News Ticker

Dwie różne katastrofy?

Po katastrofie polskiego, rządowego „Tupolewa” i tragicznej śmierci wszystkich jego pasażerów, głównym wyjściowym argumentem przeciwników teorii zamachu był brak jakiegokolwiek politycznego, czy ludzkiego sensu takiego działania. Po zestrzeleniu przez pro rosyjskich terrorystów malezyjskiego, pasażerskiego „Boeinga”, to wytłumaczenie legło w gruzach z szybkością strącającej rejsowy samolot, rakiety „BUK – M”. Dziś już nikt nie puka się w głowę na myśl o zestrzeliwaniu rejsowych samolotów i mordowaniu ludności cywilnej przez Rosjan. Do miary przerażającego symbolu urósł już, pro rosyjski terrorysta, w geście tryumfu podnoszący do góry rękę z dziecięcą małpką wśród dymiących szczątków zestrzelonego „Boeinga”. Świat nie może już obecnie mieć żadnych wątpliwości, z kim ma do czynienia. Zachód ma obecnie przejrzeć na oczy. Jak to wszystko jest możliwe? Ci sami Sowieci, których po II wojnie światowej, własnoręcznie wpuściliśmy na wszystkie europejskie salony, okazali się jednak być azjatycką dziczą, niczym nie różniącą się od siepaczy Iwana Groźnego oraz degeneratów Lenina, Trockiego i Stalina? Tyle czasu zachodnia Europa nawiązywała z Rosjanami całą sieć wzajemnych handlowych powiązań i kontaktów, że dziś praktycznie nie wyobraża sobie życia bez surowców, produktów, a przede wszystkim pieniędzy płynących szczodrym strumieniem z Moskwy.

Odwiecznym problemem Europy jest niechęć w zrozumieniu i uznaniu raz na zawsze, że Rosja jest całkowicie innym politycznym bytem, niż nawet najbardziej kulawa, światowa demokracja. Od czasów powstania dynastii Romanowów (1613 r.) w kraju naszych wschodnich sąsiadów są nieprzerwanie sprawowane rządy autorytarne, organizowane przez silnego, wprowadzonym przez siebie wewnętrznym terrorem, uzurpatora. Najgorsze jest to, że wszystkie postacie mające władze absolutną w Rosji/Związku Sowieckim/Federacji Rosyjskiej nigdy nie rządziły na zasadzie własnego autorytetu, ale według metod zastraszenia publicznego i potęgi stworzonego przez siebie i poprzedników systemu policyjno – wojskowego nadzoru. Brutalnej kontroli nad każdym przejawem społecznej nieprawomyślności. A im mniej merytorycznie nadawali się do rządzenie krajem, tym bardziej zagłuszali swą niekompetencję wprowadzanym, wewnątrz państwowym terrorem.

Paradoksem jest fakt, że wybór na cara Wszechrusi, pierwszego z całkiem antydemokratycznej dynastii Romanowów – Michała Romanowa – został dokonany według demokratycznych zasad przez moskiewski Sobór Ziemski, składający się z przedstawicieli rosyjskiej szlachty i mieszczaństwa. Raz oddanej im nieopatrznie władzy, Romanowowie nie oddali już do Rewolucji Październikowej. W jej ciągłym sprawowaniu, nawet nie przeszkodziło im wygaśnięcie, po śmierci cara Piotra II (1730 r.), męskiej linii rodu. By dalej utrzymać się na tronie wybrali na cara wnuka Piotra I Wielkiego, księcia Holsztynu, Karola Piotra Ulryka z dynastii Oldenburgów. Oficjalne tytuł nowego cara brzmiał : Piotr III Holstein – Gottorp – Romanow. Żeby za nadto nie drażnić swoim poddanych, „rosyjski” władca zrezygnował z używania rodowego, niemieckiego nazwiska, stając się tylko kolejnym z Romanowów. Całości nowej monarchii dopełniła urodzona w Szczecinie, księżniczka anhalcka – Zofia Fryderyka Augusta von Anhalt – Zerbst, która po poślubieniu cara Piotra III Holstein – Romanow została cesarzową Katarzyną II Wielką. W ten sposób niemieckie rody przedłużyły panowanie imperium Romanowów, tworząc już w XVIII wieku początki przyjaźni rosyjsko – niemieckiej. Tak owocna inauguracja nowego, europejskiego sojuszu miała potem swoją kontynuację w prusko – rosyjskich rozbiorach Polski. Po I wojnie światowej, tym razem już bolszewickie Sowiety nie zapomniały o „skrzywdzonych” Traktatem Wersalskim Niemcach. Wbrew jego postanowieniom Sowieci udostępniali swoje tajne poligony wojskowe powstającej armii niemieckiej, sprzedali im broń, szkolili przyszłych dowódców Wehrmachtu. Oba totalitaryzmy, nie zważając na niby to inne ideologie, od dojścia Hitlera do władzy (też przecież w demokratyczny sposób!), od razu dostrzegły wspólnotę interesów. Ich celem stało się rządzenie tak wielkimi, światowymi obszarami, jak tylko to będzie możliwe, uznając demokrację za dawno niepotrzebny przeżytek. Stąd potem wspólny rozbiór Polski w 1939 r., wspólna defilada zwycięstwa w Białymstoku, czy „robocze” spotkanie przedstawicieli NKWD i Gestapo w Zakopanem. Totalitarni sojusznicy rozumieli się bez słowa. I gdyby nie „kłótnia w rodzinie”, która wybuchła 22 czerwca 1941 r., to nie wiadomo, jakie kraje byłyby dziś wolne w Europie.

Tak samo dzisiaj u W. Putina, jego działania nie są spowodowane żadną ideologią, żadną ochroną etnicznych mniejszości. Podobnie, jak Hitlerowi nie chodziło o Niemców Sudeckich, Stalinowi, o ochronę zamieszkałej w Polsce, „uciskanej” ludności białoruskiej i ukraińskiej, tak samo Putin ma naprawdę „gdzieś” niby ciemiężonych rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu, Naddniestrza, Doniecka i Ługańska. Liczy się tylko wzrost znaczenia Rosji, poprzez zastraszenie całego świata i maksymalne przesunięcie na zachód i południe sowieckich słupów granicznych. A jeżeli „wyzwolone” obszary zaczną się buntować, po pewnym czasie nie chcąc uznać absolutnej władzy Kremla? Rosja to wielki, wielo klimatyczny kraj. Na pewno odnajdą swoje miejsce w nowej, pewnie dużo zimniejszej rzeczywistości. I niestety nie ma żadnej obawy, żeby Zachód upomniał się o kogokolwiek z nich.

Dopóki państwa Zachodu same nie poczują się naprawdę zagrożone działaniami Rosji, dopóty nie zdecydują się na traktowanie Putina, adekwatne do jego imperialnych poczynań. Rozbił się samolot z prezydentem Polski na pokładzie? Zestrzelono malezyjskiego „Boeinga”? Przecież można nie latać nad Smoleńskiem i wschodnią Ukrainą! Dopóki samoloty nie zaczną spadać nad Amsterdamem, Paryżem i Londynem, to Zachód nie zrobi nic konkretnego. Będzie nadal traktował Rosję, jak gigantyczną, choć dziką i nie do końca przewidywalną stację benzynową. A Putin będzie powoli anektował kolejne terytoria, niby to dla dobra zamieszkującej je ludności. W ten sposób okrąży cały Stary Kontynent. I oby nie powtórzyła się historia z początku II wojny światowej, gdy Francuzi dumni ze swojej Linii Maginota spokojnie czekali ukryci za nią, na niemieckie czołgi. Tym czasem Hitler wcale jej nie szturmował. Po prostu ją obszedł, wychodząc na tyły zdziwionych aliantów. Dzisiaj Putin próbuje, niestety z powodzeniem, okrążyć całą Europę. Oby Francuzi znów nie obudzili się za jakiś czas z przerażeniem obserwując, jak Rosjanie podpływają pod Paryż na właśnie sprzedawanych im francuskich „Mistralach”. Jeszcze jest czas na otrzeźwienie. Ale jest go coraz mniej.

Jarosław Lewandowski

                                                                                                                                  

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*