News Ticker

Dożynanie sprawiedliwości

Na ten dzień czekało bardzo wielu konsumentów obecnej władzy. Można nawet powiedzieć, że powstał nieformalny, choć wcale nie skrywany, nowy i społeczny Front Jedności Narodu, czekający z wypiekami na twarzach na jedynie słuszne orzeczenie sądu. Wreszcie, choć po wielu latach, miała się dopełnić „sprawiedliwość dziejowa” i „największy szkodnik Polski ostatnich 20 lat” (wg. T. Lisa) miał ponieść zasłużoną karę. Złaknieni socjalistycznej sprawiedliwości, rozliczni „salonowcy” zanim padnie jedynie słuszna salwa plutonu egzekucyjnego, strzelali już z korków od szampanów. Połączone „słusznym gniewem” resortowe dzieci, postkomuniści, palikotowcy i platformersi, oczami wyobraźni pewnie już widzieli ten akt ostatecznego rozliczenia się z IV RP.

Na szczelnie wypełniony Stadion Narodowy, drabiniastym wozem zostaje przywieziony, jakże słusznie osądzony Antoni. Publiczność wstaje z miejsc, słychać świdrujące uszy gwizdy, po chwili przechodzące w narastające wycie oburzonych. W poszczególnych sektorach stadionu, spontanicznie rozwijają się kolejne transparenty : „Polskość to nienormalność”, „Dorżnąć watahy!”, „Róbta, co chceta” i „Pi……ę, nie rodzę!” Przeprowadzającej pierwszą relację na żywo z publicznej egzekucji, redaktor Katarzynie, również z rozrzewnienia kręci  się łezka w oku. Przecież nikt inny, jak ona sama nie tak dawno mówiła o Smoleńsku, że „ (…) prawda została ustalona, żadne fakty jej nie zmienią” Od dziś główny badacz tych faktów, nic nowego już nie odkryje. Skazaniec,  doprowadzony do samotnego słupka stojącego na samym środku boiska, zostaje starannie do niego przywiązany. W końcu może mieć powiązanie z nieczystymi mocami, lepiej do samego końca na niego uważać. Teraz dowódca plutonu egzekucyjnego wyprowadza z stadionowego tunelu wykonawców aktu sprawiedliwości. Chętnych do tej roli było aż tak wielu, że trzeba było ciągnąć losy. Po jednym sprawiedliwym wybrano z każdego z wiodących obecnie prym, „salonowych” środowisk. Co prawda, ludowcy odmówili udziału w tym bardzo ważnym społecznym akcie „oczyszczenia”, ale i tak będzie super! A o niewdzięcznym koalicjancie już przygotowuje swoją następną filmową superprodukcję niezawodny i niezmordowany reżyser Andrzej. Dopiero teraz można rozpoznać z trybun dowódcę naszych „pretorian”. Toż to lekko już podstarzały, rudawy aktor, mający siną barwą na torsie wykłuty, z daleka widoczny napis „III RP”. To będzie jedna z najważniejszych jego życiowych ról. Żeby tylko z emocji, nie pomylił słów komendy… Ale nie, wszystko odbywa się jak trzeba. Teraz obok skazańca pojawiają się pod rękę, pani Magdalena z panem Stefanem. Ona, znana feministka, on utytułowany spec od owadów. Wspólnie odczytują sekwencję wyroku ; za lustrację, rozbicie WSI i smoleńskie pytania, wyrok może być tylko jeden. Ileż osób już za parę minut odetchnie z ulgą! Jeszcze tylko siedzący w loży honorowej, na zielono ubrany gajowy ma dać znak do rozpoczęcia uroczystości. Może skorzystać z prawa łaski. Chwila zastanowienia, emocje sięgają zenitu. Zdecydowanym gestem,  wyciągniętej przed siebie ręki, kieruje do dołu gruby palec dłoni. Cały stadion na stojąco bije brawo. Takiej owacji nie było w tym miejscu, nawet po bramce Lewandowskiego z Grecją … Każąca ręka „salonowego” gniewu w końcu dosięgnie tego, który stanowił dla niego największe niebezpieczeństwo. Słychać karabinową salwę. Zanim przebrzmiała jej kakofonia, na płytę stadionu, wdzięcznym krokiem wkracza pewna kobieta w generalskim mundurze, o fizjonomii szefowej z przybytku rozkoszy. W dłoniach pewnie dzierży osikowy kołek i młotek. Licho nie śpi, trzeba „na wsiakij pożarnyj słuczaj” dokończyć rozpoczętego dzieła. Na jej widok na przeciwległej trybunie rozwija się wielki transparent „Udało się!”. Pod napisem widnieje jeszcze data z przed ponad trzech lat. Pani generał z uśmiechem pozdrawia rozwinięty na jej cześć baner.

Ale co się dzieje? Sąd oddalił akt oskarżenia!!! Sprawiedliwości nie stanie się zadość. Państwo w osobie prokuratury, nie zdało tak ważnego egzaminu. Lecz od czego jest tryb odwoławczy? Trzeba jak najszybciej zaskarżyć tę decyzję. I pomyśleć, co dalej z tak nieobliczalną prokuraturą? Gdy i ta ścieżka prawna zawiedzie, pozostaje zawsze komisja śledcza. I tu pojawia się kolejny kłopot. Jak słusznie zamartwia się red. J. Paradowska, zeznający przed komisją minister A. Macierewicz, może sam lepiej wypaść, od wszystkich, razem wziętych jej członków. Trzeba tak zrobić, żeby na komisji nie mógł zabrać głosu. Idąc tym tokiem rozumowania, może od razu zabetonować mu usta, a nogi wstawić do wiadra z płynnym cementem? Wtedy na pewno nie znajdzie słów na swoją obronę, łatwo będzie można przeprowadzić cały proces, sformalizować już dawno wydany przez „salon” wyrok. Jeszcze tylko trzeba zmienić, wystarczy tylko na ten jeden raz, ustawę o komisji śledczej. Tak, żeby mogła skazać oskarżonego. A potem już tylko krótka droga na Stadion Narodowy …

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

2 Comments on Dożynanie sprawiedliwości

  1. Czy autor zechciałby zdradzić namiary na swojego dilera ?

    • Krzysztof Skalski // 27 stycznia 2014 at 19:07 // Odpowiedz

      Dobra, pośmialiśmy się. A teraz pytanie: potrafisz napisać w kilku słowach z czym się w tekscie nie zgadzasz, czy to ciebie przerasta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*