News Ticker

Dlaczego nie chcę dziś słuchać oficjalnych przemówień?

Usłyszałem dziś fragment przemówienia Prezydenta RP B. Komorowskiego z okazji 70 Rocznicy Powstania Warszawskiego. Niby słowa są OK, można się pod nimi podpisać.

Dlaczego więc słowa te jakoś do mnie nie przemawiają?

Zacznę więc od początku….

Jest rok 1944, sierpień. Struktury AK organizują próby pomocy Powstańcom. O jednej z takich prób dowiedziałem się kiedyś od mojego Ojca, który jako zawodowy wojskowy w stopniu porucznika był „z urzędu” członkiem struktur podziemnych w małym miasteczku na Lubelszczyźnie.

A więc zgrupowanie. Dotychczasowi konspiratorzy, spotykają się w lesie – mają jakąś broń (pistolety, czasem automaty, kilka granatów…).

Idziemy do Warszawy, tam walczą jawnie!

Z opowieści mojego Ojca wynika, że było to przyjemne przeżycie. Koniec konspiracji, ukrywania się, dostawania po twarzy od gestapowca –volksdeutsch’a, zresztą znajomego z czasów przedwojennych. Teraz będziemy zabijać Niemców jawnie, w walce, a na sobie będziemy mieli jakieś mundury, albo chociaż fragmenty umundurowania. A zdrajcy, którzy za pieniądze i przywileje wyrzekli się swojego narodu i służą niemieckim panom przestaną być tacy butni i uciekną w popłochu.

Grupa dotychczasowych konspiratorów, a teraz już żołnierzy przemierza kolejne kilometry, zbliżając się powoli do Warszawy. Idą głównie nocą, najczęściej przez las. Co prawda Niemcy już uciekają, ale do końca nie wiadomo, jak zachowają się nadchodzący Sowieci. Mój Ojciec wie, że nie można im ufać (tę wiedzę przekazał zresztą i mnie, dlatego nie mam wątpliwości na temat tego, co stało się 4 lata temu pod Smoleńskiem).

No, ale nie udało się uniknąć spotkania z nimi…

Brzeg lasu, jakaś polana. W oddali widać czerwono –armiejców. Są dobrze uzbrojeni; oprócz kałaszy mają moździerze, stoją też nieduże tankietki. Dowódca zgrupowania AK decyduje się na negocjacje. Przecież walczymy razem, przeciwko wspólnemu wrogowi, Niemcom. Wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi, prawda? No, jeśli nawet nie na stałe, to choćby na tę chwilę, to przecież wydawało się naturalne.

AK-owski komendant przeszedł przez polanę, na spotkanie wychodzi mu sowiecki dowódca. Tak jednak, żeby spotkali się bliżej Sowietów. Rozmawiają przez chwilę – jest nadzieja, że dojdą do porozumienia.

Jednak w pewnym momencie, mój Ojciec widzi, jak ten Sowiet (prawdopodobnie oficer NKWD) znienacka pcha w ramię dowódcę oddziału AK, po czym wyjmuje pistolet i strzela mu prosto w głowę. Tankietki otwierają ogień…

Niestety, niczego nie można było zrobić, wobec przewagi niedoszłych „sojuszników”. Trzeba było wycofać się w las.

Co było później? Mijały lata, NKWD zamieniło się w GRU – w Polsce powstała tzw. Informacja Wojskowa, początkowo w gruncie rzeczy dowodzona przez „towarzyszy radzieckich” z GRU. Była to organizacja jeszcze straszniejsza niż UB, zawsze ściśle podporządkowana sowieckim służbom wojskowym.

Podczas jednej z kolejnych „odwilży” przemianowano Informację najpierw na WSW, a później na WSI (Wojskowe Służby Informacyjne). To byli ci sami ludzie, szkoleni przez tych samych „towarzyszy radzieckich”, na różnych akademiach sztabowych w ZSRS.

A teraz rządząca większość w Sejmie, próbuje zrehabilitować tych ludzi i osądzić tych, którzy kiedyś odsunęli ich od koryta w wolnej (no, może nie tak końca wolnej) Polsce.

I dlatego teraz słowa oficjalnych przedstawicieli obecnej władzy, choć niby brzmią sensownie, jakoś do mnie nie przemawiają. Mam wciąż przed oczami tamtego oficera NKWD z ojcowskich opowieści,  z pamiętnego sierpnia 1944…

 

1 Comment on Dlaczego nie chcę dziś słuchać oficjalnych przemówień?

  1. A dzisiaj ta ciżba moskiewskich zaprzańców, a dzisiaj te same psubraty/ z butami się pchają na Groby Powstańców i wieńce im niosą i kwiaty. Marian Hemar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*