News Ticker

Leczmy chorobę, potem jej skutki

Na skutek całego ciągu tragicznych wypadków drogowych, zaraz z początkiem roku powrócił na publiczną „wokandę” problem pijanych kierowców. Nie zaniedbujący żadnych okazji do pijarowskiej promocji swoich rządów, pan premier, zaraz po tragedii w Kamieniu Pomorskim, w świetle fleszy wezwał do siebie ministrów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Postępując zgodnie ze starym, PRL-owskim dowcipem : „Co się w Polsce zbiera w pierwszej kolejności, gdy powódź zaleje pola żyta i pola pszenicy? Najpierw zbiera się plenum KC PZPR.”, odbył najpierw roboczą, ministerialną naradę. Idąc dalej w myśl tej zasady, D. Tusk poświęcił temu doraźnemu problemowi, najbliższe „plenum” swojego gabinetu. A po jego posiedzeniu obwieścił społeczeństwu, co władza postanawia zrobić z pijanymi kierowcami. I tak, od 2015 r. każdy samochód będzie musiał obowiązkowo posiadać urządzenie mierzące trzeźwość. Sadząc z ceny urządzenia podanej przez pana premiera, poniżej 10 zł, nie będzie to, jak mylnie powiedział D. Tusk, alkomat, a obarczony bardzo dużym marginesem błędu, alko test. Szef rządu, pokazując kolejny raz „ludzką twarz” pochylił się nad tymi obywatelami naszego państwa, którzy Łomża, czy Nakło „ruszyli w Polskę” i teraz na drugi dzień, chcą wiedzieć, co mają we krwi. Obligatoryjny przepis, nakazujący wszystkim posiadanie takiego niekalibrowanego miernika poziomu trzeźwości, bo nie promili alkoholu, w sumie może wyrządzić więcej złego, niż dobrego. Badający swój stan zdrowia, jak to poetycko nazwał Prezes Rady Ministrów, „skacowani” kierowcy, mogą niechcący sami wprowadzić się w błąd używając źle wskazującego miernika. A wtedy, mylnie utwierdzeni w swojej trzeźwości śmiało ruszą samochodem w swoją podróż. Jak można oficjalną wypowiedzią tak uwiarygodniać nieprecyzyjne urządzenia? W praktyce, wymagany kodeksem drogowym rekwizyt pewnie wyląduje w kole zapasowym, pomiędzy starą apteczką, a zakurzonym trójkątem ostrzegawczym. Zadowoleni z tego novum będą tylko producenci pseudo alkomatów i wprowadzający tę zmianę, ci którzy dzięki niej zyskają spokój sumienia, że wystarczająco zabezpieczyli ruszających w drogę. Przedziwne jest przekonanie pana premiera, że wszyscy w Polsce „chleją” i dlatego każdy musi mieć w pojeździe auto test. Idąc tą, całkowicie mylną drogą rozumowania Drugiej Osoby  w państwie, wszyscy powinni też mieć w aucie test narkotykowy. W końcu pirat drogowy z Kamienia Pomorskiego był zarówno pod wpływem alkoholu, jak i narkotyków. Dla całkowitej pewności można by nakazać jeszcze wożenia ze sobą testów ciążowych. W końcu nigdy nie wiadomo, co może nam się  podczas podróży przytrafić … Tymczasem chodzi tu przede wszystkim o odpowiedzialność całego, nie tylko zmotoryzowanego społeczeństwa. Przeraża, że według D. Tuska normą jest jazda „na kacu”, a nie w stanie całkowitej trzeźwości.

Zadziwiający jest fakt, że szef rządu ani słowem nie wspomniał, co zrobić, żeby aż tylu pijanych w ogóle nie było na naszych drogach i ulicach. W sylwestrową noc grupa pijanych, młodych ludzi atakowała na łódzkiej ulicy przejeżdżające samochody, usiłując wyłudzać za ich przepuszczenie, pieniądze. Należąca do bandy chuliganów, będąca w ostatnim miesiącu ciąży, zupełnie pijana kobieta, położyła się na jezdni, by uniemożliwić przejazd następnych pojazdów. Straciła życie pod kołami auta przerażonego całą sytuacją kierowcy. Czy ta sytuacja i skala całego alkoholowego zjawiska w naszym kraju, nic nie podpowiada rządzącym?

Zamiast współczująco przechodzić do porządku dziennego nad „skacowanymi” obywatelami, należy jak najszybciej wdrożyć program maksymalnie redukujący liczbę pijanych i pijących w Polsce. Przede wszystkim trzeba ograniczyć łatwość dostępu do wszelakich gatunków alkoholi. Zawsze „okazja czyni złodzieja”, a powszechna możliwość całodobowego kupienia każdego rodzaju trunku bardzo przyczynia się do znacznej liczby korzystających z tego „przywileju” rodaków. Gdybyśmy przeszli się nocą po Warszawie, najwięcej spotkalibyśmy całodobowych „procentowych wodopojów”, które co kilkaset metrów, wesołymi neonami: „24 h” zachęcają do nieprzerwanej konsumpcji. Czy aż tyle tego typu placówek musi być non stop otwartych? Zupełnym absurdem jest sprzedaż alkoholi na stacjach benzynowych, z których prawie w 100 % korzystają tylko kierowcy. To jakby wprost proponować procenty przejeżdżającym. Ilu z kierowców skusi się na tę ofertę, tylko dlatego, że mają taką okazję? Od wiosny pewnie znów wzrośnie ilość utonięć po tak zwanym małym piwku. A gdyby tak , zamiast nakazu posiadania alko testów, rząd wprowadził całkowity zakaz sprzedaży napojów procentowych na wszystkich stacjach benzynowych i do 500 m od jakichkolwiek zbiorników wodnych? Codziennie na polskie drogi wyjeżdża około 130 000 kierowców pod wpływem alkoholu. Czy nie jest to wystarczająco porażająca statystyka, nakazująca od zaraz choć częściowe zmniejszenie koncesji na sprzedaż alkoholu? Czemu tak bardzo przejęty obecną sytuacją rząd PO – PSL nie wprowadzi terytorialnych ograniczeń w nasyceniu miast i wsi punktami sprzedaży napojów wyskokowych? Obecnie łatwiej jest kupić alkohol, niż zwykłe pieczywo. Czy interes doraźnych zarobków sklepowych ajentów, a w skali kraju wpływów do budżetu z wódczanej akcyzy są naprawdę ważniejsze, od poziomu trzeźwości całego społeczeństwa?

Alkohol pod każdą spożywaną postacią jest substancją tylko i wyłącznie szkodliwą, zarówno zdrowotnie, jak i społecznie. Kiedy wreszcie rządzący zrozumieją tę oczywistą oczywistość i „odważą się” przeciwstawić mu skuteczną, prewencyjną tamę? Wtedy nie trzeba będzie zamartwiać się skacowanymi obywatelami i nakazywać im wożenie pseudo ostrzegawczych „boi ratunkowych” we wszech otaczającym ich wódczanym oceanie. Czy w zdrowym, mającym co najmniej europejskie aspiracje społeczeństwie, potrzebny jest sklep monopolowy na każdej stacji benzynowej i na co drugim rogu ulicy? A może chodzi o to, że pijanym i podpitym społeczeństwem łatwiej jest rządzić, niż trzeźwo myślącymi obywatelami? Abyśmy w tym tak tragicznie rozpoczętym Nowym Roku, zawsze zdrowi i trzeźwi byli!

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*