News Ticker

1 marca na Czerskiej


Normą jest, że pod koniec lutego, albo z początkiem marca łapie mnie jakieś straszliwe przeziębienie i wówczas na kilka dobrych dni wyłączona jestem z życia. Nie mam sił ani fizycznie ani psychicznie ani intelektualnie mierzyć się ze światem, chowam się i nie odbieram informacji.
Z tego też powodu typowego podsumowania tygodnia nie będzie.

Zamiast tego opiszę jak to Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych świętowała redakcja z Czerskiej. W specyficzny sposób: pisząc o wyklętych, którzy „przez jednych nazywani bohaterami, przez innych zbrodniarzami…”
Tak jakby rzeczywiście istniały dwie strony medalu, a oba te sądy były tak samo uprawnione.
Tymczasem całkiem łatwo to rozstrzygnąć, wystarczy odpowiedzieć sobie na trzy pytania : Czy Żołnierze Wyklęci walczyli z ludźmi, którzy nie cofali się przed niczym, by wprowadzić w Polsce ustrój totalitarny? Czy chcieli wolnej Polski? Czy taką postawę można nazwać bohaterską?

W innym miejscu przeprowadzony jest wywiad z historykiem, doktorem habilitowanym Rafałem Wnukiem, który stwierdza, że przecież nie można wszystkich Wyklętych traktować jednakowo, bowiem mieli oni różne wizje Polski. Poza tym, jak sugeruje przeprowadzający wywiad Paweł Wroński, obecnie obchody jednoczą środowiska narodowe, czy antykomunistyczne.
Czyżby redaktor ujawnił w czym tkwi sedno i dlaczego mu się święto w obecnym kształcie nie podoba?
Wróćmy jednak do wywiadu: Pan profesor zgadza się, że jest to dziwne i niepokojące w kraju gdzie komunizm upadł prawie ćwierć wieku temu, i że tym osobom może chodzić o to, by cytuję „przedstawić „żołnierzy wyklętych” jako znak sprzeciwu wobec obecnej Polski, kraju dla niektórych uwikłanego w komunizm albo niesuwerennego.
„Mam zresztą głęboką nadzieję, że w tym kierunku to święto nie będzie ewoluować.” dodaje.
Po pochyleniu się z troską nad tym, jak bardzo to święto może dzielić a być może już dzieli, stwierdza, że powinno ono służyć: „Refleksji nad historią. Ukazywaniu jej złożoności. Każda tego rodzaju rocznica powinna mieć w sobie potencjał jednoczący wokół wspólnej wartości, powinna służyć zgodzie obywatelskiej”
No tak, to źle, że jest to rocznica tylko pewnych środowisk, bo powołują się one na antykomunizm Wyklętych a powinna nas łączyć, nie dzielić.
Tylko z kolei mi jakiś trudno jest uwierzyć, że osoby zastanawiające się, czy byli to bohaterowie czy zbrodniarze rzeczywiście chcą w jednym szeregu świętować z tymi, których na co dzień nie poważają.

Zostawmy zresztą sprawę wielkiego świętowania, GW często podkreśla, jak ważny jest patriotyzm rzeczy małych, a nie wielkie akademie ku czci. Jakim cudem jedno wyklucza drugie i po co ta fałszywa dychotomia to już inna sprawa. W każdym razie, czy nie jest świetnym przykładem takiego patriotyzmu rzeczy małych nazywanie nadawanie ulicom, rondom i skwerom imion bohaterów? Nie jest to patetyczne stawianie pomników, prawda? Tak więc przypominam sobie z jakim przyjęciem Gazety Wyborczej spotkało się właśnie takiego typu uczczenie ich pamięci.

Sytuacja miała miejsce przez kilku laty. Siedziałam w pracy, z kubkiem kawy, niedaleko siedziała znajoma, przeglądała serwisy internetowe. Nagle od strony jej monitora usłyszałam syk „No tego Kaczyńskiego to …”
Uprzejmie zainteresowałam się, o co może chodzić, bo ona nie jest osobą, która gwałtownie reaguje na byle co. Okazało się, zmieniono nazwę fragmentu ulicy Wrocławskiej na Żołnierzy Wyklętych.
Stwierdziłam, że powinna się wyluzować i poinformowałam ją, że pewnie ani jeden ani drugi Kaczyński nie miał z tym nic wspólnego. Takie decyzje to pewnie zatwierdza rada dzielnicy albo miasta.
„No dobrze, ale co za głupota!”rzucała się znajoma. „Ty Ewa w ogóle wiesz, kim są ci Żołnierze Wyklęci?!”.
„No wiem.” odpowiedziałam. „AK, Niezależne Siły Zbrojne, ogólnie ci, których za wczesnej komuny tępiono.”
Znajoma jest osobą, która ma poglądy tak bardzo „normalne, europejskie”, że idę o zakład i to o dobry trunek, że oburzała się pod wpływem artykułu na którymś z serwisów Agory, bo stamtąd czerpała zwykle informacje o świecie. Zresztą, jak poszukać, to bardzo łatwo znaleźć: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6551635,Ulica_Zolnierzy_Wykletych__Horror_i_dziwadlo.html
Ogólnie jest o udrękach jakie niesie ze sobą dla mieszkańców taka zmiana nazwy ulicy. A poza tym dziwnie brzmi i się może źle kojarzyć.

Jakby nie świętowano, w jakikolwiek sposób by ich nie uczczono – źle.
Chyba wynika to przede wszystkim z zazdrości o rząd dusz; o to, że nie są to bohaterowie, których kazali nam czcić redaktorzy. No takie świętowanie bez imprimatur Salonu – niedopuszczalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*