News Ticker

Akcja polityczna


Pewnie wielu z Was, Szanowni Czytelnicy, nie sięga po „Uważam Rze” od czasu gdy w pamiętnych i niesławnych okolicznościach zmienił się tam cały zespół.
Czasami jednak warto przełamać niechęć, jedną z rubryk, które polecam jest „Mowa nienawiści” Rafała Otoka-Frąckiewicza. Ten sam dziennikarz przeprowadził wywiad z posłanką PO, Marzeną Okła-Drewnowicz.
Pani poseł opowiada w nim, jak bardzo dobrym pomysłem jest reforma edukacji, wcześniejsze posłanie dzieci do szkoły oraz o dobrym przygotowaniu systemu szkolnego.
Dziennikarz przeprowadzający wywiad dość mocno grilluje panią poseł, wypominając jej ignorowanie głosu prawie miliona obywateli. Argumentacja pani poseł poraża, jej zdaniem rodzice zostali po prostu wystraszeni przez pomysłodawców akcji „Ratuj Maluchy”.
A tak w ogóle szkoła jest przygotowana. To interesujące, gdyż pracownicy Inspekcji

Sanitarnej twierdzą co innego. Ich zdaniem MEN manipuluje danymi i raporty tworzone są tak, by każda szkoła mogła otrzymać dobrą ocenę i zostać uznana za gotową do przyjęcia sześciolatków. Więcej o całej sprawie pisze Rzeczpospolita:
http://www.rp.pl/artykul/10,1021033-Sanepid-demaskuje-ministra.html?p=1
Ach, zapomniałabym o najważniejszym. Zgadnijcie Państwo jaki zarzut pada jeszcze odnośnie całej akcji, oczywiście oprócz nieśmiertelnego „ludzie się wystraszyli/zareagowali emocjonalnie”?
Pani Okła-Drewnowicz w działaniu tym widzi politykę!

Podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków już zostały zebrane i zaniesione do Sejmu, tymczasem wciąż trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie Prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Akcja powinna zakończyć się sukcesem, z dwóch powodów. Po pierwsze, w poniedziałek pojawiły się informacje, że jest już 116 tysięcy podpisów, zaś potrzebne jest 135 tysięcy. Nie sądzę, by zebranie brakującej części stanowiło problem, czasu jeszcze trochę zostało, myślę, że będzie nawet zapas. Jest jeszcze jedna optymistyczna wiadomość – tu nikt nie będzie głosował nad tym, czy referendum ma się odbyć. Warunkiem koniecznym i wystarczającym do jego przeprowadzenia jest ilość głosów. Zachęcam do więc do podpisywania.
To referendum również nie podoba się wielu osobom i to z podobnego powodu. Znana dziennikarka, Katarzyna Kolenda-Zaleska uważa, że takie referendum to akcja polityczna.
Pani redaktor, referendum o odwołanie polityka z definicji jest akcją polityczną.
Zawsze zresztą zastanawiało mnie to obrzydzenie polityką prezentowane przez polityków Platformy Obywatelskiej oraz osoby z nią sympatyzujące.
Ilekroć pojawia się jakakolwiek inicjatywa opozycji, rozlega się bicie na alarm- uwaga, uwaga, to działanie polityczne! Tak jakby nie było to oczywiste. Inne partie to organizacje polityczne, ich każde działanie to polityka.
To samo dzieje się przy inicjatywach oddolnych – są one złe, bo polityczne. No nie podejrzewam o znajomość Arystotelesa na wyrywki, ale może coś się obiło o uszy o „zwierzęciu politycznym”?
Niebywałe, obywatele chcą uprawiać politykę, nie chcą zostawić jej w rękach posłów, najchętniej partii rządzącej. Jakże to niestosowne!
To wcale nie jest przypadkowe i pojawiło się już dość dawno temu, przy kampanii samorządowej 2010, wraz hasłami „Z dala od polityki” i „Nie róbmy polityki”.
Używając słowa „polityka” w negatywnym kontekście PO stara się zdemobilizować obywateli, zniechęcić ich do działań, do brania spraw we własne ręce i organizowania się. Ideałem bowiem jest dla tej formacji społeczeństwo bierne, ludzie zatomizowani, nie troszczący się o dobro wspólne. Przeciwieństwo społeczeństwa obywatelskiego. Przy okazji niestety, trafia to często na podatny grunt, bo polityka wielu ludziom kojarzy się raczej z działaniami, które, eufemistycznie rzecz ujmując, nie są chwalebne – np., załatwieniem komuś posady, wydawaniem publicznych pieniędzy na swoje prywatne sprawy i wystawny tryb życia oraz rozrywki.
W tym drugim przypadku dokładnie tym, co zrobiła niedawno Platforma przy wydawaniu pieniędzy z subwencji. Chyba, jak ironizował słusznie poseł Wipler, że celami statutowymi są garnitury, cygara i drogie wina. Wiadomo, gdy szlachta się bawi, na koszta nie patrzy, a obywatele piją szampana i jedzą sushi ustami swoich przedstawicieli.
Donald Tusk nie byłby sobą oczywiście, gdyby nie próbował wybrnąć z tej kompromitacji.
Nasz Katon zapowiedział likwidację finansowania partii z budżetu państwa. Zwykle jest tak, że gdy premier mówi, że coś zrobi, to mówi; myślę jednak, że tym razem będzie inaczej. Taka okazja rzadko się trafia -wydać swoje pieniądze z subwencji na luksusowe dobra, a potem z miną moralisty pokiwać głową nad upadkiem standardów i jeszcze upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – odciąć od publicznych pieniędzy opozycję.
Wszystko oczywiście odbędzie się przy aprobacie wielu osób, no bo „wreszcie ktoś się wziął za to i odciął ich wszystkich od publicznej kasy”. Widać jak na dłoni, że premier liczy na to, iż sprawy niewłaściwie wydanych subwencji nikt już nie będzie chciał wtedy drążyć. No, ale nie takie operacje socjotechniczne przeprowadzano…Tym razem jednak może będzie nieco trudniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*