News Ticker

Ilu Rosjan jest na świecie?

„Rosja będzie stawać w obronie swoich rodaków w każdym kraju na świecie” – to kolejne, złowieszcze zdanie rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, nie na żarty zmroziło Europę. Tak naprawdę, Rosjanie są rozsiani po całej naszej planecie. Już długo przed bolszewicką rewolucją z imperium Romanowów emigrowało wielu obywateli, którzy osiedlali się na wszystkich zamieszkałych kontynentach. Carskie zsyłki nakazywały przymusowe zamieszkanie nieprawomyślnych poddanych aż po Kołymę, Kamczatkę, czy Ocean Lodowaty. Kraj Rad znacznie zwielokrotnił te procesy. Jedni „kontrrewolucjoniści” byli masowo wywożeni na zesłanie, inni sami, w obawie przez sowieckim terrorem i zwyczajną nędzą, uciekali do wszystkich zakątków cywilizacji. Byle tylko dalej od państwa komunistycznej „szczęśliwości”. Dziś można by powiedzieć, że tamci wszyscy dobrowolni i przymusowi emigranci, zapuszczając korzenie w innych obcych krajach, nieświadomie tworzyli tysiące powodów do dzisiejszych, imperialnych roszczeń Federacji Rosyjskiej.

Ilu dzisiaj jest na świecie Rosjan? Według rosyjskiego spisu powszechnego z 2002 r. na całej planecie zamieszkuje 137 milionów rodaków Lermontowa, w tym w granicach dzisiejszej Federacji Rosyjskiej, 115,9 mln. Poza obszarem Federacji, najwięcej żyje ich na Ukrainie: 8,33 mln mieszkańców (17,3% ogółu ludności kraju). Mniej ilościowo, bo 4,5 mln, ale więcej procentowo (25% ludności) zamieszkuje Kazachstan. W samych Stanach Zjednoczonych jest aż 3,16 mln mniejszości rosyjskiej, co na szczęście stanowi tylko 1% ludności USA. Gdyby te proporcje nie były tak przytłaczające, aż strach pomyśleć, co mogłaby zrobić zbuntowana i „uciemiężona rosyjska ludność” na przykład w Alabamie. Wtedy Władymir Władymirowicz nie miałby innego wyjścia, jak cytując ministra S. Ławrowa, „Stanąć w ich obronie”…

Gorsze proporcje są w jeszcze innych republikach po sowieckich. 785 tys. mieszkańców Białorusi to Rosjanie (8,3% ludności), w Uzbekistanie jest to 620 tys. (5,5% ludności), w Kirgistanie : 419 tys. (8% ludności). Ciekawostką jest fakt, że na Białorusi w przeciągu 10 lat „ubyło” aż 356 tys. Rosjan. Prawdopodobnie są to ludzie, którzy na przestrzeni dziesięciolecia odkryli w sobie pochodzenie inne niż rosyjskie i już dzisiaj przyznają się do innej narodowości. Bardzo procentowo groźnie wygląda sytuacja społecznościowa w krajach bałtyckich. Na Łotwie jest Rosjan 556 tys. (aż 27% ludności!), w Estonii 342 tys. ( 26% ludności!). Stosunkowo najlepiej przedstawia się to na Litwie, którą zamieszkuje tylko 175 tys. Rosjan – 6,3% wszystkich mieszkańców republiki. Ciekawe, że Polaków jest na Litwie o 30 tys. więcej niż Rosjan. No, ale słowa „Litwo, ojczyzno moja (…)” wypowiedział A. Mickiewicz, a nie Dostojewski, czy Puszkin. Znaczący procent rosyjskiej ludności jest jeszcze w Turkmenii (9%) i Mołdawii, wraz z Naddniestrzem (5,8%).

Całe szczęście, że w obecnej sytuacji Polska jest krajem praktycznie jednonarodowym. W naszych granicach żyje 13 000 mniejszości rosyjskiej, co stanowi 0,03% mieszkańców naszego kraju (dane z 2011 r.). Ale, czy dla Putina te procenty mają jakiekolwiek znaczenie? Chodzi tylko o wymyślony, nieprawdziwy pretekst do agresji, tak absurdalny i niedorzeczny, że we wszystkich innych krajach świata, aż nie do uwierzenia.

Lecz, jak uczy stare przysłowie: „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”, Putin zapomniał, że podobne etniczne zależności są i na terytorium Rosji. Żeby sparafrazować jego własne słowa, można powiedzieć, że Rosja, „ która kiedyś opuściła głowę” teraz ją podniosła, ale zapomniała uważnie rozejrzeć się dookoła, po otaczającym ją świecie. A świat nie jest już taki sam, jak w roku 1939, 1945, czy nawet 1989. Dzisiaj Sowiety są całkowicie osamotnione w swoich imperialnych działaniach.

Odkąd rozpadł się Związek Sowiecki trwa nieprzerwany exodus chińskich obywateli na terytorium Federacji Rosyjskiej. Podupadłe sowieckie kołchozy, znajdujące się na wschodzie kraju zostały w dużej części przejęte przez chińskie farmy obecnie mieszczące się na terenie Powołża, Syberii, Uralu i Dalekiego Wschodu. Oficjalnie działalność gospodarczą prowadzą rosyjsko – chińskie spółki, w których rola Rosjan sprowadza się tylko do firmowania działalności na terenie Rosji. Rosjanie jedynie dzierżawią ziemię, Chińczycy biorą w chińskich bankach nisko oprocentowane kredyty za które kupują potrzebny sprzęt rolniczy. A do pracy sprowadzają tysiące swoich rodaków z Państwa Środka. Ponad połowa pomidorów i ogórków dostępnych na rosyjskim rynku pochodzi właśnie z chińskich farm. Uprawia tam się również ogromne ilości soi i gryki. Szybko postępująca chińska ekspansja ekonomiczna dodatkowo powoduje powstawanie chińskich firm budowlanych zajmujących się, między innymi, wyrębem tajgi. Oficjalnie w Rosji zalega odłogiem 168 milionów hektarów ziemi ornej. Z tego tylko w 2012 r. Chińczycy dzierżawili 200 000 ha. Obecnie przyjmuje się, że na terenie Federacji Rosyjskiej przebywa na stałe ponad 5 milionów Chińczyków. Według amerykańskiego ekonomisty, Johna Parsonsa Wheelera, przy obecnym tempie chińskiej migracji na Daleki Wschód, w roku 2025 będzie spokojnie można mówić o chińskiej Syberii. A przecież już teraz władze Chin mogą dojść do wniosku, zainspirowane przez Władymira Władymirowicza, że ich ludność w Rosji jest prześladowana i że grożą jej bliżej nie określone pogromy. A wtedy tysiące chińskich „zielonych ludzików” w mundurach z „pierwszego sklepu za rogiem” może przybyć na pomoc swoim rodakom. Różnica będzie tylko taka, że Państwo Środka może sobie pozwolić na przysłanie ich sto razy więcej, niż Putin wydelegował na Krym.

Również w bardziej na zachód położonym obwodzie Rosji, województwie tiumeńskim, sytuacja narodowościowa nie przedstawia się korzystnie dla mieszkających tam Rosjan. Do tego odwodu, w czasach Związku Sowieckiego zesłano wiele tysięcy obywateli Ukrainy. Dzisiaj w 3,5 milionowym obwodzie, dziewiątym pod względem liczby ludności wśród podmiotów Federacji Rosyjskiej, zamieszkuje aż 72% potomków zesłanych Ukraińców. A może by i tam przeprowadzić referendum? Gdyby to zrobić uczciwie, pewnie by mogła powstać pośrodku Rosji autonomiczna, ukraińska republika. Według słów Putina, powstałaby zgodnie z wymogami ONZ i OBWE. W końcu obwód kaliningradzki jest ze wszystkich stron otoczony przez obce kraje, a należy do Federacji Rosyjskiej, to dlaczego obwód tiumeński, dookoła otoczony przez Rosję, nie miałby należeć do Ukrainy?

Póki co sytuacja jest bardzo dynamiczna i z każdym dniem coraz bardziej napięta. Państwa Zachodu nie mogą sobie pozwolić na kolejne przesuwanie czerwonej linii po przekroczeniu której Rosja już na pewno spotka się z bardzo zdecydowanymi i jednolitymi sankcjami. Świat nie może postąpić tak ugodowo, jak uczynił to Prezydent Stanów Zjednoczonych w Syrii. Tym razem przeciwnik jest dużo bardziej groźny i mniej przewidywalny. Rosja Putina,  niestety nie jest i chyba już nigdy nie będzie taka sama, jak Rosja Czajkowskiego, Mendelejewa, Okudżawy lub Wysockiego. Jeżeli nasze sankcje mają być przez nią dostrzeżone, a nie tylko wyśmiane musimy być silni w swojej jednomyślności i mądrych ekonomicznych działaniach. Wiadomo, że Putin będzie grał głównie na skłócenie pomiędzy sobą obecnych zachodnich aliantów. Mam nadzieję, że nie okaże się być mądrzejszy i bardziej stanowczy, niż razem wzięte, wszystkie pozostałe kraje cywilizowanego świata.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*