News Ticker

Jak cię widzą, tak cię piszą

Polska dyplomacja odnotuje w swoich annałach nieznane dotąd zjawisko ambasadorskiej przechowalni. Zdarzały nam się przypadki, że jeszcze w czasach PRL –u dwóch ambasadorów, w Stanach Zjednoczonych i w Japonii, na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce poprosiło o azyl polityczny w kraju, przy którym byli akredytowani. Tym razem mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym. To nie ambasador ucieka z ambasady, a mocno kontrowersyjny polityk rządzącej partii ucieka na najwyższe stanowisko dyplomatyczne w obcym kraju.

W historii polskiej, niepodległej dyplomacji zawsze staraliśmy się wysyłać w świat jak najlepszych polskich przedstawicieli, żeby godnie reprezentowali nas na zagranicznych placówkach. Żeby byli obrazem państwa polskiego i odzwierciedleniem jego powagi. Przed wojną na stanowiska ambasadorów Rzeczpospolita wysyłała ludzi o nieposzlakowanej reputacji, doświadczonych w służbie dyplomatycznej, nie budzących żadnych negatywnych skojarzeń :

Józef Lipski, będący w służbie dyplomatycznej od roku 1919, dopiero 3 maja 1933 r. został polskim posłem, potem ambasadorem w Berlinie, by pełnić tę funkcję aż do wybuchu II wojny światowej.

Generał dywizji Bolesław Wieniawa – Długoszowski, słynny polski kawalerzysta, w wojnie polsko – bolszewickiej szef sztabu 1 Dywizji Jazdy. W roku 1921 został attache wojskowym w Bukareszcie. Następnie był dowódcą najbardziej elitarnego 1 –go pułku szwoleżerów, oficerem sztabu Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, dowódcą I Brygady Kawalerii, pełniącym obowiązki dowódcy 2 Dywizji Kawalerii. Dopiero po tych wszystkich odpowiedzialnych funkcjach został polskim ambasadorem w Rzymie w latach 1938 – 1940.

Roger Adam Raczyński, wojewoda poznański, sekretarz poselstwa polskiego w Rzymie, wiceprezes BBWR – u, wreszcie od 1938 r. ambasador RP w Bukareszcie.

Kazimierz Papee, doktor prawa, żołnierz Legionów. Pracownik poselstwa polskiego w Hadze, radca legacyjny II i I klasy, od 1924 r. charge d daffaires w poselstwie w Kopenhadze, od 1928 r. kierownik wydziału konsularnego poselstwa w Ankarze, w 1929 r. szef poselstwa przy rządzie Estonii, od 1929 r. Konsul Generalny w Królewcu. Następnie Komisarz Generalny RP w Wolnym Mieście Gdańsku w latach 1932 – 36. Wreszcie w latach 1936 – 39 poseł poselstwa polskiego w Czechosłowacji. Od 1939 r. do 1956 r. ambasador polskiego Rządu na Uchodźctwie przy Stolicy Apostolskiej.

Konstanty Skirmunt, członek Komitetu Narodowego Polskiego, pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych od 1918 r. W latach 1919 – 21 poseł RP w Rzymie, od 11.06.1921 r. do 06.06.1922 r. minister spraw zagranicznych RP. W latach 1922 – 29 poseł, a następnie do roku 1934 ambasador Rzeczypospolitej w Londynie.

Wszyscy ci i wielu innych ambasadorów – dyplomatów, swoją kompetencją, dyplomatycznym doświadczeniem i nieposzlakowaną opinią byli najlepszą, jak na tamte czasy, wizytówką państwa polskiego w Europie. Z jakże drastycznie różnym przykładem kandydata na ambasadora w Madrycie mamy do czynienia od kilku dni! Osoba pana T. Arabskiego nie mająca żadnego doświadczenia w dyplomacji, od prawie trzech lat co najmniej dwuznacznie kojarzy się z największą polską powojenną tragedią lotniczą. Czy naprawdę nie było żadnego, mniej kontrowersyjnego na to stanowisko kandydata? Myślę, że w polskiej służbie dyplomatycznej znalazłby się nie jeden doświadczony, odpowiedni na to stanowisko fachowiec. Taki, który od pierwszego dnia swojego ambasadorskiego urzędowania nie musiałby odpowiadać na niewygodne pytania zagranicznych dziennikarzy i który w ciszy i spokoju mógłby przystąpić do wykonywania swoich obowiązków. Wreszcie taki, który w przyszłości nie byłby wzywany w charakterze oskarżonego przed polskie sądy.

Myślę, że rządząca koalicja chciała wszystkim pokazać, że dopóki ma choć jeden głos przewagi nad opozycją, do póty będzie przegłosowywać, co jej się żywnie podoba. Śnieg w sierpniu, a pana T. Arabskiego na ambasadora w Królestwie Hiszpanii. Nie patrząc, jak to będzie odebrane za granicami naszego kraju i czy wizerunek Polski na tym nie ucierpi. Sądzę, że i sami Hiszpanie byliby bardziej zadowoleni, gdyby na stanowisko ambasadora w ich kraju przyjechał, po prostu, dobry, dyplomatyczny fachowiec. Przez moment miałem cień nadziei, że może sam kandydat, widząc jakie merytoryczne i medialne kontrowersje budzi jego osoba, zrezygnuje z ubiegania się o ten urząd. Niestety, kolejny raz zawiodłem się na tym panu … Wielka szkoda, że demonstracja siły, kolejnej, twardej arytmetyki głosowań obniży prestiż naszego kraju za jego granicami. Zgodnie z powiedzeniem : Jak cię widzą, tak cię piszą, pewnie nasza dyplomacja nie będzie najlepiej postrzegana nad Tagiem. Należy tylko mieć nadzieję, że w Hiszpanii nie splajtuje żadne polskie biuro podróży i nowy pan ambasador nie będzie musiał organizować powrotnych lotów oszukanych turystów …

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*