News Ticker

Bilans Euro – Majdanu

Powoli zbliża się do końca 2013 rok, również niezbyt spiesznie, lecz równie nieodwracalnie kończy się kijowska euro rewolucja. Stołeczne niepokoje Ukraińców, wbrew oczekiwaniom ich organizatorów, nie „rozlały się” na cały kraj, a jedynie ograniczyły do kwartału ulic otaczających kijowski Majdan. Wyemitowana przez telewizję „Republika”, krótka wypowiedź dopiero co przybyłego z Ukrainy, redaktora Dawida Wildsteina, jest jakby zwięzłym podsumowaniem grudniowych protestów naszych południowo – wschodnich sąsiadów. Dziennikarz stwierdza, że wiele wskazuje na to, iż władza dogadała się z opozycją, w konwencji polskiej Magdalenki. Wszystko rozejdzie się po kościach, rządzący zachowają swoje status quo, może jedynie za cenę niewyciągania żadnych konsekwencji w stosunku do ustępujących z „Majdańskich barykad” , opozycjonistów.

Czy w ogóle był możliwy jakikolwiek inny scenariusz zdarzeń? Śmiem twierdzić, że ani przez moment nie było żadnych realnych szans na jakieś alternatywne rozwiązanie. Przede wszystkim dlatego, że samo ukraińskie społeczeństwo, w swojej większości, nie jest za porzuceniem Rosji i związaniem się z Unią Europejską. Jedynym, naprawdę miarodajnym sprawdzianem kto jest za czym, za naszymi wschodnimi rubieżami, byłoby ogólnokrajowe unijne referendum. Ale na takie rozwiązanie nigdy nie zdecyduje się żadna ze stron konfliktu. Władza nie będzie chciała podjąć, nawet małego, ale w rezultacie nieodwracalnego ryzyka przegrania narodowego, pro europejskiego plebiscytu. Z kolei opozycja dobrze wie, że przed referendalne prognozy nie wskazują na ich wygraną.

Myślę, że związki dzisiejszej Ukrainy z Rosją można porównać, przy zachowaniu koniecznych proporcji, do XVII wiecznych powiązań Imperium Osmańskiego z Chanatem Krymskim. Ponad 400 lat temu, Turcy i Tatarzy, choć formalnie były oddzielnymi państwami, tak naprawdę pozostawały w bardzo ścisłej, wzajemnej zależności. Bachczysaraj był przez trzysta lat lennikiem Konstantynopola. Łączyła ich wspólna religia, polityka zagraniczna, wspólne plany podbicia Europy (czyli całego ówczesnego świata) i system monarchii absolutnej rządzącej w obu tych państwach. Wielokrotnie wysyłane polskie poselstwa, co prawda zawsze były na Krymie uprzejmie wysłuchiwane, ale pod ich wpływem nigdy Tatarzy nie wyrzekli się swojej zależności od Porty. Chan zawsze chętnie przyjmował wszystkie dary i tak zwane upominki, lecz pod jego chytrym, azjatyckim uśmiechem nigdy nic dobrego się dla Rzeczypospolitej nie kryło. Podobnie jest z obecną zależnością Kijowa od Moskwy. W obu krajach w przeważającej większości występuje prawosławie, które jest sprytnie wykorzystywane przez zależnego od Kremla, prawosławnego Metropolitę Moskiewskiego, jako oręż w walce z „zaborczym katolicyzmem”. Cerkiew prawosławna zawsze była instytucją pro rządową, czy to w czasach carskich, czy w postsowieckiej Rosji. Obecnie prawosławni duchowni, bojąc się utraty swoich i tak nie niezbyt wielkich, wpływów w społeczeństwach rosyjskim i ukraińskim, co najmniej nie popierają jakichkolwiek pro europejskich zmian w swoich krajach. A ich głos, choć częściowo, kształtuje opinie mieszkańców tamtych obszarów. Większość Ukrainy cały czas, pomimo wyodrębnienia się autonomicznego choć niekanonicznego ukraińskiego prawosławia, tak zwanego Patriarchatu Kijowskiego, należy do Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Patriarchat Moskiewski zachował też kontrolę nad wszystkimi najważniejszymi ośrodkami pielgrzymkowymi na Ukrainie, w tym najważniejszą dla Ukraińców, porównywalną co do znaczenia z polską Jasną Górą – Ławrę Poczajowską, klasztorem w Poczajowie na Wołyniu. Wśród większości ukraińskich, prawosławnych hierarchów, przeważa pogląd, że podział na Rosję, Ukrainę i Białoruś jest podziałem sztucznym i należy mówić i dążyć do wspólnej przestrzeni kulturowej i wyznaniowej całego obszaru dawnej, Świętej Rusi. Jak widać euro niechęć ukraińskiego prawosławia była i jest poważnym problemem do obrania przez Kijów stałego kursu na zachód.

Kolejnym wspólnym elementem rosyjsko – ukraińskim, a tym samym różniącym oba te kraje od reszty Europy, jest praktycznie wprowadzony system monarchii absolutnej przez sprawujących w obu państwach władze : Włodzimierza Władymirowicza Putina i Wiktora Fiedorowicza Janukowycza. Według ukraińskiego portalu informacyjnego for ua., powołującego się na wiadomości o zakupach państwowych, roczny koszt utrzymania ukraińskiego prezydenta kosztuje podatników 80 mln USD. Janukowycz posiada kilka ogromnych  prezydenckich rezydencji. Między innymi, położony niedaleko Kijowa w miejscowości Zalesie, prywatny teren łowiecki o powierzchni… 40 000 ha! Poprzedni prezydent, W. Juszczenko wydał dekret o uznaniu tych terenów za park narodowy, jednakże Wiktor Fiodorowicz utworzył tam własne ranczo, którego samo ogrodzenie (60 km) kosztowało jego państwo 875 000 USD. Inna, mniejsza bo 10-cio hektarowa, zimowa rezydencja pod Iwano – Frankowskiem została ostatnio wyremontowana za 29 mln USD, a sama rekonstrukcja altany w tejże hacjendzie kosztowała 3 mln USD! Do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma o kapitale założycielskim wynoszącym w przeliczeniu … 4 125 USD. To prawdziwy azjatycki cud gospodarczy! Generalnie, we wszystkich tak zwanych „przetargach” na wykonywanie zamówień rządowych startuje tylko jeden, choć za każdym razem inny, wykonawca. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że są to przypadkowe firmy „z ulicy”. W. Janukowycz prywatnie poza zamiłowaniem do polowań jest też zapalonym wędkarzem. Jego „wyprawy na ryby” kosztowały Ukraińców, w ciągu trzech lat 2 mln dolarów. Powstanie następnej myśliwskiej rezydencji, o nazwie Wiestnik, liczącej 17 ha, spowodowało likwidację 37 000 ha parku narodowego. Obszary wszystkich rezydencji są dokładnie pilnowane przez służby państwowe. Gdy do tego dodamy roczny koszt, głównie konsumpcyjny, wydatków kancelarii prezydenta w wysokości ponad 6 mln USD i rządową flotę 385 ekskluzywnych samochodów wartości 5 mln dolarów amerykańskich, to będziemy mieli, choć ogólne, pojęcie o formie sprawowanych rządów, przez prezydenta tego biednego kraju. Sami zwolennicy prezydenckiej Partii Regionów, którzy byli zwożeni do organizowania demonstracji poparcia dla obozu władzy, otwarcie przyznają, że są im za to wypłacane państwowe pieniądze. W każdym demokratycznym kraju z tego powodu powstała by, co najmniej parlamentarna komisja śledcza. Na Ukrainie, podobne praktyki wywołują tylko wzruszenie ramion. Zresztą prezydenckie rządy na Ukrainie muszą być co najmniej pięciokrotnie cięższe niż takie same obowiązki prezydenta Stanów Zjednoczonych, bo roczne zarobki W. Janukowycza wynoszą 2,5 mln USD, gdy wynagrodzenie B. Obamy sięga tylko … 600 000 USD. W jaki sposób taki udzielny monarcha i jego nie mniej skorumpowana administracja zgodzą się na oddanie władzy? Nawet najmniejsze zbliżenie z Europą i otrzymanie od niej jakichkolwiek pieniędzy spowoduje, że to „wastoczne perpetuum mobile” przestanie nagle przynosić bajońskie zyski dla jego twórców. Żadne udzielne rządy nigdy same z siebie nie zgodziły się na dobrowolne przekazanie państwowego przywództwa. Przy wprowadzeniu demokracji i uczciwym działaniu wymiaru sprawiedliwości, cała ukraińskie władze musiałyby, chociażby tylko za samą korupcję, wylądować na wiele lat w więzieniu. Janukowycz, sam już dwukrotnie skazywany za zwykłe przestępstwa kryminalne, jakoś nie wygląda mi na człowieka, który kolejny raz, tym razem z własnej inicjatywy, zatrzaskuje za sobą więzienną furtę.

Również wspólnota prowadzonych ostatnich wojen, na szczęście odległa, bo drugo wojenna, wskazuje na ukraińsko – rosyjskie braterstwo broni. Kroczący ramię w ramię z Sowietami, setki tysięcy ukraińskich „krasnoarmiejców”, tak samo jak i Rosjanie nie tylko walczyli z Niemcami, ale też na równi z nimi dopuszczali się mordów i gwałtów na Polakach. Pomnik gwałcącego kobietę sowieckiego sołdata, który tak bardzo oburzył rosyjskie MSZ, po części dotyczy również żołnierzy ukraińskich. Mordy na polskich Kresach wschodnich, bestialstwo w Powstaniu Warszawskim, gwałty na ludności cywilnej wykonywane przez UPA i zwykłych ukraińskich sąsiadów, czy zbrodnie na Polakach dywizji SS Galizien, to jest niestety wspólna polsko – ukraińska historia. Gdy marszałek Józef Piłsudski chciał wyzwalać Ukrainę razem z „białym” atamanem S. Petlurą spotkał się z do dziś niezrozumiałą obojętnością potomków dawnych Rusinów. Stało się tak między innymi dlatego, że tak silne było od wieków przywiązanie Ukraińców do wszystkiego co rosyjskie i anty europejskie. A czy mamy jakąś wspólną wojskową tradycję? Na ponurą farsę zakrawa  II-go wojenna historia rozgrywająca się w 1944 r. we Lwowie, gdy żołnierze Polski Podziemnej opanowali na parę dni miasto po wycofaniu się z niego hitlerowców. Z wielu kamienic zostali wtedy ostrzelani przez ukraińskich „bojowników”. W niektórych przypadkach odbywało to się z tych samych okien, z których niespodziewanie ostrzeliwano wycofujących się żołnierzy Wojska Polskiego we wrześniu 1939r. Ot, taka ukraińska tradycja …

Niestety, póki co , nie mamy z Ukraińcami wspólnych „punktów zaczepienia” na których moglibyśmy teraz budować nasze obecne współdziałanie. Dwustronna współpraca, jak sama nazwa wskazuje, polega na wzajemnym czerpaniu korzyści. Cały szereg naszych polityków wielokrotnie zapewniał Euro Majdan o naszych pro ukraińskich sympatiach. Kiedy z ust kijowskiej opozycji usłyszeliśmy podobne zapewnienia? Czy ta sytuacja , choć częściowo, nie przypomina przedwiecznego, krymskiego chana, uprzejmie przyjmującego polskie upominki?   Obecnie ukraińska opozycja nie jest nawet w stanie wspólnie sformułować własnego minimum programowego, opartego na konkretnych i racjonalnych postulatach politycznych i gospodarczych. Podczas „pomarańczowej rewolucji” mieli chociaż jeden istotny postulat powtórzenia sfałszowanych wyborów i wokół niego zbudowali wspólny front przeciw rządzącym. Dzisiejsze protesty są tylko „parą idącą w gwizdek”, bliżej niesprecyzowanymi aktami oburzenia na skorumpowaną, lecz legalnie wybraną władzę.

Przy braku zaangażowania Stanów Zjednoczonych w kijowskie protesty, obniżeniu cen sowieckiego gazu dla Ukrainy o przeszło połowę i oligarchów, którzy nigdy nie zgodzą się na przejrzyste metody funkcjonowania ukraińskiej gospodarki, Euro Majdan jest tylko „snem o wolności”, pryskającym jak nocna mara w zderzeniu z obowiązującymi realiami.

Pan premier Jarosław Kaczyński, jako pierwszy, osobiście zadeklarował Ukraińcom, że Polacy będą wspierać wszystkie demokratyczne przemiany w ich kraju. To bardzo cenne zapewnienie, w sytuacji, gdy słowa te wypowiada prawdopodobnie następny premier Rzeczypospolitej. Ale myślę, że to jedna, ważna deklaracja powinna na razie kijowskim opozycjonistom w zupełności wystarczyć.

Czy to oznacza, że nic obecnie nie możemy zrobić dla naszego południowo – wschodniego sąsiada? Owszem, możemy starać się przypilnować, w ramach międzynarodowej misji obserwacyjnej, żeby nadchodzące ukraińskie wybory odbyły się całkowicie uczciwie. Gdyby nastąpiło pokojowe przekazanie władzy, będzie czekała nas organiczna praca od podstaw, żeby nasze wzajemne stosunki mogły być oparte na wzajemnym zaufaniu i obopólnych korzyściach. Póki co dalsze angażowanie się w wewnętrzne kłótnie naszych sąsiadów nic dobrego dla naszego kraju nie będzie mogło przynieść.

Jarosław Lewandowski

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*