyńskim był socjalista Tomasz Arciszewski. Po wojnie w kraju nastała, niestety na długie dziesięciolecia, noc sowieckiego zniewolenia wykluczająca możliwość jakiejkolwiek niezależnej, partyjnej działalności. Obecnie nic dobrego dla naszego kraju nie wyniknie z działalności byłych towarzyszy i zwykłych cyników, którzy mienią się być nowoczesną, polską „lewicą”. Dlatego im bardziej to całe towarzystwo będzie się kłócić między sobą, tym mniej zaszkodzą naszemu krajowi. Czego Wam wszystkim i sobie życzę z całego serca.

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*