News Ticker

Donald Kopacz

Obraz 412Odkąd miłościwie nam panujące Słońce Paru i zausznik frau Ribbentrop (tak o A. Merkel mówią na Ukrainie) stał się przewodniczącym Rady Europy, wszyscy zaczęli gorączkowo poszukiwać nowego premiera. Nieprzygotowanie całej tej operacji ilustruje fakt zupełnej dezorientacji wśród najwyższych platformerskich notabli. Ta niespójność oficjalnego przekazu, a właściwe mówienie nazajutrz po wyborze D. Tuska, dokładnie czegoś przeciwnego, niż miesiąc wcześniej, pokazuje, jak bardzo werdykt UE zaskoczył Platformę. Parę tygodni przed wyborem, praktycznie wszyscy pytani o taką możliwość politycy PO wręcz oburzali się na pomysł porzucenia przez premiera urzędu przy Alejach Ujazdowskich. Przecież to nieprawdopodobne, żeby coraz bardziej nabierającą wody, łajbę PO, mógł opuścić jej odpowiedzialny za całą łódkę kapitan. Wszak od dawien dawna wiadomo, że „kapitan schodzi z tonącego pokładu ostatni”. Tym bardziej, że i nasze krajowe podwórko jest coraz bardziej zagrożone wzbierającym sztormem ze wschodniej strony. Lecz, jak sam zainteresowany oznajmił niedawno z szelmowskim uśmieszkiem: „lubi zaskakiwać”. I wbrew „odwiecznym prawom morza”, jako pierwszy ewakuował się na suchy, belgijski ląd.

Zaraz po wyborze platformiani przywódcy zaczęli pod niebiosa wynosić osobisty sukces Donalda Tuska. Właśnie z takim akcentem, że pewnie nikt inny będący premierem RP, nie otrzymałby takiej propozycji. Tymczasem myślę, że rzeczy miały się zgoła inaczej. Unia zdecydowała się na powierzenie D. Tuskowi tej organizacyjnie i logistycznie ważnej funkcji w Europie nie dlatego, że urzekł ją swoją elokwencją, charyzmą i znajomością języków obcych, lecz z powodu potrzeby dania wyraźnego sygnału dla Rosji, że kraje Europy środkowo – wschodniej są ważnym elementem UE. Polska z tych krajów jest największa, stąd i owa nominacja trafiła do naszego premiera.

Oczywiście, że należy się cieszyć, że Polska została w ten sposób wyróżniona i, że Unia potwierdza ważną rolę, jaką w całej UE pełni Warszawa. Gdyby pan premier w sposób odpowiedzialny przygotował kraj na swoje odejście, to nie byłoby tyle zamieszania z wskazaniem kandydata na opuszczane przez niego stanowisko. A tak prezydium PO nominuje panią marszałek Sejmu, Pan Prezydent od razu przypomina, że to on wskazuje następcę na premierowy vacat, a G. Schetyna w telewizji oznajmia, że od poniedziałku jest otwarty na wszystkie propozycje. A więc może ta nominacja jednak zaskoczyła całą rządzącą koalicję?

Osoba nominowana kojarzy się z tak obecnie modną, głupawą grą „splash”. Może zaraz się okazać, że pani Ewa Kopacz przed kamerami obleje się kubłem zimnej wody, tym samym potwierdzając przyjęcie nominacji. Osobiście wątpię, żeby takie wiadro lodowatego płynu w wystarczający sposób otrzeźwiło panią marszałek, by była gotowa utworzyć kompetentny rząd i dobrze sprawować władzę.

Zbyt wiele ciągnie się za nią poważnych błędów z przeszłości, żeby społeczeństwo mogło obdarzyć ją wystarczającym kredytem zaufania. Ów kredyt wielokrotnie już zmarnowała. Będąc bardzo słabym ministrem zdrowia przez bardzo długi okres czterech lat, prawie zupełnie nie przygotowała reformy refundacji leków, narażając na niepotrzebne nerwy i straty tysiące chorych, chcących wykupić przepisane medykamenty. Zupełnie kuriozalne jest powszechnie znane kłamstwo smoleńskie, o przekopywaniu ziemi na metr w głąb w celu poszukiwania szczątków ofiar katastrofy. Czy ktoś, kto bez zmrużenia oka, z sejmowej mównicy mówi taką nieprawdę, jest godzien społecznego zaufania? Czy, gdyby znów, nie daj Boże!, stała się jakaś tragedia, to potrafiłaby udźwignąć jej ciężar, tym razem sprawując dużo bardziej odpowiedzialne stanowisko – Prezesa Rady Ministrów? Czy znów publicznie oświadczy coś, co będzie bardzo dalekie od prawdy? Pamiętajmy, że czasy mamy wyjątkowo niepewne i z urzędu premiera powinien zawsze być formułowany rzetelny i jasny przekaz dla obywateli.

Poza tym, jak zauważył redaktor P. Semka, pani marszałek jest typem neurotycznym, posiadającym niski poziom agresji. Byle co ją wyprowadza z równowagi, na niewygodne pytania reaguje zdenerwowaniem. Nieumiejętność odpowiedzi na różne problemy stara się przykryć własnym zniecierpliwieniem i oburzeniem. Czyli jej wypowiedzi bywają nie tylko nieprawdziwe, lecz również i niepolityczne.

Dużym błędem politycznym, niestety już nie tylko w słowach, ale i w czynach był wyjazd z oficjalną, sejmową delegacją do Chin w rocznicę masakry na placu Tiananmen. To taki polityczny elementarz. Jeżeli robimy błędy w naszej „pierwszej czytance”, to co będzie, gdy zaczniemy czytać lektury z gimnazjum? A idąc dalej tym tokiem rozumowania, sprawowanie urzędu premiera prawie czterdziesto milionowego kraju można porównać co najmniej do polonistycznych studiów doktoranckich…

Czy naprawdę nie było nikogo lepszego do rządzenia Polską? Pani E. Kopacz nie jest premierem technicznym na okres do przyszłorocznych wyborów, bo taka osoba powinna mieć niekwestionowany autorytet, własną wizję sprawowanej władzy i być w pełni niezależna w podejmowanych decyzjach. Powinna też mieć własnych, sprawdzone zaplecze polityczne, własnych zaufanych doradców. Tymczasem dotychczasowe samodzielne działania polityczne kandydatki na urząd premiera RP ograniczają się jedynie do doświadczeń radnej Sejmiku Mazowieckiego, którą była jeszcze z nadania Unii Wolności.

Myślę, że nowy przewodniczący Rady Europy postanowił „zjeść ciasto i je dalej mieć”. Niby odjeżdża do Brukseli, ale nad Wisłą zostawia w swoim zastępstwie bardzo zaufanego człowieka, jednocześnie prawie całkiem zdanego na jego sugestie, którym łatwo będzie mógł kierować z unijnego gabinetu.

W opinii bardzo dobrze znającego panią marszałek, J. Gowina, Ewa Kopacz „podczas podejmowania ważnych decyzji będzie wpadała w panikę”. Podobno również niezakupienie szczepionek przeciwko grożącej epidemii grypy nie było autorskim pomysłem ówczesnej pani minister zdrowia, a tylko wykonaniem polecenia wydanego przez jej mentora – premiera D. Tuska. A przecież sprawa szczepionek jest jedynym posunięciem przypisywanym cały czas obecnej marszałek, za które otrzymuje jakiekolwiek pochwały.

Szkoda, że na najniebezpieczniejszy okres w naszej powojennej historii, pan premier zostawia swój urząd, powierzając go osobie tak bardzo politycznie niesamodzielnej i nie posiadającej niezbędnej do sprawowania tej funkcji charyzmy. Lecz z drugiej strony nie możemy się za nadto temu dziwić. Jaka partia, tacy i kandydaci …

Jarosław Lewandowski

                                                                                                                                  

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*