News Ticker

Co zatrzyma Putina?

Konflikt krymski przeradza się z wielkim rozmachem w bardzo groźną konfrontację rosyjsko – ukraińską. Wszyscy ci, którzy wierzyli, że Sowiety zaspokoją swoje imperialne aspiracje po aneksji Krymu, powinni szybko zweryfikować swoje geopolityczne przewidywania. Musi niepokoić fakt, że służby NATO nie przewidziały zajęcia tamtych terenów przez rosyjskie wojska. Świadczy to o niezbyt uważnym monitorowaniu wschodniego pogranicza Ukrainy przez Północno – Atlantyckich analityków i planistów. Nie sądzę, żeby taki brak przewidywania mógł się zdarzyć Amerykanom w Syrii lub w Iranie. Wynika to z bagatelizowania, mam nadzieję, że już nie dzisiaj, problemu całkowitej zmiany rosyjskiej polityki zagranicznej. Zbyt długo cały zachodni świat nie dopuszczał do siebie myśli, ze   m. mogła tak diametralnie zmienić się z państwa, mimo wszystko będącego jakimś gwarantem stabilności w swoim rejonie świata, w kraj realnie zagrażający stabilizacji Europy i przez to pośrednio całego globu.

Metoda niepatrzenia w tamten rejon kontynentu i zamykania oczu na realne problemy Ukrainy nie spowoduje, że eskalujące zarzewie militarnego konfliktu samo przeminie, jak jakiś zły sen. Coraz bardziej zasadne staje się pytanie : Co zatrzyma Putina? Na pewno nie spełnienie jego pragnień, bo te sięgają pewnie tak daleko, jak tylko dadzą radę zajechać sowieckie BTR-y.

Nie pytam kto, bo powszechnie wiadomo, że może tego dokonać tylko mówiąca jednym, zdecydowanym, wręcz ostatecznym, głosem koalicja państw NATO i pozostałych krajów demokratycznej Europy. Kluczem do skutecznej realizacji jakiegokolwiek wspólnego planu jest niewyłamywanie się z jego zasad żadnego zachodniego alianta. Póki co na ponurą groteskę zakrawa postawa Francji, która z jednej strony potępia działania Kremla, a z drugiej sprzedaje Putinowi okręty wojenne mogące mu służyć do dalszych agresji na niepodległe państwa. Pytaniem jest, jakie wspólne działania zatrzymają w miejscu sowieckie aspiracje, a tym samym i „wyzwoleńczą”, rosyjską armię.

Na pewno nie będzie to otwarta, wojenna konfrontacja, chociażby dlatego, że, być może Rosja by sobie właśnie tego życzyła. W jakimkolwiek konflikcie nie należy przyjmować za swój, planu przeciwnika, bo on sam, skoro go stworzył, zawsze będzie miał przewagę w jego realizacji. Sowiety już rozmieściły wzdłuż granicy z Ukrainą około 100 000 żołnierzy, głównie wojsk zmechanizowanych i jednostek powietrzno – desantowych. Czyli Rosjanie są lepiej przygotowani do agresji, niż Ukraina do obrony. Okrążenie terytorium Ukrainy, od wschodu i południa powoduje, że Rosjanie, na razie mający skoncentrowane swoje wojska w rejonach Rostowa nad Donem, Kurska i Biłgorodu, mogą lada moment przeprowadzić atak ze wszystkich im dostępnych kierunków: na Czernihów (przy granicy z Białorusią), na Charków, Ługańsk i Donieck. Ponadto z okupowanego już Krymu na Chersoń i z Morza Czarnego na Odessę.

Dysproporcja sił rosyjskich i ukraińskich jest tak wielka, że podejmowanie walki na wschodniej granicy musi się skończyć pogromem obrońców. Z drugiej strony Ukraińcy nie mogą ciągle ustępować i w ogóle nie bronić swojego terytorium … I tak źle i tak tragicznie. Cała armia Ukrainy liczy 180 tysięcy żołnierzy, 700 czołgów, 2000 wozów opancerzonych, 70 śmigłowców, 200 samolotów bojowych i 26 okrętów (po aneksji Krymu już mniej). Na domiar złego, na 50 myśliwców sprawnych jest tylko kilkanaście. Reszta z nich służy na części zamienne, dla tych sprawnych. Najnowocześniejszy ukraiński samolot ma … 25 lat. Podobno jedyna ukraińska łódź podwodna, „Zaporoże” jest tak przestarzałą konstrukcją, że Rosjanie, którzy ją bezprawnie zaanektowali na Krymie, „wspaniałomyślnie” postanowili zwrócić okręt Ukrainie.

A jaki jest potencjał wojskowy Rosji? Sama Flota Czarnomorska posiada 40 okrętów wojennych. Armia sowiecka liczy 3 miliony żołnierzy (drugie miejsce na świecie), a jej stan mobilizacyjny wynosi aż 6,3 miliona wojskowych ( czwarte miejsce na naszym globie). Ponadto posiada 2194 samoloty bojowe (w tym 198 nowoczesnych bombowców, 69 odrzutowych samolotów transportowych o zasięgu do 4400 km, 25 odrzutowych strategicznych samolotów transportowych An-124 Rusłan, o zasięgu 16 000 km) i 18 628 czołgów i wozów bojowych. Bardzo groźne są rosyjskie strategiczne pociski balistyczne: o zasięgu 16 000 km (typ SS-18) – 60 wyrzutni i 585 głowic bojowych, o zasięgu 11 000 km (typ SS-27) – 77 wyrzutni i 77 głowic bojowych oraz o zasięgu 10 000 km (typ SS-19, SS-25) – 248 wyrzutni i 615 głowic bojowych. Rosyjskie pociski balistyczne krótkiego zasięgu to: do 70-120 km – 160 wyrzutni, do 300 km – 180 wyrzutni i od 280 do 480 km – około 60 wyrzutni. W samym Kaliningradzkim Okręgu Specjalnym, graniczącym z Polską, stacjonują dwie wielkie jednostki: 18 Gwardyjska Dywizja Zmechanizowana i 7 Gwardyjska Brygada Zmechanizowana. Nie mówiąc już o broni atomowej znajdującej się w sowieckich arsenałach …

Cały ten potencjał wojenny jest obecnie przygotowany nie tyle do walki z dużo mniejszymi wojskami Ukrainy, co do bezkrwawego marszu na zachód. Ale w wypadku zbrojnej konfrontacji, Rosja ma świadomość, że jej zaatakowany sąsiad będzie całkowicie osamotniony i że żaden kraj nie przyjdzie mu z realną pomocą. Sowieci będą dążyć do samotnego osaczania każdego następnego swojego celu. Dopóki Zachód będzie wciąż uważał, że „moja chata z kraja”, a Krym i Ukraina są za „siedmioma górami i siedmioma rzekami”, Putin będzie bez przeszkód realizował swój plan.

Jedynym rozwiązaniem jest to samo, czego nie zrobili nasi, pożal się Boże, sojusznicy we wrześniu 1939 roku. Wtedy jedyną szansą Warszawy było realne umiędzynarodowienie wojny polsko – niemiecko – sowieckiej. Gdyby na naszej zachodniej granicy, zgodnie z zawartymi sojuszami wojskowymi z Francją i Wielką Brytanią, stacjonowały ich oddziały, Niemcy atakując Polskę od razu zaatakowaliby naszych ówczesnych sprzymierzeńców. We wspólnej walce, już od 1 września 1939 r., anty hitlerowska koalicja naocznie pokazałaby faszystom, że porwali się nie tylko na nasz kraj, ale od razu na całą zachodnią Europę. Gdyby Stalin zobaczył z jakim zdecydowanym odporem od pierwszego dnia wojny spotkał się Hitler, pewnie w ogóle nie wszczynałby wojny z zachodnimi aliantami.

Podobnie, choć mam nadzieję, nie do końca tak samo, jest i teraz. Pakt Północno – Atlantycki najlepiej może pokazać Rosji swoją determinację i żelazną konsekwencję w realizacji zobowiązań sojuszniczych poprzez rozmieszczenie natowskich wojsk w krajach graniczących z Rosją. Gdyby w Polsce, Estonii, na Litwie i Łotwie na stałe rozlokować holenderskie, niemieckie, czy brytyjskie jednostki zmechanizowane i samodzielne bataliony czołgów, Sowieci od raz by pojęli, że NATO jest prawdziwą monolityczną jednością. Bez żadnych warunków wstępnych poparliśmy francuską interwencję w Czadzie. Czy teraz nie mamy prawa liczyć na rewanż? Gdyby tak Francuzi zamiast Rosji, w ekstra ordynaryjnym trybie, odstąpili Polsce flotyllę okrętów klasy Mistral, o ile bardziej Bałtyk byłby bezpieczny dla całej Europy?! W ramach wymiany sojuszniczych oddziałów. Polscy żołnierze mogliby, choćby symbolicznie, patrolować południowe granice NATO. Podobnie jak już teraz robią nasze samoloty F-16, patrolujące zamiennie z innymi „statkami powietrznymi” Sojuszu, przestrzeń powietrzną państw nadbałtyckich.

Zresztą koncepcja przyjęcia nowych członków do Paktu Północno – Atlantyckiego również powinna poprawić siłę i geostrategiczne możliwości Sojuszu. Punt 10-ty Karty Atlantyckiej pozwala każdemu państwu, które może wspierać zasady NATO i przyczynić się do bezpieczeństwa terytorium Sojuszu, prawo do ubiegania się o członkostwo. Odchodzący Sekretarz Generalny NATO, Andreas Rasmussen zapowiedział szybkie przyjęcie do Paktu takich krajów, jak Macedonia, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, czy Gruzja. Szczególnie przyjęcie tego ostatniego państwa będzie dużym wyzwaniem dla Sojuszu. Znaczyłoby to, że jakakolwiek ingerencja Rosji na terenie Gruzji, jak chociażby ostatnie, kilkukilometrowe , bezprawne przesunięcie granicy przez Sowietów będzie musiało w przyszłości spotkać się z obroną terytorium nowego sygnatariusza Paktu.

Czas na ponowne, bardzo dosadne zaznaczenie granic Zachodniej Europy w jednostronnie zmienionym przez Rosję układzie granic niepodległych państw. Nowy szef NATO, Jens Stoltenberg musi wspólnie z całym dowództwem Paktu mieć zawczasu gotową stanowczą odpowiedź dla Rosji, gdyby nie daj Boże, koncepcja Putina sięgała nie tylko odbudowy potęgi Sowietów w granicach byłego Związku Sowieckiego, ale co dużo gorsze, na obszarze byłego imperium Romanowów.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*