News Ticker

Atomowy relikt bolszewizmu

72675_384465921650981_2062077462_n (1) Licząca 22 757 000 zniewolonych mieszkańców Koreańska Republika Ludowo – Demokratyczna (KRLD) jest obecnie najbardziej totalitarnym, nieprzewidywalnym, a przez to i niebezpiecznym państwem na świecie. Od czasu tak zwanej wojny koreańskiej (1950 r.) Korea Północna pozostaje w stanie formalnej wojny w Koreą Południową.  Panujący w kraju, od samego jego powstania, kult jednostki, najpierw „Wielkiego Wodza” – Kim Ir Sena, potem „Ukochanego Przywódcy” – Kim Dzong Ila, a w końcu teraz „Najwyższego Przywódcy Partii, Armii i Narodu” – Kim Dzong Una, powoduje sprawowanie, przez wymienionych, całkowicie bezkarnych i dyktatorskich rządów w kraju.

Obecny komunistyczny satrapa jest chyba najbardziej nieprzewidywalnym z całej rodziny Kimów. Do śmierci swego ojca, Kim Dzong Ila, nigdy nie wypowiadał się i nie pokazywał publicznie. Pomimo tego, że już drugi rok sprawuje niepodzielną władzę w KRLD jest osobą do końca nie poznaną. Nawet dokładnie nie wiadomo, kiedy się urodził. Niepodawanie daty jego urodzin ma na celu ukrycie młodego wieku dyktatora, co w połączeniu z ogromem sprawowanej władzy i militarnymi możliwościami Korei Północnej może być bardzo niebezpieczną mieszanką wybuchową dla całego, cywilizowanego świata. Prawdopodobnie ma teraz około 30 lat. Urodził się jako trzeci syn Kim Dzong Ila i jego partnerki Ko Yong Hui, nazywającej go oficjalnie „Królem Porannej Gwiazdy”. Starsi od niego bracia nie nadawali się na objęcie rządów ze wzglądu na swoją infantylność, czy wręcz ograniczenia umysłowe. Starszy, przyrodni brat Una, Kim Dzong Nam został wygnany z kraju przez swojego ojca (Kim Dzong Ila) po tym jak aresztowano go za próbę wjazdu do Japonii z fałszywymi dokumentami. Jak sam przyznał z rozbrajającą szczerością jechał tam, żeby … obejrzeć tokijski Disneyland! Obecnie mieszka w Chinach i Makau, gdzie pędzi żywot otyłego, beztroskiego playboya.

„Król Porannej Gwiazdy” najpierw uczył się w elitarnej koreańskiej szkole dla partyjnych dygnitarzy Partii Pracy Korei (PPK). Następnie, w wieku jedenastu lat wyjechał do Szwajcarii, gdzie uczęszczał do międzynarodowej szkoły w Gumligen pod Bernem, a potem do publicznej szkoły w Liegefeld. Nauki pobierał pod pseudonimem, oficjalnie podając się za syna kierowcy ambasady KRLD w Szwajcarii. Nauczył się tam języka francuskiego i angielskiego. Po powrocie do kraju w ogóle nie pokazywał się publicznie. W styczniu 2009 r. „Ukochany Przywódca” wystosował dyrektywę nakazującą włączenie Una do kierownictwa PPK i mianowania go swoim zastępcą. 28 września 2010 r., w przeddzień kolejnego zjazdu partii, Kim Dzong Il nadał swojemu synowi (i swojej siostrze!) stopnie generalskie, natomiast podczas tego zjazdu PPK Un został mianowany wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej i członkiem Komitetu Centralnego PPK. Po śmierci ojca (17 grudnia 2011 r.) Kim Dzong Un został ogłoszony jego „wielkim następcą”. Następnie stanął na czele komitetu pogrzebowego „Ukochanego Przywódcy”, liczącego, bagatela!, 232 osoby. Już 26 grudnia 2011 r. został określony jako „Niezłomny Przywódca Partii, Państwa i Armii”. W 2012 r. objął w kraju najwyższe stanowiska partyjne i państwowe : został I sekretarzem Partii Pracy Korei i Pierwszym Przewodniczącym Narodowej Komisji Obrony (stanowisko odpowiadające głowie państwa). Od tego momentu stał się jedynym władcą w swoim kraju. Tak naprawdę nie wiadomo, czy sprawuje władzę samodzielnie, czy jest sterowany przez starą wojskową generalicję z czasów swojego ojca. Istnieją opinie, że w rządzeniu pomaga mu jego wuj Chang Sung – taek, mąż siostry Kim Dzong Illa. Un, od 6 lipca 2012 r. pokazuje się publicznie z Ri Sol Dżu, z którą podobno wziął ślub i mają wspólnie jedno dziecko. Podobno młody komunistyczny dyktator, żeby bardziej upodobnić się do swojego dziadka, kazał zrobić sobie na jego podobieństwo operację plastyczną.

Rządzona przez niego Korea Północna należy do najbardziej zacofanych krajów regionu i świata. Oczywiście z wyjątkiem armii pochłaniającej lwią część narodowego budżetu. Roczne PKB komunistycznej Korei wynosi 1800 USD na jednego mieszkańca, co odpowiada dochodom na głowę mieszkańców najbiedniejszych państw Afryki. Przykładowo PKB na każdego południowego Koreańczyka wynosi 31700 USD (2011 r.), a mieszkańca sąsiednich Chin – 8400 USD. W zeszłym roku zapowiedziano pierwsze od dziesięciu lat podwyżki płac dla obywateli północnej części półwyspu. Obecna średnia płaca w KRLD wynosi 3000 wonów, podczas gdy kilogram ryżu kosztuje … 5000 jednostek tej waluty! Praktycznie od powstania północnego reżimu obowiązuje tam kartkowy system sprzedaży żywności. Od zawsze brakuje w całym kraju nośników energii, a ludzie ogrzewają mieszkania przy pomocy prymitywnych „kóz” na drewno i odpadki. Tam, gdzie jest doprowadzony prąd, bywa on bardzo często wyłączany.   Podczas wielkiej klęski głodu w latach 1995 – 97 życie straciło około miliona północnych Koreańczyków. Ludzie żywili się wtedy, i tak robią też nierzadko do dzisiaj, trawą i korą drzew. Zdarzały się też przypadki kanibalizmu. Obecnie ocenia się, że około pięciu milionów ludzi w KRLD grozi śmierć głodowa, a 40 % dzieci cierpi na chroniczne niedożywienie. Z powodu ciągłego braku żywności północni Koreańczycy są bardziej podatni na wszelkie choroby. W szpitalach natomiast brakuje podstawowych środków opieki medycznej, takich jak opatrunki, bandaże, strzykawki, skalpele, nie mówiąc już o antybiotykach. Jedynym źródłem informacji w tym chyba najbardziej cenzurowanym kraju świata, jest oficjalna propaganda sukcesu i formalnej nienawiści do wszystkiego co „imperialistyczne” i amerykańskie. Nieliczni, przygraniczni mieszkańcy mogą odbierać zagraniczne rozgłośnie, ale za słuchanie ich grozi kara zesłania do obozu pracy, czyli koreańskiego „łagru”. Koreańczykom nie wolno prawie w ogóle podróżować. Władze przeprowadzają comiesięczną kontrolę miejsca zamieszkania. Wyjazd poza region własnego zameldowania wymaga zgody Agencji Bezpieczeństwa Publicznego i jest wyrażana tylko w wyjątkowych przypadkach, takich jak pogrzeby, śluby, czy służbowe delegacje. W rodzinach, które według komunistycznych władz, mogą być zagrożeniem dla panującego systemu, są przeprowadzane przymusowe rozwody. Czasami są wykonywane publiczne egzekucje na skazańcach.

Koreańskie obozy pracy, do których pod byle powodem są zsyłani „nieprawomyślni” obywatele, tak naprawdę są obozami koncentracyjnymi, niczym nie różniącymi się od ich niemieckich, czy sowieckich pierwowzorów. Tylko metody tortur i sposoby mordów są dużo bardziej wyrafinowane niż u hitlerowców i sowietów. Prawdopodobnie takich obozów koncentracyjnych na terenie komunistycznej Korei jest siedem. Przebywa w nich około 200 tysięcy zesłanych. Trafiają tam ludzie, którzy nie tylko czynem, ale i słowem obrazili kogoś z klanu „wielkich” Kimów. Na przykład dziennikarze są zsyłani do obozów za przekręcenie, podczas swojej pracy, nazwiska jakiegoś partyjnego kacyka. Inni często są aresztowani tylko dlatego, że trzeba wypełnić limit rocznych zatrzymań „reakcjonistów”, czyli darmowej siły roboczej. Dlatego zostają aresztowani zupełnie niewinni ludzie posądzeni o brak lojalności wobec Partii Pracy Korei (PPK). Zostają potem uwalniani, co dziesięć lat (!) z okazji rocznicy urodzin któregoś z Kimów. Więźniowie cierpią każdego dnia  głód, poniżenie i tortury. Codzienne porcje żywności wynoszą 100 – 150 gramów, co ma wystarczyć na szesnaście godzin ciężkiej pracy. Czasami nie dostają nawet tych głodowych norm. Zdesperowani skazańcy z głodu polują na wszystko, co się rusza, nawet na węże, żaby, czy szczury. Nierzadko wydłubują niestrawione ziarna z odchodów drobiu hodowanego dla obozowych strażników. Za byle jakie przewinienie więźniowie są bici lub po prostu zabijani poprzez rozstrzelanie, powieszenie lub zakopanie żywcem. Reżim Kimów skonstruował specjalne komory gazowe w których zagazowuje się na śmierć całe „nie prawomyślne” rodziny. Straszliwym „elementem wychowawczym” są takie komory w kształcie prostopadłościanu, a wykonane z przeźroczystego szkła. Po wprowadzeniu nieszczęsnych skazanych strażnicy wpuszczają do wnętrza pomieszczenia gaz, a pozostali więźniowie muszą przyglądać się przez szyby jak ofiary powoli konają w męczarniach.

Same obozy są podzielone na „strefy szczególnej kontroli” i „strefy rewolucjonizujące”. Więźniowie pierwszej ze stref nigdy nie wychodzą żywi z obozu. Skazańcy ze strefy drugiej mają szansą na przeżycie poprzez „reedukację”. Podczas zajęć, oczywiście po morderczej pracy, czytają przemówienia Kim Ir Sena, Kim Dzong Ila lub Kim Dzong Una, a potem są rozliczani z przeprowadzanej przez siebie samokrytyki. W celu reedukacji dostają nawet trzy zeszyty, pióro i kałamarz (dokładnie przestrzegany przydział dla każdego z resocjalizowanych)

Jak każda potężna dyktatura, KRLD posiada bardzo liczny aparat wojskowo – policyjny, gwarantujący utrzymanie się ich politruków u władzy. Korea Północna jest obecnie najbardziej zmilitaryzowanym państwem na świecie. W sytuacji, gdy zwykłych obywateli przymiera głodem i jest na granicy fizycznego unicestwienia, lwią część PKB pochłaniają coraz to nowe zbrojenia. Koreańska Armia Ludowa (KAL) liczy 1.106.000 żołnierzy, co jest czwartą, co do liczebności armią świata. Aż 20 % mężczyzn w przedziale wieku 17 – 54 lata jest w regularnych siłach zbrojnych. Służbę wojskową w tym kraju pełnią zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Komunistyczna ojczyzna „wzywa” już siedemnastoletnich poborowych do odsłużenia w armii od 3 do 5 lat. Zdarzają się jednostki, w których zasadnicza służba wojskowa trwa nawet do 10 lat! Po zakończeniu tej „obywatelskiej powinności” każdy  rezerwista musi jeszcze odpracować taki sam okres w przemyśle należącym do wojska, czyli w sumie jest zabierany z domu na minimum 6 lat. O tym, czy dany obywatel jest powoływany do wojska i do jakiej formacji jest przeznaczony decyduje, poza stanem zdrowia, także … klasyfikacja społeczna. Ludność KRLD jest podzielona na 3 klasy społeczne i aż 50 podklas! O klasowej przynależności decyduje pochodzenie społeczne i domniemana lojalność wobec rządzącego reżimu. Bardzo silnym atutem KAL są oddziały specjalne, które liczą aż 180 000 żołnierzy. Jest to trzecia, co do liczebności grupa komandosów wśród wszystkich armii świata. Poza regularnym wojskiem na terenie Korei Północnej działa organizacja paramilitarna : Gwardia Robotniczo – Chłopska. Liczy ona aż 3, 5 miliona członków. To ugrupowanie o identycznej strukturze, jak regularne siły zbrojne, wyposażone w broń ręczną, przeciwlotniczą i moździerze jest bezpośrednim zapleczem KAL-u. Pomimo tak licznej armii, a może właśnie dlatego kłopoty gospodarcze kraju dotyczą także jego żołnierzy. Przeciętny koreański szeregowy, to żołnierz ważący,, z powodu niedożywienia, około 40 kg, uzbrojony w sześćdziesięcioletniego kałasznikowa, którego wspiera skonstruowana siedemdziesiąt lat temu artyleria. Pomimo tych widocznych archaizmów miliony fanatycznych żołnierzy gotowych na każde poświęcenie dla swojego „Niezłomnego Przywódcy Partii, Państwa i Armii” stanowi realne niebezpieczeństwo dla otaczających ich państw. Tym bardziej, że KRLD dysponuje bronią masowego rażenia. Niestety, północni Koreańczycy posiadają zakazaną w całym cywilizowanym świecie broń biologiczną w postaci zarazków wąglika, tyfusu, ospy i cholery oraz broń chemiczną, taką jak gaz musztardowy, sarin i gaz Vx. Dysponują również wyrzutniami rakietowymi pozwalającymi na przenoszenie ładunków z tą bronią o zwiększonym zasięgu do 1500 km i o dużym zasięgu od 2500 km do 6000 km. Na szczęście z rakietami Taepodong – 2, o największym teoretycznym zasięgu (6000 km) nie udało się przeprowadzić reżimowi żadnych udanych testów. Korea ma prawdopodobnie tylko dwie takie rakiety. Natomiast dysponuje wieloma sprawdzonymi w działaniu pociskami Musudan, których zasięg do 4000 km pozwoli na ostrzelanie amerykańskiej bazy wojskowej na wyspie Guam, części Rosji, Chin ( z Pekinem, Hongkongiem i Szanghajem), Tajlandii, Filipin, Japonii i oczywiście Południowej Korei. Ocenia się również, że KAL posiada od sześciu do ośmiu ładunków jądrowych, uzyskanych ze zużytych prętów plutonowych. Na szczęście są one na tyle zawodne, że nie powinny stanowić realnego zagrożenia.

Pozostaje odwieczne pytanie, co jest lepsze dla sąsiadujących z komunistyczną Koreą państw? Czy spowodowanie teraz konfliktu zbrojnego, nawet za cenę ofiar w całym regionie (obie Koree), który zaowocuje obaleniem ostatniej, tak krwawej dyktatury. Czy też czekanie ze świadomością, że Kim Dzong Un ciągle doskonali swój atomowo – chemiczno – biologiczny arsenał i że pokonanie go w każdym następnym roku będzie coraz trudniejsze. Istnieje realna obawa, że reżim może sprzedać swoje „brudne” bomby jakimś organizacjom terrorystycznym w rodzaju Al – Kaidy i tym samym spowodować zagrożenie dla całego, cywilizowanego świata, dużo większe niż spowodowałaby sama Północna Korea.

Trzeba mieć świadomość, że przyparty do muru reżim będzie usiłował walczyć do ostatniego żołnierza, nie mając nic do stracenia, będąc świadomym swoich zbrodni z przeszłości i teraźniejszości. W razie przegranej pewnie ma świadomość, że maltretowani dotąd mieszkańcy Korei odpłacą mu „pięknym za nadobne”. Wielką niewiadomą jest to, jak zachowa się wielomilionowa armia północno – koreańska w momencie prawdziwego konfliktu. Czy wyćwiczeni w ciągłych defiladach i strzelaniu do tekturowych Amerykanów  żołnierze Koreańskiej Armii Ludowej z takim samym zapałem i ochotą będą strzelać do realnych przeciwników? Być może powtórzy się sytuacja z wojny amerykańsko – irańskiej, gdy bardzo mocni „w gębie” żołnierze Saddama praktycznie bez walki oddali cały kraj pod okupację wojsk sprzymierzonych.

Miejmy nadzieję, że Kim Dzong Un wcale nie chce wywołać światowego, ani nawet lokalnego zbrojnego konfliktu, tylko kolejny raz mobilizuje społeczeństwo do walki z ich śmiertelnym wrogiem, czyli całą resztą świata. Taka konsolidacja pomoże na moment zapomnieć o problemach dnia codziennego w tym „komunistycznym raju”. Szczególnie jest to ważne teraz, na tak zwanym przednówku, gdy aprowizacja szwankuje bardziej niż kiedykolwiek. Nie będzie się liczyło ile dzieci i dorosłych umiera teraz z głodu, a tylko jak wystrzelić rakiety na znienawidzone Stany Zjednoczone.

Myślę, że prewencyjny, chirurgiczny atak lotniczy, jak przed laty w Libii, może pozbawić KRLD wszystkich rakietowych wyrzutni i podejrzanych fabryk zakazanego uzbrojenia. Po raz pierwszy w historii komunistycznej Korei do sankcji przeciwko niej dołączyły się także Chiny. Obecnie nadarza się wyjątkowa okazja do pełnej zgodności wszystkich członków ONZ w sprawie podjęcia wspólnej akcji przeciwko temu ostatniemu, ponuremu reliktowi totalitaryzmu minionego, XX wieku. Poza tym musimy pamiętać, że im szybciej uporamy się z tą tyranią, tym szybciej ponad 20 milionów zniewolonych Koreańczyków odzyska swoją godność i prawo do wolnego życia. Międzynarodowa społeczność jest to winna temu tak okrutnie doświadczonemu narodowi.

Źródła : Wikipedia i artykuł „Wybaczyć kanibalizm” Dariusza Stawika.

Jarosław Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*