News Ticker

Głos dla Warszawy

Już tylko godziny dzielą nas od początku najbardziej wyjątkowego, obywatelskiego wydarzenia w naszym mieście. Po raz pierwszy w historii Warszawy, odkąd w roku 1609, król Zygmunt III Waza przeniósł stolicę Polski do grodu Warsa i Sawy, sami mieszkańcy zdecydowali o głosowaniu w sprawie odwołania jej prezydenta.

Historia prezydentów naszego miasta sięga okresu „starej Warszawy”, gdy pierwszym z nich został Jan Andrzej Menich (1695-96), a ostatnim Józef Michał Łukasiewicz (1791-92). W sumie w tym okresie rządziło stolicą Polski 29 prezydentów, podczas swoich 36 kadencji. Żaden z nich nie został karnie odwołany ze swego stanowiska. Potem, w okresie bezpośrednio poprzedzającym kolejne rozbiory (1792-95), rządziło magistratem 5 prezydentów, począwszy od znanej postaci Ignacego Wyssoty Zakrzewskiego, a skończywszy na mniej znanym Andrzeju Rafałowiczu. Oni również, bez względu na zasługi dla stołecznego miasta, opuszczali swoje stanowisko nie na skutek społecznego niezadowolenia, a innych, często losowych zdarzeń. Tak samo było z 4 prezydentami Księstwa Warszawskiego (1807-1815). Po odzyskaniu niepodległości, w Dwudziestoleciu międzywojennym, ten urząd sprawowało 5 prezydentów, począwszy od Stanisława Nowodworskiego (1921-22), a skończywszy na bohaterskim Stefanie Starzyńskim, zamordowanym przez Niemców w obozie koncentracyjnym. W czasach III RP, stołecznym magistratem zarządzało 6 „włodarzy” miasta, zaczynając od Stanisława Wygonowskiego (1990-1994), a kończąc na prezydenturze śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w okresie 18.11.2002 r. – 22.12.2006 r. W ponad trzystu letnim okresie prezydenckich rządów w stołecznym magistracie, urząd ten sprawowało 49 prezydentów, rządzących w Warszawie w różnych okresach, jedni dłużej, drudzy trochę krócej. Każdy z nich więcej lub mniej zapisał się w historii naszej stolicy. Ale żaden z nich, na skutek społecznego niezadowolenia warszawiaków, nie miał być odwołany z prezydenckiego stanowiska!!!

Dopełnieniem społecznego niezadowolenia z rządów Hanny Gronkiewicz – Waltz, jest, absolutnie dotąd niespotykane, partyjno – społeczne porozumienie ponad jakimikolwiek podziałami. Pani Hannie, swoją niekompetencją, arogancją i brakiem jakiejkolwiek wizji miasta, udało się dokonać rzeczy przez trzysta lat niewykonalnej : zjednoczyła przeciwko sobie wszystkie, nie rządowe środowiska stolicy. Przy jednym stole, namawiając do uczestnictwa w referendum zasiedli przedstawiciele aż 13 różnych ugrupowań, którzy nigdy wcześniej, nawet w połowie nie spotkali się przy jednym miejscu, głosząc ten sam społeczny przekaz. Obok siebie pojawili skrajni lewacy, republikanie, lewicowcy, konserwatyści i przedstawiciele środka polskiej sceny politycznej. Razem z nimi, pomysłodawcy odwołania H. G. – W., warszawscy samorządowcy. Czy kiedykolwiek w historii naszej stolicy byłoby to możliwe? Jak beznadziejne musiałyby być magistrackie rządy przed wojną, żeby jednym, oburzonym głosem mówili przedstawiciele polskich komunistów, PPS-u, Chieno – Piasta, BBWR-u, czy ONR-u? Nic takiego, ani razu się nie zdarzyło. Nigdy dotąd beznadziejne rządy w stołecznym mieście nie wymusiły tak powszechnej i różnorodnej fali społecznego oburzenia… Gdyby chodziło, jak tego chce coraz bardziej zdenerwowana pani Hanka, tylko o politykę, to tak powszechny protest nie byłby możliwy. Musi w tym tkwić jakieś drugie dno. Są nim całkiem ignoranckie, żeby nie powiedzieć denne, rządy wice przewodniczącej PO w Warszawie.

Desperackie próby obniżenia frekwencji, polegające na „zapomnieniu” rozwieszenia obwieszczeń wyborczych, czy zrywaniu naszych referendalnych plakatów, przyniosą, mam nadzieję, odwrotny od zamierzonego skutek. Dziś wypowiedziano Prawu i Sprawiedliwości w ostatniej chwili, salę, na której ma się odbyć końcowa referendalna konwencja naszej partii. Ludzie, którzy chcą dopisywać się do list wyborczych, są zastraszani wieczornymi wizytami straży miejskiej. Każda metoda jest dobra, by obronić Warszawę tylko i wyłącznie, jako prywatny folwark dla „partii miłości”.

Lamentujący, partyjni koledzy pani Hanny, załamują ręce nad kosztami tego objawu społecznego niezadowolenia obywateli. Ten argument, od momentu ogłoszenia referendum nie jest (a tak naprawdę, nigdy nie był) aktualny. Mamy szansę wypowiedzieć się, co sądzimy o rządach nowej, warszawskiej przewodniczącej Platformy. W przewidziany obowiązującym prawem trybie zebraliśmy wymaganą liczbę podpisów, aby referendum stało się faktem. Potępianie obywateli za korzystanie z ich prawem chronionych uprawnień jest, co najmniej, niedorzeczne. Tym bardziej, jak robi to rządząca i z tego powodu zobowiązana do strzeżenia obowiązujących przepisów, Platforma Obywatelska.

Możliwość zagłosowania w referendum daje Warszawie, jeszcze jedną, bardzo cenną szansę. Oto wybierzemy teraz nowego prezydenta na okres jednego roku. Tak wynika z obowiązującego, wyborczego kalendarza. Mamy niepowtarzalną możliwość przez cały rok przyjrzenia się, jak nowy „włodarz” miasta będzie sobie radził na tym stanowisku. Jeżeli się sprawdzi, wybierzemy go za rok ponownie, już na całą kadencję, Jeżeli nie, to w 2014 r. wybierzemy kogoś innego, a Warszawa pod złymi rządami następcy H. G. – W. straci tylko rok, a nie cztery lata.

Nie bójmy się pójść w niedzielę do lokali wyborczych. Nie dajmy się zastraszyć, ani wysłać w tym dniu na grzyby, Platformie. To nie rząd, a my sami decydujemy, jak chcemy spędzić wolny czas. Bądźmy wspólnie odpowiedzialni na losy naszego miasta i poświęćmy mu te parę minut na odwiedzenie wyborczego lokalu. Warszawa zasługuje na nasz głos.

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*