News Ticker

Co dalej Europo?

Od przedwczorajszego popołudnia cały świat nie może wyjść ze zdziwienia i przerażającego osłupienia. „Rosja przekroczyła kolejne granice” – jeszcze nieśmiało stwierdzają zachodnie media. To nielogiczne zdanie samo w sobie obrazuje nieporadność Starego Kontynentu. Jak można z jednej strony, ciągle przekraczać tę samą granicę, a z drugiej strony, ile razy można tę granicę cały czas przesuwać na swoją niekorzyść? Czy europejscy przywódcy znów powiedzą, że nic się nie stało? Pierwszą reakcją pani kanclerz Niemiec było stwierdzenie, że nie ma innej alternatywy, niż dialog z W. Putinem. Jak ten plan wprowadzać w życie, A. Merkel osobiście pokazała ucinając sobie publiczną, pełną wzajemnych uśmiechów pogawędkę z nowym carem wszech Rosji podczas finału brazylijskiego Mundialu.

Zachodni świat do zestrzelenia malezyjskiego samolotu, nie chciał zobaczyć toczącej się za swoją granicą wojny. Zamykano oczy na rozgrywający się otwarty konflikt, z setkami niewinnych ofiar, aktami zbrodni wojennych, wielokrotnym zbrojnym naruszaniem granicy suwerennego kraju – Ukrainy. Zupełną indolencją społeczności międzynarodowej było codzienne latanie dziesiątków pasażerskich samolotów nad terytorium objętym otwartą wojną. To zaklinanie rzeczywistości aż nadto jest widoczne w oświadczeniu malezyjskich linii lotniczych, że przecież nikt im nie powiedział, żeby tamtędy nie latali. A przecież kilkanaście dni wcześniej separatyści zestrzelili dwa samoloty An – 30, myśliwiec Su – 27, sześć śmigłowców i samolot transportowy przewożący 49 żołnierzy. Dwa dni temu terroryści zestrzelili ukraińskiego IŁ-a, następnego dnia transportowego „Antonowa 26” na bardzo dużej wysokości 6 000 m. Jednak żadne wnioski nie zostały z tych i innych zbrodni wojennych wyciągnięte. Czy jakikolwiek kraj prowadziłby pasażerskie loty nad terenem walk w Afganistanie, czy Iraku? Naiwność praktycznie całego świata można porównać to zachowania niektórych mieszkańców polskich wsi, którzy z zaciekawieniem we Wrześniu 1939 r., obserwowali walki powietrzne pomiędzy polskimi i niemieckimi samolotami. Działo się tak do czasu, gdy pewien chłopiec został trafiony zabłąkanym pociskiem któregoś z wojskowych samolotów. Tylko, że tamte zdarzenia miały miejsce ponad 70 lat temu i to w czasach, gdy możliwości strzelania na odległość, wśród cywilnej ludności nie były jeszcze wystarczające znane.

Jedyną kwalifikacją prawną zestrzelenia cywilnego, rejsowego samolotu jest nazwanie tego zdarzenia zbrodnią wojenną. Skutkiem takiej międzynarodowej zbrodni jest osądzenie winnych przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Gdyby nie miał zająć się tą sprawą, to należy zadać sobie pytanie, po co nadal istnieje? Jeżeli świat nie zareaguje w sposób adekwatny do powagi sytuacji i międzynarodowego rozmiaru zbrodni, to być może ta mobilna, zbrodnicza bateria zaczai się w innym miejscu Ukrainy, czy Rosji na następny statek powietrzny. I znowu, niby niechcący, odpali kolejną rakietę …

O poczuciu całkowitej bezkarności, bezmiarze buty i cynizmu terrorystów świadczy ich oświadczenie, że chcieli zestrzelić inny samolot typu „Su” lub „Antonow”. Takie buńczuczne oświadczenia może wydawać tylko ktoś mający za sobą potężnego mocodawcę. W ten sposób uliczny morderca mógłby się tłumaczyć, że przez pomyłkę zabił staruszkę, a przecież chciał „tylko” zastrzelić innego mężczyznę. Czym różni się zabicie bez żadnego powodu, w konflikcie zbrojnym trzystu żołnierzy zachodnich państw, od zamordowania w ataku artyleryjskim trzystu niewinnych cywilów? Chyba tylko tym, że pasażerowie Malaysia Airlines byli zupełnie bezbronnymi, niezwiązanymi z żadnym konfliktem zbrojnym, ludźmi. Dużo mniejsze wydarzenia służyły za casus belli, powód do wypowiadania wojen. Dziś, żeby uniknąć światowego konfliktu, świat zachodni musi przestać udawać, że wojna Ukraina – Rosja jest tylko sporem pomiędzy tymi dwoma krajami.

Po tym, jak ukraińskiemu wywiadowi udało się przechwycić rozmowy pomiędzy terrorystami potwierdzające sprowadzenie z Rosji nowoczesnego systemu rakiet przeciwlotniczych BUK – M, zwalczających cele do pułapu 15 000 m i chwalących się między sobą zestrzeleniem malezyjskiego samolotu mającego przewozić „szpionów”, nikt nie powinien mieć wątpliwości, kto stoi za tą wojenną zbrodnią. Według ich własnych słów miała strzelać rodzima, czyli rosyjska obsługa tych rakiet. Mamy tu do czynienia albo ze skrajną niekompetencją obsługi tego śmiercionośnego sprzętu, która nie umie rozróżnić niedużego samolotu bojowego od znacznie większej i szybciej lecącej maszyny pasażerskiej, lub ze świadomą zbrodnią wojenną mającą zastraszyć wszystkich tych, co chcieliby w jakikolwiek sposób wspierać rząd w Kijowie.

Zaraz po powstaniu swojego państwa, niepodległa Ukraina uwierzyła Zachodowi, że ten w zamian za likwidację broni atomowej zagwarantuje nienaruszalność jej granic. Efektem tego zawierzenia jest obecnie to, iż zacofany w technologii wojskowej Kijów musi sam odpierać, na swoim terytorium siły terrorystów jawnie zaopatrywane w nowoczesną broń przez Rosję. Mało tego, w ostatnim okresie na terenie Federacji Rosyjskiej odbyło się 45 pogrzebów przebywających na urlopie żołnierzy z rosyjskiego Specnazu i jednostek powietrzno – desantowych. Tylu Sowietów zginęło na Ukrainie, a ilu w dalszym ciągu okupuje jej wschodnie obszary? W tej sytuacji Zachód ma wręcz obowiązek, nie zważając na cyniczne protesty Moskwy, dozbroić legalną armię Ukrainy, tak by mogła bronić własnego terytorium. Tym bardziej, że Kijów już wielokrotnie o to sam zabiegał. Będzie to działanie na zasadach wzajemności, Rosja zbroi agresorów, Zachód broniące swoich terenów wojska Ukrainy. Tak, jak kiedyś stworzono most powietrzny do Berlina Zachodniego, tak obecnie należy utworzyć stałą trasę dostaw wszelkiego sprzętu i uzbrojenia, o który poproszą Ukraińcy. Podobnie w 1920 r. Węgrzy podarowali Polsce miliony sztuk amunicji, bez której nie mielibyśmy czym strzelać do bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Byliśmy wtedy jedynym przedmurzem zachodniej cywilizacji. Dziś tym przedmurzem jest Ukraina, odgradzająca nas swoim obszarem od imperialnej Rosji.

Miejmy nadzieję, że zabicie przedstawicieli dziesięciu różnych państw, z czterech kontynentów zmusi cywilizowany świat do adekwatnej reakcji. W postaci natychmiastowej pomocy w sprzęcie wojskowym dla broniących się i naprawdę dolegliwych sankcji dla agresorów. Może wreszcie teraz reakcja Zachodu nie będzie proporcjonalna do stopnia interesów, jakie ma w Rosji, ale odpowiednia do zbrodni, których co dzień dopuszczają się terroryści na obszarze niepodległej Ukrainy. Inaczej przygotujmy się na nagły i niekontrolowany wzrost obszarów zajętych przez Rosję, których granice będą wyznaczały stanowiska mobilnych baterii rakiet dalekiego zasięgu i wraki strącanych przez nie zagranicznych samolotów.

Jarosław Lewandowski

                                                                                                                                  

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*