News Ticker

Czy jestem dzisiaj „Charlie”?

Zabicie rysowników redakcji czasopisma przez ludzi fanatycznie broniących honoru swojej religii jest rzeczą straszną i trudną do zrozumienia dla współczesnego mieszkańca Europy. Mamy przecież sądy, wolność zgromadzeń, możliwość prowadzenia akcji politycznej, czy społecznej w celu przeciwstawienia się ludziom, którzy obrażają nasze uczucia. Czy Polscy komandosi mieliby strzelać do redaktorów pism, w których uparcie powtarza się brednie o „polskich obozach koncentracyjnych”? Czy należałoby spalić na stosie młode kobiety półnago wykonujące obsceniczne gesty z użyciem krucyfiksu na Placu Świętego Piotra? Nikt takich pytań nie zadaje.
A jednak, pomimo całego współczucia dla ofiar tej strasznej i idiotycznej zbrodni, nie mówię dziś „je suis Charlie” tak, jak nie identyfikuję się np. z tymi, którzy próbują wmówić światu, że Holokaust w znacznej mierze jest winą Polaków rzekomo współpracujących z jakimiś „nazistami” (młodzi ludzie w wielu krajach nie muszą wiedzieć tego, że naziści byli Niemcami) jak też nie mógłbym mieć nic wspólnego z pseudo aktorami ocierającymi swoje genitalia o wizerunek Ukrzyżowanego.
Te ostatnie działania są również przemocą – jest to przemoc psychiczna wobec wierzących, a także wobec ludzi mniej religijnych, szanujących jednak ostatnie dwa tysiąclecia naszej cywilizacji i nie będących obojętnymi wobec wyższych wartości, ani symboliki niezasłużonego cierpienia.
Podobno o zmarłych powinno się mówić dobrze, albo wcale. Dlatego nie będę pisać o zamordowanych rysownikach i redaktorach, ani  o tzw. karykaturach na temat chrześcijańskich (najczęściej), a niekiedy  muzułmańskich, lub żydowskich symboli. Powiem o szerszym zjawisku.
We współczesnym świecie łatwo jest zasłużyć sobie na miano prowokatora, nonkonformisty, odważnego krytyka, awangardowego artysty itp. kpiąc sobie z religii (zwłaszcza chrześcijańskiej), patriotyzmu i tradycyjnych wartości. Taka postawa może się wydawać nowoczesna, odważna i bezkompromisowa. W rzeczywistości jednak, w dzisiejszych czasach jest ona właśnie objawem konformizmu, często też oportunizmu, podążania za prądem, zgodą z obowiązującymi tendencjami i modą i nie ma nic wspólnego z odwagą, burzeniem zastanych schematów, czy wytyczaniem nowych ścieżek.
Może kiedyś należało być czasem burzycielem pewnych tradycji, które krępowały indywidualną wolność. Dziś jednak takie „burzenie” stało się częścią ideologii establishmentu, czymś bezpiecznym, popieranym przez elity i często biernie przyjmowanym przez szeroką publiczność, której może się wydawać objawem nowoczesności. To może nawet przynosić zaszczyty i znaczące profity uzyskane dość łatwym kosztem.
Poziom artystyczny przedstawienia teatralnego, wystawy malarskiej, czy karykatury może być żenująco niski, byle tylko ostro i dosadnie szydził z tego, co dla części społeczeństwa jest cenną wartością, czy świętością.
W mojej opinii jest to zwykłym oszustwem. Bardzo przeciętni, lub nawet marni artyści zyskują w ten sposób fałszywe miano odważnej awangardy, nie narażając się równocześnie tym, od których zależy ich kariera i pozycja, a jedynie tym, których, jak sądzą, mogą lekceważyć. Nie wszystkich jednak i nie zawsze można lekceważyć…
Obawiam się niestety, iż skutkiem ubocznym zbrodniczego zamachu fanatyków o wypranych mózgach, dokonanego ostatnio w Paryżu będzie to, że zwiększy się ilość różnego rodzaju szyderstw z wiary chrześcijańskiej i jej symboli po to, aby można było powetować sobie ograniczenia związane ze zbyt dużym ryzykiem kpienia z Proroka. Nas chrześcijan można obrażać przecież bezkarnie…
Czy mamy wobec tego brać przykład z muzułmańskich fanatyków? Na Boga, nie! Są inne sposoby działania – prawne, polityczne i inne, bez stosowania przemocy. Nie zawsze będą one skuteczne, a na pewno nie tak szybko i doraźnie działające, jak ostatni zamach w Paryżu (ponoć jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki zniknęły wszelkie karykatury Mahometa po obu stronach Oceanu).
Chrześcijaństwo zakłada jednak miłość bliźniego, wybaczanie nieprzyjaciołom itp. dlatego nie można kierować się nienawiścią wobec tych, którzy nas atakują. Tym się chyba różnimy od islamu, którego skrajne odłamy nawołują do pogardy i nienawiści wobec „niewiernych”.
Oni nie pozwalają na szyderstwa z Mahometa nigdzie na świecie, stosując metody zbrodniczych zamachów.
Zachodnia cywilizacja nie tylko, że pozwala na szyderstwa ze swoich chrześcijańskich korzeni nawet u siebie, ale nie robi praktycznie nic, aby powstrzymać masową eksterminację chrześcijan tam, gdzie panują inne religie i rządzą ich fanatycy.
Dlatego, oprócz zdecydowanego potępienia ostatnich zamachów we Francji, należy także potępić ludobójstwo chrześcijan na świecie (w tym obcinanie głów dzieciom), a także nie pozostawać obojętnym wobec poniżania naszej religii w Polsce i w Europie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*